Strona główna > Premier League, Twarze EPL > Królewskie pożegnanie

Królewskie pożegnanie

Ledley King skończył wczoraj karierę, choć jak zgrabnie napisał dziennikarz Guardiana, „jego kolana zrobiły to już osiem lat wcześniej”. Absolutnie nadzwyczajny piłkarz. Całe życie związany z jednym klubem, dla którego wypruwał flaki i ryzykował własnym zdrowiem od 13 lat w zawodowej piłce. Podręcznikowy przykład stopera, który opierał swoją grę na czytaniu zagrań rywali, a nie rzeźnickich wślizgach.

„Nie ze mną te numery Cristiano”

Odszedł z futbolu na szczycie, w klubie z czołówki Premier League. Gdy był zdrowy, to w Tottenhamie miał pewny plac. King stanowi jeden z niezliczonych w sporcie przykładów zawodnika „a co by było, gdyby”. Ale kapitan Spurs nie utopił talentu w wódce, nie padł ofiarą wypadku samochodowego, ani nie miał duszy gangstera. Jego problemem stały się nogi – główne narzędzie pracy. Co by było, gdyby posłuszeństwa nie odmówiły kolana? Czy King byłby wymieniany jednym tchem na równi z Johnem Terrym w kanonie współczesnego futbolu na Wyspach?

Najpiękniejszy moment – King wygrywa z Tottenhamem Puchar Ligi 2008

12 października 2011 poświęciłem mu na blogu urodzinowy wpis, rozpływając się nad fenomenem „króla Tottenhamu, który nie mógł trenować”. Z okazji zakończenia kariery Kinga wklejam tu wpis w całości:

O królu Tottenhamu, co nie mógł trenować

Dziś 31 urodziny świętuje jeden z najbardziej niezwykłych piłkarzy w historii – Ledley King. Mimo sławy czołowego angielskiego obrońcy uzbierał zaledwie 21 meczów w reprezentacji. Zmorą kapitana Tottenhamu są notoryczne kontuzje kolan, które uniemożliwiają mu nawet normalne treningi.

– W kolanie Kinga brakuje chrząstki, dlatego kości ocierają się o siebie. Na to nie ma leczenia. Trzeba tym po prostu rozsądnie zarządzać. Po meczach jego kolana puchną i zwykle mija tydzień zanim wszystko wróci do normy. Rzadko trenuje, zwykle spędza czas na siłowni. Nie może biegać. Ale nawet, gdy zagra 20 razy w sezonie to warto go mieć po swojej stronie – opisuje problemy zdrowotne Kinga jego menedżer Harry Redknapp.

W tygodniu 31-latek spotyka się z kolegami tylko w szatni. Kiedy inni gracze Kogutów ganiają za piłką na boisku, King wylewa poty na rowerze lub basenie. W ten sposób likwiduje powstałą opuchliznę. Nie może dołączyć do partnerów z zespołu, ponieważ każdy skok, bieg i przechwyt tylko pogarsza stan jego kolan.

Jedyne zajęcia z resztą drużyny odbywa na dzień przed meczem. Wtedy także się nie przeciąża i koncentruje się wyłącznie na szlifowaniu taktyki. Tak wyjątkowy tryb trenowania towarzyszy Kingowi  już od pięciu lat. Rednkapp uważa swojego podopiecznego za „dziwaka”, bowiem nie jest w stanie sobie zrozumieć, jak King nadal utrzymuje się na najwyższym poziomie.

Sam zawodnik pozostaje wdzięczny menedżerowi, że ten ciągle w niego wierzy. – Trener daje mi dużo pewności siebie. Kiedy dojdę do siebie, wciąż daje mi szanse na grę. Niektórzy nie byliby w stanie tego zrobić, dlatego dziękuję mu, że się za mną wstawia – komentuje King.

Kredyt zaufania z nawiązką spłaca każdym swoim występem. King w zeszłym sezonie pauzował przez siedem miesięcy, by wrócić na boisko i wyłączyć z gry Luisa Suareza na Anfield Road. Za kadencji Rednkappa, Tottenham bez swojego kapitana na boisku wygrał zaledwie co trzeci mecz. Z Kingiem w składzie Koguty zwyciężają już w 75% swoich spotkań!

Ciążące nad nim kontuzje uniemożliwiają sprinty i robienie wślizgów. Ale obrońca do perfekcji opanował sztukę przewidywania kolejnych zagrań rywali. King jest zawsze we właściwym miejscu, o właściwym czasie. Z biegiem lat nabrał doświadczenia, dlatego stał się gwarantem spokoju w tylnej formacji Tottenhamu. King dodatkowo świetnie pomaga ustawiać się partnerowi z obrony – na współpracy z nim zyskiwali Jonathan Woodgate, Michael Dawson czy Yoannes Kaboul.

O tym jakim dobrym jest defensorem niech świadczą słowa legendy Arsenalu Thierryego Henry’ego. Francuz stwierdził, że King to jedyny rywal, który potrafił go przeczytać jego grę i powstrzymać go bez popełniania fauli.

King z Tottenhamem związał się od dziecka. Przebył wszystkie szczeble akademii piłkarskiej Kogutów, aby skończyć jako kapitan. Podniósł trofeum za zwycięstwo w Carling Cup w 2008 i awansował do rozgrywek Ligi Mistrzów. Co ciekawe, do niego należy rekord (wraz z Alanem Shearerem) na najszybciej strzeloną bramkę w historii Premier League. W 2000 roku podczas spotkania z Bradford City na trafienie do siatki potrzebował ledwie dziesięciu sekund.

Ale Kingowi coraz trudniej znieść żmudną rehabilitacje zniszczonych kolan. W rozgrywkach 2010/2011 w lidze wystąpił zaledwie sześciokrotnie. Podczas całej kariery tylko dwa razy rozegrał więcej niż 30 spotkań w sezonie Premier League. Redknapp zapowiedział, że może nie przedłużyć jego umowy wygasającej w 2012 roku, jeśli będzie tak mało grać.

– Pierwszy raz znalazłem się w sytuacji, kiedy mój kontrakt się kończy. Dlatego ten sezon jest bardzo ważny. Muszę udowodnić, że nadal warto na mnie stawiać – odnosi się do słów menedżera obrońca Kogutów.

Wielu doradza mu zawieszenie butów na kołek, aby ciągłą grą z niezaleczoną kontuzją do końca nie zniszczył swoich kolan. King jednak kocha piłkę nożną i zapowiada dalszą walkę o minuty na boisku. Trudno o dziwniejszą karierę, niż ta pisana przez kapitana Tottenhamu. Wszystkiego najlepszego dla prawdziwego walczaka z brytyjskich boisk. Jak daleko mógł zajść z takim talentem, gdyby nie chroniczne kontuzje?

EDIT: W ramach bonusu na zakończenie dorzucam chyba najlepszą interwencję Kinga w białej koszulce:

  1. M.
    20/07/2012 o 21:13

    Nie mam wątpliwości, że to byłby podstawowy obrońca angielskiej kadry i jeden z najlepszych na świecie środkowych defensorów, gdyby nie przeklęte kontuzje. Bardzo inteligentny zawodnik, w zadziwiający sposób łączący słuszną posturę ze sprawnością w grze.

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: