Strona główna > Premier League > Czerwone derby rozstrzygnęła czerwona kartka – 5. kolejka EPL

Czerwone derby rozstrzygnęła czerwona kartka – 5. kolejka EPL

Całą piątkową zapowiedź kolejki skupiłem na wydarzeniu z Anfield Road. Były ku temu powody. W podniosłej atmosferze hołdu dla ofiar Hillsborough, dwaj wielcy rywale pokazali klasowe oblicze. Oba zespoły w dresach upamiętniających 96 zmarłych. Uścisk dłoni poważnie poróżnionych po ostatniej bitwie o Anfield Patrice Evry i Luisa Suareza. Stadion pokryty napisami „96”, „Sprawiedliwość” i „Prawda”. No i przedmeczowe „You’ll Never Walk Alone”, które już dawno nie miało w sobie takiej głębi i mocy.

Wspomnienia byłoby piękne, gdyby nie szambo pozostawione przez kibiców obu stron po ostatnim gwizdku. 90. minut szacunku okazało się zbyt dużym wyzwaniem. Głupia mniejszość z Liverpoolu zaczęła naśladować spadające samoloty z Monachium, równie tępa grupka z Manchesteru odpowiedziała przyśpiewkami o mordercach.

Zostawiając odmieńców na marginesie, wróćmy czym prędzej na boisko. Tam naładowany okolicznościami Liverpool z miejsca wziął się za okładanie muru obronnego rywali. Piłka swobodnie rotowała między nogami graczy The Reds. Z początku obrazkiem przewodnim były indywidualne starcia Raheema Sterlinga z Evrą. 17-latek nie pękał przed doświadczonym Francuzem i kocimi ruchami przemykał obok defensora Czerwonych Diabłów. Gospodarze zdominowali środkową część boiska, w której mieli liczebną przewagę wynikającą ze starcia formacji 4-3-3 z manchesterowskim 4-4-1-1. Swoje trzy grosze do rozegrania dokładał Suarez, dlatego goście zostali niemal przypięci do własnej połowy. Gracze sir Alexa Fergusona szybko tracili piłkę pod presją, nie mieli odwagi na dłuższe wymiany podań, dlatego rzucali zagrania w stronę Robina van Persiego, modląc się o mannę z nieba. Nic z tego.

Przerzuty Stevena Gerrarda

Liverpool w szyku utrzymał Steven Gerrard. Spod jego stóp wychodziły zagrania wspaniałe lub olśniewające. Widać to na prezentowanym wykresie. Zerknijcie tylko na zasięg piłek rozrzucanych na prawe skrzydło. Maestria (choć odbiegającego od ideału menedżera Brendana Rodgersa).

Manchester United, korzystając ze słów samego Fergusona, był słaby. Napór gospodarzy zwiastował rychłe zdobycie gola. Aż do momentu, gdy zgłupiał Jonjo Shelvey. Młody pomocnik rzucił się agresywnie do wślizgu i poturbował Jonny’ego Evansa (zauważmy jednak, że Evans także zaatakował piłkę dwiema nogami, tylko udało mu się uniknąć rywala, też powinien wylecieć?). Po powtórkach telewizyjnych czerwona kartka wydaje się nieco na wyrost, ale sędzia kierował się impetem Shelveya. Miał podstawy do tej decyzji. Każdy, kto choć trochę zna specyfikę Manchesteru United wiedział już, że po usunięciu Shelveya w 39 minucie przebieg spotkania zupełnie się odmieni. Nawet, jeśli Liverpool w osłabieniu zdołał wyjść na prowadzenie po kopnięciu natchnionego Gerrarda (bramkę dedykował rok starszemu kuzynowi, który zginął na Hillsborough).

Efekt czerwonej kartki Shelveya

Przedstawiony wykres pokazuje schemat podań United w pierwszej (lewa) i drugiej (prawa) połowie. Różnica jest k-o-l-o-s-a-l-n-a! Goście zaczęli spokojnie podawać w środku boiska, bez presji Liverpoolu schowanego za podwójną zasłoną. Bardzo zaktywizowały się boki boiska, szczególnie jego lewa strona. United wreszcie dopadli do pola karnego The Reds, choć liczba stworzonych szans dalej nie powalała na łopatki.

19-krotni mistrzowie Anglii zostali podłączeni do tlenu po wejściu na boisko Paula Scholesa. Tak jak przewidywałem w zapowiedzi, Anglik z powodów kondycyjnych zaczął na ławce. Wszedł od startu drugiej połowy i zaczął swój show. Regulował tempo akcji United i zapewniał wystarczająco szybką rotację piłki na bok. W pół meczu wykonał 45 podań – najlepszy wśród gości Michael Carrick przez całe spotkanie zaliczył tylko 15 zagrań więcej. Właśnie ta stabilizacja pozwoliła wypchnąć do przodu bocznych obrońców Manchesteru (Rafael znalazł się w polu karnym i strzelił wyrównującą bramkę).

Scholes panuje nad atakiem United

Coraz bardziej zmęczony Liverpool nie miał już żadnych argumentów w ofensywnie. Ale nie do końca kleiło się i gościom. W zwycięstwie United pomógł dość „miękki rzut karny”. Delikatny kontakt z nogą Valencii (nie postawną) został wyceniony na jedenastkę, a podobny faul na Suarezie w drugim polu karnym uszedł Evansowi na sucho. Chętnie poznam opinię kogoś, kto nie jest fanatycznym kibicem Liverpoolu, ale w mojej ocenie to spora niesprawiedliwość.

Znajomy fan United przyznał, że styl go nie zachwycił, ale znów Manchester zgarnął trzy punkty. Typowe i cholernie skuteczne. The Reds mogą być dumni ze sposobu gry, ale cóż z tego, jeśli dalej siedzą w strefie spadkowej.

Przy katastrofalnej wręcz pozycji ligowej Liverpoolu, w zupełnie inny sposób sezon otworzyli sąsiedzi – Everton. Miałem okazję oglądać każdy ligowy mecz The Toffess 2012/13 i jestem zauroczony. Przesunięcie Marouane Fellainiego za napastnika może być taktycznym manewrem sezonu, jeśli tylko chłopcy z Goodison utrzymają narzucone tempo. Everton to teraz potęga, dosłownie. Siła fizyczna atakujących była nie do zniesienia dla Swansea. Najlepiej obrazuje to jak pilnowany Fellaini przyjął(!) dośrodkowanie w polu karnym i wyłożył (ręką) piłkę do Victora Anichebe.

Znaku firmowego The Toffees upatruję też w uwolnionych od linii bocznych skrzydłowych. Steven Pienaar to mózg rozegrania, a jego vis-a-vis Kevin Mirallas upodobał sobie podwajanie pozycji napastnika. Z prawego boku niemal w każdej akcji wchodzi w pole karne i szuka okazji do strzału. Próbował, próbował, aż w końcu złamał defensywę Łabędzi.

ZAPALNIKI DO DYSKUSJI:

1. Pierwsze zwycięstwo Southamptonu

O Świętych w ten weekend zrobiło się w Polsce głośno przez zakontraktowanie Artura Boruca. Polak ma tu oszałamiająco duże szanse, aby z miejsca wskoczyć do podstawowego składu w Premier League. W minionej kolejce Kelvin Davies musiał ustąpić 20-letniemu Paolo Gazzanidze. Rywale jak najbardziej w zasięgu Boruca (który przy zachwianej pozycji Wojciecha Szczęsnego w Arsenalu może zostać jedynym Polakiem na co dzień pokazującym się w EPL).

Święci mogą mieć kłopot z bramką i obroną, ale nie da się tego powiedzieć o ich ofensywie. W sobotę wreszcie skończyli serię porażek. Potrafili odwrócić wynik z Aston Villą i zwyciężyli 4:1. Popisową partię rozegrał najdroższy w historii Southampton Gaston Ramirez. Urugwajczyk ustawiony za napastnikiem był człowiekiem z zupełnie innej bajki. Przeciskał podania prostopadłe, lobował defensywę rywali, łączył ataki na jeden zagraniami na jeden kontakt. Sami tylko zobaczcie jego wszechstronność na tym wykresie.

Ramirez spoiwem Southampton

2. Hit-kit

Szumnie zapowiadany mecz na szczycie Manchester City – Arsenal boleśnie mnie rozczarował. Jakość akcji kleconych przez The Citizens znacznie odbiegała od standardów, do których przyzwyczaili mistrzowie Anglii. Jeden kreatywny David Silva to zdecydowanie za mało na rozbicie bloku z Emirates Stadium. Kanonierzy złapali punkt na wyjeździe (gole po rzutach rożnych), ale gdyby na świetnych kontrach Gervinho celował tak, jak przed tygodniem, twierdza Etihad wreszcie by upadła…

3. Senegalska zagadka

Miejsce akcji: Newcastle. Czas: początek zeszłego sezonu. Efekt: Demba Ba strzela kiedy tylko chce i nie potrafi przestać. Pół roku później: przychodzi jego rodak Papiss Cisse i też trafia na zawołanie, ale… Ba zupełnie się zacina. Nowy sezon: U Ba odradza się instynkt strzelecki, ale… teraz nie strzela Cisse!

Senegalczycy w Newcastle nie mogą wspólnie odnaleźć drogi do siatki. W tej kolejce, już po golu Ba, koledzy wypchnęli Cisse do karnego, aby biedak się przełamał. Cisse przełamał, ale krzesełka na trybunach, bo właśnie tam, a nie w siatce skończył jego strzał z jedenastu metrów.

JEDENASTKA 5. KOLEJKI PREMIER LEAGUE

Tim Howard (EVE)

Rafael (MU), Mark Williamson (NEW), Jan Vertonghen (TOT), Ashley Cole (CHE)

Kevin Mirallas (EVE), Steven Gerrard (LFC), Marouane Fellaini (EVE), Gaston Ramires (SOU)

Rickie Lambert (SOU), Victor Anichebe (EVE)

P.S. Na facebookowym profilu bloga WnF dziś wrzuciłem zdjęcie powalonego przez wślizg Steve Sidwella… sędziego Lee Proberta. Warto to zobaczyć.

  1. M.
    24/09/2012 o 20:03

    Brawo za niezwykle obiektywny wpis, o co musiało być niełatwo. Czerwo dla Shelveya – dokładnie tak jak napisałeś. Zagranie po prostu głupie. Po obejrzeniu powtórek nie miałem wątpliwości – sam dałbym żółtą, ale w pełni rozumiem decyzję sędziego, bo pierwsze wrażenie było okropne, a sędzia powtórek nie ma … Karny również bardzo dyskusyjny, taki z gatunku 50/50, pewnie 5/10 sędziów by tego nie gwizdnęło. Natomiast nie mam wątpliwości, że i na Suarezie była jedenastka. Tu zapewne w dalszym ciągu zagrała jego wątpliwa reputacja, która co tu dużo mówić – ciągnie się za nim. Ogólnie Suarez był wczoraj bardzo niebezpieczny: dużo pod grą, ruchliwy, zmieniający pozycję, jak to czasem piszesz – szukający wolnych przestrzeni.
    Futbol bywa niesprawiedliwy. Wczoraj przez znaczną część spotkania nie dało się na grę United patrzeć. A jednak to Red Devils zwyciężyli. W moim odczuciu The Reds zagrali dobre spotkanie i w 11 na placu gry, pewnie by wygrali. Nie wiem czy jednak nie brakuje Suarezowi nieco wsparcia z przodu. Koncepcja gry na Flipa i Flapa (Carroll? …-Suarez) ma czasem mocne strony.
    PS Kagawa był wczoraj na boisku?

    • 24/09/2012 o 20:34

      Dzięki, ciśnienie już opadło. Zgadzam się w 101%, że u Suareza zadziałała jego reputacja. Niestety, sam jej winien tym, że kładzie się 7 razy na połowę. Zaczyna się u niego podobny scenariusz jak z Cristiano Ronaldo, gdzie nawet mocniejsze faule były puszczane przez łatkę nurka.

      Pewnie, że Suarezowi brakuje wsparcia. Jednak Carroll, przy wszystkich jego zaletach, żadnym rozwiązaniem nie będzie (w tym systemie przynajmniej). Liverpoolowi już drugi sezon z rzędu w mojej ocenie brakuje najbardziej zabójczego egzekutora. Kogoś o skuteczności Rickiego Lamberta:)

      P.S. Kagawa – masz rację, mało widoczny. Jednak to wynikało głównie ze specyfiki United. Nie był to mecz dla rozgrywającego, bo MU miało za rzadko piłkę. Doceń jego klasę w odegraniu do Rafaela w tłoku.

  2. M.
    25/09/2012 o 07:52

    Zapomniałem jeszcze napisać – obiecująco wygląda ten młodzian Suso.
    To prawda, Liverpoolowi przydałby się taki … RVP. Nie wiem jak z finansami, ale jeżeli Rodgers otrzyma duży kredyt zaufania, to może już po pierwszej rundzie ktoś się pojawi na Anfield?

    • 25/09/2012 o 08:57

      John Henry w liscie zapowiedzial, ze nie bedzie latania dziur i krotkotrwalych rozwiazan. Dlatego w takim przypadku sypnie gotowka tylko na kogos wypatrzonego, pasujacego Rodgersowi.

      Caly czas drze tylko, czy wlasciciele maja odpowiedni poziom cierpliwosci. Rodgers przegrywa, ale jego plan pokazuje przeblyski. Zmiana trenera oznacza kolejna rozrobe na Anfield. No chyba, ze przyjdzie tu Mourinho;)

  3. M.
  1. 30/09/2012 o 15:09

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: