Strona główna > Premier League, Twarze EPL > Francuska enklawa na północy Anglii

Francuska enklawa na północy Anglii

Alan Pardew otworzył w Newcastle kolonię francuską. Za garść orzechów sprowadził przedstawicieli Ligue 1, którzy już zaczęli dla niego wygrywać. A jeszcze siedem lat temu menedżer przestrzegał przez nadmiernymi inwestycjami za granicą.

Sissoko z miejsca stał się hitem w Newcastle

Newcastle United chce przywrócić dobre imię francuskiej armii. Klub z Anglii misję ratowania ligowego bytu powierzył trójkolorowym rekrutom. W styczniu do Newcastle wybrało się pięciu Francuzów z Ligue 1. Zaciąg zaczął się od porażki u siebie z walczącym o utrzymanie Reading.  Sroki pozyskały dwóch reprezentantów Francji – Mathieu Debuchy’ego i Moussę Sissoko. Poza nimi kupiono młodych gniewnych, z których żaden nie kosztował więcej niż 7 mln funtów.

Francja, supermarket z przecenami dla Newcastle – grzmiała gazeta L’Equipe. Francuzi nie mogą przeboleć, że nawet drużyna walcząca o życie w Premier League bez problemu zabiera krajowe talenty.

Gigant z przeceny

Jeszcze na początku roku menedżer Pardew wykorzystywał w składzie dwóch Francuzów. Na spotkanie z Chelsea wysłał do boju już szóstkę. Dramatyczne zwycięstwo nad londyńczykami w 90 minucie zapewnił Sissoko. 22-letni pomocnik strzelił dwa gole. Wcześniej stale wyszukiwał wolną przestrzeń tuż przed obroną The Blues. Gdy brakowało mu miejsca na środku, chętnie schodził na jeszcze luźniejsze boki. Sama mecz z Chelsea usprawiedliwił wydanie 1,8 mln funtów na Sissoko.

16 miesięcy temu zobaczyłem Moussę po raz pierwszy. Od tamtej nocy chciałem go u nas – przekonuje menedżer Pardew. Sissoko zagrał dla nowego trenera w dwóch zwycięskich meczach. W debiucie asystował przy pierwszej bramce. Komplet punktów odmienił drużynę, która przegrała 12 z 16 wcześniejszych spotkań we wszystkich rozgrywkach.

Mała Francja

Nastała trójkolorowa era w Newcastle. W składzie znajduje się 14 piłkarzy, dla których francuski jest pierwszym językiem. Pierwszoplanową rolę odgrywa tłumacz Jean-Paul Ndoumin. – Gdy przekazywałem informacje w przerwie, był naprawdę dobry – potwierdza Pardew. – Myślę, że był lepszy niż ja. Może powinienem iść na emeryturę.

Newcastle przygotowało specjalne dzień w kuchni. Typowo francuskie potrawy jedzono w stołówcę udekorowanej trójkolorowymi flagami. Fani dołączyli się do tego szaleństwa. Trybuny St. James’ Park wypełnione melonikami i długimi wąsami bardziej przypominają Pola Elizejskie niż stadion na północy Anglii. – Jest niemal tak, jakbym nigdy nie opuścił Francji – śmieje się Massadio Heidara, jeden ze styczniowych nabytków Srok.

Obecnie tylko jeden Anglik być pewny miejsca w składzie Newcastle. Obrońca Steven Taylor już zapowiedział naukę francuskiego z samochodowych płyt.  – Nie widzę problemu. Newcastle zawsze ściągało nowych piłkarzy – zapewnia Taylor. – Musimy podjąć wyzwanie. Byli u nas zawodnicy, którzy w ostatnich kilku miesiącach poczuli się zbyt komfortowo. Konkurencja jest zdrowa. Nie będziemy mieć w składzie 11 Geordies (określenie mieszkańca Newcastle). Premier League to kulturowy tygiel.

Newcastle w styczniu wydało 18 mln funtów na francuską armię. Nie chcą powtórzyć scenariusza z 2009 roku, kiedy spadli z ligi, mimo że ich kadra wydawała się na to zbyt mocna. Ofensywa transferowa odróżnia ich od reszty klubów dołów tabeli. Aston Villa, Wigan, Reading i Southampton dokonały kosmetycznych korekt. Wybiło się tylko szastające gotówką QPR. Rangersi nawet podebrali Newcastle Loica Remy’ego, który był o włos od zostania kolejnym reprezentantem Francji w barwach Srok.

Zakochany w Paryżu

Francuska rewolucja zaczęła się w 2010 roku wraz ze ściągnięciem Grahama Carra. On odpowiada za wyszukiwanie nowych perełek. Carr zabrał do Newcastle już 11 piłkarzy z Ligue 1. – Graham nie mówi słowa po francusku, więc to niesamowite, że tak dobrze mu idzie – chwali go Pardew.

Kocham Francję i ich piłkarzy. Ściągamy ich, bo osiągnęliśmy duże sukcesy z Hatemem Ben Arfą i Yohanem Cabayem. To naprawdę dobrzy gracze, bardzo profesjonalni. Są inteligentni i dobrze rozumieją taktykę – tłumaczy Carr.

Newcastle obserwuje swoje cele i precyzyjnie działa. Cabaye i Sissoko przyszli za grosze, bo kończyły się im kontrakty. Zawodnicy Ligue 1 mają też dużo niższe wymagania kontraktowe. Ich cen nie winduje sztuczna nagonka. Proces świetnie widać po Anglikach. Manchester United zapłacił  12 mln funtów za utalentowanego Wilfreda Zahę, choć 20-latek ani razu nie grał w Premier League!

Trójkolorowy przesyt?

Do Pardewa jak bumerang wróciły słowa z 2006 roku. Prowadząc West Ham krytykował kosmopolityczną politykę Arsenalu. – Nie możemy zapomnieć, że to liga angielska i powinni grać angielscy piłkarze. Możemy stracić ducha brytyjskiego futbolu – przestrzegał. Teraz tłumaczy, że pomysł był szlachetny, ale rynek znacznie utrudnia jego realizację.

Francuski zaciąg Newcastle wzbudza wątpliwości Gerarda Houlliera i Steeda Malbranque’a, znających realia angielskiego i francuskiego futbolu. – Mogą powstać klany i problemy wewnątrz składu – zaznacza Malbranque.

Otwarcie na tylko jeden kierunek wyśmiał Jimmy Kebe. Urodzony we Francji skrzydłowy Reading napisał na Twitterze, że przechodzi do Newcastle. Sroki zaprzeczyły tej informacji. – Myślałem, że będąc Francuzem i grając w piłkę po prostu pojawiasz się w Newcastle i podpisujesz kontrakt – szydził Kebe. Wyniki trójkolorowej ekipy w Premier League pokazują jednak, że rację mogą mieć Carr z Pardewem.

Tekst ukaże się w nowym numerze tygodnika Tylko Piłka.

  1. XTB
    05/02/2013 o 18:44

    Myślę że są to dobre transfery, które przyczynią się do utrzymania Newcastle w Premier League. Problem w Anglii są zbyt duże pieniądze jakie chcą kluby za młodych Brytyjczyków (Zaha, Walcott, Bale, Chamberlain). Jest ich po prostu za mało jak na istniejące potrzeby. Dlatego warto ściągać piłkarzy innych nacji, którzy nie są drodzy oraz mogą wnieść większą różnorodność do ligi. Ostatnim przykładem jest transfer Michu. Myślę że kierunek hiszpański powinien być kontynuowany. Tamtejsze kluby mają problemy z finansami a zawodnicy posiadają (mówiąc językiem Wengera) odpowiednią jakość na grę w Premiership🙂 Oczywiście nie jestem za tym żeby drużyny zatraciły się w takim kupowaniu. Powinny stawiać na brytyjską młodzież, która zdecydowanie bardziej utożsamia się z klubem. Odpowiednio zbilansowana drużyna może być kluczem do sukcesu🙂
    PS Oglądając grę Sissoko w meczu z Chelsea jestem pod wielkim wrażeniem jego inteligencji boiskowej i umiejętnością ustawiania się.

    Pozdrawiam

  2. parker_39
    05/02/2013 o 19:46

    Ja nigdy nie widziałem Sissoko na żywo podczas meczu, a znam go tylko z FM08, gdzie był jednym z najlepszych defensywnych pomocników w całej grze. Właśnie podczas oglądania meczu z Chelsea byłem zaskoczony, że gra on tak ofensywnie, bo z FMa pamiętam go inaczej😀
    To tylko dwa mecze Sissoko, ale jak będzie grał tak dalej to będzie pewnie razem ze Sturridgem konkurował o najlepszy transfer zimowego okienka.
    Cabaye, Sissoko i Tiote to będzie bardzo ciekawa mieszanka w drugiej linii Newcastle i teraz Sroki powinny piąć się w góre tabeli. Może nawet odejście Demby Ba wyjdzie na dobre, bo Cisse będzie grał jako jedyny wysunięty napastnik. Do tego po bokach Gouffran i Ben Arfa (kiedy się wyleczy) i trzeba przyznać, że nieźle to wygląda.

    Michu 2mln, Sissoko 1.8mln i Holtby 1.5mln, widać można za takie pieniądze kupić dobry i ciekawych zawodników.

  3. M.
    05/02/2013 o 23:29

    Polecam odnośnie Sissoko krótki filmik, obrazujący jego występ z CFC:
    http://www.101greatgoals.com/blog/individual-highlights-moussa-sissoko-newcastle-v-chelsea/
    Ja też go kojarzyłem jako bardziej defensywnego zawodnika, a tu objawił się jako francuska wersja Yaya Toure. Bardzo, bardzo obiecujący początek. Niezwykle żywotny z piłką przy nodze, napędzający ataki, szybki i zdecydowany.

  4. masterptq
    05/02/2013 o 23:34

    parker:

    jako, że od kilku ładnych lat regularnie testuje kolejne serie FMa, mogę powiedzieć, że w każdej odsłonie był bardzo dobry i łączył cechy defensywne i ofensywne. Miałem go w składzie w kilku wersjach i pamiętam, że nawet można było go ustawiać na skrzydle…

    Co do samego artykułu, ostatnio coraz więcej francuskich talentów zaczyna sobie dobrze radzić w Europie i Newcastle jest tego doskonałym przykładem. Myślę, że nowe nabytki ładnie wkomponują się w grę srok i przy odrobinie szczęścia uda im się zakończyć rywalizację w górnej cześci tabeli, wszak straty nie są jakieś duże… Mam tylko nadzieje, że francuska część ekipy nie zacznie sprawiać problemów swojemu menadżerowi.

  5. dgora
    06/02/2013 o 20:18

    http://90minutowymenedzer.wordpress.com/

    Zapraszam na bloga wiele cennych informacji związanych z pracą trenera

  6. krzywy
    07/02/2013 o 00:34

    Za Hendersona wolaja 16mln, Downinga 20mln, Benta 18-24 mln funtow (grubo ponad 100 mln zlotych), a o Carrollu juz nie wspomne.. Nie ma sie co dziwic transferom srok.

  7. 07/02/2013 o 11:39

    Przepłacanie za lokalne talenty to zmora angielskiej piłki. Złapał się na tym Liverpool. Intencje były zacne – brytyjski trzon zespołu, który nie potrzebuje aklimatyzacji. Ale wymienione zakupy Downinga, Hendersona i Carrola były wszystkie przynajmiej 2-3 razy zbyt drogie od ich realnej wartości.

    Liga francuska poza PSG nie oferuje superpensji, przez co pozostanie tylko wylęgarnią talentu dla bogatszych. Perełkę tanią w Hiszpanii lub w Niemczech myślę, że będzie już wyrwać trudniej, bo tam żerują lokalni giganci (choćy Bayern przejmujący Dante za kiść winogron, który jest chyba teraz najlepszym z Hummelsem obrońcą BL).

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: