Strona główna > Premier League > Stal w obronie Manchesteru United – analiza taktyczna

Stal w obronie Manchesteru United – analiza taktyczna

Manchester United w bolesny sposób wybił Tottenhamowi z głowy marzenia o mistrzostwie kraju. Czerwone Diabły zagrały bezwzględnie w ataku i uważnie w obronie, co przyniosło przekonywujące zwycięstwo 3:1 na White Hart Lane. Koguty przedłużyły tym samym fatalną serię 26 meczów bez wygranej nad chłopcami sir Alexa Fergusona.

Tegoroczne starcia na szczycie tabeli Premier League często kończyły się hokejowymi wynikami – 1:5,1:6, 8:2, 3:5, 3:3. Bogactwo goli cieszy fanów żądających emocji. Ale każe też zadać pytanie o jakość obrony angielskiej czołówki. Zaskakujący więc wydaje się fakt, iż w niedzielnym starciu Tottenhamu z Manchesterem przez długi czas górowała skuteczna defensywa.

Wyjściowe składy

Harry Redknapp miał poważny dylemat w selekcji swojej drużyny. Z różnych powodów na boisku nie mogli pojawić się Gareth Bale, Rafael van der Vaart i Scott Parker. Bez nich powstała olbrzymia wyrwa w pomocy Kogutów, którą próbowali załatać Luka Modrić, Jack Livermore oraz Sandro.

Redknapp w trzecim meczu z rzędu zdecydował się na taktykę 4-4-2. W ataku wystawił dwóch piłkarzy o podobnej charakterystyce – Emmanuela Adebayora oraz Louisa Sahę. Ta kombinacja znakomicie zadziałała z Newcastle (5:0), ale nie sprawdziła się przeciwko Arsenalowi (słaba współpraca w drugiej połowie). Redknapp wolał w odwodzie pozostawić najbardziej ruchliwego napastnika Jermaina Defoe.

Manchester United wyszedł na boisko w podobnym ustawieniu 4-4-2, z tym, że Wayne Rooney częściej cofał się do linii pomocy. Siłą Czerwonych Diabłów miały być dynamiczne skrzydła z Nanim i Ashleyem Youngiem.

Defensywa

Mimo, że ostatecznie padły aż cztery gole, to obrona odegrała decydującą rolę w tym spotkaniu. Przez godzinę oba zespoły w ustawieniach 4-4-2 wzajemnie się blokowały. W środku pola walczyli świetni podający, ale słabsi w odbiorze (Paul Scholes, Michael Carrick) oraz przeciętni rozgrywający stworzeni do zadań defensywnych (Sandro, Livermore). Rzadko do przodu zapędzali się boczni obrońcy, stąd atakujący mieli wyjątkowo mało miejsca na rozwijanie skrzydeł. Przewagę w posiadaniu miał Tottenham, który oddawał też więcej strzałów, ale poza jedną akcją Aarona Lennona Koguty nie mąciły spokoju Davida De Gei.

Solidnie prezentowały się pary stoperów. Obrońcy obu drużyn bazowały na podobnym założeniu. Jeden gracz wychodził do pojedynków główkowych, wyskakiwał do biegających napastników (Jonny Evans, Younes Kaboul), drugi zostawał wycofany i asekurował poczynania kolegi (Rio Ferdinand, Ledley King).

Dla Manchesteru United ważnym ogniwem był także Partice Evra. Francuz trzymał się blisko własnego pola karnego. Miał na oku Lennona, praktycznie jedynego zawodnika w szeregach rywali, który realnie mógł zakłócić organizację defensywy mistrzów Anglii.

Ferguson w pomeczowym wywiadzie dla Sky Sport rozpływał się nad postawą tylnej formacji. – To wielki wynik, wspaniały występ naszych obrońców. Okopali się z tyłu, a my pokazaliśmy swoją determinację. Występ Evansa i Ferdinanda był niemal bezbłędny. Obaj znakomicie współpracowali, przekazywali sobie krycie. Zmusili Sahę i Adebayora do łącznie 15 strat. Sami defensorzy United aż 37 razy wybijali piłkę spod własnego pola karnego.

Podobne pochwały można byłoby przypisać defensywie Tottenhamu, gdyby nie bolesne, indywidualne potknięcia. Wszystkie trzy stracone gole były wynikiem drobnego błędu, który bez skrupułów wykorzystywali rywale z Old Trafford. Najpierw Kyle Walker nabrał się na ruch Rooneya i zgubił krycie przy rzucie rożnym. Później Luka Modrić zostawił za plecami Naniego przy wyrzucie z autu. Na koniec Kaboul zbyt długo zwlekał z doskoczeniem do Younga. Tak Manchester United z sześciu strzałów na bramkę zdobył aż trzy gole.

Braki Kogutów

Absencja Bale oraz van der Vaarta okazała się decydująca dla potencjału ofensywnego Tottenhamu. Gracze Redknappa byli zbyt przewidywalni. Szarże Lennona często rozbrajał Evra. Modrić gasł biegając przy bocznej linii. Na lewym skrzydle nie mógł wykrzesać z siebie kreatorskiej iskry. Jedyne groźne podania serwował po dośrodkowaniach.

Tottenham z rzadka przebijał się przez obronę United, stąd częste próby strzałów z dystansu. Z nimi bez problemu radził sobie De Gea. Gol pocieszenia Defoe był bardziej wynikiem braku koncentracji Ryana Giggsa, niż realizowania założeń taktycznych.

Bez Bale’a, który dynamizuje grę Tottenhamu i stanowi element zaskoczenia, Koguty będą miały problemy z silnymi rywalami. Posyłanie długich piłek w kierunku Adebayora jest zbyt przewidywalne na najwyższym poziomie. Co ciekawe, aż do 80. minuty Redknapp zwlekał ze zmianami, które pozwoliłyby Modriciowi na przejście do środka boiska. Menedżer Kogutów przeprowadził roszady, gdy partia była już rozstrzygnięta na korzyść Manchesteru United.

Podsumowanie

Mecz na White Hart Lane przypominał sobotnie starcie Liverpoolu z Arsenalem. Tam także gospodarze mieli więcej z gry, częściej utrzymywali się przy piłce. Liverpool miał jednak dużo klarownych szans bramkowych, a Tottenham nie radził sobie z rozpracowaniem świetnej obrony gości.

Zarówno Arsenal, jak i Manchester United wygrały na skuteczności. Wielką sztuką jest wykorzystywanie wszystkich szans, które daje los.

Choć nie był to najlepszy występ podopiecznych Fergusona w sezonie, sięgnęli oni po całą pulę. Do Manchesteru City tracą tylko dwa punkty i mają łatwiejszy terminarz spotkań. Wiele wskazuje na to, że 30 kwietnia na Etihad Stadium rozstrzygną się losy mistrzostwa Anglii.

  1. M.
    05/03/2012 o 21:13

    W istocie – przedziwny mecz. Rzekłbym słabe spotkanie ze strony United. Powiedziałbym, ze Sandro i Livermore wyłączyli w środku Scholesa i Carricka (wyjątkowo dużo strat jak na niego). Kreatywność Naniego praktycznie zerowa. Mecz wygrało United trzema elementami: wspomnianą parą stoperów, która trzymała w ryzach całe defensywne poczynania, instynktem Roo oraz postawą Younga, który błysnął w dwóch sytuacjach. Spurs mieli jakby więcej z gry, ale bez Walijczyka na skrzydle tracą niezbędny element zaskoczenia i przyspieszenia gry. Bardzo ważny dla nich zawodnik.

    • 06/03/2012 o 11:59

      Defensywni Tottenhamu podobali mi się w obronie, ale nie widziałem ich w ataku.

      Co do Younga – gdyby nie statystyki – 2 gole i asysta, napisałbym, że zagrał bardzo, bardzo słaby mecz. Walker generalnie radził sobie z jego pilnowaniem. Skrzydła MU przez długi czas były bardzo nieefektywne, stąd tylko 6 strzałów na bramkę. Welbeck miał 7 strat – też dużo. United wygrali na szczegółach i błędach Spurs.

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: