Strona główna > Premier League > Piękni bramkarze, przegrani sędziowie

Piękni bramkarze, przegrani sędziowie

Czwarta kolejka Premier League zakręciła się wokół zjawiskowych występów z bramkarzy (i Wojciecha Szczęsnego). Przyjemne uczucia z oglądania fruwających łapaczy piłek popsuła jednak gama haniebnych pomyłek sędziowskich.

Solidarność sąsiedzka według Evertonu

Właśnie błędy arbitrów zepsuły (a może tylko podgrzały) hit całej serii gier. Everton z Newcastle zagrali na nosie wszystkim tym, którzy ligę angielską podsumowują po weekendzie, nie czekając na poniedziałkowy futbol. Emocjami szargało jeszcze nawet przed pierwszym gwizdkiem. Poruszająca oprawa przedmeczowa na Goodison Park, której za motto przewodnie robiło hasło „Merseyside United” (Zjednoczone Merseyside). Everton na tablicy umieścił logo swoje i Liverpoolu – najzagorzalszego rywala – wszystko w ramach solidarności wobec prześladowanych kibiców The Reds – ofiar tragedii Hillsborough. Stadion wybuchnął wrzawą oklasków w rytm pieśni „He Ain’t Heavy, He’s My Brother”. Na innych stadionach regularnie rozbrzmiewało liverpoolowskie „You’ll Never Walk Alone”. Premier League zdało egzamin z braterstwa na celujący plus.

Everton o Liverpoolu: On jest moim bratem.

Już na boisku The Toffees zupełnie zdominowali posiadanie piłki w pierwszej połowie. Wyłuskiwali ją bezradnemu Newcastle z ośmieszającą łatwością. Leighton Baines z Stevenem Pienaarem urządzali sobie treningi wymian piłek na jeden kontakt. Ćwiczenie utrudnili sobie tym, że robili to w polu karnym piątej drużyny zeszłego sezonu. Wyszło kapitalnie.

Kiedy seryjnie tworzone okazje przez Everton dawały podstawy do myślenia o pogromie, Newcastle przeszło gruntowną metamorfozę. Wyjściową taktykę 4-3-3, nieefektywną przy długich piłkach rzucanych do Papissa Cisse, zamieniło bardziej znane 4-4-2. Losy spotkania odmienił Demba Ba. Senegalczyk zgarniał strącane piłki, biegał niczym opętany i świetnie wyszukiwał sobie przestrzenie. Już po czterech minutach od wejścia, uciszył zaszokowany stadion Evertonu.

Jednak w obozie gospodarzy dalej nie było mocnego na Pienaara. Jego płynne zejścia ze skrzydła na środek i prostopadłe piłki regularnie przeszywały serce defensywy Srok. Rozegranie Pienaara dało kolejnego gola, którego liniowy mylnie zamienił na decyzję o spalonym. Kilka minut później Everton znów wpakował piłkę za linię bramkową i ten sam liniowy nie dostrzegł, że futbolówka przeszła całym obwodem.

Nawet mimo dwóch bramek sprzątniętych sprzed nosa, Pienaar doprowadził do kolejnego otwarcia obrony Newcastle. Ze stadionu nawet w Polsce dało się usłyszeć odgłos kamienia, który spadł z serca menedżera Davida Moyesa. Poczucie ulgi przyszło ociupinę za szybko. W 90. minucie spotkania Ba po raz kolejny popisał się wysublimowanym ruchem bez piłki i nienagannym finiszem akcji.

Ewidentnie skrzywdzony Everton nie był jedyną ofiarą „wielbłądów” sędziowskich. Dwa dotknięcia piłki ręką w polu karnym przez Petera Croucha tuż przed pokonaniem Joe Harta z Manchesteru City najcelniej opisał Roberto Mancini, który zamiast meczu piłkarskiego widział w tym zagrania rodem z koszykarskiej NBA. Gorzką pigułkę musiała też przełknąć Chelsea. Wślizg w nogi Edena Hazarda nie został wyceniony na rzut karny, chyba tylko przez ilość jedenastek, które w tym roku zarobił zwinny Belg.

Ale tytule, obok nieporadności rozjemców, wspomniałem też o zjawiskowych paradach. To znacznie przyjemniejsza część futbolu od zmieniających wynik spotkań błędów osób nawet niekopiących w piłkę. Miłośnicy bramkarzy mieli pełną gamę zagrań do wyboru. Od ostrzeliwanego bez skutku Jussiego Jaaskelainena z West Hamu (w jeden akcji sam obronił kolejne trzy uderzenia Norwich), przez szczęśliwe interwencje na refleksie Asmira Begovicia ze Stoke, po wybitny debiut Julio Cesara w QPR (najlepsze było zatrzymanie Hazarda w początku derbów Londynu). Do tego przed szereg wybili się zapracowany Mark Schwarzer, szturmem biorący bramkę Aston Vilii Brad Guzan, a nawet Petr Cech, który potrafił naprawić koszmarne podanie zwrotne kolegi z drużyny. Tylko polski Wojciech Szczęsny wyróżnił się negatywnie i rzucił koło ratunkowe dla zatopionego Southamptonu. Jego szczęście, że wcześniej bezbłędnie atakami Kanonierów zarządzał Santi Cazorla, a strzeleckie instynkty odkurzył Gervinho.

Krótkie wątki:

1.Na Old Trafford potrafią świętować jak nikt. 4:0 nad Wigan uczciło całą plejadę jubileuszy: 400. mecz Rio Ferdinanda w klubie, 600. ligowe spotkanie Ryana Giggsa, 700. mecz Paula Scholesa oraz 600. wygraną ligową sir Alexa Fergusona. Bawiącą się starą gwardię opowiednio uhonorowali nowi, dopiero wchodzący do kadry Czerwonych Diabłów – po golu zaliczyli debiutanci Alexander Buttner oraz Nick Powell.

2. Jermain Defoe i Dimitar Berbatov spędzili razem w Tottenhamie blisko dwa lata. Ich drogi rozeszły się w 2008 roku, ale w 4. kolejce los znów ich połączył. Obaj kapitalnymi występami na szpicy ataku i strzeleniem dwóch goli pociągnęli swoje drużyny do pewnych zwycięstw.

3. 101 lat – tyle minęło, od kiedy Liverpool tak fatalnie zaczął sezon. The Reds wciąż mają olbrzymie problemy z wykańczaniem akcji, a w pierwszej połowie w Sunderlandzie nie szło im nawet ich tworzenie. Przerażające, że zdecydowanie najlepszym i najbardziej godnym zaufania piłkarzem w talii Brendana Rodgersa jest 17-letni Raheem Sterling.

 

JEDENASTKA 4 KOLEJKI PREMIER LEAGUE:

Jussi Jaaskelainen (WHU)

Thomas Vermaelen (ARS), Ryan Nelsen (QPR), Alexander Buttner (MU)

Steve Sidwell (FUL), Santi Cazorla (ARS), Steven Pienaar (EVE), Lukas Podolski (ARS)

Dimitar Berbatov (FUL), Jermain Defoe (TOT), Gervinho (ARS)

  1. Brak komentarzy.
  1. 27/10/2012 o 12:00

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: