Strona główna > Europejskie puchary, Premier League > Jak Anglia w Europie walczyła

Jak Anglia w Europie walczyła

Wszyscy angielscy reprezentanci w Lidze Mistrzów od pierwszej kolejki zmagali się z wymagającymi przeciwnikami. Mimo trudnych wyzwań, cała czwórka z satysfakcją przyjęła wyniki inauguracyjnej rundy, nawet jeśli aż trzy razy kluby Premier League remisowały. Czego dowiedzieliśmy się o Arsenalu, Chelsea, Manchesterze United i City po ich europejskich wojażach?

W najlepszych nastrojach mecz kończyła Chelsea – jedyny brytyjski zwycięzca pierwszej serii. The Blues pewnie pokonali 2:0 Bayer Leverkusen. Kluczową decyzją Andre Villas-Boasa okazało się ponowne skorzystanie z usług Fernando Torresa. Hiszpan dotąd tylko irytował nieskutecznością i niedawno stał się najdroższym rezerwowym w kraju. Dodatkowo zirytował menedżera wywiadem, w którym narzekał na wiek oraz brak szybkości kolegów z drużyny.

We wtorek El Nino nie powiększył konta strzeleckiego na Stamford Bridge, ale trudno było wyobrazić sobie bez niego triumfu nad Leverkusen. Torres asystował przy obu golach dla gospodarzy. Szczególnie przy podaniu do Juana Maty, ściągnięty za 50 mln funtów napastnik pokazał wyjątkową klasę. Zamiast próbować strzału z ostrego kąta, po którym mógł zamknąć usta krytykom, zdecydował się odgrywać do idealnie ustawionego partnera. Pomimo zawirowań wokół Torresa widać, że nadal cieszy się zaufaniem w drużynie. Zarówno Mata, jak i David Luiz po celnych trafieniach pokazywali kibicom, że pełnię chwały powinien zebrać zawodnik z numerem 9.

Do składu Chelsea z przytupem wrócił także wspomniany David Luiz. Brazylijski obrońca wrył się w pamięć udanym rajdem pod pole karne przeciwnika, zakończonym precyzyjnym uderzeniem w długi róg bramki Bayeru. Błogosławieństwo na takie ofensywne zapędy dał mu sam menedżer. – Nie po raz pierwszy w tym sezonie widzieliście, jak nasz środkowy defensor pędzi z piłką do przodu. To coś, z czego jesteśmy dumni – wszyscy mają zdolności techniczne pozwalające na takie akcje – chwalił Luiza szkoleniowiec The Blues.

W zwycięstwo nad wicemistrzem Niemiec nie był zaangażowany John Terry, dopiero z ławki wszedł Frank Lampard. Villas-Boas mógł pozwolić sobie na oszczędzanie kluczowych graczy przed hitowym meczem z Manchesterem United. Wydaje się, że dopiero ten pojedynek pokaże prawdziwy potencjał odmienionej Chelsea.

W równie dobrym nastroju co The Blues do tego pojedynku podejdą także podopieczni sir Alexa Fergusona. Czerwone Diabły w środę osiągnęły wszystkie zamierzone cele. Menedżer umiejętnie rotował składem, a mimo ośmiu zmian w ustawieniu,Manchester United wywiózł cenny punkt z gorącego stadionu Benficy.

Czołówki gazet skradł Ryan Giggs. O walijskim fenomenie znów pisze się w odniesieniu do boiskowej formy, a nie obyczajowego skandalu. Pomocnik pobił dwa rekordy Ligi Mistrzów – został najstarszym strzelcem w historii rozgrywek (37 lat i 289 dni), a także trafiał do siatki w szesnastym kolejnym sezonie Champions League!

O ile Giggs zatroszczył się o gola, tak pochwały za niewielkie straty bramkowe zgarnął Anders Lindegaard. Rezerwowy golkiper w pełni wykorzystał daną mu szanse. Dwukrotnie niezwykle efektownie zamknął drogę do siatki piłkarzom przeważającej Benficy. W drugim meczu z rzędu Manchester United strzelał rzadziej niż przeciwnik, a jednak potrafił wywieźć korzystny rezultat.

Przebłysk formy Lindegaarda to miód na uszy Fergusona. Szkocki trener ma teraz kłopoty bogactwa przy wyborze bramkarza. A jeszcze niedawno ta pozycja była piętą achillesową mistrzów Anglii.

Równie dobry humor po remisie panował w obozie Arsenalu. Borussia Dortmund, szczególnie w pierwszej połowie, zdominowała przyjezdnych z Londynu. Gdyby zawodnicy Jurgena Kloppa wykazali się większą skutecznością, mogło się skończyć solidnym laniem Kanonierów. Borussia przeważała w posiadaniu piłki (57%-43%) oraz w strzałach (15-4). Nie dziwi zatem zdanie asystenta Pata Rice’a – Punkt to dobry wynik. Niewiele drużyn osiąga tu zwycięstwa.

Po raz kolejny słabo wypadła obrona ekipy Arsene Wengera. Dortmundczycy co rusz obnażali braki szybkości wysoko ustawionych środkowych defensorów. Długie piłki za plecy Mertesackera oraz Kościelnego nie miały prawa tak często docierać do napastników Borussii. Arsenal na swoje szczęście wyciągnął wnioski z tej lekcji i w późniejszej fazie meczu bronił ciaśniej, bliżej bramki Wojciecha Szczęsnego.

Nieoceniony dla remisu na Signal Iduna Park okazał się Alex Song, który zapisał na koncie aż dziewięć udanych odbiorów oraz pięć przechwytów. Defensywny pomocnik stanowił ekstremalnie trudną barierę do przejścia w drugiej linii.

Po zwycięstwie nad Swansea i szczęśliwym remisie w Dortmundzie Wenger myśli o nowym początku sezonu. Francuz zdaje sobie sprawę, że tylko kolejne wygrane odbudują nadszarpniętą reputację Kanonierów.

Wielkiej ulgi nie było natomiast w obozie Manchesteru City, ale na Etihad Stadium daleko od paniki po remisie z Napoli. Co prawda w „grupie śmierci” drużyna marząca o awansie do fazy pucharowej powinna zwyciężać na swoim boisku, tak należy pamiętać, że był to dopiero debiut The Citizens w Lidze Mistrzów.

– Następnym razem będzie lepiej. W środę graliśmy pełni nerwów, co mnie zaskoczyło – powiedział o inauguracyjnej tremie Roberto Mancini.

City miało sporego pecha, że w pierwszym spotkaniu przypadło zmierzyć się ze znakomicie zorganizowanym Napoli. Włosi zastosowali wielce efektywną taktykę z trzema środkowymi obrońcami, wspieranymi przez bocznych i defensywnych pomocników. Przed polem karnym przyjezdnych było wyjątkowo ciasno, przez co miejsca na swobodne rozegranie brakowało Davidowi Silvie, Samirowi Nasriemu oraz Sergio Aguero. Goście zaliczyli 23 udane odbiory, a prym wiódł Hugo Campagnaro – autor ośmiu odbiorów piłki i pięciu przechwytów.

Manchester City znów udowodnił, że ich obrona stanowi najsłabsze ogniwo. Chłopcy Manciniego nadziewali się na błyskawiczne kontry. Z jednej z nich padł gol dla Napoli. Fatalny błąd przy zagraniu piętą popełnił Gareth Barry. Taka strata podrażniła trenera City, który wymagał prostej gry, pozbawionej zbędnych fajerwerków.

– Uczulałem swoich graczy na kontry, ale straciliśmy głupiego gola. Takich bramek się nie traci. Kiedy zgubiliśmy tę piłkę, nie było już żadnych pomocników przed linią obrony – wyjaśnił Mancini.

Pierwsze koty za płoty. The Citizens dostali lekcję gry w europejskich pucharach, ale mimo wszystko nie przegrali dzięki pięknej bramce Aleksandara Kolarova. Bogatsi o to doświadczenie będą z pewnością groźniejsi dla Bayernu czy Villarreal. Mancini już zapowiedział zwycięstwo na Allianz Arena…

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: