Strona główna > FFT Stats Zone, Premier League > Premier League do taktycznej tablicy – 13. kolejka

Premier League do taktycznej tablicy – 13. kolejka

Wracamy z niuansami Premier League zobrazowanymi w aplikacji FourFourTwo Stats Zone. Dziś mowa o wybitnie ofensywnym obrońcy Liverpoolu, nowej roli Fernando Torresa, sposobie na sukces według Southamptonu oraz obiecującym zmianom ustawienia w czerwonej latarni ligi, Queens Park Rangers.

1. Boczny napastnik

Ofensywne dryblingi i strzały Glena Johnsona

Glen Johnson już od lat ma opinię obrońcy bardziej uzdolnionego w ofensywie, niż w chronieniu swojej bramki. Przeciwko Swansea ustawienie zawodnika Liverpoolu osiągnęło ekstremum. W kontekście tego spotkania pisanie o nim jako obrońcy stanowiło poważne niedomówienie.

Z wykresu dryblingów Johnsona (po lewej) widać jak chętnie pojedynkował się tuż na skraju pola karnego rywali. Pozycja zawodnika The Reds wymusiła powroty skrzydłowego Swansea Wayne’a Routledge’a, który nie mógł przez to samemu rozwijać się w ataku. Wtargnięcia Johnsona w pole karne tworzyły najbardziej obiecujące akcje Liverpoolu, nawet jeśli czasami zbyt długo zwlekał z podaniem. Jego praca z przodu omal nie dała The Reds kompletu punktów. Anglik dryblingiem związał defensywę rywali, odegrał do Luisa Suareza, a ten z pierwszej piłki zacentrował na wbiegającego Jose Enrique. Po tej akcji padł gol, którego niesłusznie anulował sędzia liniowy swobodnym machnięciem chorągiewki.

Johnson także sam zabierał się do pracy i oddał aż cztery strzały (prawa strona) – bardzo dużo, jak na obrońcę.  Wszystkie pochodziły z wewnątrz pola karnego, co dodatkowo uwidaczniło jego ofensywne nastawienie. Trzeba przy tym zaznaczyć, że taka taktyka wymagała od Liverpoolu doskonałego krycia luki na prawej stronie defensywy. Poradzono sobie z tym właściwie, bo Swansea nie przeprowadziła tam żadnej groźnej akcji.

2. Nowa funkcja Torresa

Torres u Beniteza musi częściej walczyć w powietrzu

W analizie wyzwań czekających na Rafaela Beniteza w Chelsea najwięcej miejsca poświęciłem pracy nad Fernando Torresem. Już w podsumowaniu kolejki napisałem o zmianie w stylu gry Hiszpana. Teraz czas to zobrazować.

Prezentowany wykres porównuje liczbę pojedynków główkowych napastnika The Blues w debiutanckim dla Beniteza meczu z Manchesterem City (po lewej) oraz w ostatnim ligowym pojedynku Chelsea pod wodzą Roberto di Matteo (przeciwko West Bromwich, po prawej). U Beniteza Torres główkował cztery razy częściej niż u di Matteo. Nie powinno to dziwić nikogo, kto śledził występy Hiszpana w Liverpoolu. Tam też adresowano do niego dłuższe i bardziej bezpośrednie podania z głębi pola. Torres utrzymywał piłkę z przodu w oczekiwaniu na nadchodzącą pomoc.

Nad wsparciem dla Torresa Chelsea musi jeszcze rzetelnie popracować. El Nino skakał więcej do główek, ale nawet jego udane strącenia nie przynosiły drużynie wymiernych korzyści. Pomocnicy stali zbyt daleko od niego, aby zbierać wygrane piłki. Nikt też nie wybiegał za plecy Hiszpana w nadziei na podanie głową. Warto w najbliższych kolejkach przyjrzeć się, jak będzie się rozwijać nowy sposób rozegrania The Blues.

3. Siła środka

Skrzydłowi Southampton podają piłkę głównie w środku

Jednym z ciekawszych trendów współczesnego futbolu jest obecność „wewnętrznych skrzydłowych” (wybaczcie koślawe tłumaczenie angielskiego inside wingers). Wariant ze skrzydłowymi uciekającymi od linii bocznej stosuje m.in. Manchester City (David Silva), Arsenal (Lukas Podolski), Chelsea (Eden Hazard, Juan Mata) czy Everton (Steven Pienaar, Kevin Miralas).

Podobną taktykę widać w przypadku Southampton. Święci takiemu rozwiązaniu zawdzięczają ofensywny polot przy wygranej 2:0 nad Newcastle, która wyciągnęła ich ze strefy spadkowej. Adam Lallana i Jason Puncheon dołączali na środku do Gastona Ramireza i Rickiego Lamberta. Southampton miał w tej strefie aż czterech ofensywnych piłkarzy. Umiejętność sprawnego rozgrywania podań na klepkę i piorunujące tempo na kontrach zupełnie rozbiło niezłą przecież defensywę rywali z Newcastle.

Ustawienie skrzydłowych widać na wykresie, na którym obaj większość podań w strefie ataku wymieniali właśnie w centrum boiska. Taka pozycja umożliwiała im też częste oddawanie uderzeń. Puncheon w sezonie strzela średnio 2,7 razy na mecz, a Lallana 1,8 razy.

Southampton świetną ofensywę pokazywał już od początku kampanii. Ich kłopoty z gromadzeniem punktów brały się głównie z fatalnej defensywy. Teraz, po raz pierwszy w lidze, Święci zachowali czyste konto i bez kłopotu zgarnęli trzecie zwycięstwo sezonu.

4. Promyk nadziei

Gdy ostatnia drużyna tabeli przyjeżdża na Old Trafford, z góry można przewidywać przebieg spotkania. Tym bardziej, jeśli zespół ten pojawia się z bez trenera na ławce. Plan Queens Park Rangers w Manchesterze był prosty. Cała jedenastka miała harować w obronie. Do zaleceń dostosował się nawet nie znany z przepracowywania się na boisku Djibrill Cisse.

We wcześniejszych fazach rozgrywek QPR chętnie stosowało odchodzącą do lamusa taktykę 4-4-2. W ten sposób od razu skazywali się na straty liczebne w środku pola, gdyż większość drużyn Premier League gra już trzema centralnymi pomocnikami. Na Old Trafford Rangersi ustawili się w systemie 4-5-1 z zawodnikami o wybitnie defensywnej charakterystyce. Symbolem zmiany był Shaun Derry, który mało grywał za kadencji Marka Hughesa.

QPR przegrało ten mecz, ale do 60. minuty bezbłędnie wytrąciło United wszelki oręż z ręki. Pokazuje to choćby wykres aż 30 przechwytów. Wszystkie głęboko na swojej połowie, głównie w środku pola, co pokazywało kompaktowość w pozycjach na boisku zawodników czerwonej latarni Premier League. Po odebranej piłce Rangersi mieli znakomite okazje po kontrach. Naliczyłem cztery przypadki, gdy zawodnicy QPR szli z przewagą liczebną na defensywę United (przerzedzoną przez zapędzające się boki obrony). Jednak, jak to bywa z ostatnimi w tabeli, Rangersi poetycko marnowali okazję za okazją.

Cała solidność obrony zdała się na nic, gdy po indywidualnych błędach przy rzutach rożnych padły dwa gole dla United.

  1. kasia
    30/11/2012 o 09:47

    Dobrze, że znalazłam pana blog, panie Andrzeju🙂 Co prawda skupiam się głównie na Bundeslidze i naszej Ekstraklasie, ale jako zapalonemu kibicowi, byłoby mi wstyd, gdybym nie śledziła najlepszej ligi świata, Premier League🙂
    Szkoda mi Queens Parku, bo tak szczerze mówiąc, to podoba mi się (składowo) ich drużyna i myślałam, że ten sezon im wyjdzie… Cóż, może magia Harrego im pomoże🙂
    Pozdrawiam!!

  2. 30/11/2012 o 11:59

    Witam komentującą na blogu – w komentarzach mówimy sobie na Ty, więc – Andrzej jestem:)

    Ja Bundesligę też bardzo lubię, robię to w cichości serca od Premier League. Gdyby nie to, że sprofilowałem ten blog na Anglię, już dawno napisałbym o swojej słabości do stylu Toniego Kroosa i Marco Reusa (o Reusie zresztą jest tu notka, trochę się pomyliłem – https://andrzejkotarski.wordpress.com/2011/11/03/reus-czlowiek-skazany-na-bayern/.

    Co do QPR – ja się nabrałem na ich transfery, jak pewnie wielu. Pościągali zwycięzców Ligi Mistrzów (Bosingwa, Cesar, Park) i zgraję znanych twarzy. Ale oprócz Estebana Granero, wszyscy swój szczyt mają przynajmniej 2 lata za sobą. Co więcej, z szatni QPR dobiegają głosy, że części zupełnie się nie chce walczyć za sprawę. Jest tam za duży, zbyt przepłacony skład i dzięki temu kuleje właściwa chemia w drużynie.

    Jeśli Harry Redknapp oczyści głowy ludzi w QPR, ich talenty i tak mają większy potencjał jak Reading, Norwich a nawet Aston Villa. Mogą jeszcze się utrzymać, choć dziura jest już spora.

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: