Strona główna > Premier League > Mały klub z Walii rozkłada giganta – analiza taktyczna

Mały klub z Walii rozkłada giganta – analiza taktyczna

Swansea wciąż zachwyca stylem, odwagą i wynikami. Budowany za śmieszne pieniądze klub odprawił z kwitkiem dotychczasowego lidera tabeli – Manchester City. Walijski Liberty Stadium był świadkiem kolejnego klasyka, który na długo zapisze się w pamięci kibiców.

Mimo jedynie jednego gola w meczu, nie wolno było narzekać na jego poziom. Swansea fenomenalnie rozpoczęła spotkanie, ale potem, po sprawnej decyzji taktycznej Roberto Manciniego, Manchester City przejął inicjatywę.

Formacje

Brendan Rodgers wystawił swoją sprawdzoną jedenastkę w systemie 4-2-3-1. Jedynym odstępstwem od normy był Wayne Routledge, który zastąpił na prawym skrzydle zawieszonego Nathana Dyera.

Więcej dylematów selekcyjnych miał Mancini. Włoch z powodu kontuzji podstawowej pary stoperów Kompany-Lescott zdecydował się na eksperymentalny duet Stefan Savić oraz Kolo Toure. City zagrało od początku z trzema defensywnymi pomocnikami, z których Yaya Toure był tym najbardziej wysuniętym. Mancini posadził na ławce Sergio Aguero i Edina Dżeko, a linię ataku w pojedynkę tworzył Mario Balotelli. Menedżer City zachował tradycyjną formację 4-2-3-1.

Odwaga beniaminka

Gracze Swansea znakomicie weszli w mecz. Wysokim pressingiem, dużą aktywnością w odbiorze zablokowali rywalom możliwości podań. Manchester City nie mógł przebrnąć przez linię pomocy Łabędzi, dlatego decydował się na posyłanie długich podań, które z łatwością przechwytywali obrońcy gospodarzy. Swansea izolowała Balotelliego, który pozbawiony wsparcia decydował się na nieprzygotowane strzały z dystansu.

Podstawę taktyki obronnej Swansea można zobrazować cytatem z Josepa Guardioli. – Jesteśmy fatalni bez piłki, dlatego wymagam, abyśmy utrzymywali się przy niej tak długo jak to możliwe – powiedział kiedyś trener Barcelony. Swansea przez pierwsze 40. minut gry długimi fazami utrzymywała posiadanie. Zawodnicy Rodgersa wymieniali niezliczone ilości krótkich podań na własnej połowie. Nawet pod presją City, Swansea nie wykopywała piłki na oślep, a starała się utrzymać przy futbolówce. Łabędzie miały w swoich szeregach właściwych ludzi do wdrożenia tej taktyki. Leon Britton i Joe Allen, środkowi pomocnicy, w całym spotkaniu podawali z 93% i 94% dokładnością. Z tego powodu gościom tak trudno było przeprowadzić składną akcję – po prostu nie mieli jej kiedy zainaugurować!

Jednak nie samą obroną wygrywa się mecze. Swansea na początku górowała też w ataku. Wyjątkowo ofensywnie do przodu wybiegali boczni obrońcy, których brak w obronie neutralizowało cofanie Brittona na pozycję trzeciego stopera. Obrońcy Łabędzi mogli hasać w ataku, ponieważ skrzydłowi City – David Silva i Samir Nasri – grali na tyle wąsko, że nie byli w stanie powstrzymywać defensorów rywali.

Swansea atakowała niemal wyłącznie flankami, głównie prawą stroną. Pomagała w tym liczebna przewaga, stworzona przez rajdy bocznych obrońców oraz inteligentne ruchy skrzydłowych. Po zagraniu dwójki skrajnych pomocników Łabędzie już w 7. minucie wywalczyły rzut karny, który spudłował jednak Scott Sinclair. Przestrzelona jedenastka była ciekawa z taktycznego punktu widzenia. Sinclair wcześniej trzy razy skutecznie egzekwował rzuty karne w lidze, za każdym razem uderzając w prawy róg bramki. W meczu z City spróbował w lewą stronę i jego strzał odbił Joe Hart.

Szybka korekta

Nietypowo, bo już w 37. minucie Mancini zdecydował się na zmianę. Garetha Barry’ego zastąpił Aguero. Choć menedżer tłumaczył roszadę przyczynami zdrowotnymi, był to świetny manewr taktyczny. Sam Aguero wniósł bardzo niewiele do gry, ale The Citizens prezentowali się znacznie lepiej jako kolektyw.

City przegrupowało szeregi. Yaya Toure wrócił na pozycję defensywnego pomocnika, skąd łączył linię ataku z obroną. Więcej miejsca znalazł także Balotelli, który mógł swobodnie przemieszczać się między środkiem a lewą stroną boiska.

Pozwolenie na aktywniejszą grę z przodu otrzymali wycofani dotąd boczni obrońcy. Dzięki temu The Citizens wreszcie mieli kogoś na skrzydłach – Nasri z Silvą dalej stacjonowali w centralnej strefie. Ofensywnych obrońców zabezpieczał Nigel de Jong – bardzo dobry w przecinaniu akcji Swansea. Holender świetnie spisał się w defensywnie, notując dwa odbiory i aż siedem przechwytów.

W ten sposób drużyna z Manchesteru zepchnęła gospodarzy na własną połowę. Łabędzie nie miały już takiej swobody w utrzymywaniu piłki. Futbolówka nadal krążyła na połowie Swansea, ale tym razem operowali nią chłopcy Manciniego. City próbowało przeciskać zagrania środkiem pola, po prostopadłych podaniach, ale gęsto upakowana defensywa rywali blokowała tę możliwość.

The Citizens aż dziesięć strzałów oddało też po stałych fragmentach gry, ale w wykańczaniu szans brakowało precyzji. W końcówce goście często decydowali się na wrzutki w pole karne. Przy takiej strategii dziwić mogła opieszałość Manciniego ze zmianami. Skrzydłowy Adam Johnson oraz wysoki napastnik Dżeko weszli na boisko dopiero po 84. minucie. Mancini nie zdecydował się też na posłanie w bój Aleksandara Kolarova, którego dobrą jakość dośrodkowań już wcześniej opisywałem w tym miejscu.

Savić

Kilka zdań należy poświęcić momentowi, który przesądził o wygranej Swansea w 83. minucie spotkania. Wtedy Łabędzie popędziły z kontrą. Chwilę później Routledge zacentrował na głowę zmiennika Luke’a Moore’a, który trafił do siatki.

Kontratak Swansea zaczął się po złym podaniu stopera City Savicia. Czarnogórzec wcześniej notował popisową partię – dobrze się ustawiał, skutecznie oddalał zagrożenie spod bramki, udanie pilnował Danny’ego Grahama. Jednak jeden błąd, moment zawahania słono kosztował jego zespół. To już nie pierwsza tegoroczna wpadka Savicia (patrz półfinał Carling Cup z Liverpoolem lub mecz przeciwko QPR). 22-latek zbyt często popełnia poważne błędy, więc raczej nie zagrzeje długo miejsca na Etihad Stadium.

Podsumowanie

Nie sądzę, abyśmy zasłużyli na porażkę. Swansea zagrała dobrze pierwsze pół godziny, ale w drugiej połowie kontrolowaliśmy przebieg akcji – stwierdził Mancini w pomeczowym wywiadzie dla BBC. Włoch tym zdaniem podsumował ruchy taktyczne niedzielnego starcia na Liberty Stadium. Łabędzie imponowały przez znaczną część pierwszej połowy, ale zmiana ustawienia City z 37. minuty odmieniła losy starcia. Tyle, że The Citizens nie zamienili swoich przewag na gole i dodatkowo stracili bramkę po indywidualnym błędzie.

Swansea gra wspaniale dla oka. Rodgers z ograniczonym budżetem stworzył unikatową grupę, która z polotem i odwagą stosuje się do jego założeń taktycznych. Na otwarcie sezonu Łabędzie przegrały z City 0:4, teraz zrewanżowały się minimalnym zwycięstwem.

To olbrzymi znak jak daleko zaszliśmy, jak bardzo się poprawiliśmy indywidualnie i jako drużyna – zauważył pomocnik Joe Allen.

  1. M.
    13/03/2012 o 16:05

    Ogólnie wartościowy tekst, dobrze się czytało, a i pochwały Łabędzi, jak najbardziej zasłużone. Prawda jest taka, że dawno nie widziałem City tak ograniczonego w ofensywie jak w tym spotkaniu. Jakieś sytuacje były, ale jak na ich potencjał – naprawdę niewiele. Pozwolę sobie jedynie na małą uwagę odnośnie tego fragmentu:
    „Obrońcy Łabędzi mogli hasać w ataku, ponieważ skrzydłowi City – David Silva i Samir Nasri – grali na tyle wąsko, że nie byli w stanie powstrzymywać defensorów rywali.” Prawdą jest, że w takim ustawieniu Mancini odpuszcza niejako boczne sektory w ofensywie. Wynika to moim zdaniem częściowo z faktu, iż zarówno Balotelli, jak i Aguero, często schodzą do boku, robiąc tam ‚wiatr’ i pozwalając ofensywnie usposobionym pomocnikom – właśnie Nasriemu i Silvie, na wejścia środkiem. Ogólnie jednak, nie pokusiłbym się o napisanie, że Silva i Nasri są skrzydłowymi. To bardziej ofensywni pomocnicy ustawieni jednak co do zasady centralnie. Oczywiście, przy założeniu, że obaj są w składzie, każdy z nich będzie grał bliżej jednej ze stron, ale to w dalszym ciągu będzie pozycja bardziej centralna, niż typowego skrzydłowego. Dla odróżnienia, moim zdaniem typowi skrzydłowymi są Nani czy Bale. Silva to już w ogóle ‚fałszywy’ skrzydłowy, ktoś taki jak swego czasu w reprezentacji Francji Zizou, który teoretycznie był ustawiany jako lewoskrzydłowy, a w rzeczywistości grał ofensywnego pomocnika i wolnego elektrona w środku. Pozdrawiam!

    • 14/03/2012 o 14:14

      To spotkanie dobrze się „czytało”. Ruchy taktyczne były dość wyraźne, drużyny ruszały się według określonych układów. Nie ograniczałem się zatem do truizmów lub banałów w stylu „cofnęli się”,”szli skrzydłami”. To też taktyka, ale mało rozwijająca horyzonty.

      Zgadzam się, że Silva i Nasri to nijak typowi skrzydłowi, szczególnie ten pierwszy. Nasriego jak przymusić, to potrafi zostać na skrzydle. Ale skrzydłowymi „na papierze” są. Tylko doceniać uwagę widza, który dostrzega, że boczny pomocnik nie zawsze szturmuje przy linii, a może mieć inne zadania taktyczne. Gratuluję szerszego odbioru meczów:)

  1. 14/08/2012 o 11:46

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: