Strona główna > Premier League > Pięć faktów przed 10. kolejką Premier League

Pięć faktów przed 10. kolejką Premier League

Najpierw pojedynek o prymat w północnym Londynie, później wojna Liverpool – Manchester United, a tydzień temu derby Manchesteru. Premier League nie zwalnia tempa i w tym tygodniu serwuje klasyk Chelsea – Arsenal. Zapraszamy do zapowiedzi tego, na co warto zwrócić uwagę podczas 10. kolejki w lidze angielskiej. 

1. Natłok wielkich derbów

Do starcia na Stamford Bridge gospodarze przystąpią zmęczeni 120. minutami walki z Evertonem w Carling Cup. Kanonierzy cieszą się wzrastającą formą, ponieważ wygrali siedem z ostatnich ośmiu spotkań we wszystkich rozgrywkach. Mniej optymistyczna statystyka głosi, że Arsenal nie wygrał żadnego z ośmiu minionych meczów na wyjazdach.

Pojedynek najlepszych londyńskich klubów ostatnich lat to rywalizacja drużyn chętnie utrzymujących się przy piłce (Chelsea 59%, Arsenal 58% – liderzy ligi). Należy się jednak spodziewać, że to The Blues przejmą inicjatywę w tym spotkaniu. Podopieczni Arsene Wengera, aby myśleć o korzystnym wyniku, nie mogą pójść na wymianę ciosów z silniejszym rywalem. Strategią sukcesu dla Arsenalu wydaje się być wyprowadzanie błyskawicznych akcji przez Gervinho i Theo Walcotta na skrzydłach.

Najciekawiej zapowiada się rywalizacja snajperów obu drużyn. Robin van Persie na własnych barkach ciągnie zespół Kanonierów do kolejnych zwycięstw. Holedner ustrzelił w 2011 roku 25 goli w 26 występach. Kapitan Arsenalu odpoczywał w dwóch ostatnich meczach, dlatego do starcia na Stamford Bridge przystąpi świeży jak nigdy.

Po drugiej stronie boiska szaleć będzie Fernando Torres. Hiszpan odcierpiał już trzy meczowe zawieszenie i wraca wygłodniały gry. Torres w tym sezonie przypomina już gwiazdę z Liverpoolu, a jego wzrost formy udowadniają gole strzelane Genk, Swansea i Manchesterowi United. 27-latek wnosi do ataku Chelsea znaczne przyspieszenie, co może poważnie niepokoić dość statyczną defensywę Arsenalu, szczególnie Pera Mertesackera.

Zarówno Chelsea i Arsenal kojarzą się z miłym dla oka futbolem, ale te drużyny są naczelnymi brutalami tego sezonu. Zawodnicy obu klubów ujrzeli już po trzy czerwone kartki.

2. „Grand old teams to play for”

Wayne Rooney wraca na Goodison Park przy okazji meczu Everton – Manchester United. Czerwone Diabły są rozdrażnione po upokarzającym pojedynku z City, dlatego zrobią wszystko, by zetrzeć złe wrażenie.

Everton mierzył się w tym roku z potentatami – Manchesterem City oraz Chelsea. David Moyes chował swoich piłkarzy za podwójną gardą i oba mecze The Toffees wyraźnie przegrali. Dlatego receptą na sukces w meczu z wielkim rywalem może okazać się ofensywne nastawienie. W tym sezonie linia obrony United wyjątkowo cierpi, nieustannie zmienia się skład tylnej formacji. David de Gea broni mnóstwo strzałów, ponieważ jego koledzy pozwalają rywalom na blisko 20 uderzeń w każdym spotkaniu. Wystawienie Louisa Sahy oraz Apostolosa Velliosa ma zatem szansę powodzenia, tym bardziej, że Everton gra przed własnymi fanami.

Sir Alex Ferguson musi uczulić swoich podopiecznych na końcówkę spotkania. Everton w zeszłych rozgrywkach strzelił United dwa gole i wyrwał remis 3:3. Podobną szarżę The Toffees przeprowadzili tydzień temu, kiedy po dwóch trafieniach w doliczonym czasie pokonali Fulham 3:1. O tym, co stało się po 90. minucie derbów Manchesteru chyba już nie trzeba przypominać…

3. Kean i McCarthy pod ostrzałem

Kibice Blackburn regularnie organizują protesty przeciwko menedżerowi Steve’owi Keanowi, który jest statystycznie najgorszym menedżerem w historii klubu w Premier League. Pod rządami 44-latka Rovers spadli na dno angielskiej ekstraklasy.

Fani przestają także ufać Mickowi McCarthy’emu z Wolverhampton. Tydzień temu grupa kibiców śpiewała, że Irlandczyk nie ma pojęcia o swojej pracy. Wolves smaku zwycięstwa nie zaznali od siedmiu kolejek.

Obu menedżerom trudno będzie przełamać złą passę w 10. serii spotkań. Blackburn wybiera się do rewelacyjnego beniaminka z Norwich, które wygrało u siebie dwa ostatnie mecze.

O ile jeszcze Kean ma prawo myśleć o zdobyczy punktowej z Kanarkami, tak McCarthy o korzystnym wyniku w sobotę może zapomnieć. Jego Wilki jadą do jaskini lwa – Manchesteru City. Przedsmak tej rywalizacji zobaczyliśmy w Carling Cup. Drugi garnitur The Citizens z łatwością zmiażdżył Wolverhampton na Molineux 5:2. Z Etihad Stadium dotąd wszyscy rywale wyjeżdżali z workiem bramek. Podobnie powinno być z Wolves.

4. Powrót poniedziałków

Od ponad miesiąca Premier League nie rozgrywała spotkań w poniedziałkowy wieczór. Teraz 10. kolejkę przedłużą Stoke oraz Newcastle. Mecz odbędzie się na Brittania Stadium, czyli twierdzy trudnej do sforsowania. Jak dotąd Stoke u siebie nie przegrało, a straciło ledwie jednego gola.

Dla Newcastle będzie to okazja na odbudowanie po pierwszej porażce w tym sezonie. Sroki uległy Blackburn w Pucharze Ligi. Piłkarze Alana Pardewa potrzebują punktów, ponieważ wkrótce czeka ich wycieńczająca seria gier. Newcastle zmierzy się kolejno z Evertonem, Manchesterem City, Manchesterem United i Chelsea. Dlatego chcąc utrzymać się w walce o europejskie puchary, Sroki muszą złamać opór gospodarzy na Brittania Stadium.

5. Nie ma jak w domu

Zawodnicy Swansea z ulgą wracają na mecze do Walii. Łabędzie to typowa drużyna swojego stadionu, która zupełnie nie radzi sobie na obcych obiektach.

Na Liberty Stadium Swansea zachowała komplet czterech czystych kont i zdobyła łącznie osiem punktów. Na gorące terytorium w sobotę przyjedzie Bolton, który w tym roku zawodzi oczekiwania. Czyżby kolejne zwycięstwo dla Brendana Rodgersa?

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: