Strona główna > Premier League > Kraina, gdzie obrona się nie liczy

Kraina, gdzie obrona się nie liczy

W świecie Premier League koniec ze starciami w klinczu podczas spotkań zapowiadanych na hity. Manchester United – Arsenal 8:2, Tottenham – Manchester City 1:5, Man United – Man City 1:6, Chelsea – Arsenal 3:5 – nikt nie spodziewał się takich festiwali bramkowych. Czy takie hokejowe wyniki wskazują na słabości defensywne drużyn w Anglii? 

Sobota w 10. kolejce angielskiej ekstraklasy przyniosła sporo argumentów dla zwolenników teorii o pogarszającym się stanie gry obronnej na Wyspach. W ośmiu rozegranych tego dnia meczach padło aż 31 goli.

Czołówki prasy sportowej na całym świecie skradły derby Londynu na Stamford Bridge. Chelsea i Arsenal urządziły sobie wielkie strzelanie, z którego mniej podziurawieni wyszli podopieczni Arsene Wengera. Wyjątkowo słabą dyspozycję zaprezentowali boczni obrońcy obu ekip. Zostawiali za sobą hektary przestrzeni, z których skrzętnie korzystali napastnicy rywala.

Wyrzuty sumienia dręczyły także defensorów drużyn dolnej połówki tabeli. Bolton otworzył wolny korytarz piłkarzom Swansea przy bramce na 1:0. Obrońcy Wigan zapominali doskakiwać do atakujących Fulham, dlatego ci ukarali ich dwoma golami.

Jednak tytuł najgorszej defensywy kolejki bezapelacyjnie zgarnęło West Bromwich Albion. Przy drugim trafieniu dla Liverpoolu wystarczył jeden przechwyt w środku boiska, aby The Reds ruszyli z kontrą w przewadze liczebnej. Nie sposób zrozumieć, dlaczego cała tylna formacja rzuciła się do ataku w doliczonym czasie pierwszej połowy, zostawiając za plecami ledwie jednego zawodnika. Zachowanie zawodników The Baggies stanowi antywzór dla młodych adeptów futbolu.

Taka nieporadność w fundamentalnych zasadach bronienia nie dziwi w przypadku przeciętnych klubów. Tempo rozgrywek Premier League uwidacznia czasem braki taktyczne piłkarzy spoza krajowej czołówki. Ale jak wyjaśnić ogrom błędów wśród najbardziej uzdolnionych, ogranych na międzynarodowym szczeblu gwiazd?

We wspomnianym spotkaniu Chelsea – Arsenal niemal wszystkie bramki padały po wpadkach czołowych piłkarzy świata. Ashley Cole fatalnie ustawił linię spalonego, czym umożliwił Aaronowi Ramsayowi zagranie prostopadłego podania. Jose Bosingwa podwoił pozycję środkowego obrońcy, a przestrzeń za jego plecami wykorzystał Andre Santos. Nawet potrojenie krycie Theo Walcotta nie powstrzymało go przed trafieniem do siatki. Niedopuszczalne zagranie za plecy do Johna Terry’ego, a później poślizg kapitana The Blues skończył się czwartym golem Kanonierów.

Piłkarskie abecadło podobnie pogwałcił Arsenal. Wolny Per Mertesacker dwukrotnie źle ustawił się do wyskoku i przegrał pojedynki główkowe z Frankiem Lampardem i Terrym. A to właśnie Niemiec miał zapewnić ekipie Wengera spokój w powietrznej walce. Ponadto rywale co rusz łapali Johana Djourou oraz Santosa na brakach w przygotowaniu szybkościowym.

Wymienione pomyłki obrazują skalę ryzyka przy stosowanej w meczu wysuniętej linii obrony. Chelsea i Arsenal stawiają na pressing, aby jak najszybciej móc odzyskać utraconą piłkę. Główną wadą tego systemu jest wrażliwość na podania na wolne pole za formację obronną. Nie dziwi zatem statystyka bramek straconych: Arsenal – 21 (trzecia najgorsza obrona ligi), Chelsea – 15.

Z Premier League pożegnali się Jose Mourinho oraz Rafael Benitez, specjaliści w minimalizowaniu szans stwarzanych przez przeciwnika. Bez nich czołowe ekipy ligi przestały bazować na uszczelnianiu własnej bramki i wyprowadzaniu szybkich kontrataków. Teraz angielscy giganci decydują się na atrakcyjny futbol oparty na ataku pozycyjnym. Nowy nurt na Wyspach uosabia Andre Villas-Boas. Portugalczyk chce, aby jego drużyna wygrywała, ale zawsze z dużą klasą. Zmianę podejścia prezentuje także Roberto Mancini. Krytykowany w zeszłym sezonie za negatywne nastawienie, teraz zrobił z Manchesterze City maszynkę zdolną cierpliwie wymieniać setki podań na połowie oponenta.

Pytany o problemy obronne Arsene Wegner odpowiedział – Bierze się to z tego, że na boisku pojawia się tak wielu dobrych graczy w ataku. Trudno nie dostrzec zależności między dużą ilością traconych goli, a wzrostem potencjału ofensywnego w lidze. Teraz w hitowych meczach jedno dokładne podanie otwiera drogę do siatki. Właśnie to leży u podstaw sukcesu w Anglii filigranowego Davida Silvy, który do perfekcji opanował umiejętność prostopadłych zagrań.

Wszystkie zespoły wielkiej szóstki mają wiele opcji ofensywnych. Gdy w Tottenhamie kiepski dzień ma Gareth Bale, odpowiedzialność za kreowanie i wykańczanie akcji przejmują Emmanuel Adebayor, Rafael van der Vaart czy Luca Modrić.

Współczesny futbol zdominowała taktyka zakładająca uszczelnienie centralnej strefy boiska. Trenerzy decydują się na wystawianie trójki środkowych pomocników, którzy ochraniają linię obrony. Dlatego najwięcej przestrzeni otwiera się na bokach. Warto zauważyć, że zwycięzcy tegorocznych szlagierów w Premier League zdominowali grę na obu flankach.

W tym sezonie nie sposób nazwać angielską ekstraklasę szkołą defensywy. Nawet najlepsze kluby na Wyspach cierpią przez wpadki obrońców. Te błędy, połączone ze zwiększoną liczbą gwiazd ofensywy, przyczyniają się do oglądania przez fanów wielkich spektakli. Ostrożne nastawienie menedżerów zabijało dotychczas mecze kreowane na szlagiery. Teraz hity w Anglii to gwarancja najwyższych emocji. Premier League zachowuje przez to status najbardziej ekscytującej ligi świata. To chyba nie jest powód do narzekania.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: