Strona główna > Premier League > Powrót piłkarskiego romansu

Powrót piłkarskiego romansu

W czasach, gdy piłkarze stali się multimilionerami, gwiazdy stanowią niemal boski obiekt uwielbienia, a media śledzą każdy krok zawodników coraz mniej miejsca pozostaje na futbolowe romanse. Minione dni ożywiły przykurzone uczucia. Thierry Henry do Arsenalu oraz Paul Scholes do Manchesteru United – powroty idoli wszczęły eksplozję emocji wśród piłkarzy, kibiców i dziennikarzy. 

Idealny scenariusz

Henry ponowny debiut w barwach Kanonierów ukoronował zwycięską bramką przeciwko Leeds.

Thierry Henry znów wygrał mecz dla Arsenalu, fot: TVN

On już jest tu legendą, ale tym golem dodał jeszcze trochę więcej do całej historii. To było jak sen. Takie opowieści mówisz swoim dzieciom, jeśli chcesz mówić o futbolu – opisuje powrót Francuza menedżer Arsene Wenger.

Bajkowy powrót Henry’ego jest dla Arsenalu idealnym scenariuszem sportowo-ekonomicznym. Napastnik już jednym, ledwie 22-minutowym występem spłacił dwumiesięczną tygodniówkę, która czeka na niego w kasach Emirates Stadium. Trafił do siatki i przepchnął swój klub do kolejnej rundy Pucharu Anglii, choć wiele wskazywało na konieczność powtórki meczu z Leeds.

227. gol Henry’ego w czerwonej koszulce przypominał wiele trafień z kompilacji najważniejszych bramek w historii Arsenalu. Był to klasyczny przykład stylu Francuza. Henry ustawił się za plecami obrońcy i trzymając linię spalonego, wybiegł na wolne pole. Jego ruch dostrzegł Alex Song, który wykonał dokładne podanie. Henry zgasił piłkę jednym dotknięciem, a drugim posłał techniczny strzał w długi róg, poza zasięgiem golkipera Leeds. 1:0 dla Arsenalu.

Opisana sytuacja z 78. minuty była rzadkim przypadkiem sforsowania przez Kanonierów defensywy gości z Championship. Ci ustawili się gęsto w środku pola i blokowali ścieżki w centralnej części boiska. Nie tylko Leeds przyjeżdża na Emirates z taką strategią.  Podobną taktykę zastosowało Wolverhampton i potrafiło wywieźć z Londynu cenny punkt. Geniusz ruchu Henry’ego, jego wyczucie przestrzeni może być niezbędne do spenetrowania obrony drużyn nastawionych na głęboką obronę.

Efekt Henry’ego udzielił się kolegom z zespołu. Po meczu wszyscy podchodzili do Francuza, aby przybić z nim piątkę, pogratulować sukcesu. Młodzi Kanonierzy – od Wojciecha Szczęsnego do Theo Walcotta – chowali się kopiąc piłkę w parkach i oglądając w telewizji trafienia numeru 14 w Arsenalu. Teraz mityczny heros jest jednym z kolegów w szatni zespołu, który czeka na trofeum od 2005 roku. Henry uosabia nie tak dawne sukcesy londyńskiej drużyny.

Jest zwycięzcą, daje nam dużo rad. Można się od niego wiele nauczyć – mówi o Francuzie 21-letni Aaron Ramsay.

Henry na Emirates to także strużka funtów płynąca do klubowej kasy. Możliwość ponownego oglądania idola wyprzedała wszystkie bilety na mecz z Leeds, przyciągnęła uwagę wielkich stacji telewizyjnych (w Anglii mecz transmitowało ESPN). Co najważniejsze, Henry znów rozgrzał stadion do czerwoności. Wywołał uśmiech na twarzach kibiców.

Stabilizator

Podobna reakcja towarzyszyła rozpisaniu nowej karty w karierze Paula Scholesa na Old Trafford. Jego pierwszy kontakt z piłką po ponad półrocznej emeryturze został przyjęty przez fanów olbrzymim aplauzem.

Paul Scholes w środku pola Manchesteru United, fot: Guardian

Scholes popełnił poważny błąd, który kosztował jego zespół utratę kontaktowego gola na Etihad Stadium. Warto jednak zauważyć, że od pierwszego kroku rudowłosego pomocnika na boisku Manchester United odzyskał rytm podań. Mistrzowie Anglii posyłali długie serie podań przed polem karnym rywala, a w środku łańcucha zagrań znajdował się właśnie 37-latek. Jak wyliczył Michael Cox z Guardiana, nowy-stary zawodnik Czerwonych Diabłów w półgodziny zaliczył więcej podań niż jakikolwiek piłkarz Manchesteru City. Scholes, podobnie jak Henry, ma zbawienny wpływ na psychikę młodej gwardii w szatni United.

–  Obecność gracza klasy Paula Scholesa ożywia atmosferę szatni. Samo patrzenie na niego podczas przedmeczowych przygotowań podnosi młodych na duchu – opowiada 22-letni Chris Smalling.

Wehikuł czasu

Przed inauguracyjnymi meczami Henry’ego i Scholesa eksperci zastanawiali się, czy ich powroty to dobry pomysł. Z upływem lat ubyło im szybkości i wydolności, mieli rozbrat z trybem gry w Premier League. Nieudana przygoda mogłaby przecież podważyć nieco ich pozycję w klubowych kronikach.

Cieszę się ze Scholesa i Henry’ego, dwóch ikon ery Premier League. Ale ich powrót pozostawia pytanie: gdzie podziały się młode talenty – zastanawia się Jamie Redknapp, były gracz Liverpoolu i Tottenhamu, teraz dziennikarz Sky Sports i Daily Mail.

Obecność weteranów wydłuża drogę do składu nastolatków Paula Pogby, Ravela Morrisona czy Alexa Oxlade-Chamberlaina. Z drugiej strony nieokrzesane perełki mają mentorów, którzy w piłce osiągnęli najwyższy szczebel rozwoju.

Oczywiście Henry i Scholes nie będą pierwszoplanowymi bohaterami, którzy na własnych barkach pociągną swoje zespoły do sukcesów. Są raczej rozwiązaniami krótkotrwałymi. Ale ich powroty są dla kibiców prawdziwym powrotem do przeszłości, najpiękniejszą podróżą sentymentalną. Do czasów, w których dominowała duma i zwycięstwo. Takie przeżycia są coraz rzadsze, dlatego warto je pielęgnować.  Gdy 40-letni Michael Jordan biegał po koszykarskich parkietach w barwach Washington Wizards, niczym nie splamił swojej monumentalności w oczach fanów. Był dla nich bombą wspomnień i źródłem emocji. Podobny wybuch uczuć zawładnął wczoraj Emirates Stadium. Henry wrócił, Scholes wrócił – i bardzo dobrze.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: