Strona główna > Premier League > Koniec klątwy Anfield – analiza taktyczna meczu Liverpool – Man United

Koniec klątwy Anfield – analiza taktyczna meczu Liverpool – Man United

Hit 8. kolejki Premier League nie sprostał wygórowanym wymaganiom i tylko w końcówce dostarczył kibicom wielkich emocji. Sir Alex Ferguson zaskoczył wszystkich wyjściowym ustawieniem, ale ostatecznie osiągnął cel – przełamał passę trzech porażek z rzędu na Anfield. Liverpool stworzył dużo więcej groźnych akcji, dlatego Kenny Dalglish ma prawo czuć niedosyt.

Ustawienie

Obserwatorzy sobotniej potyczki przecierali oczy ze zdziwienia po prezentacji składu Manchesteru United. Ferguson, pomny bolesnych doświadczeń z poprzednich wizyt w Liverpoolu, zdecydował się na odejście od tradycyjnego ustawienia 4-4-1-1. W minionych latach The Reds ogrywali Czerwone Diabły, gdyż mieli w składzie ludzi potrafiących swoją szybkością rozrywać obronne zasieki przeciwnika. Fernando Torres i Luis Suarez boleśnie obnażali brak wystarczającej ochrony dla tylnej formacji aktualnych mistrzów Anglii.

Dlatego menedżer United postawił na duet defensywnych pomocników. Jednym z nich był nominalny środkowy obrońca Phil Jones, który jednak grał w podobnym ustawieniu w Blackburn. Dodatkowe zabezpieczenie dodawał występujący na lewym skrzydle, a sprawdzony w destrukcji Park Ji-Sung.

Jeszcze ciekawszą decyzją okazało się pozostawienie na ławce rezerwowych największych strzelb klubu z Old Trafford w tym sezonie – Wayne’a Rooneya, Javiera Hernandeza oraz Naniego. Absencję pierwszego z nich Ferguson wyjaśnił tym, że lider United źle zniósł zawieszenie UEFA na trzy mecze Euro 2012 po czerwonej kartce otrzymanej w Czarnogórze.

Podobnych sensacji nie zafundował Dalglish. Król Kenny zachował swoje sprawdzone ustawienie, a jedyną i spodziewaną zmianą było włączenie do składu kapitana Stevena Gerrarda.

Sposób obrony

Tak defensywne nastawienie gości spowodowało wyjątkową ostrożność w poczynaniach obu ekip. Już od pierwszego gwizdka utworzyły się pary blisko kryjących się zawodników. Darren Fletcher oraz Lucas grali zaraz przy swoich kolegach z obrony, dlatego na boisku pozostawało bardzo mało przestrzeni.

Zarówno Liverpool i Manchester United decydowali się na cofanie się w okolice własnego pola karnego. Tam formowali równo ustawione linie defensywne, przez które trudno było przecisnąć podanie otwierające drogę do bramki. Głęboka gra środkowych obrońców uniemożliwiała także możliwość celnych przerzutów za plecy tylnej formacji.

Dobrym wyznacznikiem tego jak duży respekt miały do siebie obie drużyny była postawa bocznego pomocnika United Parka. Koreańczyk, poza jednym wypadem do przodu, skupiał się niemal wyłącznie na blokowaniu ofensywnych wejść Jose Enrique.

Źródła zagrożenia

Liverpool usiłował sforsować okopy defensywy United poprzez grę flankami. Aż 82% wszystkich ataków The Reds pochodziło właśnie z bocznych sektorów boiska. Ale taka strategia nie miała szansy powodzenia, gdyż w składzie gospodarzy brakowało kogoś potrafiącego wykorzystać napływające zewsząd dośrodkowania. Jak pokazuje poniższy wykres, aż 20 wrzutek graczy Liverpoolu w pole karne rywali było niecelnych, a tylko dwa dośrodkowania dotarły do adresata. Co ciekawe, po jednym z nich kapitalną szansę zmarnował Jordan Henderson.

Interesującym zabiegiem taktycznym Dalglisha okazało się wymienianie pozycji przez Dirka Kuyta i Gerrarda. Raz jeden, a raz drugi meldował się na prawej flance, uniemożliwiając przy tym bliskie krycie przez przeciwnika.

Jednak obu ekipom wyraźnie brakowało dokładności w podaniach pod polem karnym przeciwnika. Zbyt często osamotnieni w ataku pozostawali Danny Welbeck i Luis Suarez. W wyniku słabej pomocy od partnerów z zespołu ten pierwszy aż ośmiokrotnie dawał sobie odebrać piłkę przeciwnikom. Suarez z kolei nie potrafił skutecznie przedryblować pilnujących go obrońców i zaliczył aż pięć strat. Pozytywną stroną występu Urugwajczyka była umiejętność wymuszania fauli.

Iskierkę w ofensywie Manchesteru United próbował wykrzesać Ashley Young, który w drugiej połowie wziął na siebie odpowiedzialność za ataki gości. Ale zbyt często jego zejścia na środek boiska kończyły się zupełnie nieudanymi strzałami.

Po zmianach

Dalglish zdecydował się na ledwie jedną roszadę w składzie, kiedy to wpuścił na plac gry Jordana Hendersona. Nie zmieniło to wiele wyjściowej taktyki Liverpoolu, ponieważ młody Anglik przejął zadania od Gerrarda, zaś kapitan The Reds cofnął się na miejsce zajmowane wcześniej przez Lucasa.

Zdecydowanie ustawieniem zamieszał za to menedżer gości. Ferguson wypuścił w bój swoje ofensywne asy Rooneya, Hernandeza oraz Naniego. Szkot wiedział, iż musi gonić niekorzystny wynik, dlatego postawił na trójkę napastników wspomaganych wysoko ustawionym skrzydłowym. Zmiany opłaciły się, gdyż to właśnie szybkonogi Hernandez uratował Czerwonym Diabłom remis na Anfield. Jednak decyzja o postawieniu na atak oznaczała osamotnienie Fletchera w środku pomocy. W wyniku tego Liverpool od 82. minuty miał cztery stuprocentowe okazje bramkowe.

Błysnęli/zawiedli

Manchester United zdołał odeprzeć nawałnicę Liverpoolu w samej końcówce dzięki fenomenalnym paradom Davida de Gei. Hiszpan zapomniał o krytyce i po raz kolejny udowodnił wielką klasę. Wyjątkowo urokliwa była szczególnie interwencja przy próbie lobowanego uderzenia Hendersona.

W gronie gospodarzy na duże brawa zasłużyli przede wszystkim Jamie Carragher oraz Charlie Adam. Ten pierwszy liderował formacji obronnej The Reds, a ponadto aż siedem razy skutecznie wybijał piłkę spod własnego pola karnego. Carragher potrafił umiejętnie przewidzieć zagrania rywali. Jego ocenę obniża odpuszczenie krycia Welbecka, który asystował przy golu dla Czerwonych Diabłów.

Adam z kolei wprowadzał spokój w rozegranie Liverpoolu. Wyróżniał się indywidualnymi rajdami, z których jeden zakończył się rzutem wolnym, zamienionym przez Gerrarda na pierwszą bramkę w meczu. Szkocki pomocnik pomagał także w destrukcji, czego wynikiem są prezentowane na wykresie cztery przechwyty (góra) i pięć wygranych pojedynków (dół).

Negatywnym bohaterem widowiska niewątpliwie został Ryan Giggs. Wybitny Walijczyk, tak doświadczony w międzynarodowym futbolu, popełnił szkolny błąd w ustawieniu muru. Z takiego prezentu skrzętnie skorzystał Liverpool i mógł cieszyć się z prowadzenia w spotkaniu.

Konkluzja

Niestety, trudno nazwać październikowe starcie Liverpoolu z Manchesterem United wybitnym meczem. Menedżerowie bardziej skoncentrowali się na zabezpieczaniu tyłów, stąd przez znaczną część meczu tak mało było dogodnych szans bramkowych. Wyraźnie zabrakło gracza, który potrafiłby kreować kolegom dogodne sytuacje. Mimo, iż gospodarze mogli w końcówce wyszarpać trzy punkty, remis w takich okolicznościach wydaje się sprawiedliwym zakończeniem.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: