Strona główna > Premier League > Co powiedziała nam 3. kolejka Premier League?

Co powiedziała nam 3. kolejka Premier League?

1. Manchester nową stolicą piłkarskiej Anglii

Kluby z Manchesteru solidarnie tłuką każdego napotkanego oponenta od samego startu nowych rozgrywek. Lider United zaczął powoli strzelając West Bromowi dwa gole, później rozłożył silny Tottenham 3:0, a w niedzielę upokorzył Arsenal aplikując Wojciechowi Szczęsnemu aż osiem bramek. Zawodnicy z błękitnej części miasta w tym czasie strzelali celnie czterokrotnie w Swansea, trzy razy w Bolton. W niedzielę piłkarze Roberto Manciniego zdemolowali na wyjeździe Tottenham aż 5:1.

Dominatorzy początku rozgrywek zwyciężają z niezwykłą lekkością, polotem i fantazją. Sukces Czerwonych Diabłów bierze się z młodej krwi świetnie wkomponowanej w skład. Zachwycający Jones, Cleverley i Welbeck jeszcze dwanaście miesięcy temu bili o utrzymanie w lidze, dziś stanowią o sile aktualnego mistrza Anglii. Wyjątkowo dobrze w ustawienie United wpasował się Ashley Young, który, jak widać, za długo kisił się na Villa Park. On, Nani i Wayne Rooney napędzają ataki serią krótkich podań na jeden kontakt.

W historycznym już pojedynku z Arsenalem trudno było wskazać słabsze ogniwo machiny Fergusona. Wreszcie bardzo dobre spotkanie rozegrał niepewny dotąd David de Gea. Hiszpan obronił karnego nie mylącego się zwykle van Persiego, dwukrotnie paradą zapobiegł nadchodzącej bramce Kanonierów, a także dokładnie rozpoczynał wykopami nowe ataki United. Rysą na jego występie będzie jedynie siatka założona mu przez Walcotta. Imponowali także Jones, Smalling i Evra – dokładni w obronie, chętnie włączający się do ofensywy. Cały splendor i nagłówki gazet skradli jednak Rooney z Youngiem. Ten pierwszy ze stałych fragmentów gry ustrzelił hat-tricka,  a ponadto, szczególnie w drugiej połowie, był mózgiem swojego zespołu. Drugi zaś, poza dwoma precyzyjnymi strzałami w okienko Szczęsnego, dołożył trzy (!) asysty, a także zamienił w piekło niedzielne popołudnie młodego Kanoniera Carla Jenkinsona.

8:2 drużyny Fergusona imponuje, ale jeszcze większe wrażenie zrobili „głośni sąsiedzi” z Etihad Stadium. Wymienność pozycji, nieustanny ruch oraz umiejętność wyszukiwania wolnej przestrzeni na boisku ofensywnego kwartetu Nasri-Silva-Aguero-Dżeko zaowocowały laniem Tottenhamu na White Hart Lane. Nasri po zaledwie trzech treningach z nowymi kolegami rozumiał się z nimi bez słów. Debiut w błękitnej koszulce Francuz okrasił trzema asystami. Wzmocnienia składu w letniej sesji transferowej dobrze posłużyły Silvie, który ze skrzydłowego przeobraził się w rozgrywającego z techniką wyrastającą ponad standardy Premier League. Hiszpan (który nie ma miejsca w wyjściowym składzie reprezentacji La Roja!) fenomenalnie utrzymuje się przy piłce i wodzi za nos bezradnych obrońców rywala. W gazie pozostaje Dżeko. Napastnik dołożył cztery gole do wcześniejszych trafień ze Swansea i Boltonem. Przy wszystkich zachwytach nad atakiem The Citizens trudno nie wspomnieć o dwójce graczy, którzy umożliwiają ofensywnym partnerom swobodę ruchu. Yaya Toure i nade wszystko Gareth Barry zdominowali środek pola stanowiąc tarczę bezpieczeństwa dla tylnej formacji City. Po meczu Mancini narzekał na stratę bramki po rzucie rożnym. Jest 18 innych menadżerów z Anglii, którzy marzyliby o takich problemach…

2. Północny Londyn w odwrocie

Manchester – Północny Londyn 13:3. Przy trudnościach kadrowych obu stołecznych ekip można było się spodziewać porażek. Konia z rzędem temu, kto przewidział ich rozmiary. Arsenal i Tottenham cierpią przez otwarte wciąż okno transferowe. Harry Redknapp przyznał, że Luka Modric poprosił go o wolne, gdyż „jego głowa jest nie w tym miejscu co trzeba”. Wiąże się to z kolejnymi plotkami na temat transferu Chorwata na Stamford Bridge. Niepewna sytuacja rozgrywającego Kogutów odbija się czkawką całej drużynie. Spurs tęsknią też za solidnym defensywnym pomocnikiem, który zabezpieczyłby otwartą jak książka Dana Browna obronę Tottenhamu. Huddlestone wraca do zdrowia, a Palacios jest jedną nogą w Stoke. Sytuację może uleczyć zbliżającymi się dużymi krokami zakup Scotta Parkera z West Hamu. Ekipa z White Hart Lane nie uciułała jeszcze punktu i rąbnęła o dno tabeli, choć w obu swoich pojedynkach mierzyła się z manchesterowymi siłaczami. Redknapp na pewno do środy uda się na zakupy z wypchanym portfelem, aby wprowadzić do drużyny jednego, dwóch klasowych zawodników. W zeszłym roku wyszarpał z Realu van der Vaarta, co szykuje na 31 sierpnia 2011?

Równie pracowity finisz sesji transferowej zapowiada Arsene Wenger. Francuski trener przespał dotychczasowe wakacje. Świadomy nieuchronnej utraty Fabregasa i Nasriego, nie pomyślał o nowych elementach swojej układanki. Wyciągnięty z Southampton za ponad 10 mln funtów Alex Oxlande-Chamberlain jest niegotowy do walki o laury w Premier League. Wenger stoi jednak pod ścianą i musi wydać w końcu pieniądze, nawet jeśli miałby przepłacić te dwa miliony funtów. Bez inwestycji Kanonierzy ostaną się z kadrą pozbawioną głębi. W hicie na Old Trafford Arsenal na ławce rezerwowych trzymał Fabiańskiego, Chamakha oraz Sunu, Ozyakupa, Miquela, Lansburego i wspomnianego Oxlande-Chamberlaina. To nie przystoi drużynie z Ligi Mistrzów. Tak samo niedopuszczalna jest beznadziejna dyspozycja obrońców, którą w niedzielę zaprezentowali Jenkinson, Djourou, Koscielny i Traore.

Indolencję w ustawieniu najlepiej obrazuje gol United na 5:1, gdy dwaj środkowi wybiegli do Rooneya, otwierając cały wolny korytarz nadciągającemu Naniemu.

3. Efekt Dalglisha  wciąż działa

Pod okiem Kenny’ego Dalglisha Liverpool stłamsił Bolton 3:1. Jeszcze w styczniu The Reds pod wodzą Roy’a Hodgsona niemiłosiernie męczyli się z Kłusakami , a zwycięstwo wyszarpali w ostatniej minucie dzięki trafieniu ze spalonego Joe Cole’a. Różnica jakości obu tych meczów jest porażająca. „Król Kenny” rozsądnie zainwestował otrzymane pieniądze. Przepłacił nieco za Hendersona i Downinga, ale ostatecznie w porę wyciągnął ich z odpowiednio Sunderlandu oraz Aston Villi. Obaj zagrali bardzo dobrze na skrzydłach Liverpoolu, wspierani z drugiej linii kolejną nową twarzą w zespole – Adamem.

Do tej pory jednak 18-krotni mistrzowie kraju grali nieprzekonywająco, opierając się na schematycznym wykopywaniu piłek w stronę Carrolla. W sobotę rosły Anglik kupiony za 35 mln funtów usiadł na ławce. Atakowi przewodził Luis Suarez, który daje drużynie z Anfield zupełnie inną jakość. Urugwajczyk schodzi na skrzydło, świetnie rozgrywa i wymusza na kolegach wymienianie szybkich, krótkich podań. Dzięki temu po raz pierwszy Liverpool wygrał demolując przeciwnika, a nie wymęczając zwycięstwo. Dalglish i spółka kolekcjonują punkty, teraz czyhają tuż za plecami ekip z Manchesteru

4. Świetny start Wolves, Newcastle i Wigan

O ile udane transfery wskazywały na to, że w czołówce znajdą się Manchester United, City, Liverpool oraz Chelsea, tak obecność w czubie tabeli Wolverhampton, Newcastle i Wigan stanowi pewną niespodziankę. Wszystkie te zespoły jak dotąd nie znalazły dla siebie pogromcy.

Szczególnie zadziwiają piłkarze Srok. Pod wodzą Alana Pardewa uzbierali już siedem punktów, wliczając w to najcenniejszy skalp zdobyty w derbach północy na stadionie Sunderlandu. Dobre wyniki nie idą w parze z pesymistycznymi przedsezonowymi przewidywaniami. Drużyna, która straciła Jose Enrique, Bartona oraz kapitana Nolana, udawadnia jak dotąd, że istnieje życie po sprzedanych największych gwiazdach.

5. Vorm nadal chwałą Swansea

Swansea jako jedyna ekipa w Premier League nie strzeliła jeszcze gola. Kibice z Liberty Stadium wciąż czekają na pierwszą bramkę w historii angielskiej ekstraklasy strzeloną przez zespół z Walii. Mimo nieskuteczności Swansea uzbierało dwa oczka po remisach z Wigan i Sunderlandem. Zasługę za tę zdobycz punktową może przypisać sobie rewelacyjny Michel Vorm. Holender błysnął już w pierwszej kolejce, a z biegiem czasu gra jeszcze lepiej. Tydzień temu obronił karnego, a w sobotę skutecznym wślizgiem i wygranym pojedynkiem jeden na jeden uchronił Walijczyków przed niechybną porażką. Najlepszym graczem ofensywnie nastawionej drużyny zwanej Swanseloną pozostaje zatem kupiony z Utrechtu bramkarz.


To przykuło oko:

Zawodnik kolejki: Edin Dżeko (Manchester City) – cztery trafienia, dwa głową, jedno lewą i jedno prawą nogą sugerują występ kompletny. Bośniak nie dość, że skutecznie strzelał, to robił to jeszcze z gracją, co potwierdza gol tyłem głowy, a także ściągnięta pajęczyna z okienka bramki Brada Friedela.

Mecz kolejki: Manchester United – Arsenal 8:2! – jak to określił Martin Samuel, Arsenal wciąż planuje mityczną przyszłość, a w Manchesterze United przyszłość właśnie trwa. W obu zespołach średnia wieku wynosiła 23 lata, ale klasa piłkarzy była zgoła inna. United co chwilę z łatwością przedostawali się w pole karne Kanonierów, siając spustoszenie w formacji obronnej Arsenalu.

Gol kolejki: Ashely Young (Manchester United) – pierwsza bramka Anglika była przedniej urody. Skrzydłowy serią krótkich zwodów wyprowadził w pole Coquelina, a następnie posłał rogala w sam narożnik bramki strzeżonej przez Szczęsnego.

Obrona kolejki: Tim Krul (Newcastle) – bramkarz Srok dwukrotnie efektownie zbijał główki graczy Fulham Steve’a Sidwella oraz Danny’ego Murphy’ego. Bez tych parad Newcastle mogłoby zapomnieć o komplecie punktów.

Podanie kolejki: Luis Suarez (Liverpool) – Urugwajczyk posłał nieziemskie podanie prostopadłe z głębi pola do wbiegającego Downinga. Maestrię zagrania dopełnił fakt, iż Suarez użył zewnętrznej części stopy.

Zaskoczenie kolejki: Franco di Santo (Wigan) – napastnik z Argentyny do tej pory uzbierał zaledwie dwa gole w Premier League. Di Santo w sobotę podwoił zdobycz bramkową, a jego dublet dał The Latics ważną wygraną nad QPR.

Błąd kolejki: rzuty karne Blackburn – Rovers dwukrotnie podchodzili do jedenastek w meczu z Evertonem. Strzał Hoiletta sparował golkiper rywali, a uderzenie Formicy trafiło w słupek. Pudła zemściły się na Blackburn, gdy w 90. minucie swojego karnego wykorzystał Everton. Gol Artety oznaczał, że mimo wyraźnej przewagi, podopieczni Steve’a Keana zakończyli spotkanie bez punktów.

Kontrowersja kolejki: gol Stoke – w 89. minucie bramkarz WBA Ben Foster chwycił piłkę po nieporozumieniu z kolegą z obrony, jednak futbolówkę wytrącił mu zawodnik Stoke Ryan Shotton. Napastnik bez trudu zdobył bramkę na wagę zwycięstwa The Potters. Wydaje się, że trafienie nie powinno być uznane, gdyż to Foster jako pierwszy przejął kontrolę nad piłką.

Numery z Premier League:

7 – tyle karnych nie wykorzystali dotąd zawodnicy wszystkich klubów angielskiej ekstraklasy. W trzech kolejkach sędziowie podyktowali 11 jedenastek, z czego zaledwie 36% z nich trafiło celu. Szczęśliwymi wykonawcami byli Ben Watson (Wigan), Frank Lampard (Chelsea), Mikel Arteta (Everton) i Wayne Rooney (Manchester United).

21– Blackburn aż 21 razy ostrzeliwało bramkę Tima Howarda w sobotnim meczu na Ewood Park i ani razu piłka nie znalazła drogi do siatki.

115 – Arsenal ostatni raz stracił osiem goli 115 lat temu. W 1896 roku Loughborough Town zwyciężyło 8:0 nad Woolwich Arsenal w spotkaniu drugiej dywizji angielskich rozgrywek.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: