Strona główna > Dookoła boiska, Premier League > Puchar Anglii marginalizowany, a wciąż kochany

Puchar Anglii marginalizowany, a wciąż kochany

Najstarsze klubowe rozgrywki świata nie wytrzymują konkurencji świetnie opłacalnych Premier League i Ligi Mistrzów. Wielcy traktują Puchar Anglii po macoszemu. Jednak ten turniej nadal ma swoją magię i oferuje historie nieopowiadane nigdzie indziej.

Lepszy Puchar Anglii w ręce, czy czwarte miejsce w tabeli?

– Pierwszym trofeum jest wygranie Premiership, drugim wygranie Ligi Mistrzów, trzecim awans do Ligi Mistrzów, czwartym triumf w Pucharze Anglii, a piątym Puchar Ligi – wyliczał rangę sezonowych celów Arsene Wenger. Menedżer Arsenalu nie zdobył żadnego pucharu od siedmiu sezonów, a mimo to czwarte miejsce w lidze otwierające drogę do europejskich pucharów postawił wyżej niż glorię w turnieju ze 142-letnią tradycją.

Dużych to nie grzeje

Puchar Anglii to obok mistrzostwa ligi element składowy krajowej podwójnej korony. Poszczycić się nią może tylko siedem klubów w Anglii.  Dawniej finał rozgrywek był zdecydowanie meczem roku na Wyspach. Okraszony atmosferą legendarnego Wembley, stanowił jedyną okazję w roku do podziwiania piłki nożnej na żywo w ogólnokrajowej telewizji.

Cały naród wstrzymywał oddech. Dziś najwyżej rzuci okiem. Trenerzy potentatów wolą oszczędzać nogi piłkarzy na ważniejsze wyzwania. Czasem osłabione składy wystawiają nawet w półfinale. W 1999 roku sir Alex Ferguson nawet wycofał swój Manchester United z rozgrywek, stawiając na Klubowe Mistrzostwa Świata.  – FA Cup to wciąż najlepsze krajowe rozgrywki na świecie – mówi Ferguson. – Ale bądźmy szczerzy, gdzie lepiej pojechać – do West Hamu czy Realu Madryt?

Klubom bardzie opłaca się międzynarodowe granie. Sam awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów daje nagrodę minimum siedmiu milionów funtów, bez wpływów marketingowych. Wygrany finał Pucharu Anglii wyceniany jest na niecałe dwa miliony.

Harry Redknapp zdobył FA Cup z Portsmouth i awansował do Ligi Mistrzów z Tottenhamem. Przyznaje, że Premier League przyćmiewa pucharowe wojaże. – Choć jestem romantykiem to muszę przyznać, że trudno byłoby mi wybrać, co dało mi większą przyjemność  – stwierdza porównując sukcesy z Portsmouth i Tottenhamem.

Kruszeją także tradycje związane z historycznym turniejem. Od dwóch lat finał Pucharu Anglii pokrywa się z meczami Premier League. Przesunięto także tradycyjną godzinę rozpoczęcia decydującego meczu ze względów komercyjnych.

W rozegranej na początku stycznia trzeciej rundzie rozgrywek na kilku stadionach w oczy raziły pustki na trybunach (Blackburn, Wigan, Leeds,…). The Guardian wylicza, że od ponad trzech dekad nie zmienia się średnia frekwencja,  mimo rozrostu stadionów i coraz większej ilości kibiców na meczach ligowych.

Kraina niespodzianek

Jednak dalsze analizy Guardiana pokazują fundament sukcesu Pucharu Anglii. Przez 30 lat prawie identyczna pozostaje liczba meczów, w których zespoły z ekstraklasy przegrywają z niżej rozstawionymi ekipami. Takie niespodzianki zdarzają się średnio ponad sześć razy na sezon. Blisko dwa razy do roku kluby z trzeciej ligi odprawiają z kwitkiem pierwszoligowych tuzów.

Na tym polega Puchar Anglii. To jedyny turniej na świecie, gdzie drużyna spisywana na straty może pokonać zdecydowanego faworyta. Dlatego tak to kocham – przyznaje Steven Gerrard, dwukrotny zdobywca FA Cup z Liverpoolem.

W sezonie 2012/13 do walki o trofeum włączyło się 758 klubów ze wszystkich szczebli brytyjskiej piłki. W losowaniach nie ma rozstawień, a o wszystkim decyduje jeden mecz. W przypadku remisu zarządza się powtórkę. Margines błędu jest wąski jak talia osy.

Giganci mogą lekceważyć FA Cup, ale dla mniejszych to sól całego sezonu. Losowanie tworzy historie, które wcześniej znała tylko garstka lokalnych zapaleńców. Ogólnokrajowe gazety i światowe media dowiedziały się choćby o menedżerze Mansfield Paulu Coxie, który brał ślub dwa dni przed hitowym przyjazdem Liverpoolu. Jego piątoligowy zespół przegrał w kontrowersyjnych okolicznościach. Ale już sama wizyta The Reds przyniosła rozgłos i masę frajdy dla fanów.

Hastings United przeżywają przygodę życia w Middlesbrough

Na szerokie wody wybiły się drużyny z miast wcześniej zupełnie niekojarzonych z futbolem. Hastings United gra na co dzień w 7 lidze. Bawi okolicę rozsławioną przez Wilhelma Zdobywcę oraz bitwę z 1066 roku. Półamatorska ekipa pojechała zmierzyć z Middlesbrough umiejscowionym o 131 miejsc wyżej w hierarchii. Maluczcy przegrali 1:4 i zakończyli swoją dziewięciomeczową przygodę z rozgrywkami. – Niektóre wielkie kluby nie traktują poważnie Pucharu Anglii, jednak on znaczy wiele dla naszych piłkarzy, kibiców i całego miasta – zaznacza Sean Ray, piłkarz-menedżer Hastings.

Jeszcze więcej powodów do radości mieli piątoligowcy z Macclesfield Town i Luton Town. Oba miasta słyną odpowiednio z tradycji jedwabniczych i ważnego lotniska, ale weekend z Pucharem Anglii należał do nich. Macclesfield poradziło sobie z liderami Championship Cardiff City (ukaranym za grę rezerwami) dzięki bramkom w 85. i 88. minucie. Luton pozbawiło złudzeń Wolverhampton Wanderers Sławomira Peszki i przyczyniło się do zwolnienia menedżera Wilków Stale Solbakkena.

Poszaleli także premierleague’owcy. Swansea i Arsenal chcąc uniknąć dodatkowego meczu w napiętych kalendarzach rzuciły się sobie do gardeł. Błyskawiczne akcje pod obiema bramkami i trzy gole po 80. minucie gry stworzyły piłkarskie dzieło (które miałem przyjemność oglądać). Skończyło się remisem i zaplanowaną powtórką. Jak widać, Pucharem Anglii mogą się bawić i mali, i duzi.

Artykuł zostanie opublikowany w najnowszym numerze tygodnika Tylko Piłka. Na blogu umieściłem jego rozszerzoną wersję.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: