Strona główna > Premier League > Transformacja Villas-Boasa wymaga spokoju

Transformacja Villas-Boasa wymaga spokoju

Kolejne porażki z Liverpoolem i Bayerem Leverkusen sprowadziły czarne chmury nad menedżera Chelsea Andre Villas-Boasa. Portugalczyk usiłuje zrobić na Stamford Bridge największą rewolucję od czasów swojego rodaka Jose Mourinho, ale zmiany jak dotąd nie służą The Blues. Obecny kryzys w Chelsea to test cierpliwości dla właściciela klubu Romana Abramowicza, który zwykł dotąd zmieniać trenerów jak rękawiczki.

Andre Villas-Boas próbuje usunąć Chelsea z cienia Jose Mourinho

Jesteśmy w spirali złych wyników i próbujemy z niej desperacko uciec. Teraz nasza pewność siebie jest na niskim poziomie. Piłkarze oczekują inspiracji ze strony menedżera. To moje zadanie, aby ich zmotywować do odwrócenia losów – mówił Villas-Boas po przegranym 1:2 meczu w Leverkusen.

W ostatnich siedmiu meczach Chelsea czterokrotnie przegrywała oraz zremisowała z Genkiem, outsiderem grupy E Ligi Mistrzów. Co gorsza, zdecydowanie pogorszył się styl gry The Blues. Od porażki 3:5 z Arsenalem, Chelsea zatraciła iskrę, którą imponowała na początku rozgrywek.

Na starcie sezonu bowiem, gracze ze Stamford Bridge zachwycali płynnością podań, długim utrzymywaniem się przy piłce i kreatywnymi rozwiązaniami akcji. Chelsea pozostawiła po sobie pozytywne wrażenie, nawet gdy uległa Manchesterowi United na Old Trafford, czy pechowo zgubiła punkty w starciu z QPR. Villas-Boas zmienił oblicze drużyny poprzez upodobnienie jej do swojego byłego klubu, FC Porto. Wprowadzone innowacje tak opisał asystent Roberto di Matteo.

Myślę, że mamy większe posiadanie piłki, niż wcześniej. Kluczem jest utrzymywać posiadanie i łączyć to z penetracją defensywy przeciwnika. Pracujemy dużo nad naciskaniem rywali. Czasami ustawiamy linię obrony nieco wyżej, aby utrzymywać formację w ryzach. Te zmiany wymagają czasu i wpajania piłkarzom nowej filozofii gry – wyjaśnił di Matteo.

Bardziej ofensywny futbol wpisał się w oczekiwania Abramowicza, który wymaga sukcesów, ale osiąganych z klasą. Grająca atrakcyjnie dla oka Chelsea strzelała dużo bramek i trzymała się blisko czuba tabeli. Do czasu, aż rywale zaczęli bez litości wykorzystywać przestrzenie za wysoko ustawionymi obrońcami.

Wysoka obrona Chelsea opiera się na bocznych zawodnikach angażujących się często w ataki i osłaniających ich środkowych defensorów. Centralni obrońcy grają daleko od siebie, ponieważ muszą kryć strefy zwalniane przez graczy na bokach.

Taka strategia umożliwia Chelsea szybkie odzyskiwanie piłki i sprawne wyprowadzanie kontrataków. Problem pojawia się w przypadku, gdy boczni obrońcy nie nadążają z powrotem. Wówczas celne prostopadłe podanie na wolne pole stwarza atakującym przeciwnika mnóstwo miejsca na wyprowadzenie skutecznej akcji.

Ryzykowna taktyka wyraźnie nie służy Johnowi Terry’emu. Ekspert BBC Alan Hansen powiedział – On popełnił więcej błędów w swoich ośmiu ostatnich meczach, niż w ośmiu poprzednich sezonach. Terry zbyt często nie nadąża za atakami rywali. Ma także najniższe od lat statystyki skuteczności odbioru. Kapitan Chelsea kiepsko rozumie się też z Davidem Luizem. Obaj lubią doskakiwać blisko oponenta, a wówczas żaden nie asekuruje tworzących się wolnych przestrzeni za plecami. Luiz dodatkowo uwielbia rajdy do przodu, przez co zdarza mu się opuszczać swój posterunek w najmniej pożądanym momencie.

Kłopoty obrońców Chelsea z dostosowaniem do nowego sposobu obrony przyniosły bolesne rany. Arsenal wjeżdżał w pole karne The Blues niczym rozgrzany nóż w masło. Błędne ustawienie zaowocowało golem Glena Johnsona na 2:1 dla Liverpoolu. Podanie rozrywające szyki Chelsea pozwoliło Leverkusen wyrównać wynik na Bay Arena. Villas-Boas tłumaczył straty „różnicą w detalach„, ale właśnie te szczegóły decydowały o niedawnych porażkach.

Tak diametralnych przemian Chelsea nie przeszła od 2007 roku, kiedy z Londynem żegnał się Mourinho. Kolejni menedżerowie – Avram Grant, Luis Felipe Scolari i Carlo Ancelotti próbowali nowych ustawień, ale prędzej czy później wracali do sprawdzonego systemu 4-3-3 aktualnego trenera Realu Madryt.

Strategia defensywna Mourinho, kultywowana w Chelsea przez następców, zakładała ciasno ustawioną linię, z ciężko pracującymi z tyłu bocznymi obrońcami. Taki schemat zapewnił The Blues w sezonie 2004/05 wygranie Premier League, z ledwie 15 straconymi golami w całych rozgrywkach. Dla porównania, obecnie Chelsea po 12. kolejkach puściła już 17 bramek. Nie sposób sobie też wyobrazić, aby The Blues pod wodzą Mourinho mogło stracić u siebie pięć goli. Za jego kadencji Stamford Bridge było twierdzą nie do zdobycia.

Problemem Villas-Boasa jest to, że musi nauczyć własnego pomysłu na obronę ludzi odziedziczonych po poprzednikach. W meczu z Liverpoolem po boisku biegało siedmiu graczy pamiętających współpracę z Mourinho. Terry’emu, Cole’owi, Ivanoviciowi i Alexowi trudno zmienić wpajane latami nawyki.

Villas-Boas ma najgorszy bilans po swoich pierwszych 12 ligowych meczach spośród wszystkich trenerów pracujących w Chelsea od 2004 roku. Czy młodemu Portugalczykowi już teraz grozi zwolnienie? Pracy szuka obecnie Guus Hiddink, ulubieniec Abramowicza, który poprowadził The Blues do zdobycia Pucharu Anglii. Właściciel Chelsea nigdy nie grzeszył cierpliwością. Scolariego wyrzucił po siedmiu miesiącach. Ancelottiego, który wygrał mu dublet w inauguracyjnym sezonie, zwolnił w następnym roku po kryzysie formy w środku rozgrywek. Wydaje się jednak, że rosyjski oligarcha nie płaciłby Porto 15 mln euro za wykupienie Villas-Boasa, gdyby nie wiązał z nim dłuższej przyszłości.

Futbol opiera się na momentach. W tej chwili mamy złą serię, ale nie zmienimy swojego nastawienia – zapowiedział Villas-Boas. Chelsea popełniłaby duży błąd, gdyby chciała przerwać przemianę zespołu w połowie drogi. 34-letni menedżer The Blues potrzebuje teraz czasu i parasola ochronnego od władz klubu. Presja nijak nie pomaga zmianom. Plan portugalskiego szkoleniowca jest długoterminowy. Do jego realizacji potrzeba w drużynie świeżej krwi, nowych piłkarzy zdolnych wykonać polecenia Villas-Boasa, tak jak czynili to gracze Porto w złotym sezonie 2010/11. Arsenal przy kryzysie z początku sezonu zachował spokój, dał Arsenowi Wengerowi wotum zaufania i teraz seryjnie wygrywa w Anglii i Lidze Mistrzów. Podobnej cierpliwości Chelsea powinna się uczyć od swoich londyńskich sąsiadów.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: