Strona główna > Dookoła boiska, Euro 2012 > Gdzie ci eksperci na miarę czasów?

Gdzie ci eksperci na miarę czasów?

Pod względem pokazywania EURO 2012 trudno cokolwiek zarzucić ekipie TVP. Gorzej jest z omawianiem tych zdarzeń. Zbyt często w studiu i podczas komentarza z ekranu wylewają się ogólniki, błahe spostrzeżenia. Dobra analiza jest jak bursztyn na plaży – wartościowa, choć trudna do odszukania.

Najpierw kilka słów pochwały. W czerwcu TVP rozszerzyła zasięg w temacie HD. Teraz na platformach cyfrowych (wszystkich?) można oglądać TVP1 i TVP2 w najwyższej jakości obrazu. Na myśl o EURO w zwykłej rozdzielczości, rozpuszczony przez obraz z Canal+, bolały mnie zęby – a tu taka miła niespodzianka. Trzeba też docenić to, że Telewizja Polska autentycznie żyje tym turniejem. Wieczory w obu programach są zdominowane przez futbol. Czasu antenowego nie szczędzi się na dłuższe niż zwykle przedmeczowe i pomeczowe studia oraz na programy powtórkowe. TVP zbiera za to nagrodę, bo jej wskaźniki znacznie się podniosły i oddaliły (przynajmniej w czerwcu) zagrożenie ze strony TVN i Polsatu.

Ale jeśli Telewizja Polska tak poważnie traktuje wyzwanie i pokazuje widzom wszystkie mecze turnieju na kanałach otwartych to powinna zadbać też o jakość merytoryczną. Wśród zaproszonych gości coś ciekawego do powiedzenia mają zwykle Jacek Gmoch (można się z niego śmiać, ale jego analizy taktyczne są dobrej jakości, zwraca uwagę na ważne szczegóły), Jerzy Engel i Włodzimierz Lubański (nie oglądałem wszystkich, więc mogę kogoś pominąć). Wśród komentatorów ciekawe ruchy potrafi dostrzec Mirosław Trzeciak (ale tylko u Hiszpanów, bo np. zespół Irlandii traktował po macoszemu) i Jacek Laskowski. Eksperci lub dziennikarze pracujący w TVP zbyt często popełniają niewybaczalne grzechy:

Grzech ogólności/nieprecyzyjności

Wczoraj w przerwie spotkania Chorwacja – Hiszpania Tomasz Wołek powiedział, że Chorwaci dobrze się bronią. Koniec. Nie zadał sobie trudu analizy przyczyn tej skutecznej obrony, nie powiedział jak bronią – ot, że się udaje. Każdy nawet kto nie oglądał tego meczu po pierwszej połowie skończonej na 0:0 mógłby wypowiedzieć takie zdanie. W mojej opinii dużo bardziej zajmujące jest wyjaśnienie przyczyn sukcesu/porażki jednej ze stron. Wczoraj w pierwszej połowie Chorwacji zaryglowali swoje pole karne zmieniając wyjściowe ustawienie 4-5-1 na 5-3-2 w obronie (Dario Srna cofał się na bok defensywy, a pomocnicy tworzyli zwartą linię). Dzięki temu Hiszpanie pozbawieni naturalnych skrzydłowych, z ludźmi z tendencją do gry w środku mieli problem ze znalezieniem wystarczającej ilości miejsca. Tyle w temacie – czy to nie ciekawsze niż ogólnik „dobra obrona”. Rozumiem, że w studiu istnieje podział na role – niektórzy są bardziej techniczni, inni podają tło/ciekawostki o gwiazdach. Ale jeśli ktoś zabiera się za ocenę gry, powinien to robić w oparciu o jakieś dowody.

Grzech oceniania przez pryzmat wyniku

Końcowy rezultat to świetna wskazówka do analiz, ale absolutnie nie zawsze prawidłowa. Czasem wysoko przegrywa zespół, który był zdecydowanie lepszą stroną. Przed EURO pisałem o reprezentacji Rosji, która lepiej pracowała jako zespół w pierwszej, bezbramkowej połowie meczu z Włochami, niż w drugiej, kiedy strzeliła trzy gole.

W studiu jednak 99% analiz jest opartych wyłącznie na końcowych wynikach. Przegrałeś = byłeś fatalny, wygrałeś = zaprezentowałeś się świetnie. Najlepszy przykład dało spotkanie Dania – Holandia (1:0). Eksperci zachwycali się defensywą Duńczyków, którzy zachowali czyste konto. Tyle, że duńska obrona była daleka od ideału. Holandia stworzyła sobie MASĘ znakomitych okazji, które roztrwaniała wyłącznie przez pudła napastników. W późniejszych fazach turnieju ocena reprezentacji Holandii była zawsze zła. „Holendrzy zagrali źle w dwóch pierwszych meczach”. Że co przepraszam? Zagrali źle z Danią? Piłka nożna opiera się na drobnych szczegółach, które wpływają na wynik, ale nie mogą też zamazywać całościowej oceny. Brak skuteczności nie oznacza, że zawiódł holenderski system. Odrobina szczęścia i Holandia wygrałaby 4:1 lub 5:1. Wtedy wszyscy psioczyliby na duńską defensywę, a chwalili ofensywę Holandii. Wynik nie ma prawa tak krańcowo wpływać na opinię.

Podobny przypadek to Cristiano Ronaldo. W swoich dwóch meczach sporo pudłował, obijał słupki – czyli zawodził. Mało kto zwracał uwagę na to jak bardzo absorbuje obronę rywali, jak podaje na wolne pozycje. Jego ocenę zmieniły dopiero dwa gole strzelone Holendrom. Krytykujmy nieskuteczność, ale nie poprzestańmy na zero-jedynkowej opinii o futbolu.

Grzech pozorów

Ta przypadłość najpełniej ujawnia się przy opisywaniu zmian. Wchodzi pomocnik za napastnika = zmianie defensywnej. Napastnik za obrońcę = będziemy stwarzać więcej okazji. Wpuśćmy skrzydłowego, zdejmijmy człowieka od rozbijania ataków, itp…

Czasem trenerzy w akcie desperacji maksymalnie wzmacniają atak, bo liczą na pomnożenie swoich szans. Jednak warto tu podkreślić słowo desperacja, gdyż takie decyzje zupełnie niwelują przygotowany na mecz system taktyczny. Inna sprawa, jeśli dana zmiana była równie mocno wałkowana na treningach i piłkarze znają swoje role.

Współczesna piłka nożna oparta jest na taktyce i odpowiednim balansie drużyny. Dwóch napastników wcale nie oznacza bardziej ofensywnego zespołu. Ba, najbardziej ponoć zaawansowana w ataku Hiszpania lubi napastników pochować na ławce. Dlatego nawoływania komentatorów o wprowadzanie wielu ofensywnych piłkarzy czasem mija się z celem, bo zupełnie zakłóca równowagę w zespole.

Porównajmy dwa skrajne przykłady. Roberto Mancini w Manchesterze City zwykł wprowadzać na boisko defensywnego pomocnika za kogoś z przodu. Czy to bronienie wyniku? Nie, to lepsze porozdzielanie ról w ataku i obronie. Nigel de Jong wchodzący za Samira Nasriego w Newcastle pozwolił Yaya Toure przesunąć się bliżej bramki i tym samym mieć miejsce na oddawanie strzałów. Drugi przykład – Holendrzy w meczu z Portugalią (przegrany 1:2). Bert van Marwijk chyba uległ presji mediów i kibiców żądających ofensywnego blasku. Upchnął w wyjściowym składzie dwóch napastników, skrzydłowego oraz dwóch rozgrywających kosztem m.in. defensywnego pomocnika. Zwiększył się potencjał w ataku, ale też ekstremalnie otworzyła się obrona. Manewr taki był zupełnie niedopuszczalny w spotkaniu z kontratakującą Portugalią. Czterech Holendrów notorycznie nie pomagało w obronie, wspominany de Jong sam wspierał obrońców. Skończyło się na rajdach Ronaldo i Naniego, serii zabójczych pojedynków 3 vs 3 z defensywą Holandii.

Wniosek jest prosty. O zmianie w większym stopniu decyduje wpływ danego piłkarza na system gry niż jego pozycja lub charakterystyka. Umiejętności indywidualne są ważne, ale w oderwaniu od reszty zespołu są zupełnie zbędne. Oceniajmy roszady w kontekście drużyny, a nie tylko dwóch ludzi, którzy klepią się po plecach w okolicy sędziego technicznego z tablicą z numerami zmienionych.

Wzory

Rozumiem też, że TVP nie jest telewizją wyłącznie futbolowych freaków, ale też niedzielnego kibica. Opowiadanie ciekawostek o piłkarza może być jednak równie interesujące co edukowanie i wyjaśnianie tego co się dzieje na boisku. Istnieje naukowa teoria (koncepcja kapitału konsumpcyjnego), według której im więcej na dany temat wiemy, tym bardziej go przeżywamy, jesteśmy mocniej zaangażowani. Szersze horyzonty w rozumieniu futbolu sprawiają, że oglądane mecze są po prostu ciekawsze. Dlatego należy wymagać od ekspertów w studiu spełniania roli przewodników po niuansach futbolu. Tego w TVP zbyt często brakuje.

Wielka Brytania udowadnia, że telewizja publiczna, dostępna dla szerokich mas widzów, może mieć do powiedzenia coś interesującego. Osławiony program Match of the Day w BBC (na EURO emitowany co 2-3 dni) zajmuje się analizą spotkań, głównie Premier League. Choć nie jest idealny (słynny cytat Alana Shearera, który w czasie wielkiego turnieju ośmieszył się nieznajomością piłkarzy spoza ligi angielskiej, np. Niewiele wiemy o tym Hatemie Ben Arfie [jeszcze sprzed okresu w Newcastle, gdy był już znanym talentem we Francji]). Mądre zdanie od analityka nie jest tam skarbem rzucanym raz na godzinę. 17 czerwca Lee Dixon wyjaśniał i obrazował sposób poruszania się pomocników Niemiec w starciu z Danią. Po kilku dobitnych obrazach można było szukać szczęki – z powodu gry Niemiec oraz bystrego oka Dixona (lub jego researcherów). Da się? Oczywiście, że się da…

Lee Dixon w studiu BBC (po lewej)

P.S Na zakończenie – jeszcze jedna uwaga o irytującym aspekcie. Hiszpania – Irlandia, 4:0, pochwały dla Hiszpanów, ale szukanie na siłę zalet u bezbronnych Irlandczyków. Wieczne wspominanie o ich charakterze (gdzie go pokazali?), ambicji (w czym się przejawiała?)… Jedyne za co można było chwalić Irlandię to zachowanie kibiców. Piłkarze w ten dzień posypali się kompletnie, więc nie warto ich ratować kolejnymi ogólnikami, które można powiedzieć o każdej drużynie. Zawodnicy z V ligi też walczyliby ambitnie z Hiszpanami na oczach milionów widzów.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: