Strona główna > Bundesliga, Europejskie puchary > Worek doświadczeń Borussii Dortmund

Worek doświadczeń Borussii Dortmund

Borussia Dortmund, losowana z ostatniego koszyka, miała zawojować Ligę Mistrzów. Pojedynków z ekipą Jurgena Kloppa chcieli uniknąć wszyscy. Okazało się, że Borussia jeszcze nie jest w stanie walczyć na równi ze starymi wygami elitarnych rozgrywek. Mistrzowie Niemiec mają już tylko matematyczne szansę na przedłużenie przygody z Champions League.

fot: TVN 24

Dortmund w ostatniej kolejce grupowej potrzebuje czterobramkowego zwycięstwa nad Olympique Marsylią i pomocy Arsenalu, który nie może odpuścić spotkania w Pireusie.

Podopieczni Kloppa płacą frycowe za brak ogrania na najwyższym poziomie europejskiego futbolu. Ostatni raz klub w Lidze Mistrzów grał w 2003 roku. Zdecydowana większość piłkarzy dopiero teraz debiutowała w tych rozgrywkach. Ich środowy rywal, Arsenal, fazy grupowe Champions League zalicza zawsze od sezonu 1998/99. Dla Kanonierów Arsene Wengera hymn, oprawa i ranga turnieju to chleb powszedni.

Rozgrywanie meczów co trzy dni przerosło możliwości kadrowe Borussii. Dortmundczykom zabrakło sił na uganianie się za Arsenalem. Drużyna BVB usiłowała wygrać z Kanonierami w podobny jak z Bayernem Monachium – agresywnym pressingiem na całej długości boiska i wyprowadzaniem zabójczo szybkich kontr. Plan na dłuższą metę nie wypalił.

– Mieliśmy kilka naprawdę dobrych momentów w tym meczu, ale oczywiście popełniliśmy także kilka błędów. Dobrze wyglądaliśmy na początku pierwszej i drugiej połowy i mieliśmy wtedy świetne sytuacje. Momentami jednak zbyt łatwo pozwalaliśmy rywalom na stworzenie dobrych szans – powiedział stronie UEFA.com trener Klopp po zakończeniu meczu.

Faktycznie, pierwsze minuty sprawiały wrażenie, że Borussia wyszarpie zwycięstwo. Dortmund szybko odzyskiwał piłki, zostawiał rozgrywającym Arsenalu mało miejsca. Mistrzom Niemiec udawało się wygrywać dryblingi i w ten sposób przedostawać się w okolice pola karnego przeciwnika.

Momentem zwrotnym okazały się wymuszone zmiany Svena Bendera i Mario Gotze. Kontuzji doznali bezcenni zawodnicy. Bender znakomicie dowodził defensywą Borussii, a zmienił go nieopierzony Moritz Leitner. Gotzego, kluczowego i najbardziej kreatywnego zawodnika w drużynie, musiał zastąpić Ivan Perisić. Od tego momentu zelżała presja w obronie BVB i inicjatywę przejął Arsenal.

Goście pozbawieni liderów środka pola opadli sił w drugiej połowie. Rozluźnienie formacji defensywnej Dortmundu, Arsenal wykorzystywał przez zagrywanie prostopadłych podań. Dynamiczny Theo Walcott fruwał po boisku, wbiegał w wolne przestrzenie i co chwila siał popłoch pod bramką Niemców.

Dzieła zniszczenia Borussii dokonał Robin van Persie. Znakomicie dysponowany Holender zdobył dwa gole. Z zachwytu nad nim piali i Klopp, i Wenger. – Robin van Persie ma okres, w którym nie musi szukać goli, on po prostu naturalnie je zdobywa. Zawsze jest we właściwym miejscu i o właściwym czasie – chwalił swojego kapitana szkoleniowiec Arsenalu.

Próby odwrócenia losów meczu przez graczy Dortmundu kasował świetny Alex Song. Bez Gotzego BVB nie miało w szeregach człowieka zdolnego zaskoczyć rywali. Łzy fanatycznym i głośnym kibicom Borussii otarła bramka Shinjiego Kagawy po asyście Roberta Lewandowskiego, strzelona po błędzie rozluźnionej obrony londyńczyków.

Przykład Borussii udowodnił jak potrzebne w europejskich rozgrywkach jest turniejowe doświadczenie. Dortmund dominował w meczach w Marsylii i Pireusie, a wywoził z zagranicznych delegacji worki traconych bramek. Podobnie jak w zeszłym roku w Lidze Europejskiej, Borussii prawdopodobnie przyjdzie się pożegnać z międzynarodowymi potyczkami już po fazie grupowej.

Ale to w ogniu walki hartuje się stal. Wyciąganie nauki z porażek stanowi fundamenty przyszłych sukcesów. Za rok BVB z pewnością wróci silniejsze. Może nawet na rewanż nie przyjdzie czekać tak długo. Trener Klopp ciągle liczy na cudowne rozstrzygnięcia ostatniej serii spotkań. – Jeszcze nie odpadliśmy. Musimy wysoko wygrać i liczyć na pomoc Arsenalu. Ten zespół może wykorzystać swoją szansę. Na pewno się nie poddamy.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: