Strona główna > Euro 2012 > Lineker się nie myli

Lineker się nie myli

Ile razy Polska ma mierzyć siły z Niemcami, tak często przywołuje się oklepaną frazę Gary’ego Linekera „Futbol to prosta gra, gdzie 22 ludzi gania za piłką przez 90 minut, a na końcu zawsze wygrywają Niemcy”. Wczoraj do ostatniej sekundy meczu reprezentacja Franciszka Smudy zaprzeczała tej teorii. Gol Jakuba Błaszczykowskiego tuż przed doliczonym czasem gry wydawał się zapewniać historyczny, pierwszy triumf nad zachodnim sąsiadem.

Ale należało pamiętać o jeszcze jednym znanym cytacie, tym razem z Leo Beenhakkera – „W Holandii mówimy, że z Niemcami możesz być pewny wygranej, dopiero gdy ich autokar opuszcza stadion”. Piłkarze Joahima Loewa wsiadali do busa z wydartym remisem po bramce Cacau. A było blisko jak nigdy…

Trudno wyciągać daleko idące wnioski ze spotkania towarzyskiego. Tym bardziej, że rywale grali bez Ozila, Khediry oraz Schweinsteigera – ludzi odpowiedzialnych za rozpędzanie niemieckiej ofensywy. Pod ich nieobecność brakowało lidera w pomocy, a ataki brązowych medalistów zeszłorocznego Mundialu budowane zmiennicy budowali w wolnym tempie. Jednak pomimo wszystko to najważniejszy sprawdzian dla Smudy przed otwarciem Mistrzostw Europy.

Niezwykle rzadko polski zawodnik narzeka na remis w potyczce z Niemcami. Cieszy niezadowalanie się półśrodkami, namiastkami prawdziwego sukcesu. Kto wie, czy niedosyt po końcowym gwizdku na PGE Arena nie wyzwoli w naszych kadrowiczach woli rewanżu.

Ponowny pojedynek, tym razem na finale Euro 2012, marzy się już Wojciechowi Szczęsnemu, który wściekły opuszczał boisko po niefortunnym zakończeniu. Bez kapitalnej dyspozycji 21-letniego bramkarza Arsenalu można byłoby zapomnieć o honorowym wyniku. Golkiper potwierdza kolejny raz wyjątkowy potencjał. Szczęsny ma w sobie wielką pewność siebie, zachowuje koncentrację, jest świetny technicznie, a przy tym emanuje spokojem, mimo niewielkiego jeszcze doświadczenia gry na najwyższym poziomie. Rewelacyjna podwójna parada z 41. minuty, gdy ostrzelali go Podolski i Klose, czy obrona bomby posłanej przez Schurrle w 76. minucie to jedynie dwa dowody jego wyjątkowej klasy.

Szczęsny miał wiele szans na zaprezentowanie się, gdyż kiepsko zabezpieczali go obrońcy. Szczególnie słabo wypadł Arkadiusz Głowacki, który popełniał proste błędy techniczne, a także bezmyślnie faulował blisko polskiej bramki. To on sprokurował karnego oraz wyleciał z boiska za serię przewinień na niemieckich napastnikach. Mecz na długo zapamięta też Jakub Wawrzyniak, ponieważ jego poślizg bezlitośnie wykorzystał Muller w akcji zapewniającej gościom drugiego gola. Polacy zbyt wiele razy pozwalali Niemcom na posyłanie prostopadłych podań, brakowało też wsparcia dla bocznych obrońców zmagających się z dynamicznymi Podolskim i Schurrle.

W otoczeniu słabych we wtorek defensorów debiutował Damien Perquis. Polski Francuz zaczął nerwowo, ale z upływem czasu jego gra wyglądała coraz lepiej. Obrońca Sochaux kilka razy wyłuskał piłkę i był najjaśniejszym punktem tylnej formacji. Sporo pomocy otrzymywał ze strony Dariusza Dudki i Rafała Murawskiego, którzy zaliczyli zaskakująco dużo przechwytów w środku pola. Ich ocenę obniża jednak chaotyczne, pospieszne rozpoczynanie ataków biało-czerwonych.

Polska od początku meczu schowała się za gardą i szyki obronne ustawiała już na własnej połowie. Brak pressingu oznaczał konieczność gry z kontrataku. Chłopcy Smudy wyprowadzali zaskakująco groźne natarcia. Aż trzykrotnie sam na sam z Wiese stawał Sławomir Peszko, za każdym razem jednak przegrywał te pojedynki. Zawodnik FC Koeln zdominował szybkościowo prawego defensora Niemiec, dobrze pokazywał się do podania, ale wykończenia akcji wołały o pomstę do nieba.

Odpowiedzialnym za kreowanie stuprocentowych sytuacji Peszki był Robert Lewandowski, który po raz kolejny udowodnił swoją klasę. Napastnik Borussii Dortmund dobrze czuje się przy schodzeniu w rozegraniu z głębi pola. Lewandowski, w odróżnieniu od kolegów, zachowywał spokój w pojedynkach z utytułowanymi rywalami. Jego determinację wynagrodziła pierwsza bramka meczu.

Do poziomu środkowego napastnika próbował się dopasować Jakub Błaszczykowski. Kapitan nie przeprowadzał swoich markowych rajdów, ponieważ pilnował go Phillip Lahm, ale odegrał kluczową rolę przy obu golach dla Polski. Przy pierwszym kapitalnie podał do Dudki za plecy niemieckiej obrony, przy drugim zaś wziął na siebie odpowiedzialność za strzał z rzutu karnego.

Gdy w doliczonym czasie gry Błaszczykowski schodził z boiska nagradzany owacją na stojąco, dziękował niebiosom za spektakularny sukces. Krótko po tym mógł już tylko kląć na czym świat stoi.

– Dla nas jest to szkoła. Lepiej by takie coś zdarzyło się teraz, niż podczas Euro – skomentował najlepszy w polu Lewandowski. Trudno o lepszy wniosek po ciosie Cacau. Lekcja odbyta, zadanie domowe do wykonania.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: