Strona główna > Reprezentacje, Taktyczne > Tu się nie podaje, tu się tylko gra na kontry

Tu się nie podaje, tu się tylko gra na kontry

Skoro Anglicy grzmieli nad postawą swojej reprezentacji przeciwko Ukrainie, jakich słów mogą używać po wyjeździe do Warszawy? Właśnie na polskim Stadionie Narodowym został wyemitowany kolejny odcinek brytyjskiego serialu pod tytułem „Problem z atakiem pozycyjnym”. Jego premierę miałem przyjemność oglądać na żywo.

Autor bloga Wychowany na futbolu na tle Basenu Narodowego

Doskonale znany z Daily Telegraph Henry Winter powiedział mi przed meczem, że ustawienie reprezentacji Trzech Lwów było „ostrożne i pokazywało szacunek w stronę Polski„. To właściwie oddaje stan przygotowania techniczno-taktycznego Anglii, skoro nawet na wyjeździe w Warszawie nie czuje się na siłach do przejęcia pełnej kontroli nad wydarzeniami. Oto lekcje, które wyciągnąłem z środowego popołudnia.

1. Mniej znaczy lepiej

Zapomnijcie o Barcelonach, Bayernach lub Juventusach – posiadanie piłki wcale nie musi być tak ponętne. W Warszawie obie strony znacznie lepiej się czuły, gdy nie one musiałby brać się za bary z przebiegiem meczu. To rozczarowujące głównie w przypadku Anglii, której wyjściową jedenastkę portal transfermarkt.de wycenia na 209 mln euro…

Anglicy szczodrze oddawali piłkę za darmo. Podobnie jak z Ukrainą, najswobodniej krążyła ona między nogami stoperów. Ziarenko optymizmu wnosił tylko Steven Gerrard. Selekcjoner Waldemar Fornalik przyznał na konferencji prasowej, że nakazał swoim piłkarzom ograniczać mu swobodę ruchów, ale as Liverpoolu potrafił znaleźć się w miejscach o iście pustynnym charakterze – z najbliższymi oznakami życia oddalonymi o kilometry.

Gdy już Anglicy wcisnęli gola po rożnym, klepaninę podań przejęli Polacy. Szczególnie w drugiej połowie, biało-czerwoni spychali gości coraz głębiej i głębiej, niemal pod same trybuny. Jednak linie obrony po czterech obrońców i czterech pomocników angielskich (później nawet pięciu pomocników, gdy wrócił się Wayne Rooney) odpierały wiązanki podań chłopców Fornalika. Potrzeba chwili sprawiała, że Robert Lewandowski musiał walczyć fizycznie jak w ringu MMA lub uciekać na skrzydło – inaczej brakowało opcji do przetrzymania piłki pod polem karnym Anglików. Swoją drogą, Lewandowski znów udowodnił, że klasą wybija się kilometry ponad poziom reszty kolegów z kadry. Kto widział jak zwodem przy linii zagrał na nosie Jamesa Milnera, wie o czym mówię.

2. Waga kontrataku

Jak mocno na jakość podań wpłynęła kondycja murawy, którą Roy Hodgson określił jako „martwą„? Z pewnością gorszy poślizg piłki zakłócił rytm polskiej kontry. Jej znaczenie opisywałem w zapowiedzi. Fornalik wyraźnie nakazał swoim zawodnikom szybkie przenoszenie akcji w kierunku Joe Harta, ale boleśnie brakowało ostatniego podania. Szczerze truchlałem na myśl rozbijania Anglików w grze pozycyjnej (na dowód mój twitt na żywo z meczu). Gdyby tylko piłka nieco żwawiej potoczyła się w stronę Lewandowskiego, gdy ten biegł 1 na 1 z obrońcą…

Z kontry żyli także Anglicy. Absorbując zagrożenie ze strony Polaków, wypuszczali regularnie na samotne wojaże Milnera. – Też mieliśmy szanse, na kontratakach. Ale oni trzymali nas w zawieszeniu przez długi czas – powiedział po meczu skrzydłowy Manchesteru City.

Sporo problemów ze sprawniejszym przejściem do ataku Anglicy mieli przez swoje bardzo wąskie ustawienie i brak w składzie prawdziwych „demonów szybkości”. Dopiero wprowadzenie Alexa Oxlade-Chamberlaina doprawiło nieco przepis na szybkie natarcia gości.

3.  Grosicki z Piszczkiem kontra Cole

Przed meczem uznałem skrzydło za najważniejszą strefę boiska. Sprawdziło się to w przypadku Polski, nawet w obliczu kontuzji Jakuba Błaszczykowskiego. Najjaśniejszą postacią biało-czerwonej ofensywy okazał się Kamil Grosicki. Ustawiony klasycznie, bardzo szeroko, podjął wyzwanie i stoczył fascynujący pojedynek z Ashleyem Colem. Udało mu się stworzyć kilka „pół-okazji”, ale też poważnie ograniczył wypady obrońcy Chelsea do ataku.

Prawa strona Polaków korzystała również na obecności w tej strefie Toma Cleverley’a, który z uporem maniaka ścinał akcje do środka. Trudno się dziwić, skoro to jego naturalne środowisko. Ale nie trzeba było dwa razy zachęcać Łukasza Piszczka, aby skorzystał z powstałego korytarza. Szczególnie w drugiej połowie, defensor Dortmundu był zawieszony tak wysoko, jak rzadko w reprezentacji. Polska miała tu często liczebną przewagę, dlatego najłatwiej było tędy coś wymyślić.

4. Def(oe)inicja samotności

Jak przewidywałem, Hodgson postawił na Jermaina Defoe, licząc na jego ruchy w luźne korytarze. Ale tanie straty piłek i wolna rotacja podań Anglików zupełnie uniemożliwiła grę napastnikowi Tottenhamu. Chwała temu, kto wskaże przebojową akcję Defoe. Nie ma wiele opcji do wyboru – jak podają statystyki Opta snajper Kogutów uciułał w 70. minut całe… osiem podań.

Ustawienie Defoe i jego wyciąganie obrońców jest pozbawione sensu, jeśli styl zespołu bazuje na powolnej rotacji piłek. Nawet gdyby atakujący zabrał na wycieczkę któregoś z Polaków, żaden z jego kolegów nie kwapił się do podwojenia pozycji środkowego napastnika.

5. Francuski zaciąg

Ludovic Obraniak podzielił opinię dziennikarzy. Jedni i drudzy mają rację. Piłkarz Bordeaux niestety nie zachwycał dokładnością zagrań pod bramką Anglików i często w decydującym momencie zaliczał stratę. Z drugiej strony jak nikt w naszej reprezentacji klasowo kopie ze stałych fragmentów gry i tę umiejętność Fornalik potrafi właściwie wykorzystać. Poza oczywistym przykładem z bramką Kamila Glika, Obraniak zaliczył przynajmniej jeszcze jedno kapitalne dośrodkowanie, które z powodzeniem obrońca Torino mógł zamienić na gola.

Dodatkowym atutem Obraniaka, niespotykanym u innych polskich pomocników, jest inteligencja ustawienia. Polski Francuz nie jest przypięty do nominalnej pozycji, a pokazuje się na bokach, szuka wolnej przestrzeni. Przez to, obok Piszczka, najczęściej znajdował się przy piłce spośród wszystkich biało-czerwonych. Odrobina precyzji w ostatnim podaniu przekona do niego już wszystkich.

6. Wróżenie z fusów

Remis z Anglią stawia nas w zbliżonej sytuacji do wyspiarzy. Zakładając, że tak jak oni spokojnie zniszczymy San Marino, będziemy mieli tę samą liczbę punktów.

Dlatego kluczowego znaczenia nabierze najbliższe starcie Polaków o stawkę – 22 marca 2013 z Ukrainą u siebie. Zwycięstwem praktycznie pożegnamy Ukrainę z rywalizacji o awans oraz utrzymamy tempo narzucone przez liderów grupy.

Teraz dopiero widać jak wielką wagę może mieć punkt z Czarnogóry. Rywale z Bałkanów poradzili sobie na Ukrainie, a najbliższe mecze grają z outsiderami. Należy się spodziewać, że Mirko Vucinic i spółka na półmetku eliminacji będzie mieć aż 13 punktów. Perspektywa gry z nimi na własnych śmieciach jest bardzo pocieszająca. Tym bardziej, że Czarnogóra i Anglia jeszcze ze sobą nie grały, dlatego będą się nawzajem wykrwawiać. Wszystko to na polską korzyść.

Premier League na żywo w Polsce

  1. M.
    19/10/2012 o 10:38

    Z braku czasu krótko – brakowało mi w tym spotkaniu z Naszej strony takiej ‚kropki nad i’. Naprawdę Anglicy byli słabi i ciężko kogokolwiek u nich wyróżnić za to spotkanie (Roo poza bramką grał wielkie nic, co przyznał nawet Hodgson, Gerrard dobre crossy przeplatał ze stratami). Szczerze mówiąc tak słabej Anglii dawno nie widziałem. U nas zabrakło jakby odrobinę tego co zwykle – odwagi w zwyciężaniu z faworytem. Teoretycznie lepszy zespół też może mieć gorszy dzień. Nie ma wątpliwości, że taki miała Anglia i należało to wykorzystać.

    • krzywy
      19/10/2012 o 11:27

      Zgadzam sie z kolega, ze naszym zabraklo jaj, zeby to wygrac, bo w srode spokojnie mozna bylo przejsc do historii. Kolega, ktory siedzial za bramka Polakow, mowil ze przy stanie 0-1, Tyton poganial chlopakow od podawania pilek, a gdy bylo juz 1-1 to pokazywal im, zeby sie nie spieszyli i zreszta, zeby spowolnic wznowienie gry, wzial inna pilke niz ta, ktora mu chcieli dac. Polska reprezentacja to druzyna, po ktorej nigdy niczego nie mozemy sie spodziewac, nigdy niewiadomo na jakim poziomie chlopaki zagraja.. Ladny mecz, duzo emocji, niezly doping (w tym miejscu uklony dla goscia, ktory wniosl beben na trybuny i nakrecal caly stadion).

  2. 20/10/2012 o 08:46

    Faktycznie Polska miala okazje, zeby przycisnac Anglie. Robila to przegrywajac 0-1, ale jak pisalem w poscie, brakuje jej penetracji w ataku. Bz tego mozna klepac pilke w linii pomocy, ale to nie do konca oddaje rzeczywisty obraz.

    Polska ucierpiala na tym, ze jej kontry (w zalozeniu bardzo dobrze wyprowadzane) konczyly sie zwykle na bucie jednego z obroncow Anglii.

    Widac, ze po wyrownaniu inicjatywe znow przejeli Anglicy, a my liczylismy na wypady Piszczka.

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: