Strona główna > Premier League > Mickiewiczowska niemoc w Liverpoolu

Mickiewiczowska niemoc w Liverpoolu

Pod względem zasobności portfela drużyny Liverpoolu i Evertonu różnią się jak kolor czerwony od niebieskiego. Ale oba zespoły z miasta Beatlesów łączy jedna dolegliwość. Adam Mickiewicz w „Reducie Ordona” wyraził tę słabość słowami „Nam strzelać nie kazano”.

Nieskuteczność wspólną bolączką Liverpoolu i Evertonu

Liverpool i Everton zdobywają w lidze zawstydzająco mało bramek. Tylko Stoke i Wigan trafiają rzadziej niż ekipa Davida Moyesa. Od graczy Kenny’ego Dalglisha celniej kopią piłkarze klubów walczących o utrzymanie – Boltonu i Blackburn. Źle dzieje się szczególnie w meczach u siebie.

Liverpoolska gościnność

Kiedyś obiekt Anfield Road dodawał sił gospodarzom. Obecnie arena The Reds pozostaje natchnieniem bramkarzy przyjezdnych. Mecze życia rozgrywali tu golkiperzy Norwich, Swansea i Blackburn. Stąd aż siedem remisów Liverpoolu przed własną publicznością.

Nieskuteczność nie bierze się wyłącznie z nadludzkich wyczynów rywali. W szatni The Reds brakuje bezwzględnego snajpera. Luis Suarez to piłkarz znakomity, obdarzony bajeczną techniką. Od doskonałości dzieli go mierne wykańczanie akcji. Suarez oddaje średnio ponad cztery strzały na mecz, a mimo wszystko uciułał ledwie pięć trafień w lidze.

Do niedawna za gole na Anfield odpowiadał Fernando Torres. Jego zastępcą miał być Andy Carroll, który w Newcastle terroryzował obrońców przeciwnika. Jednak Anglikowi nie służy klimat Liverpoolu. Nie znalazł nici porozumienia z kolegami.

Na piłkę należy nachodzić od dalszego słupka. Carroll musi popracować nad ustawieniem. Zbyt często stoi w środku pola karnego. Podchodzi za daleko i nie może skutecznie atakować – ocenia były snajper Liverpoolu John Aldridge.

Problemy z przodu skutkują notorycznym gubieniem punktów. Liverpool ustrzelił dotąd 28 bramek. Dla porównania, najbliższy rywal w walce o czołową czwórkę – Arsenal – zdobył 46 goli.

Biednemu wiatr w oczy

Jeszcze gorzej wiedzie się Evertonowi. Podstawowy napastnik Louis Saha w tym sezonie uzbierał tyle samo trafień co… bramkarz Tim Howard (Saha został oddany do Tottenhamu 31 stycznia – przyp. autora). Menedżer Moyes ma ograniczone możliwości zmian. Kiedyś mógł polegać Timie Cahillu, ale Australijczyk zatracił instynkt. W styczniu strzelił pierwszą bramkę od 13 miesięcy.

Na trudności The Toffees składa się głównie niska kreatywność. – Przyjeżdżający na Goodison bronią wąsko i pozwalają się wykazać Evertonowi. Kiedy tym kończy się inwencja, rywale dostają nagrodę w postaci punktu lub trzech – analizuje dziennikarz Liverpool Post, Ian Doyle. Everton na własnym obiekcie zanotował aż pięć porażek.

Klub z Goodison jest biedny jak mysz kościelna i długo nie miał środków na sprowadzenie nowego napastnika. Klub chciał się wypożyczyć Guillaume Hoarau z PSG. Właścicielom udało się wysupłać fundusze na sprzedaży Diniyara Bilyaletdinova do Rosji. Pieniądze spożytkowano na zakup Nikicy Jelavicia, superstrzelca Glasgow Rangers.

Liverpoolskie ekipy w latach 80-tych trzęsły rozgrywkami w Anglii. Multum bramek na chwałę miasta strzelali Graeme Sharp i Ian Rush. Okres dominacji portowej metropolii się skończył. Środek ciężkości przeniósł się do Londynu i Manchesteru. Bez znaczącej poprawy jakości ataku, nie ma mowy o odzyskaniu dawnego blasku w Liverpoolu.

Artykuł ukazał się w drukowanej wersji tygodnika „Tylko Piłka”, nr 5/2012s. 7. Dodane zostały uaktualnienia artykułu, wynikające z ostatniego dnia transferów w Anglii.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: