Strona główna > FFT Stats Zone, Premier League > Ciasno, zimno,… wciągająco

Ciasno, zimno,… wciągająco

W Anglii śnieg i pioruńsko zimno. Kluby Premier League w poszukiwaniu ciepła ścisnęły się do kupy i dzięki temu wyraźnie spłaszczyła się tabela. Tłok sprawia, że sprawa mistrzostwa kraju i Ligi Mistrzów wciąż jest szeroko otwarta.

Everton mógł zbliżyć się do Tottenhamu, ale otworzył furtkę do czołowej czwórki Arsenalowi i Liverpoolowi. Poniedziałkowe zakończenie kolejki gorzko rozczarowało sympatyków The Toffees. Piłkarze Davida Moyesa mieli wyraźnie problemy z rozgrzewką w Southampton, bo na pierwszą połowę wybiegli zupełnie chłodni. Oddali inicjatywę Świętym, jakby chcieli sprawić prezent powitalny ich nowemu menedżerowi Mauricio Pochettino. Naiwne straty w środku pola rozpędzały trybiki Gastona Ramireza. Ten świetnie współpracował z piekielnie inteligentnym Rickie Lambertem, który upatrzył sobie wolny plac za plecami nieprzekonywującego z początku Leightona Bainesa. Lambert szturmował to od boku, to wykorzystywał siłę fizyczną i groźnie główkował. Brak goli dla Southamptonu był prawdziwym cudem.

Boruc i pełne ręce roboty w drugiej połowie z Evertonem

Równie cudownie Everton przemienił się w trakcie kwadransa przerwy. Goście zaczęli szanować piłkę. Wpuścili dodatkowego napastnika, wypchnęli Bainesa do przody oraz zaczęli dominować w powietrzu. Do tablicy został wezwany Artur Boruc.

Pisanie o sukcesach Polaków w Premier League to wdzięczne i niecodzienne zadanie. Boruc w drugiej połowie z Evertonem zaczął realizować marzenie wielu rodaków, którzy w jego transferze do Świętych widzieli tylko odskocznię do ligowego giganta (niczym u Edwina van der Sara w Fulham). Widziałem Boruca w tym sezonie czterokrotnie. Przeciwko Arsenalowi zaczął niepewnie z rękawicami wysmarowanymi masłem po same czubki. Wszelkie centry, strzały i podania zakrawały o horror (na początku). Z Evertonem pokazał się zupełnie inny człowiek. Dośrodkowania w koszyczek, pewnie na przed polu. Polak dodał do tego dwie kapitalne parady, którymi na gibkości i refleksie zatrzymywał Marouane Fellainiego i Victora Anichebe. Komentator Sky Sports przypomniał, że takiego Boruca to on oglądał w Celticu.

Polak nie pękł, Everton zremisował. Ku wyraźnej uldze szczęśliwych ludzi z Tottenhamu. Koguty dały Manchesterowi United próbkę, tego co czuje każda drużyna, której przybysze z Old Trafford pakują gola w doliczonym czasie gry (nazwijmy to Fergie Time Comeback™).

Cios Tottenhamu w 93. minucie był przejawem sprawiedliwości (25-5 w strzałach dla gospodarzy), ale też zakłócił ocenę maestrii planu taktycznego sir Alexa Fergusona na trudny wyjazd. United niemal do końca trzymali siedmiopunktowe prowadzenie w tabeli i szli po kolejny skalp na gorącym terenie (po Manchesterze City, Chelsea i Liverpoolu).

Phil Jones skupiony na utrudnianiu życia Bale’a

Wprowadzenie Phila Jonesa do roli defensywnego pomocnika pokazało, gdzie Ferguson doszukał się nauczki po porażce z Tottenhamem u siebie (2:3). Jones notorycznie podwajał Garetha Bale’a (wykres obrony: ile pracy wykonał w strefie rażenia Bale’a) i wspólnie z Rafaelem zmuszali go do ścinania do środka. Walijski gwiazdor strzelał z dystansu, ale nie stworzył żadnej sytuacji strzeleckiej.

Równie blisko trzymano innego bohatera z Old Trafford, Moussę Dembele. Rio Ferdinand z Nemanją Vidicem przypominali najlepszą parę stoperów Europy sprzed kilku sezonów dzięki heroicznym blokom i wybiciom.

Jednak nadmierna koncentracja na neutralizacji jednego z piłkarzy zostawia mnóstwo miejsca innym. Zrozumiał to Aaron Lennon, który przyjął za rolę głównego kreatora w Tottenhamie. Imponujące rajdy i zaskakująco dobre podania (sześć kluczowych) sprawiły, że Koguty na swojej prawej stronie miały poważne argumenty. Fortuna doceniła wysiłki Lennona i wynagrodziła go asystą (jaka przytomność umysłu! Mógł ładować na ślepo w bramkę).

Równie ciekawym doświadczeniem jak chwalenie Polaka jest docenianie defensywy United. Czerwone Diabły straciły w lidze więcej od West Hamu i zwykle to w tyłach leżały ich problemy. Ale fantastyczny atak nie wystarczy. Wiecie, że przy całych strzeleckich festiwalach Robina van Persiego bilans bramkowy United jest tylko o gola lepszy niż City? Wagi różnicy bramek nie muszę przypominać żadnemu szanującemu się kibicowi Premier League, który śledził końcówkę poprzedniego sezonu.

Punkt Tottenhamu wyrwany z gardeł United może być psychologiczną dźwignią Kogutów w walce o Ligę Mistrzów. Z gonienia Spurs nie zrezygnował jeszcze Liverpool. The Reds skorzystali z apatii i wstydliwej postawie Arsenalu na Stamford Bridge podczas pierwszej połowy. Chłopcy z Anfield zrównali się w tabeli z Kanonierami (choć w środę Arsenal nadrabia zaległości).

Ultraofensywny Glen Johnson

Liverpool powinien żałować, że z Norwich nie da się grać co tydzień. Do poprzednich wyników 3:0 i 5:2 teraz Czerwoni dołożyli 5:0. Spektakularnie zaprezentował się duet Luis Suarez i Daniel Sturridge. Już wiemy jak można wyciągnąć z nich maksimum potencjału. Liverpool ustawił się w formacji 4-2-3-1 z fałszywym lewym skrzydłowym. Spójrzcie tylko na wykres podań przyjętych przez Glena Johnsona. Boczny obrońca miał podwójną rolę pomocnika i defensora. Niezwykle udanie rozszerzał atak (choć to bardzo ryzykowna strategia na silniejszych rywali – brak tu większej asekuracji). Liverpool miał liczebną przewagę w środku i Suareza na pozycji playmakera.

Urugwajczykowi przy Sturridge’u rozgrywanie wychodzi wyśmienicie. Porusza się, gdzie tylko chce. Wreszcie jego wyciąganie obrońców rywali ma sens, bo daje przestrzeń życiową dla partnera w ataku. Z drugiej strony obecność Sturridge’a sprawia, iż defensywa nie może już skupiać się tylko na nim. Samym ustawieniem napastnicy Liverpoolu tworzą sobie mnóstwo przestrzeni.

Jakość nowego duetu i tej taktyki Liverpoolu sprawdzi ich mecz sezonu na Emirates w środę 30 stycznia. Potknięcie na wyjeździe w Arsenalu na dobre wyrzuci The Reds z walki o Ligę Mistrzów. Czy gracz klasy Suareza (obecnie w TOP5 napastników świata) pozwoli sobie na kolejny rok na marginesie Champions League? Takie obawy wyraził ostatnio Steven Gerrard. Liverpool ma o co grać. Ścisk w tabeli działa na ich korzyść.

  1. M.
    23/01/2013 o 10:06

    Zagranie taktyczne z Jonesem niby czytelne, ale okazało sięskuteczne, bo działania Bale’a zostały zupełnie ograniczone. Nie przestaje mnie ostatnimi czasy zadziwiać Carrick. On zawsze grał ustawieniem i przejęciami, ale od jakiegoś czasu mam wrażenie, że porusza się po boisku żwawiej, jest bardziej zdeterminowany w asekuracji odpowiednich sektorów.
    Inna sprawa – niesamowity potencjał ma druga linia Kogutów. Bale i Lennon na skrzydłach, mogą zrobić wiatrak praktycznie z każdego, Dembele nie przestaje mnie zadziwiać: jest silny, nie traci piłki, świetny technicznie i potrafi nie tylko oderbać piłkę, ale i napędzić akcję. Do tego Parker, który pokazuje, że można grać defensywnego pomocnika z polotem i zawieszony gdzieś pomiedzy pomocą a Defoe, Dempsey. Mimo wszystko nie wiem czy Kogutom nie przydałby się jednak bardziej napastnik w typie chociażby Llorente, przy takiej taktyce. Defoe jest zawodnikiem innego typu i mimo, że gra nieźle w tym sezonie, to moim zdaniem nie jest to klasa światowa. Pewnego poziomu ten napastnik nie przeskoczy.
    Prawdziwą sztuką było też napisanie o tym spotkaniu i brak wzmianki o De Gei – w jedną albo w drugą stronę, bo opinie są bardzo podzielone🙂 Jaka jest Twoja?

  2. 23/01/2013 o 12:13

    De Geę zostawiłem, bo wspominałem o nim wcześniej i zdania nie zmieniam. Na linii najlepszy w Premier League, kapitalny (refleks przy strzale Dempseya wybity nogą?). Na przedpolu bardzo wrażliwy (trochę jak Jerzy Dudek). Miał trudną sytuację w piąstkowaniu, bo był zupełnie zastawiony. Obudowanie się mięśniami może być na to receptą, ale z drugiej strony czy nie straci kociej gibkości na linii?

    Gadanie o potrzebie nowego bramkarza w MU nie ma dla mnie sensu, bo De Gea w końcu nauczy się grać dalej od bramki – refleks i technika bramkarskiej w obronach są bardziej deficytowym towarem na rynku.

  3. M.
    23/01/2013 o 12:32

    Moja opinia o De Gei jest następująca:
    ma świetny refleks, jest gibki i zwinny, dobrze gra nogami. To są jego plusy. Minusy to przede wszystkim gra na przedpolu – wyjścia do dośrodkowań ze stałych fragmentów oraz z gry, siła fizyczna i nastawienie psychiczne – sprawia często wrażenie zdenerwowanego, co udziela się defensywie. Przykład „siły spokoju” idzie akurat od tyłu – od bramkarza. Jeżeli on zachowuje spokój bez względu na to co się dzieje, to i cała defensywa gra pewniej. Pod tym kątem idealnym przykładem był Van der Sar. Niezależnie od tego co się działo, on miał zawsze ten sam wyraz twarzy i porażał wręcz spokojem. Ciężko wyobrazić sobie De Geę ustawiającego Vidica czy krzyczącego na Rio🙂 To jest dobry materiał na bramkarza klasy światowej, ale to nie jest obecnie bramkarz klasy światowej.

    • 23/01/2013 o 20:01

      Jak na bramkarza, to jeszcze niemowlę. Trudno się spodziwać, że 20-paro latek będzie darł się na kapitana i rozstawiał go po kątach. (chyba, że jest Wojtkiem Szczęsnym). Czas pracuje na jego korzyść

  4. gold
    03/02/2013 o 07:40

    mogli by już wszyscy dać spokój de Gei (jak to odmienić?) 20 lat i gra w United jako PIERWSZY bramkarz, mając przed sobą ciągle zmieniającą się linię obrony (kontuzje, rotacja). On z roku na rok będzie lepszy i tylko czekać jak Barcelona lub Real przypomną sobie o jego istnieniu🙂

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: