Strona główna > Premier League > Upadek monarchii Króla Kenny’ego

Upadek monarchii Króla Kenny’ego

Rafa Benitez, jeszcze jako menedżer Liverpoolu, wygłosił słynną przemowę wycelowaną w sir Alexa Fergusona, która do historii angielskiej piłki przeszła jako „Fakty”. Wzorem Hiszpana, który jest teraz faworytem bukmacherów do ponownego przejęcia sterów na Anfield, przedstawiam fakty. Czy Kenny Dalglish zasłużył na wczorajsze zwolnienie z funkcji trenera The Reds?

Koniec panowania Króla Kenny’ego

„Nie mówię o moich wrażeniach, ale o rzeczach, które każdy może zobaczyć co tydzień” Rafael Benitez

Dalglish w Liverpoolu, wersja 2.0:

1) Haniebna forma w Premier League

Fakty: 8 miejsce w lidze jest najgorszym od 18 lat. Liverpool zebrał 52 punkty – najmniej od sezonu 1953/54. Zawstydzające 6 wygranych na Anfield (plus 9 remisów na 19 spotkań). Rozgrywki skończone za lokalnym rywalem z Evertonu i 37 punktów (!) za mistrzem Manchesterem City. 14 porażek w całym sezonie.

The Reds uczynili z Anfield Road domek gościnny, gdzie przyjezdnym serwowano drinki z palemką. Remisy z beniaminkami Norwich i Swansea, spadkowiczem Blackburn; przegrane z Wigan i West Bromwich. Dzięki temu Liverpoolu zabraknie w trzeciej kolejnej edycji Champions League.

2) Wybitna forma w krajowych pucharach

W Anglii panuje ożywiona debata, o tym co jest ważniejsze: awans do Ligi Mistrzów, czy zdobywanie trofeów. Dalglishowi bliżej do drugiej opcji. Szkot sprowadził na Anfield pierwsze trofeum od 2006 roku. Arsene Wenger z Arsenalem na jakikolwiek puchar czekają od siedmiu lat.

Liverpool doszedł też do finału Pucharu Anglii, w którym był blisko wielkiego comebacku. Tylko nadludzka interwencja Petra Cecha uchroniła Chelsea przed dogrywką.

Imponujące nie były wyłącznie wyniki. Drogę The Reds na Wembley komplikowały pojedynki z Manchesterem United, City, Chelsea i Evertonem. W Pucharze Ligi ekipa Dalglisha w obu odsłonach dwumeczu z późniejszym mistrzem Anglii, Man City, wyglądała na lepszą technicznie, głodniejszą, agresywniejszą stronę. Pressing i dynamika Liverpoolu były absolutnie olśniewające.

3) Pomyłki transferowe

Adam (£7m), Bellamy (za darmo), Doni (za darmo), Coates (£7m), Downing (£20m), Enrique (£5.5m), Henderson (£16m) z letniej sesji transferowej plus Carroll (£35m), Suarez (£23).

Amerykańscy właściciele rzucili grubą gotówką, ale zebrali niewielkie plony. John W. Henry, człowiek sukcesu w biznesie, zapewne nie lubi nietrafionych inwestycji. Z wymienionej listy tylko Bellamy, Enrique i Suarez mogą zostać uznani za transferowe skalpy. Choć i w ich przypadku nie brakuje zastrzeżeń.

Bellamy był wielki od święta (szczególnie we wspomnianym dwumeczu z City), a w końcówce sezonu wyglądał na chronicznie przemęczonego. Enrique do połowy sezonu wydawał się kandydatem na najlepszego lewego obrońcę Premier League. Później przytrafiły mu się zawstydzające pomyłki – kiks przy zwycięskim golu QPR na Loftus Road, czy wpuszczenie na pozycję Ramiresa w finale Pucharu Anglii. Dalglish nawet nie wystawił go do składu w finale Carling Cup.

Suarez to jeden z najbardziej uzdolnionych zawodników ligi, który nie boi się dryblingu, sam tworzy mnóstwo okazji. Urugwajczyk oddawał średnio 4 strzały na mecz (trzeci w lidze), ale nawet nie znalazł się wśród dziesięciu najlepszych snajperów na Wyspach.

Dalglish za duże pieniądze sprawił, że skład Liverpoolu stał się bardziej brytyjski. Kupił obiecujących pomocników, którzy nie spłacili jeszcze kredytu zaufania. Henderson zapadnie w pamięć jako człowiek obawiający się ryzykownego zagrania, a Downing jako chodzący pech (cztery razy w słupek lub poprzeczkę, rekordzista ligi pod względem ilości strzałów i stworzonych okazji bez zanotowania ani jednego gola lub asysty). Carroll przez większą część sezonu obrazował jak wyrzucić kupę gotówki w błoto, ale końcówka rozgrywek daje jakieś nadzieje. Młody Anglik wygrywał najwięcej pojedynków główkowych w Premier League i wreszcie zaczął robić pożytek ze swojej postury.

4) Staroszkolna taktyka

Dalglish upodobał sobie dwa systemy gry – 4-3-3 z jednym wysuniętym napastnikiem oraz tradycyjne 4-4-2. W końcówce sezonu dominowało to drugie ustawienie, które w światowym futbolu wygląda na nieco zardzewiałe.

Liverpool miał dwa problemy, z którymi nie mógł sobie poradzić: 1) przeciętny środek pola, 2) nieskuteczność.

W sezonie 2008/09 The Reds skończyli ligę na drugim miejscu z 86 punktami na koncie. Źródłem sukcesu tej znakomitej drużyny była druga linia. Xabi Alonso i Javier Mascherano dawali Stevenowi Gerrardowi możliwość do bliskiej współpracy z Fernando Torresem.  Alonso to nieco wycofany rozgrywający na wzór Andrei Pirlo. Mascherano to żelazo i płuca zespołu. Obaj przenieśli się do hiszpańskiej elity (Real i Barcelona), co tylko potwierdza ich klasę. Jednak Liverpoolowi nie udało się zastąpić tego duetu.

Charlie Adam miał być nowym Alonso, a Lucas Leiva następcą Mascherano. Charakterystyki tych piłkarzy są podobne, ale Dalglish miał sporo pecha. Obaj doznali długotrwałych kontuzji. Szczególnie doskwierający był uraz Lucasa, dla którego na Anfield brakuje godnego zmiennika. Z tego powodu Gerrard musiał występować w głębi pola i znacznie mniej przydawał się pod bramką rywala.

Drugi problem, zawstydzająca nieskuteczność, wzięła się z przeciążenia Suareza. Urugwajczyk był w centrum kreowania ataków i musiał sam wykańczać akcje. „One man show” rzadko kończył się sukcesem (zdarzyło się to w Norwich). Najczęściej błyskotliwy drybling i wyjście na pozycję oznaczało zepsuty strzał.

Na polu bitwy dobry generał dowodzi armią i nie musi dodatkowo opatrywać rannych, nalewać zupy lub czesać koni. Suarez powinien albo kończyć ataki, albo rozgrywać. Dlatego też długo nie układała mu się współpraca z Carrollem.

Liverpool w lidze nieustannie gubił punkty, ale rzadko pozostawał bezbronny. Najczęściej kończyło się setką zmarnowanych okazji oraz narastającą frustracją z minuty na minutę.

5) Mylny osąd sprawy Suareza

Dalglish w obliczu rasistowskich oskarżeń wziął gwiazdora pod swoje skrzydło. Plus dla niego. Tylko, gdy Urugwajczyk został uznany za winnego, właściwa reakcja klubu przyszła zdecydowanie za późno. Szkocki menedżer za długo wypierał problem ze świadomości – skończyło się na medialnej tyradzie i nadszarpniętym dobrym wizerunku klubu.

Sprawę tylko zaogniło zachowanie Suareza, który odmówił podania ręki Patrice’owi Evrze.

6) Żywa legenda

Cokolwiek by się nie działo, Król Kenny był, jest i będzie legendą na Anfield. Kibice, niezależnie od formy, chóralnie śpiewali peany na cześć Dalglisha. Jego zwolnieniu towarzyszy aura niedowierzania i złości na właścicieli.

Amerykanie są mniej przywiązani do tradycji Liverpoolu, dlatego w ocenie menedżera kierowali się tylko wynikami.

Dalglish zgłosił chęć dalszej pracy w klubie, ale, przynajmniej na razie, tej pokusie należy się oprzeć. Ciągła obecność Dalglisha na Anfield podkopie wiarygodność i pozycję nowego menedżera. Szczególnie piłkarze mocno związani z Liverpoolem – Jamie Carragher i Gerrard – mogą niełatwo pogodzić się z utratą legendarnego trenera, tak zasłużonego dla historii klubu.

7) Nowe nadzieje

Zwolnienie Daglisha, a także dyrektora sportowego Damiena Comolliego oznacza nowy okres w historii The Reds. Jego symbolem jest zmiana sponsora technicznego – współpracującego od lat Adidasa zmienił amerykański Warrior.

Zmiana kadr zachwiała względną stabilizacją wprowadzoną przez Dalglisha. Teraz wszystko zostało zburzone pod fundamenty i nowy trener zacznie stawiać własne ściany.

Kto to będzie? Mnie idealnym rozwiązaniem wydają się być Andre Villas-Boas lub Jurgen Klopp. Obaj mają świeże spojrzenie na piłkarskie realia i potrafią zbudować klub wokół własnej wizji. Liverpool ma sporo młodych, podatnych na nowe inicjatywy piłkarzy, którym da się wpoić zupełnie odmienny system.  Nie powtórzy się tu scenariusz z Chelsea, gdzie stara gwardia blokowała rewolucję Villas-Boasa.

  1. M.
    17/05/2012 o 11:45

    Carroll nigdy do końca się nie spłaci, bo od początku był znacznie przepłacony (co najmniej dwukrotnie), ale końcówkę sezonu miał już całkiem obiecującą i parenaście bramek w przyszłym sezonie może wturlać. Bellamy to bardzo dobry zawodnik, jeden z bardziej kreatywnych w The Reds, ale on już młodszy nie będzie. Zagadką jest ten Urugwajczyk – Coates. Przyszedł za całkiem niezłą kasę, ma warunki fizyczne, strzelił zajebistą bramkę, ale poza tym prawie nie grał. Ciekaw jestem powodów. Henderson – również mocno przepłacony, nadaje się jedynie na defensywnego pomocnika, nic nadzwyczajnego, ale może się przydać. The Reds brakuje poza Suarezem błysku z przodu, kogoś nieszablonowego w akcjach ofensywnych. Jak wyleczą się Adam i Leiva, to powinni rozruszać nieco środek. Skrzydła kuleją. Z uporem maniaka nie zgodzę się z tym, że Downing ma „pecha”🙂 Nie i już. Sorry, ale facet, który przychodzi za 20 baniek i w 36 spotkaniach ligowych grając na lewej pomocy nie strzela bramki i ma w zależności od źródła 0 czy 2 asysty oraz 1 żółtą kartkę, nie wymaga komentarza. Zadziwiające jest to, że taki koleś łapie się na Euro. Enrique kupiony za dobrą kasę, dobry obrońca, chociaż drugą część sezonu miał słabszą. Ale generalnie – ten zakup na plus.

    • 17/05/2012 o 12:02

      A czy w Twojej opinii zwolnienie Dalglisha jest słuszne? Ja najbardziej mam mu do zarzucenia niewykorzystywanie potencjału Liverpoolu i mało spójną wizję taktyczną.

      Liverpool potrafił grać jak natchniony przez 30 minut, by później wyłączać wszystkie tryby życiowe.

  2. M.
    21/05/2012 o 21:55

    Dopiero teraz, bo byłem poza domem. W moim odczuciu – słuszne. Moim zdaniem jego wizja taktyczna była nie tyle mało spójna, co w ogóle ciężko dostrzegalna. Brak było jakiejkolwiek konsekwencji w podejmowanych przez niego decyzjach i co najistotniejsze – The Reds nie mieli żadnego stylu. Nie grali powtarzalnie, nie dostrzegałem jakichś schematów ofensywnych. Kenny pojechał moim zdaniem trochę na opinii legendy.

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: