Anglio, nie mamy problemu

Ani śladu po angielskich drużynach w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów. Ostatni raz takie cuda działy się, gdy Legia Warszawa biła się o półfinał z Panathinaikosem w 1996 roku, wcześniej eliminując w grupie Blackburn Rovers. Czy to oznaka zadyszki całej Premier League?

Brak kartki dla Naniego przekreśliłby teksty o kryzysie ligi angielskiej? Chyba tak! (foto: Wikimedia)

Może wskazuje na to sucha statystyka. Jednak czy awans Manchesteru United kosztem Realu Madryt, tak wysoce prawdopodobny bez surowej czerwonej kartki dla Naniego, nie odwróciłby zupełnie tego punktu widzenia? Pamiętajmy, że United i Arsenal żegnali się z rozgrywkami po dwumeczach z gigantami europejskiej piłki. Bukmacherzy widzą w nich obok Barcelony dwóch głównych kandydatów do majowego triumfu na Wembley.

Marne efekty daje mierzenie potencjału całej ligi przez pryzmat obecności jej przedstawicieli w Lidze Mistrzów. Z tego wynikałoby, że turecka Super Lig bije na głowę rozgrywki z Anglii, Portugalii, Holandii lub Ukrainy. Tak nie jest.  Przygoda PSG w najlepszej ósemce w teorii pokazuje jakość Ligue 1. Ale chyba lepszym oddaniem kondycji ligi francuskiej są masowe zakupy dokonane zimą przez Newcastle bijące się o utrzymanie w Premier League. Sroki przebierały wśród liderów ekip walczących we Francji o europejskie puchary.

Analizując szaleństwa angielskich klubów w Lidze Mistrzów warto spojrzeć na szczegóły, które umykają pod odruchowym mówieniu o kompromitacji. Manchester City z Chelsea odpadały już w fazie grupowej. To brzmi źle. Ale warto wiedzieć, że ze swoim bilansem Chelsea została najlepszym klubem w historii Ligi Mistrzów, który przepadł w grupie. Nigdy zespół z 10 punktami, 16 strzelonymi bramkami i tak korzystnym bilansem bramek tak szybko nie żegnał się z rozgrywkami. W przypadku Manchesteru City nie do przecenienia jest ich niski współczynnik UEFA. Ze względu na lata przeciętności przed erą petrotransferów, The Citizens są losowani do dużo mocniejszych grup. Pechowo w dwóch ostatnich sezonach kończyli w zestawieniach jednogłośnie określanych jako grupy śmierci.

Sami sobie wzorem

Reszta Europy nas dogoniła. Musimy poważnie pomyśleć o przyszłości Premier League – powiedział Arsene Wenger. Menedżer Arsenalu ma rację w pierwszym zdaniu, ale czy trzeba zastanawiać się nad dalszym losem ligi angielskiej? Te rozgrywki mają najlepsze zaplecze do niepohamowanego rozwoju. Stadiony frekwencją i jakością ulegają tylko tym z Niemiec. Anglicy żyją kulturą futbolu i nawet wiecznie przeciętne kluby mają stale wysoką bazę kibiców. Marketingowo działają najszerzej i angielski produkt piłkarski skutecznie wpychają w każdy zakątek świata (Fanatycznie bloguje o niej nawet gość z odległej Polski, który osobiście na angielskiej ziemi stawał ledwie dwa razy). Finanse wraz z nową umową telewizyjną wskoczą na poziom zupełnie niedostępny reszcie Europy. Ponadto stabilnie stoją nie tylko potentaci. Nie ma tak jak w Hiszpanii, gdzie kluby poza ozłoconą szlachtą dławią się długami.

Kierunek angielski nadal kusi zastępy najlepszych piłkarzy świata. Latem 2012 z dziesięciu najdroższych zawodników aż połowa wybierała brytyjskie klimat. Tylko jeden Luka Modrić uciekł spod panowania Elżbiety II. Z danych fachowego portalu TransferMarkt można dowiedzieć się także, że w ostatnich kilku dekadach najdroższe transfery odbywały się z Hiszpanii na Wyspy. Anglia chętnie i drogo bierze też graczy z Francji, Włoch i Holandii. Oczywiście suma transferu nie odpowiada zawsze klasie piłkarzy i co rusz zdarzają się kosztowne pomyłki. Jednak generalnie za czołowe talenty trzeba słono płacić i Anglicy brylują w tym względzie od lat.

Potęga, gdzie tylko spojrzeć

Na Wyspach ciągle dobrze się dzieje. Ale skończyła się brytyjska dominacja Europy, której szczyt przypadł na lata 2007-2009. Wtedy w półfinały LM składały się zawsze z trójki angielskich przedstawicieli. W 2008 roku urządzili sobie nawet wewnętrzny finał.

Tegoroczna Liga Mistrzów pokazuje, że poziom jest wysoki i wyrównany jak nigdy. Pięknie odrodził się Juventus. Ze zwrotem inwestuje francuskie PSG. Ciągle udoskonalają się dwaj hiszpańscy dominatorzy, a Bayern Monachium z Borussią Dortmund są symbolem renesansu Bundesligi.

Bezprecedensową potęgę największych klubów Europy pokazują dobitnie różnice nad resztą stawki w krajowych ligach. W połowie marca rozstrzygnęły się losy praktycznie każdych mocnych rozgrywek. Bayern ma 20 punktów przewagi nad wiceliderem, Szachtar i Olympiakos po 16, Manchester United i Celtic po 15, Barcelona 13, a Juventus 9. Nawet PSG i Galatasaray wytworzyły sobie dystans, który nie pozbawi ich prowadzenia nawet w przypadku porażki z głównym konkurentem. Taki komfort oznacza większą koncentrację na Lidze Mistrzów, gdzie pretendenci rzucają do walki wszystko, co najlepsze.

Liga Mistrzów będzie sprawą pozaangielską. Jednak Premier League nie chciałaby stracić swojej pozycji w rankingu UEFA, dlatego życzliwszym niż zwykle okiem może spojrzeć w kierunku Ligi Europy. Turnieju, którym od ponad dekady zbiorczo pogardzali. Liverpool wygrywał Europejski Puchar Pocieszenia w 2001, a w 2000, 2006 i 2010 roku mieliśmy Anglików w finale. Ale częściej kończyło się na absencji na poziomie ćwierćfinału i odpadaniem w starciach z teoretycznie słabszymi rywalami.

Każde zwycięstwo w Lidze Europy prestiżowo nie dorasta do pięt temu w Lidze Mistrzów, ale UEFA wycenia je identyczną liczbą punktów (nie licząc bonusów za awans do grupy i 1/16 finału LM). W 2013 roku Premier League ma jeszcze trzech swoich w ćwierćfinale. Bukmacherzy widzą w Tottenhamie i Chelsea głównych faworytów do końcowego triumfu. Czy to oznaka upadku ligi angielskiej?

  1. Frank
    18/03/2013 o 17:04

    O ile się nie myle to Fulham nie dawno grało w finale LM (chyba 2010) więc jest błąd😉

  2. Frank
    18/03/2013 o 17:04

    Pardon, LE😉

  3. XTB
    18/03/2013 o 21:34

    Dla mnie kryzys ligi angielskiej jest trochę wyolbrzymiany🙂 Spokojnie poczekajmy do następnych sezonów🙂 Jeden słabszy o niczym nie świadczy a jak Andrzej wspomniał w tekście trzeba popatrzeć trochę głębiej dlaczego klubu Premier League odpadły z tegorocznej LM🙂

  4. 18/03/2013 o 22:30

    Faktycznie, przeoczyłem Fulham – dzięki – zrobiłem update!

  5. sebastianf
    18/03/2013 o 22:31

    Drogi Panie Andrzeju…
    Nie jestem specjalistą od liczb, statystyk, czy historii futbolu w zakresie poruszanych przez Pana kwestii. Mimo, że piłkę nożną uprawiałem i oglądam od trzydziestu lat raczej nie notuję w głowie wszystkiego co z nią związane. Jednocześnie nie ukrywam, że raczej nie grzebię w „internecie”, czy książkach w poszukiwaniu przeróżnych danych, bo te ostatnie wolę raczej poczytnych autorów niż statystyków.
    Ten wstęp jest celowy ponieważ moja opinia nie uwzględnia „suchych” faktów, a jedynie… przekonanie, czy jak kto woli… opinie.
    Właśnie dlatego wydaje mi się, że coraz słabsze występy zespołów z PL w LM jest spowodowane… dużą siłą samej ligii angielskiej. Na pozór brzmi to dość nieprawdopodobnie, ale śpieszę z wyjaśnieniami.
    Mimo iż przepaść pomiędzy United, a resztą stawki wydaje się coraz większa to jednak w PL walka między zespołami bywa najbardziej nieprzewidywalna. Zwycięstwo QPR nad Chelsea byłoby teoretycznie nie do pomyślenia w innych ligach europejskich (mówię tutaj o przepaści dzielącej te drużyny). Przenosząc to na język biznesu… koszty uzyskania punktów w lidze angielskiej są zdecydowanie najwyższe w Europie… i chodzi tutaj oczywiście o nakład sił, a nie finansów na ten cel przeznaczonych.
    Odnoszę więc wrażenie, że być może zespoły z PL są momentami „zmasakrowane” ligą. Do tego trzeba rozsądnie dysponować zasobami by móc w LM odnieść „jakiś” sukces.
    W takiej sytuacji zdarza się, że zespoły angielskiej przekonane o swojej sile potrafią zlekceważyć przeciwnika… zdarza się również, że mimo swej siły nie potrafią doprowadzić do sytuacji, że „nazwiska” zdominują przeciwnika… a do tego zawsze może się zdarzyć, że przeciwnik ma tzw. „dzień konia”.
    Sądze więc, że przyczyna „słabości” zespołów z PL w LM leży raczej na wyspach niż na kontynencie.

    • Tom
      19/03/2013 o 00:55

      otóż to! po prostu w Anglii gra się do końca, a nie jak np. Hiszpanii, gdzie wystarczy że Barcelona strzeli bramkę i już wszyscy klękają i proszą o jak najmniejszy wymiar kary.
      Inna sprawa że Real i Barcelona „skończą” się jak tylko będzie taki podział pieniędzy z praw telewizyjnych jak w Anglii. I mam nadzieję że stanie się to jak najszybciej, bo Atletico, Valencia czy Athletic powinni walczyć o mistrzostwo a nie o 3 miejsce.

  6. masterptq
    19/03/2013 o 01:21

    Cóż, spodziewałem się tutaj przekonania o wyższości ligi angielskiej nad innymi, ale jak zwykle większość argumentów jest nieprawdziwych.

    W każdej lidze bywają takie niespodzianki jak QPR z Chelsea. Poza tym Rangersi z takimi finansami powinni walczyć o coś więcej niż tylko utrzymanie. Jest bardzo dużo meczów kończących się kilku bramkowymi zwycięstwami. 8-0 Chelsea AV, Liverpool kilka razy rozgromił rywala, nie wspomnę o innych meczach np. Manchesterów. sporo tego jest. Dodatkowo w Anglii często drużyny graja bardzo chaotycznie, sa mecze, gdzie obie druzyny za wszelka cene graja „byle do przodu” co przekłada sie na ilosc sytuacji. O ile odpadniecie angielskich druzyn z LM bylo troche przypadkowe i potrafie zrozumiec usprawiedliwienie tej sytuacji, tak za cholere nie trafia do mnie gloryfikowanie druzyn pokroju sunderlandu, reading, wigan i tym podobnych.

  7. 19/03/2013 o 09:29

    Ja jestem w stanie zrozumieć ten punkt widzenia. Po Hiszpanii widać to głównie przy różnicy między czołową dwójką, a resztą stawki. Real z Barcą co roku ścigają się o punktowe i bramkowe rekordy.

    Jasne, że w Premier League też jest mnóstwo meczów nudnych, jednostronnych, gdzie jeden gol dla Manchesteru United praktycznie załatwia sprawę. Jednak rozumiem też sentyment przedmówców, którzy uwielbiają tę ligę za to, że każdy, absolutnie każdy, może zagrać na nosie faworytowi i robi to wydaje mi się, że częściej niż gdzie indziej.

    Ostatnie przykłady Southamptonu z Liverpoolem i Man City, czy zeszłotoczny powrót Evertonu na Old Trafford – to się dzieje i realnie wpływa na losy mistrzostwa.

    Ponadto przekonuje mnie też teza, że otwarte mecze w Premier League są jej zbawieniem i klątwą. Widz dostaje świetny produkt, bo mecze na szczycie w ostatnich latach to prawdziwe festiwale bramek i okazji bramkowych. Ale, z drugiej strony, taka wrażliwość w obronie odbija się później na europejskich pucharach. Nie przez przypadek Ligę Mistrzów rok temu wygrał zdecydowanie najsłabszy klub z czołówki, który skończył EPL na szóstym miejscu. Wyróżniał się w Europie niezwykłą organizacją z tyłu. To się liczy. Choć każdy pewnie woli oglądać atakowanie, jak mówią klasycy NBA: Atak wygrywa mecze, obrona wygrywa mistrzostwa.

  8. masterptq
    19/03/2013 o 11:12

    Ale czy Liverpool i Southampton to aż taka przepaść ? 7 miejsce vs 16, w ostatniej kolejce Espanyol wygrał na wyjeździe z Malagą w La Liga, Bastia pokonała 4-1 Lyon, Podbeskidzie urwało punkty Śląskowi, 2 kolejki temu Napoli uległo 2-0 15-mu Chievo. Nie zawsze wygrywają faworyci, nie tylko w Anglii. Przykładów takich jak powrót Eventonu na Old też pełno w innych ligach.

    Nie wiem czemu niektórzy mają klapki na oczach i są przekonani o mocarności Premier League. Jedyne co mogę potwierdzić jako w miarę obiektywny kibic, to wyższość marketingowa, lata świetlne przed innymi ligami(w szczególności serie A i La Liga).

    • Tom
      20/03/2013 o 00:12

      @masterptq
      a czy ktoś tutaj pisze o mocarstwowości? pomyliłeś blogi, trudno, zdarza się. Autor postawił tezę i ma argumenty. Nikt nie gloryfikuje Wigan, Sunderlandów i innych. Gdybyś łaskawie poczytał posty nie tylko autora bloga może byś zrozumiał że kibice po prostu uwielbiają walkę do ostatniego gwizdka🙂
      Twoje przykłady nie są trafne, np: Espanyol wygrał z Malagą, dlaczego? a czy Malaga mając ważny mecz w Champions League będzie się spinać na Espanyol? Tym bardziej że nie zagrają w nast. edycji pucharów bo mają bana nałożonego przez UEFA? Podbeskidzie-Śląsk?? ktoś w ogóle ogląda polską ligę? gdzie wystarczy zamurować bramkę i liczyć na kontrę jak grasz na wyjeździe?i jeszcze Śląsk jako przykład? klub który jest w rozkładzie. I najlepszy przykład MU-Everton, a gdzie to niby tak się stało? w jakiej lidze? i dlaczego w Anglii tak się dzieje prawie co roku a sięgając pamięcią wstecz mogę podać słynny przykład, mecz Liverpool-Arsenal z 1989 roku, Kanonierzy musieli wygrać i to dwoma bramkami a Czerwonym wystarczał remis.

    • 20/03/2013 o 01:37

      Spokojnie Panowie, dla kazdego znajdzie sie tu miejsce, a opinia masterptq ma swoje racjonalne podstawy. W koncu to nie tylko angielska specyfika takie mecze-szlagiery. I bardzo dobrze, bo inaczej wszyscy patrzyliby tylko na Premier League, a bez odwyku w postaci Bundesligi czy Serie A ona mi sie by szybko przejadla:)

  9. 19/03/2013 o 17:47

    Ja śledzę na bieżąco wszystko co ciekawsze w Niemczech, Włoszech i Hiszpanii. Meczem zeszłego sezonu spokojnie nazwę drugie derby Mediolanu, kiedy Inter wygrał z Milanem, a oglądało się to jak najlepszy film Chrisa Nolana. Mimo wszystko uważam, że największą frajdę, szczególnie w przypadku spotkań najsilniejszych, dostarczają w Premier League.

  10. sebastianf
    20/03/2013 o 10:26

    masterptq…
    Nikt tutaj raczej nie mówi o mocarstwowości PL, że nie wspomnę o „klapkach na oczach”.
    Oczywiście, że każda liga ma swoje szlagiery… ma również mecze z wielkimi powrotami (Arsenal – Newcastle, cholera)😀. Wydaje mi się jednak, że spłycasz temat porównując mecze jeden do jednego.
    Przede wszystkim liga angielska jest zdecydowanie najbardziej fizyczna, co ma również wpływ na intensywność samego meczu. Do tego dochodzi fakt, mówiąc kolokwialnie (a wiem to z obserwacji meczu w wielu ligach),że w PL gra się do końca. To na wyspach właśnie najwięcej rozstrzygnięć odbywa się w końcówkach meczu.
    Jeśli uważnie śledzisz ligii europejskie powinnieneś również wiedzieć, że zasada „bij mistrza” w Anglii przybiera wręcz wymiar religi. Takich różnic i przykładów można by mnożyć… na koniec tego tematu… wyobraż sobie Barcelone grającą w lidze ze Stoke! Jestem przekonany, że pewnie Anglicy by polegli, ale „bóg” Messi zostałby solidnie sponiewierany.
    Nikt nie ujmuje, Niemcom dobrej solidnej ligii z wysokoą oglądalnością, Hiszpanom taktyki, Włochom gwiazd, a Francuzom techniki, ale…

  11. masterptq
    20/03/2013 o 17:27

    „Mimo iż przepaść pomiędzy United, a resztą stawki wydaje się coraz większa to jednak w PL walka między zespołami bywa najbardziej nieprzewidywalna. Zwycięstwo QPR nad Chelsea byłoby teoretycznie nie do pomyślenia w innych ligach europejskich (mówię tutaj o przepaści dzielącej te drużyny). ”

    seba:
    QPR z Chlesea to taki zwykły przypadek, o ile pamiętam Rangersi mieli sporo szczęścia, a bramkę zdobyli po strzale z dystansu w jednej z nielicznych akcji. Trzeba też dodać, że to derby, w których o niespodzianki jest łatwiej.

    Co do grania do końca to zupełnie się nie zgadzam, każda drużyna w każdej lidze mając szanse na uratowanie wyniku próbuje coś zrobić. Tyle, że w Anglii jest to bardziej widoczne, bo drużyny słabsze przyjmują taktykę Świerczewskiego: „na chaos” i kiedy tylko mogą, to grają „dzidy” do przodu. A że jak wspomniałeś liga angielska jest najbardzie fizyczna, to cześciej wpadają bramki po takich akcjach i stałych fragmentach gry.

    Przykładu Messiego i Barcelony nawet nie skomentuje. Już tacy zawodnicy(profil messiego) jak Kun, Silva, Cazorla, Mata czy Hazard mieli zostać połamani przez drwali ze Stoke, ale chyba przyznasz, że nic takiego nie miało miejsca do tej pory i wszyscy radzą sobie conajmniej dobrze. Już nie wspomnę przykładu Michu, który grając w malutkim klubie La Liga przeniósł się do Anglii, gdzie obecnie ma status już prawie gwiazdy.

    Oczywiście nie przyszedłem tutaj, żeby się napinać czy coś. To mój ulubiony blog o piłce i uważam Andrzeja za bardzo dobrego i przede wszystkim obiektywnego fachowca😉 ale w tym przypadku nie zgodziłem się ze wszystkim jeśli chodzi o komentarze niekórych przedmówców, w tym z Tobą seba, to wszystko.

  12. masterptq
    20/03/2013 o 17:38

    @Tom

    Oglądam różne ligi, przytoczyłem pierwsze-lepsze przykłady z weekendu. Święci walczyli o utrzymanie, poza tym z taką obroną jaką zaprezentował Liverpool w tym spotkaniu ciężko jest wygrać jakikolwiek mecz, zgodzisz się chyba? United gra w tym sezonie bardzo równo i pokazuje, że w premier league można regularnie punktować, podobnie jak w innych ligach.

  13. sebastianf
    21/03/2013 o 10:13

    masterptg…
    Cóż, jeśli na szali stawiasz Messiego i Michu to naprawdę ciężko mi to skomentować. I nie mówię tutaj o ich umiejętnościach, a o „parametrach” fizycznych i sposobie gry. Z litości pominę również postawienie w tym samym rzędzie Hazarda.
    „Co najmniej dobrze”… mając na uwadze zainwestowane pieniądze i glorię, która otaczała wspomnianych przez Ciebie zawodników to trochę mało. W opinii wielu fachowców zarówno Kun jak i Silva troszkę jednak rozczarowują. Hazard i Cazorla mają wpływ na jakość Chelsea, czy Arsenalu, ale grają zdecydowanie w kratkę przeplatając mecze dobre z kiepskimi, a wysokie noty raczej otrzymują z rozpędu (w wypadku Cazorli wiem co mówię bo oglądam wszystkie mecze Arsenalu). Z tej grupy chyba jednak Mata jest najbardziej „spełniony”.
    Co do „drwali” ze Stoke i ich zestawienia z Messim. Jeśli oglądasz mecze PL widzisz jak wielkie zdziwienie prezentuje Cazorla, kiedy ma walczyć bark w bark z zawodnikami innych drużyn i widzi, że duża część jego „wywrotek” nie jest kwitowana gwizdkiem. W mojej opinii bywa to irytujące.
    Jednocześnie zwracam Ci uwagę na fakt, że zupełnie inaczej wygląda sędziowanie w lidze hiszpańskiej. Irytujące bywa patrzenie jak Messi jest traktowany niczym „święta krowa”, a faule na nim są naciągane niczym arabska guma.
    Oczywiście nie zaklinam rzeczywistości i nie staram się na siłę udowodnić, że PL jest najlepsza na świecie… dlaczego? Otóż dlatego, że to ocena subiektywna… a każdy lubi co innego.

  14. masterptq
    21/03/2013 o 12:42

    Cóż, od początku widać, że jesteś negatywnie nastawiony do Messiego. Nie będę się więc nawet silił, żeby podważyć Twoje argumenty, bo i tak będziesz wiedzieć swoje. Sedziowanie w LL jest różne, począwszy od bardzo drobiazgowego, ale zdarzają się mecze z ostrzejszymi zagraniami, uwierz.

    Co do wymienionych przeze mnie zawodników podawałem wszystkich ze wzrostem~ 170 cm. Czy Hazard różni się profilem od Kuna, Messiego ? nie wydaje mi się, wszyscy bazują na szybkości, dynamice. Może różnią się jakimiś szczegółami, ale nie jakoś bardzo. Wbrew pozorom wszyscy trzej są zbudowani fizycznie dość dobrze jak na swój wzrost i radzą sobie pod tym względem nieźle, no może pomijając starcia z zawodnikami 190+ i 85kg+. Silva i Cazorla to inny profil, raczej rozgrywający. Może Silva nieco przygasł w tym sezonie, ale tamten miał wręcz świetny. Santi z kolei przeplata świetne mecze słabszymi, ale jak na zawodnika za 19 baniek spisuje się bardzo dobrze. Poza tym dużo mu brakuje do statusu Cracka. A Michu wymieniłem tylko dlatego, że był z innej ligi i od razu się tutaj wpasował, masz rację, może wymieniłem go zbyt pochopnie, bo jest dość wysoki i dobrze gra głową.

    Nie miałem na celu wmówić Ci, że Premier league jest słabsza czy coś. Po prostu denerwuje mnie postrzeganie niektórych spraw, o których wyżej napisałem. Premier League potrzebuje zawodników z błyskiem z półwyspu iberejskiego czy też z ameryki, którzy dodają bardzo dużo jakości w grze czolowych angielskich klubów.

  15. 21/03/2013 o 13:25

    Moim zdaniem, jak już mówimy o Messim, to chłopak nie miałby najmniejszego problemu z wymaganiami Premier League. To jak on ma niski środek ciężkości i trzyma się na tych swoich nóżkach jest niezwykłe. Aguero jest do niego w tym względzie podobny, ale Messi wynosi to na zupełnie inny poziom. Dlatego argumenty o jego ewentualnych problemach w Premier League do mnie nie trafiają. Dałby sobie radę obecnie w każdej lidze na świecie, niezależnie od tempa lub taktyki dominującej.

    Ale taka dywagacja to czyste bajkopisarstwo. Dobrze przecież wiemy, że Messi nie ruszy się z Barcelony w swoim szczycie, chyba że przytrafi się jakaś personalna katastrofa w relacjach.

  16. sebastianf
    21/03/2013 o 15:50

    Cóż… skoro koronny argument w tej dyskusji to ” podawałem wszystkich ze wzrostem~ 170 cm” to chyba czas na mnie i muszę „…ze sceny zejść”.
    Czy jestem negatywnie nastawiony do Messiego? W pewnym sensie masz rację. W mojej opinii Argentyńczyk jest przez sędziów traktowany ulgowo. Widziałem kilka sytuacji, które nie przystoją „bogowi futbolu”. Kopnięcie piłką w trybunu (a może było tam jakieś małe dziecko?), czy jego zachowanie po jednym z meczu, kiedy z uniesionymi do góry rękami czekał, aż ochronna zabierze od niego rozemocjowanego dzieciaka. Trochę inaczej zachował się w tym czasie chyba Ramos… choć zastrzegam, że nie jestem kibicem Real-u.
    Wspomnę również krótko, że ten sam Messi nie jest w stanie unieść gry reprezentacji Argentyny (choć jest poprawa).
    Po za tym nie lubię nadmiernego gloryfikowania kogoś, kto jest tylko i wyłącznie człowiekiem… które czasami graniczy wręcz z wynoszeniem na ołtarze.
    Andrzeju…
    Jeśli mamy być obiektywni i uczciwi to sformułownie „czyste bajkopisarstwo” dotyczy również i Pana wypowiedzi. Dopóki Messi nie będzie grał w PL, ani Pan… ani ja nie możemy powiedzieć, czy by sobie poradził, czy też nie. Więc wszystko co tutaj napiszemy pozostaje w tej sferze.
    Przykłady można mnożyć… i to zarówno te, które potwierdzą moją teorię jak i Pana.

  17. 21/03/2013 o 15:56

    Dokładnie. Sam wchodzę w strefę bajkopisarstwa i tylko sobie gdybam w oparciu o obserwację z boku.

    Ja prywatnie Messiego nie uważam za ideał ludzkości, bo czasem lubi się zemścić, a to oszukać (gol ręką z tego co pamiętam). Ale pod względem piłkarskim to on dla mnie zwykłym człowiekiem nie jest. Podobnie CR7.

  18. consigliere
    22/03/2013 o 16:49

    Serio, nie mamy? Ja mysle ze jest dokladnie odwrotnie. Tez uwazam ze warto kazdy przypadek rozwazyc indywidualnie, ale nie jednokierunkowo. Silni rywale swoja droga, ale jaka dzis jakosc prezentuja najlepsze angielskie kluby? City, Chelsea, Arsenal – wszystkie sa pograzone w chaosie.

    Wszystkie te kluby graja ponizej swoich mozliwosci, to nie jest korzystne zjawisko, zwlaszcza za funkcjonuje na Wyspach nie od wczoraj, a i w przyszlym sezonie niewiele sie zmieni. Ciagle jednak sa to mniejsze problemy niz te z ktorymi mierzyc sie musze np. Hiszpanie. Na klopotach jednych i drugich najbardziej korzystaja Niemcy, to oczywiste.

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: