Jeden krok za nami

Kibice Chelsea w drodze do moskiewskiego finału Ligi Mistrzów 2008 po zwycięskich meczach na Stamford Bridge szaleli przy dźwiękach „One Step Beyond” popularnej w latach 80-tych kapeli Madness. Wczoraj takie szaleństwo przeżyli polscy fani ściskający kciuki za Wisłę Kraków w batalii o wyśnioną elitę europejskiego futbolu.

Piłkarze Maaskanta są ciut bliżej upragnionego celu, ale nie mogą sobie pozwolić na grzech pychy. Można już wetknąć nos i zobaczyć fragment obiecanego raju, ale przepustkę do sportowej arkadii należy wyszarpać na gorącym jak piekło Cyprze.

Wczorajszy blichtr rozgrywek Ligi Mistrzów udzielił się krakowskim kibicom. Już na godzinę przed pierwszym gwizdkiem zaczął się głośny doping, który zagłuszał pomarańczowy sektor przyjezdnych z Nikozji. Napięcie na trybunach przerastało to znane z zeszłorocznych derbów Krakowa, kiedy Wisła pokonując odwiecznego rywala zza miedzy, zapewniła sobie mistrzostwo kraju.

Indywidualny splendor spadł oczywiście na strzelca zwycięskiej bramki Patryka Małeckiego. Jego uderzenie było absolutnie przedniej klasy, miało w sobie siłę i chirurgiczną precyzję. Jednak nie sposób pozbyć się wrażenia, że poza golem Małecki rozczarowywał. Często spowalniał ataki wiślaków. Nie potrafił przegonić pilnującego go obrońcy. Nawet, gdy udało się minąć jednego rywala, zaraz spod ziemi wyrastał inny, który skutecznie wyłuskiwał piłkę. Ale od 71. minuty jedym zagraniem sprawił, że dotychczasowe trudności przestały się liczyć.

W zwycięskim zespole wyróżniał się lider bloku defensywnego Osman Chavez, który sklejał wszystkie dziury w ustawieniu kolegów z formacji. Błysnął także Gervasio Nunez – człowiek porządkujący linię pomocy i błyskotliwy asystent przy golu Małeckiego.

Trzeba przyznać, że Wisła nie zagrała meczu marzeń. Holenderski stempel Maaskanta sprawił, że nawet przeciętne spotkanie ekipa z Reymonta potrafi rozstrzygnąć na swoją korzyść.

Jednak jak duże było zdziwienie, gdy początek meczu zdominowali lekceważeni przyjezdni z Cypru. APOEL płynnie wymieniał podania, co rusz z strzałami dystansu sprawdzał dyspozycję Sergieja Pareiki. Goście znacznie lepiej operowali piłką w ofensywie. Na szczęście po początkowym szoku krakowianie odzyskali kontrolę nad meczem i potrafili udokumentować przewagę.

Rewanż w Nikozji zapowiada się na wyjątkowo trudną przeprawę. Wisła musi poprawić grę na skrzydłach (przy wczorajszych brakach Ilieva i Małeckiego niemal kompletnie bezużyteczny był Tsvetan Genkov), lepiej rozgrywać ataki pod polem karnym rywala. Gorąco będzie na trybunach oraz na placu boju. Jeszcze jeden krok przed nami.

  1. Frank Drebin
    31/08/2011 o 22:48

    juice!!!😀

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: