Strona główna > Premier League > Chwile chwały w Liverpoolu?

Chwile chwały w Liverpoolu?

Z grona angielskich potentatów piłkarskich nie tylko Arsenal liczy kolejne lata bez wzbogacania klubowej kolekcji trofeów. Od 2006 roku na jakikolwiek triumf oczekuje Liverpool. W tym roku The Reds są najbliżej przełamania złej passy. Szczególnie po wyjazdowym zwycięstwie w pierwszym półfinale Carling Cup.

Steven Gerrard wymierza karę Manchesterowi City

Liverpool zrobił milowy krok do finału Pucharu Ligi. Podopieczni Kenny’ego Dalglisha zdobyli twierdzę Etihad w błękitnej części Manchesteru. Do niedzieli nikt w całym sezonie nie potrafił wygrać na obiekcie Manchesteru City. Serię The Citizens przełamali lokalni rywale – United. W ślady piłkarzy z Old Trafford poszli liverpoolczycy.

Daily Mail w relacji z półfinału zaznaczył, że to spotkanie może być przełomowe w sezonie The Reds. Zwycięstwo na trudnym terenie, gol wracającego po kontuzji kapitana Stevena Gerrarda oraz finał na Wembley na wyciągnięcie ręki – tak dobre wiadomości na Anfield nie docierały od lat. Jeśli chłopcy Dalglisha utrzymają zaliczkę, zagrają po raz pierwszy na nowym Wembley. Poprzednie finały Liverpool rozgrywał w Cardiff. Ostatni raz The Reds na legendarnym stadionie w Londynie, jeszcze przed przebudową, widziano w 1996 roku. Ile wody w Tamizie upłynęło od ostatnich chwil chwały klubu z Anfield?

Liverpool uzyskał znaczną przewagę nad Manchesterem City, bo bardziej mu zależało na wyniku. O podejściu do Carling Cup w obozie The Citizens świadczyły dobitnie łyse place na trybunach Etihad. Gospodarze przyzwyczaili już swoich fanów do gry o większe laury – mistrzostwo kraju, Ligę Mistrzów czy Puchar Anglii. Dla Liverpoolu wygranie Pucharu Ligi ma wyższą wartość. Może być pierwszym od sześciu lat trofeum w zakurzonym muzeum.

City było faworytem dwumeczu. Teraz to miano przejął Liverpool. Mniej utalentowaną kadrę i chudszy portfel The Reds zbilansowali zaangażowaniem i świetną taktyką Dalglisha oraz asystenta Steve Clarke’a. Goście zaczęli spotkanie na wysokich obrotach, szybko odzyskiwali piłkę, dominowali w środku boiska. Co niespotykane na Etihad, to goście (w pierwszej połowie) dłużej utrzymywali posiadanie. Już po kwadransie gry Liverpool miał cztery dogodne okazje strzeleckie. Jedną z nich wykorzystał Gerrard, pewnie strzelając z rzutu karnego. Gdyby nie świetna postawa Joe Harta w bramce, City z marzeniami o awansie mogło się pożegnać już po 45. minutach.

Pierwsza część spotkania, przebiegająca pod dyktando przyjezdnych, uwydatniła jak kluczową postacią w zespole City jest Vincent Kompany. Belga zastępował Stefan Savić, którego od początku terroryzował Andy Carroll. Czarnogórski obrońca gospodarzy dał się przepchnąć Carrollowi, czym stworzył rywalowi okazję sam na sam z bramkarzem. Chwilę później Savić wyciął w polu karnym Daniela Aggera. Alan Hansen analizujący pojedynek w BBC zauważył, że między Saviciem, a drugim stoperem – Joleonem Lescottem, nie widać współpracy. Bez Kompany’ego defensywa City ma poważną wyrwę.

W drugiej połowie inicjatywę przejęli gracze Roberto Manciniego, ale jego vis-a-vis, Dalglish, znalazł antidotum na grę podaniami The Citizens. Szkocki menedżer z Anfield wprowadził na boisko piątego obrońcę, czym zneutralizował zagrożenie na skrzydłach. W końcowej fazie meczu w czerwonych koszulkach biegało aż sześciu nominalnych obrońców!

Zawodnicy zaprezentowali się świetnie w drugiej części. To nie było najpiękniejsze widowisko, ale pokazaliśmy drzemiącą w nas chęć – podsumował poczynania swoich graczy Dalglish.

25 stycznia w Liverpoolu odbędzie się najważniejszy dla The Reds mecz w sezonie. Przypieczętowanie awansu przed własną publicznością da finał Carling Cup. Tam mierzyć przyjdzie się z potencjalnie słabszym przeciwnikiem – Crystal Palace lub Cardiff City, grającymi w Championship.

Anfield będzie wrzało, to można zagwarantować przed rewanżem. Musimy dokończyć zadanie. Jego najtrudniejszą część już zrobiliśmy, wygrywając w Manchesterze – mówił Jose Reina w wywiadzie dla Sky Sports.

Dwukrotny brak awansu do Champions League, szybkie żegnanie się z krajowymi pucharami sprawiło, że w Liverpoolu zapomniano już o dramatycznych dwumeczach. Przez dwa lata magiczne wieczory na Anfield były tylko wspomnieniem. Teraz The Reds mają prostą ścieżkę do zakończenia okresu pucharowej posuchy. Stawką jest zaledwie Carling Cup, najmniej prestiżowy skalp w kolekcji. Ale zwycięstwem Liverpool dałby znak, że wraca do walki o najważniejsze cele.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: