Strona główna > Dookoła boiska, Premier League, Twarze EPL > Niesforne przedszkole Lamberta

Niesforne przedszkole Lamberta

Sen o Lidze Mistrzów został brutalnie przerwany. W Birmingham przyszedł czas na pobudkę. Aston Villa niczym już nie przypomina drużyny, która trzy sezony temu goniła za europejskim marzeniem.

Aktualny stan ducha na Villa Park

Tragiczne rozgrywki 2012/13 w Birmingham pieczętuje wtorkowa kompromitacja w Pucharze Ligi. Turniej stanowiący dotąd osłodę na ligowe klęski skończył się w półfinale. Villa nie umiała zwyciężyć w dwumeczu z czwartoligowym Bradford City. Wembley może poczekać. Tak samo jak inne ambicje.

The Villans są znacznie bliżej drugiej ligi niż Ligi Mistrzów. Końcówka grudnia przyniosła im zawstydzającą passę zakończoną trzema porażkami z bilansem 0:15. Klęska u siebie z Wigan przelała czarę goryczy. Kibice zaczęli opuszczać stadion już w 57. minucie, gdy trzecia bramka gości zabiła wszelką nadzieję. – Fani byli dotąd wspaniali dla mnie i drużyny. Mogę zrozumieć ich reakcję – mówił o frustracjach sympatyków klubu menedżer Paul Lambert.

Odcięcie od McLeisha?

Nie tak miało być. Lambert dostał misję zatarcia katastrofalnych rządów Alexa McLeisha, którego rok na Villa Park kojarzył się z paskudnym futbolem i lamentem kibiców. Poprzednikowi obecnego trenera nigdy nie zapomniano pracy u sąsiada z Birmingham City. McLeish przeszedł do historii The Villans jako ojciec najmniejszej liczby punktów klubu w Premier League, najmniejszej liczby zwycięstw w sezonie i najgorszego dorobku z gier na własnym obiekcie. Notoryczne trwonienie prowadzenia zakończyły erę Szkota na jednym sezonie.

Lambert, także Szkot, niósł nadzieję. On poprowadził Norwich z trzeciej ligi do środka tabeli Premier League. Skuszenie go perspektywą pracy w Birmingham udowadniało, że Aston Villa ciągle odbierana jest za wielki klub, który jeszcze w latach 80-tych sięgał po Puchar Europy. Zatrudnienie Lamberta na nowo rozpaliło uczucia wśród kibiców zniechęconych McLeishem. Podczas pierwszego meczu nowego trenera fani śpiewali „jesteśmy Aston Villa i podajemy piłkę„. – Postaramy się osiągać dobre jak najszybciej. Musimy grać futbol w odpowiedni sposób. Musimy dać coś kibicom – zapowiadał Lambert.

Za McLeisha Aston Villa zdobyła po Stoke najmniej goli w lidze. Miała średnio 44% posiadania piłki, mało podawała, strzelała niemal najrzadziej w lidze. Jak statystyki zmieniły się przy Lambercie? Villa znów ma 44% posiadania, uderza na bramkę rywali równie rzadko, co rok wcześniej. Znacznie częściej strzelają za to jej rywale. Drastycznie spada liczby odbiorów i przechwytów. Dziurawa obrona puszcza najwięcej bramek w lidze i ma zdecydowanie najgorszy bilans bramkowy. Równie słabo prezentuje się na własnym stadionie. Zmiany zaszły, ale niemal wyłącznie na gorsze.

Kibice zaczęli głosować swoimi nogami. Stadion Villa Park wypełnia się tylko w 80%. Jedynie maleńkie Wigan ma większe kłopoty z frekwencją, mimo że The Villans grają w drugim najludniejszym mieście na Wyspach! Lambert przyciągnął na widownię średnio tylko 200 osób więcej niż nienawidzony McLeish. Dwa lata topornego futbolu spowodowały spadek liczby widzów o 9%.

Gdzie ta Liga Mistrzów?

Niedawne porażki zaprzepaściły dziedzictwo autora ostatnich chwil chwały w zespole z Birmingham. Martin O’Neill swoimi czterema sezonami wepchnął Villę na czubek tabeli, trzykrotnie z rzędu zostawiając klub na szóstym miejscu. W 2010 roku zabrakło mu tylko dwóch zwycięstw do Tottenhamu bawiącego w Lidze Mistrzów.

Rezygnacja O’Neilla w przededniu sezonu 2010/11 pociągnęła za sobą exodus liderów zespołu. Więksi gracze powyciągali z klubu Jamesa Milnera, Garretha Barry’ego, Ashleya Younga i Stewarta Downinga. Zaczął się spadek.

Właściciel Randy Lerner przestał oddawać morza gotówki na wzmocnienia. Amerykanin zraził się ponad 200-milionową inwestycją za gonieniem europejskiego snu. Villa nie wykorzystała ogromnych przelewów za swoje gwiazdy i sama sowicie przepłacała. Zmiany trenerów od czasów O’Neilla kosztowały 15 mln funtów. Za dużo inwestowano w graczy, którzy szybko zostali odstawieni na boczny tor. Aż 88% obrotów klubu pochłania budżet na pensje.

Przedszkole przy Villa Park

Bent przygląda się wpadkom Villi z  ławki

Do zamrażarki trafił nawet Darren Bent kupiony za ponad 20 mln funtów. Renomowany snajper był filarem zespołu, ale obecnie zupełnie nie pasuje do koncepcji Lamberta. Ten stawia na młodszego i silniejszego Christiana Benteke, który lepiej przewodzi linii ataku. Gdy Bent nie znalazł miejsca nawet na ławce rezerwowych, dziennikarze spytali Lamberta o przyczyny dokładnie 22 razy.

Szkot gra młodzieżą i mało znanymi twarzami. Latem kupił siedmiu piłkarzy, których łączne doświadczenie z Premier League zamknęło się w czasie jednej połowy. Lambert kupował w drugiej i trzeciej lidze angielskiej, Holandii i Belgii. Oddał doświadczonych piłkarzy. Założył największe przedszkole w Premier League. Przeciwko Swansea wystawił w polu zawodników, z których najstarszy miał… 23 lata. – Młodzi chłopcy, którzy tu są byli świetni. Z wysokich porażek wyciąga się dużo wniosków i pokazali swoją mentalną siłę – mówił Lambert po remisie w Walii. Jego wilczki potrafią wyszarpać nawet skalp w postaci zwycięstwa w Liverpoolu. Jednak brak liderów znających smak potu i łez w twardej ligowej walce dopada Villę nadzwyczaj często. Stąd bierze się aż 71% bramek traconych w drugich połowach. The Villans trwonili zwycięstwa w West Bromwich, Swansea i u siebie z Manchesterem United.

Lambert broni swojej transferowej polityki. – Zadawano mi to samo pytanie w zeszłym roku. Chłopcy z Norwich przebili wszystko – twierdzi. W ekipie Kanarków była zupełnie inna atmosfera wokół klubu. Norwich zaliczało kolejne marsze po ligowej drabinie. Aston Villa tylko się osuwa, a z każdego kąta pachnie niepokojem i zniechęceniem. Szkota skusiła wizja pracy w wielkiej firmie. Teraz musi zmierzyć się z wygórowanymi oczekiwaniami bordowej części kibiców w Birmingham.

Tekst (bez części o Pucharze Ligi) ukaże się w nowym numerze tygodnika Tylko Piłka.

  1. Anonim
    28/01/2013 o 02:16

    No faktycznie nie wyglada to najlepiej, nie wiem jakim cudem wygrali z Liverpoolem ?
    Potem zaczela sie fatalna passa. Widzialem na zywo mecz z Southampton i nawet z beniaminkiem nie zaprezentowali sie najlepiej.Porazka z Bradford pozniej z Milwall chluby nie przynosi.Aston bez O’neilla i czolowych zawodnikow to juz nie ten klub co jeszcze 43 lata temu.
    Pzdr

    • 28/01/2013 o 17:18

      Wystarczyło jakby nawiązali do klubu sprzed ledwie 4 lat;)

      Oglądałem mecz z Liverpoolem i powiem tak – to, że nie przegrywali z 0:2 po 30 minutach na Anfield było cudem. Później strzelił z pierwszej poważnej akcji Benteke, poprawił Weimann i dowieźli. Mimo olbrzymiej przewagi The Reds. Dlatego trudno mi stawiać ten mecz jako wzorzec występu A. Villi

  2. gold
    03/02/2013 o 07:29

    trener dostał rozkaz od właściciela, kupujemy tanio, ogrywamy, może ktoś z bogatszych się skusi? zespół ma przetrwać, nie spaść do Championship i tyle. Współczuję kibicom Villians, ale co mają zrobić? właściciel do d..y, może sprzeda klub kolejnemu szejkowi? przynajmniej mogli by śpiewać „we are fuckin loaded”😉

  3. 03/02/2013 o 10:13

    Spadek z ligi coraz bardziej prawdopodobny. Villi nie udaje się absolutnie nic. Mieli West Brom i Everton na widelcu z dwubramkowym prowadzeniem – skończyło się remisami…

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: