Strona główna > Premier League > W Liverpoolu znów bez goli – analiza taktyczna

W Liverpoolu znów bez goli – analiza taktyczna

Liverpool już ósmy raz w sezonie podzielił się punktami na oczach własnej publiczności. The Reds mieli przewagę nad Tottenhamem w poniedziałkowy wieczór, ale zbyt rzadko stwarzali dogodne okazje bramkowe. Przyjezdni skoncentrowali się na defensywie i mogą być zadowoleni z wywiezienia remisu.

Tottenham musiał radzić sobie bez menedżera Harry’ego Redknappa, którego samolot utknął na londyńskim lotnisku. Koguty pozbawione dyrygenta zaprezentowały się słabiej niż zwykle, jednak potrafiły zachować czyste konto na Anfield.

Jesteśmy w tym roku znani z odważnego, atrakcyjnego futbolu. Dziś nie byliśmy jednak w stanie tak grać. Dziś zaprezentowaliśmy nieco inny styl – powiedział po meczu Kevin Bond, asystent zastępujący Redknappa.

Podstawowe formacje

Liverpool - Tottenham 0-0, podstawowe składy

Menedżer gospodarzy Kenny Dalglish nie mógł skorzystać z etatowego lewego obrońcy Jose Enrique. Hiszpana zastąpił Glen Johnson. Ten ruch oznaczał, że w bezpośrednim pojedynku na jednej stronie boiska zmierzyli się dwaj prawi obrońcy reprezentacji Anglii – Johnson i Kyle Walker. Świadkiem tego pojedynku był selekcjoner kadry Fabio Capello.

Dalglish ustawił swój zespół w formacji 4-2-3-1. Napastnika Andy’ego Carrolla aktywnie wspierał wysunięty Steven Gerrard. Szkoleniowiec Liverpoolu trzymał na ławce Luisa Suareza, któremu skończyło się dziewięciomeczowe zawieszenie.

Tottenham na papierze także ustawiony był w systemie 4-2-3-1. Niko Kranjcar nie biegał jednak blisko prawego skrzydła, chętnie schodził do środka lub wymieniał się pozycją z Garethem Balem. Do jedenastki Kogutów wskoczył stoper Michael Dawson.

Wycofany Tottenham

Dawson od pierwszej minuty miał mnóstwo pracy. Anglik był oddelegowany do toczenia pojedynków główkowych z Carrollem. W pierwszej fazie meczu z tym zadaniem radził sobie wyśmienicie. Właściwie się ustawiał i nie pozwalał napastnikowi Liverpoolu na rozwinięcie skrzydeł. Dawson popisał się też znakomitym wślizgiem, bez którego Carroll już w 5. minucie znalazłby się w sytuacji sam na sam z bramkarzem.

Obrona Tottenhamu miała wiele zajęć. Wynikało to z cofnięcia się środkowych pomocników i przyjmowania natarć rywali na własnej połowie. Trio z drugiej linii często wspierał Kranjcar. W wyniku tego Koguty przerywały większość ataków tuż przed swoim polem karnym (widać to na dolnej części wykresu).

Różne nastawienie obronne Liverpoolu i Tottenhamu

Tottenham zaliczył wiele przechwytów na własnej połowie. Inny pomysł na obronę miał Liverpool. The Reds starali się naciskać na obrońców rywala. Pressing owocował częstszym odzyskiwaniem piłki bliżej bramki przeciwnika (góra wykresu).

Koguty pozwoliły Liverpoolowi na operowanie piłką. Wynikiem tego, gracze z White Hart Lane byli mniej aktywni w ofensywie. Bardzo osamotniony pozostawał wysunięty napastnik Emmanuel Adebayor. Togijczyk nie otrzymywał właściwego wsparcia. Izolowany snajper przegrywał pojedynki ze stoperami The Reds. Daleko od bramki przeciwnika biegał Luka Modrić, który zwykle odpowiadał za rozegranie Tottenhamu. Chorwat w poniedziałek decydował się raczej na bezpieczne podania z tyłu. Jego prostopadłych piłek najbardziej brakowało Adebayorowi.

Swojej przestrzeni na boisku bezskutecznie szukał też Bale. Dynamiczny skrzydłowy próbował lewą i prawą stroną, schodził do środka – z reguły bez skutku. Bezowocny występ Walijczyka mógł pójść w zapomnienie w 86. minucie. Wtedy świetną piłkę za plecy obrony gospodarzy zagrał Kranjcar, a Bale idealnie wymierzył moment startu do piłki. Walijczyk przegrał jednak pojedynek oko w oko z Jose Reiną i tak Tottenham zmarnował swoją jedyną dogodną okazję w meczu.

Pomysły Liverpoolu

Z powodu defensywnego nastawienia Tottenhamu to Liverpool musiał przejąć inicjatywę. Na początku odpowiedzialność za kreowanie szans wziął na siebie Steven Gerrard. Kapitan The Reds dynamicznie wbiegał między obronę rywali. Jego zapał został dość szybko przytemperowany i w dalszej fazie meczu jego wpływ na grę był już mniejszy.

Z powodu zagęszczenia defensywy Tottenhamu, Liverpool chętnie decydował się na strzały z dystansu. Właśnie po takim zagraniu Jay Spearing miał najlepszą okazję pierwszej połowy, ale uderzył minimalnie niecelnie.

Podopieczni Dalglisha często przenosili akcje na lewą stronę. Tu aktywnie do przodu wchodził obrońca Johnson, wspierał go szybki Craig Bellamy. Sprawne ruchy na lewej flance nie przekładały się jednak na dogodne sytuacje podbramkowe. Mając Carrolla z przodu, partnerzy próbowali dośrodkowywać w jego kierunku, ale długo ta strategia nie przynosiła korzyści.

Andy Carroll walczy o główki

Do 60. minuty Carroll trzykrotnie walczył w powietrzu i za każdym razem przegrywał (czerwone kropki). Pod koniec wysoki napastnik zaczął lepiej zastawiać się i wykorzystywać warunki fizyczne. Po upływie godziny gry stoczył kolejnych pięć pojedynków i wygrał wszystkie, w tym dwa już w polu karnym Tottenhamu (niebieskie kropki).

SuperParker

Liverpool zyskał na wartości przy lepszej grze powietrznej Carrolla oraz po wejściu na boisko Suareza. Urugwajczyk udanie dryblował i aktywnie naciskał obronę rywala. Wraz z przebudzonym Carrollem stanowił główną broń gospodarzy. Częste dośrodkowania w końcówce przyniosły Liverpoolowi trzy dogodne sytuacje.

The Reds nie zamienili przewagi na gole dzięki heroicznej postawie Scotta Parkera. Anglik bez wytchnienia cofał się blisko linii obrony. Często zmieniał się w dodatkowego, piątego defensora. Przechwytywał podania liverpoolczyków (góra wykresu), a także nastawiał się blokując uderzenia przeciwników (dół wykresu).

Niezmordowany Scott Parker

Podsumowanie

Z końcowego wyniku z pewnością bardziej zadowolony mogli być przyjezdni. – Jeśli jedziesz na Anfield i udaje ci się zachować czyste konto, to trzeba bardziej mówić o zyskanym punkcie, niż o dwóch straconych – komentował Dawson w wypowiedzi dla Sky Sports.

Tottenham grał zachowawczo i nie miał wiele argumentów ofensywnych. Strategia przyniosła remis, który ciągle utrzymuje Koguty w walce o mistrzostwo Anglii.

Ekipa Dalglisha po raz kolejny nie potrafi sforsować zasieków obronnych rywala na Anfield. Liverpool znów optycznie przeważał, już ósmy raz musiał zadowolić się punktem u siebie. The Reds stworzyli ledwie kilka dobrych okazji, ale marnowali je Carroll i Suarez. Dalsze trudności strzeleckie przed własną widownią będą kosztowały drużynę z Anfield kolejnym sezonem poza Ligą Mistrzów.

  1. M.
    07/02/2012 o 19:37

    Widziałem tylko obszerne skróty, ale pokuszę się o parę wniosków. Bale zdecydowanie nie miał swojego dnia, sam mógł załatwić The Reds. Poza tym zagrożenie ze strony Kogutów rzeczywiście było mizerne. Nie zmienia to faktu, że zarówno Modric, jak i Bale są z pewnością bardzo blisko najlepszej 11-tki tego sezonu w EPL póki co. Słówko o Parkerze – jeden z najbardziej inteligentnych zawodników ligi. Przyjemnie się go ogląda. Szanuje piłkę, potrafi się ustawić, regulować tempo gry. Jeżeli chodzi o Liverpool – Carroll swoje oczywiście zmaścił, Suarez powinien wylecieć za kopnięcie Parkera. W pojedynku obrońców na ten moment górą Walker, a nie wiem czy i tak obu nie przykrywa czapką Richards. Pewne jest to, że na prawej obronie Fabio ma w kim wybierać.

  1. 07/02/2012 o 18:22

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: