Strona główna > Premier League > Czerwony Robin Hood

Czerwony Robin Hood

Liverpool odbiera bogatym i rozdaje biednym. Zwycięstwa nad Chelsea lub Arsenalem przeplata wpadkami ze Swansea, Norwich czy Sunderlandem. W niedzielę na Anfield przyjadą zamożni panowie z Manchesteru City, dlatego ten mecz powinien być dla The Reds… najłatwiejszy w sezonie.

fot: tukgo.info.

Misję Robin Hooda w Liverpoolu zaczął Rafael Benitez. Hiszpański menedżer nauczył swoich podopiecznych wygrywać z potęgami angielskiej i europejskiej piłki. Z przeciętnym składem sięgnął po Ligę Mistrzów, zaczął regularnie wygrywać z nemesis klubu z Anfield – Manchesterem United. Topowym momentem Beniteza w Liverpoolu był sezon 2008/09. The Reds dwukrotnie odsyłali z kwitkiem Man United i Chelsea, u siebie pokonywali Manchester City oraz Tottenham. Końcowy efekt? Odpowiedź – Wicemistrzostwo Anglii. Czemu nie pierwsze miejsce w tabeli? Odpowiedź – remisy ze słabeuszami Fulham, Hull i Stoke.

Podobną do Beniteza drogę obrał Kenny Dalglish. W tym sezonie aktualny menedżer Liverpoolu zabierał zwycięstwa sprzed nosa londyńskich gigantów, a punkty rozdawał za darmo beniaminkom i drużynie w przebudowie. Co więcej, triumfy nad ligowymi faworytami osiągał na obcych stadionach, a remisy z przeciętniakami zaliczał na oczach własnych fanów.

Czemu Liverpool nie radzi sobie z teoretycznie słabszymi oponentami? Nie potrafi bowiem dokumentować własnej przewagi. Mecze z Swansea, Norwich i Sunderlandem przebiegały według podobnego scenariusza – miażdżąca przewaga The Reds w pierwszej połowie i cicha druga część spotkania. Liverpoolczycy seriami ostrzeliwali bramkę rywali, by później zniechęcić się do dalszych prób. Zawodnikom Dalglisha brakowało cierpliwości w końcówkach, aby dokończyć napoczętego przeciwnika. Grzechem Liverpoolu była fatalna skuteczność. Napastnicy The Reds ustrzelili dotąd raptem 16 goli, co daje im zaledwie 11 pozycję w tabeli najskuteczniejszych drużyn Premier League. Źle wyregulowane celowniki sprawiły, że bohaterami meczów w Liverpoolu zostawali golkiperzy gości – Michela Vorm i John Ruddy.

Z drugiej strony Liverpool potrafi znakomicie przygotowywać się na najtrudniejsze starcia. Maestrię taktyczną duetu Dalglish – Steve Clarke udowadnia mistrzowskie ustawienie drużyny w systemie 3-5-2 w zeszłym roku na Stamford Bridge. Trójka środkowych obrońców, wspomagana defensywnie nastawionymi skrzydłowymi, wyłączyła z gry trio napastników Chelsea Fernando Torresa, Didiera Drogbę oraz Nicolasa Anelkę. Podobną wizją trenerski tandem na Anfield wykazał się w tym roku, kiedy rolę głównego atakującego w starciu z Chelsea pełnił nieużywany wcześniej Maxi Rodriguez. Dalgish i Clarke dostosowują swoją formację do mocniejszego rywala, eliminując największe zagrożenia ze strony przeciwnej.

Za sukcesami Liverpoolu na stadionach Chelsea i Arsenalu leżała także żelazna dyscyplina w obronie. W tych rozgrywkach Jose Reina jest najrzadziej ostrzeliwanym bramkarzem w lidze. Defensywa The Reds pozwoliła strzelić sobie także najmniej goli w Premier League (na równi z Newcastle i Man City).

Przy solidnej obronie Liverpool będzie miał jedyną szansę na powstrzymanie w niedzielę liderów tabeli. Zawodnicy z Anfield są ostatnimi, którzy potrafili powstrzymać Manchester City przed zdobyciem bramki w lidze. Liverpool przewagę uzyska na zmęczeniu rywali, którzy podróżowali do Neapolu w środku tygodnia.

Menedżer The Reds musi także odpowiedzieć sobie na pytanie, kogo warto wystawić w ataku obok Luisa Suareza. Craig Bellamy sprawdził się w roli pomocnika dla Urugwajczyka na Stamford Bridge. Jego rajdy i mądre podania przyczyniły się do zdobycia pierwszego gola. Z drugiej strony na szansę czeka Andy Carroll, któremu The Citizens leżą jak mało kto. Wysoki Anglik strzelił City dwie bramki w zeszłym sezonie, kiedy Liverpool wygrał na Anfield 3:0. Łącznie uzbierał cztery trafienia w pięciu ligowych meczach przeciwko błękitnym z Manchesteru.

Mało jest na świecie drużyn, którym lepiej wiedzie się w potyczkach z wielkimi, niż podczas gier przeciwko słabszym. Obecnie w Premier League żaden pojedynek nie stanowi takiego wyzwania, jak rywalizacja z Manchesterem City. Zwycięstwa Liverpoolowi życzyć będzie Man United, Chelsea, Arsenal i Tottenham. Wiedzą bowiem, że wygrana The Citizens na Anfield może oznaczać dla ekipy Roberto Manciniego prostą ścieżkę po pierwszy od 1968 roku tytuł mistrza kraju.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: