Strona główna > Premier League > 5 faktów przed 37. kolejką Premier League (zapowiedź)

5 faktów przed 37. kolejką Premier League (zapowiedź)

Finał Pucharu Anglii, mecze decydujące o tytule mistrza kraju oraz o utrzymaniu w lidze. Liga angielska trzyma w napięciu do samego końca rozgrywek. Co warto wiedzieć i na co zwrócić uwagę podczas piłkarskiego weekendu na Wyspach?

Liverpool czy Chelsea – kto weźmie do domu Puchar Anglii?

1) W drodze po dublet

Chelsea i Liverpool w tym sezonie są do siebie bliźniaczo podobne. Oba kluby w lidze spisują się grubo poniżej oczekiwań, ale w pucharach błyszczą jak wypucowane lakierki. The Reds w Premier League przegrywają z Wigan, Fulham lub Stoke, ale w krajowych pucharach mają na rozkładówce obie drużyny z Manchesteru oraz samą Chelsea. Liverpool zdobył już jedno trofeum (Carling Cup) i teraz mierzy w dublet. Te same cele przyświecają The Blues. Podopieczni Roberto di Matteo mogą wygrać FA Cup, a za dwa tygodnie czeka ich  finał Ligi Mistrzów.

Obie drużyny w środku tygodnia nadrabiały ligowe zaległości. Tu też poszło im bliźniaczo – Chelsea przegrała u siebie z Newcastle, a Liverpool poległ na Anfield z Fulham. Nie warto z tych porażek wyciągać pochopnych wniosków, bo menedżerowie myśleli już o Pucharze Anglii. Największe gwiazdy (Lampard, Mata, Cole, Gerrard lub Suarez) dostały chwilę na złapanie oddechu.

W Chelsea istnieją wątpliwości co do obsady ataku. Fernando Torres i Didier Drogba determinują styl gry The Blues. Czy di Matteo wystawi dynamiczniejszego, szukającego podań za plecy obrońców Torresa, czy silnego jak wół, sprawdzonego w finałach Pucharu Anglii Drogbę?

Liverpoolowi sukces ma zapewnić duet Suarez – Andy Carroll. Ten drugi był bohaterem półfinału FA Cup z Evertonem, stąd ma spore szanse na grę od pierwszych minut. The Reds wygrali z Chelsea cztery ostatnie pojedynki. Przedłużenie tej passy będzie oznaczać zdobycie drugiego trofeum w przeciągu ledwie trzech miesięcy.

2) Pieczęć na mistrzostwie?

W Premier League najważniejsze spotkanie odbędzie się w Newcastle. Stawka meczu jest olbrzymia. Gospodarzy od trzeciego miejsca w tabeli dzieli tylko punkt. Dla gości z Manchesteru City rywalizacja na północy Anglii to praktycznie ostatnia większa przeszkoda na ścieżce do zapewnienia sobie mistrzowskiego tytułu. Na Wyspach panuje powszechne przekonanie, które dzieli nawet sir Alex Ferguson, że jeśli City wygrają w Newcastle, mogą się już czuć zwycięzcami.

Tyle, że zwycięstwo na Sports Direct Arena to piekielne trudne zadanie. Przekonał się o tym Manchester United (3:0 dla Newcastle). W fenomenalnej formie znajduje się Papiss Cisse, który strzela spektakularne gole niemal za każdym machnięciem buta. Ostatnio Senegalczyk zatopił Chelsea i to na Stamford Bridge. Jego bilans to 13 goli w Premier League (tyle samo co Edin Dżeko i Mario Balotelli), choć Cisse kolekcjonuje trafienia dopiero od lutego!

Ale Newcastle potrafi też widowiskowo… przegrać (0:4 z Wigan, 0:5 z Tottenhamem, 2:5 z Fulham). Dlatego The Citizens powinni ruszyć do ataku bez żadnych kompleksów. W końcu urządza ich jedynie zwycięstwo.

3) Czekając na dobry los

Rezultat derbów Manchesteru sprawił, że po raz 11. w sezonie zmienił się lider Premier League. United roztrwonili ośmiopunktową przewagę i zostali strąceni ze szczytu. Teraz muszą oglądać się na wyniki „głośnych sąsiadów”.

Czerwone Diabły przegrywają z City na bilans bramek (różnica ośmiu trafień). Może więc podejmą się niewyobrażalnego i zaczną ścigać się z City na strzelone gole? Nikogo nie powinno zatem zdziwić ultraofensywne ustawienie na spotkanie ze Swansea. Kontuzję złapał Danny Welbeck, stąd szansę otrzyma bohater zeszłej kampanii Javier Hernandez.

United zagrają tuż po spotkaniu City. Będą zatem wiedzieć jak stoją ich szanse przed ostatnią kolejką. Walijskie Łabędzie nie powinny być wielkim wyzwaniem dla chłopców Fergusona. Swansea już zapewniło sobie utrzymanie i teraz walczy już tylko o honor. Brak istotnych celów wpływa jednak na ich postawę, czego dowodem było trzybramkowego prowadzenia z Wolverhampton.

4) Kolejny spadkowicz?

Blackburn przeszło obok meczu na White Hart Lane. Swoją nieporadność z Tottenhamu muszą nadrobić u siebie z Wigan. Jeśli Rovers nie pokonają u siebie The Latics spadną z hukiem z angielskiej ekstraklasy.

Wigan z kolei triumfem na Ewood Park może oddalić od siebie widmo degradacji już na dobre. Podopieczni Roberto Martineza po raz kolejny dokonują rzeczy niezwykłych. W tym sezonie potrafili przegrać osiem spotkań z rzędu (!), by później odprawić z kwitkiem Man United, Liverpool i Arsenal. Bohaterem The Latics jest Victor Moses, który już przyciągnął uwagę ligowych potentatów. Moses rośnie na kolejnego Antonio Valencię, który z Wigan trafił na Old Trafford. Czy piłkarze Martineza przesądzą o losach mistrzów Anglii z 1995 roku?

5) Gospodarze z nożem na gardle

Pasjonująco zapowiada się niedzielna rywalizacja o utrzymanie. Trzy zainteresowane kluby – QPR, Bolton i Aston Villa – rozgrywają spotkania o wszystko na własnych stadionach.

QPR w ostatniej kolejce wybiera się na Etihad Stadium. Man City będzie wówczas chciało przypieczętować tytuł mistrzowski, dlatego Rangers z góry mogą zakładać porażkę. Stąd ostatnią realną szansą na punkty wydaje się mecz ze Stoke. QPR wzmocnieni na nowo Adelem Taarabtem zechcą podtrzymać świetną passę czterech wygranych z rzędu na Loftus Road.

Bolton zaś podejmie nie walczące już o nic West Bromwich Albion. Pozytywną informacją dla kibiców Kłusaków jest przebudzenie weterana Kevina Daviesa. Z drugiej strony menedżer WBA Roy Hodgson, przedstawiony już jako nowy selekcjoner Anglii, zechce pożegnać się z Premier League mocnym akcentem.

Aston Villę czeka najtrudniejsza misja, bo do Birmingham zawita Tottenham. Koguty wróciły do czołowej czwórki i na gwałt potrzebują kolejnego zwycięstwa. Do The Villans, poza kłopotami na boisku, przyplątały się problemy wychowawcze. James Collins, Chris Herd oraz Fabian Delph zostali przyłapani na pijackich wybrykach. Fantastyczna koncentracja przed kluczowym momentem sezonu…

Weekendowy bonus w innym klimacie:

„Koko Euro spoko” nie jest najlepszym dziełem muzyki, ale oficjalna piosenka Euro 2012 trzyma dobry poziom. „Endless summer” Oceany wiele nie ustępuje „Waka Waka” Shakiry z Mundialu 2010.

Do Euro 2012 już tylko nieco ponad miesiąc:

  1. 04/05/2012 o 21:23

    City niestety mistrzostwa już nie wypuści z rąk, za dużo pieniędzy zostało wpompowane, za duże oczekiwania i za blisko do tytułu żeby teraz się potknąć, czerwone diabły straciły mistrzostwo na własne życzenie, roztrwonienie 8 punktów to jedno, ale 4:4 w meczu w którym dwa razy prowadzi się dwoma bramkami, i zero strzałów celnych w meczu z głównym rywalem o zwycięstwo w lidze to już porażka, pozostaje tylko liczyć na cud, niespodziankę jak zwał tak zwał, w końcu to tylko sport😀

    Red Devils Fan

    • 05/05/2012 o 00:02

      O, kolejny komentator polaczony z Manchesterem. A jaki tajemniczy. Czy TrueOgre jest inspirowane Tekkenem? Ja zawsze wolalem Jima Kazame:)

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: