Strona główna > Premier League > Powiew optymizmu

Powiew optymizmu

Czasami męczą mnie pesymistyczne historie, wytykanie błędów i szukanie dziury w całym. Sam ponarzekałem na piłkarzy Premier League we wczorajszym wpisie. Po dziurki w uszach mam tematów o rasizmie w futbolu, którymi zapychane są sportowe sekcje angielskich gazet. Dlatego podsumowując weekend w Anglii skupiam się tylko na ośmiu dobrych, świetnych i znakomitych aspektach. Niech w umysłach wreszcie zagości niczym nie zmącony podziw dla herosów.

1. Odrodzony

Jak fantastyczną decyzję podjął Roberto di Matteo oszczędzając Juana Matę w meczach z QPR i Juventusem. Chelsea oba spotkania tylko remisowała, ale dzięki temu Hiszpan dostał trzy tygodnie na odsapnięcie od rytmu meczowego (wcześniej wykończył się kampanią Ligi Mistrzów, przygotowaniami do EURO 2012 i Igrzyskami Olimpijskimi). Powrót Maty do wyjściowej jedenastki przyniósł piorunujące efekty: 5 goli i 5 asyst w 5 zwycięskich spotkaniach (wcześniej nie zapisał się w ani jednej statystyce)!

Stali bywalcy na blogu podskórnie czują, że nie przemawiają do mnie czyste statystyki bramek. Równie ważny jest wpływ zawodnika na całość zespołu i jego rola w systemie. W minionych tygodniach Chelsea kręci się wokół Maty. Hiszpan ma rewelacyjne wyczucie przestrzeni na boisku i mózg zdolny do przetwarzania skomplikowanych ścieżek podań.

Jego zmysł rozgrywającego oraz egzekutora objawił się pełnym blaskiem przeciwko Tottenhamowi. Przy drugim golu Chelsea idealnie ustawił się przed polem karnym i precyzyjnie wymierzył strzał. Wynik meczu ustalił okradając z piłki Kyle’a Walkera i wykładając najłatwiejszą gola na tacy Danielowi Sturridge’owi. Ale prawdziwie dech w piersi odebrał przy akcji na 3:2. Wypatrzył dobrze ustawionego Edena Hazarda na środku. Bez wahania ruszył za linię obrony Tottenhamu, spodziewając się zwrotnego zagrania. Belg z Chelsea spisał się znakomicie, przecisnął zagranie w szczelinkę między nogami Kogutów i otworzył Macie drogę do siatki. Takie koronki pozwalają Romanowi Abramowiczowi poczuć sens wyrzucania gradu pieniędzy na londyński klub.

Łatwość Maty w posyłaniu podań tuż przed obroną Tottenhamu

2. Marzenie napastnika

Manchester United gra w tym roku pozbawiony dwóch tradycyjnych skrzydłowych – zwykle jedno z miejsc zajmuje człowiek uciekający w środek boiska. Ze Stoke podopieczni sir Alexa Fergusona wygrali jednak dzięki dośrodkowaniom. Wykonali ich 21 z czego 10 trafiło pod nogi lub na głowę Czerwonego Diabła.

Centry spadały w miejsca wymarzone dla każdego napastnika – za plecy obrońców, ale tuż przed nosem bramkarza. Co więcej, taką jakość wrzutek zapewniali sami napastnicy. Wayne Rooney podawał do Robina van Persiego i na odwrót, a w międzyczasie zaplątał się też Danny Welbeck. Współpraca pierwszej dwójki wygląda jak dotąd wyśmienicie, a to dopiero początek.

Szanse United były tworzone na bokach

3. Tylko wygrana

Obsesyjna żądza zwycięstwa Steve’a Clarke’a oraz Roberto Manciniego dała nam kapitalną końcówkę meczu na The Hawthorns. West Bromwich zwietrzył szanse przy grze w przewadze liczebnej, a Manchester City postawił na jakość swoich napastników. Dzięki temu na boisku pojawiło się mnóstwo miejsca, a szanse strzeleckie pojawiały się z częstotliwością reklam w TVN.

City odkryli się tak bardzo, że do ochraniania czwórki obrońców zostawili samego Garetha Barry’ego. Stąd WBA szalało po lewym skrzydle, zupełnie odkrytym przez Samira Nasriego.

Obaj trenerzy powpuszczali swoich rezerwowych napastników. Tylko Romelu Lukaku w 12. minut gry miał świetne okazje na cztery (!) gole. Ostatecznie wymianę ciosów wygrali goście dzięki…

4. Chłodna głowa

Edinowi Dżeko. Bośniak uratował City zwycięstwo na wyjeździe z Fulham, teraz to samo zrobił w West Bromwich. Za każdym razem zostawał bohaterem prosto z ławki rezerwowych. Każdy kibic The Citizens musi mocno zacierać ręce, gdy widzi tak pozytywnie nastrojonego Dżeko, nawet w roli zmiennika.

Numer 10 w City nie dąsa się na ławce, a próbuje udowodnić swój punkt przy kopnięciach na murawie. Po wejściu w 79. minucie gry oddał sam pięć uderzeń, a dwa zatrzymały się dopiero w siatce. Lodowaty instynkt zabójcy objawił szczególnie wykańczając akcję na 2:1 – to nie było takie łatwe.

Tylko nie wspominajcie, że Dżeko jest superrezerwowym. Wtedy Bośniak robi się baaaardzo zły, bo on widzi siebie wyłącznie w podstawowym składzie.

5. Panowie defensywy

Phil Jagielka z Fabricio Coloccinim napisali w ten weekend podręcznik gry wzorowego stopera w Premier League. Ich nazwiska był wynoszone pod niebiosa w każdym sprawozdaniu meczowym. W pełni zasłużenie.

Jagielkę wyróżnił nawet sam David Moyes, który prywatnych laurek nie wystawia zbyt często. Menedżera Evertonu ujęła gra w powietrzu i interwencje na ostatnią chwilę lidera swojej defensywy.

Coloccini wojował mniej spektakularnie, ale chyba nawet jeszcze skuteczniej. Przytomność umysłu i przewidywanie wydarzeń na boisku w Sunderlandzie dały mu solidne podstawy do kariery wróżbity. Argentyńczyk po prostu wiedział, gdzie spadnie piłka i stamtąd ją bezpiecznie usuwał. Nic dziwnego, że Sunderland nawet w liczebnej przewadze nie mógł dobrać się do Newcastle. Udało się dopiero wtedy, gdy Coloccini zszedł z boiska z urazem.

6. Iskierka na Anfield

Biedota Liverpoolu w linii ataku otworzyła prostą drogę do wyjściowego składu dla 17-letniego Raheema Sterlinga. Ale wywalczenie miejsca to tylko pierwszy krok do sukcesu. Sterling nie chciał statystować, a od początku wziął się za poważne granie. Wymierne efekty przyszły w sobotę przeciwko Reading.

Skrzydłowy The Reds kapitalnie wybiegał na wolne pole, korzystał z wrodzonego przyspieszenia i talentów dryblera. Kapitalnie poukładał sobie współpracę z Luisem Suarezem, z którym już teraz ma niemal braterskie porozumienie. Próbował strzałów pięć razy, aż jeden – dokładnie zmierzony – wpadł tuż przy słupku. W ten sposób Sterling stał się drugim po Michaelu Owenie najmłodszym zdobywcą gola w lidze w historii Liverpoolu. Wielką rację ma Brendan Rodgers w temperowaniu pochwał i ciągłym wyznaczaniu nowych celów swojemu cudownemu nastolatkowi. Ile już takich gwiazdek wyczerpało swój potencjał, zanim na dobre pokopało piłkę w doborowym towarzystwie?

7. Model wysuniętego napastnika

Wspomniana czerwona kartka dla Newcastle zupełnie zmieniła przebieg derbów z Sunderlandem. Sroki nie mogły sobie już pozwolić na luksus dwóch napastników, dlatego Demba Ba został z przodu osamotniony niczym wegetarianin w rzeźni.

Zadania Senegalczyka opierały się tylko na najdłuższym utrzymywaniu piłki z obrońcą na plecach i oddalaniu zagrożenia spod bramki Newcastle. Sporadycznie mógł liczyć na dalekie podanie na dobieg. Ileż sekund udanym zastawianiem Ba ukradł Sunderlandowi – trudno zliczyć. Wychodziło mu to kapitalnie, nawet bez wsparcia z drugiej linii. Fakt, że to właśnie on strzelił samobója na wyrównanie jest tylko prześmiewczym chichotem piłkarskiego bóstwa…

8. Zdrowy dystans

Norwich zamknęło Arsenal i wykorzystało jedną z trzech okazji na strzelenie gola. Wystarczyło do zwycięstwa 1:0, które w tamtych rejonach będzie się wspominać latami. W centrum każdej groźnej okazji Kanarków stał Grant Holt. Anglik strzelił gola i… wstydliwą wpadkę.

Pędząc sam na sam z bramkarzem Kanonierów postanowił go przelobować. Strzał miał jakość piosenek Mandryny i bezpiecznie skończył lot w rękawicach Vito Mannone. Po meczu Holt stwierdził, że zrobił z siebie „idiotę”. Dystans to podstawa dla każdego bohatera.

 

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: