Strona główna > Premier League > Świąteczne wypominanie grzechów

Świąteczne wypominanie grzechów

Świąteczny nastrój zbliża ludzi? Nie w przypadku tego bloga. Starałem się i chciałem tylko chwalić na Wielkanoc. Ale cóż poradzić, skoro najbardziej w pamięci z weekendowych spotkań utkwiły mi wyrwy obronne Aston Villi i antykreatywność Chelsea?

Wielkanocna niedziela dała tylko jeden porządny mecz do śledzenia, więc jeśli zupełnie nie zrezygnowaliście z futbolu na święta, pewnie oglądaliście go ze mną. Liverpool goni już tylko za Ligą Europejską, a Aston Villa każdą kolejkę podobno traktuje teraz jak „finał” (nie cierpię tego określenia, bo jest zupełnie nierealistyczne – finał jest jeden i nie ma szans na poprawki jak w lidze). Finał, nie finał – każda gra jest dla nich na wagę złota. Dlatego Paul Lambert rozkazał swoim żołnierzom rzucić się do Liverpoolu pressingiem z misją zabicia ich rozgrywania od tyłu.

Prostopadłe podania LFC

Obrona Villi w niedzielę stanowiła dla mnie prawdziwe kuriozum. Napastnicy i pomocnicy spisywali się świetnie w zamykaniu przestrzeni i utrudnianiu gościom w wejściu na odpowiedni rytm podań. Notowali zbiorowo kupę przechwytów, które w statystykach wyglądają imponująco (prawy obrońca Matthew Lowton sam złapał 12 piłek). Ale ten sam zawodnik swoim wysunięciem najbardziej odkrywał całą linię obrony Villi. Lukę musiał po nim łatać Ron Vlaar, a cały blok cierpiał na bolesne rozrzucenie. Tu środek obrony ustawiony za szeroko lub zbyt wysoko, tam jeden z defensorów nabierał się na tanie zwody (Nathan Baker ośmieszany co krok przez Luisa Suareza). Liverpool zaczął korzystać z zaproszenia już w końcówce pierwszej połowy. Ryzykowne podania prostopadłe z głębi zaczęły wreszcie mieć sens. Spójrzcie tylko na wykres sytuacji stwarzanych przez The Reds – dominują dłuższe zagrania z głębi, które rozrywały całą linię. Kara była nieuchronna i Aston Villa została zakopana w strefie spadkowej.

O utrzymanie nie musi za to już się specjalnie martwić Southampton. Ich wygrana nad Chelsea była kolejnym laniem giganta na St. Mary’s Stadium. Wcześniej lanie (w pełni zasłużone) zbierały Man City z Liverpoolem. Znów swoją klasę pokazał Rickie Lambert, najskuteczniejszy z Anglików w lidze. Tym razem nie on wykańczał, a rozgrywał z głębi pola. Drobny ruch, cofnięcie w pobliże lewego skrzydła, piłka na plecach i krótkie podanie do wbiegającego Jaya Rodrigueza. Takie proste, a tak skuteczne… Po raz kolejny Southampton pokazał mi, że ze wszystkich w dolnej połówce tabeli to mają największy potencjał ataku.

Antykreatywność Chelsea

Ale tym razem to nie Święta ofensywa imponowała najbardziej. Southampton swoim pressingiem (znak firmowy Mauricio Pochettino) sprawił, że Chelsea przeżywała swój najsłabszy mecz sezonu pod względem rozegrania piłki. Owszem, Rafa Benitez grał rezerwowymi przy mocnym natężeniu kalendarza. Jednak obecność Oscara lub Mario Marina w składzie zapowiada zwykle nieco lepszą kreację akcji niż dwa strzały wymęczone w pierwszej połowie. Dobrze pokazuje to załączony wykres – ledwie 44 podania w strefie ataku Chelsea i raptem 27 udanych. Szokująco słaby wynik. W drugiej połowie zagrań w ataku The Blues zebrali już 92. Tak bywa jeśli twoim wysuniętym napastnikiem do walki o górne piłki staje się Fernando Torres (17 pojedynków główkowych, cztery wygrane)…

Mimo potknięcia Chelsea nadal siedzi na wygodnym miejscu gwarantującym Ligę Mistrzów. O kłopotach Beniteza mogą tylko pomarzyć w tonącym Sunderlandzie. Czarne Koty rzadko goszczą na łamach tego bloga, bo za Martina O’Neilla były obrzydliwie nudne w oglądaniu. Dlatego zupełnie nie dziwię się wyrzuceniu O’Neilla z posady. A rzadko się to zdarzało w tym sezonie, pełnym kuriozalnych decyzji trenerskich (od Roberto di Matteo po Nigela Atkinsa w Southamptonie).

Sunderland oddał mecz z Manchesterem United golem samobójczym Titusa Bramble’a, który stanowi modelowy wzór piłkarza-komedii na Wyspach. Teraz ten zespół jest w najgorszym dołku w całej lidze. Nie wygrał od ośmiu gier, a kontuzji doznał Steven Fletcher – jedyny sensowny napastnik w kadrze. Terminarz na najbliższe mecze: Chelsea(w), Newcastle(w), Everton (d), Aston Villa(w), Stoke (d), Southampton (d), Tottenham(w). Same trudne lub bardzo trudne pojedynki. Nowemu trenerowi Paolo di Canio wypada tylko świątecznie życzyć dużo szczęścia:)

Od wtorku zaczynamy szaleństwo Ligi Mistrzów. Po każdym dniu z LM będę wrzucał swoje pięć lekcji, więc zapraszam do przedłużonego świętowania wraz z najlepszymi rozgrywkami świata i blogiem Wychowany na Futbolu.

Plan działań:

2 kwietnia, Bayern Monachium – Juventus

3 kwietnia, Malaga – Borussia Dortmund

Rewanże – zobaczymy, co wypadnie ciekawiej po pierwszych meczach.

Kategorie:Premier League
  1. kk.
    01/04/2013 o 15:22

    Ja zdecydowałam się odstawić futbol w święta, ale to nie była dobra decyzja, bo przegapiłam cudowne 9-2 moich Bawarczyków… Niech się więc Juventus boi, a Bayern niech w te kilka dni podtrzyma passę.
    Przepraszam, że tak nie na temat, ale jeśli chodzi o Premier League, to zdecydowanie wolę poczytać niż głos zabierać🙂
    Wesołej końcówki Świąt życzę!!

  2. 01/04/2013 o 15:26

    Dzisiaj za to Chelsea odkupiła się po części meczem z Manchesterem United w ramach rozgrywek pucharu Anglii. Mecz z Southamptonem to była jakaś pomyłka, spowodowana brakiem Maty i Hazarda w wyjściowej jedenastki. Prawda jest taka, że Chelsea bez tych dwóch pomocników po prostu sobie nie radzi.

  3. consigliere
    01/04/2013 o 20:09

    Dlaczego Fletcher jest jedynym sensownym napastnikiem w kadrze Sunderlandu? Czym on dysponuje czego nie ma Wickham? Poza znanym nazwiskiem oczywiście.

    Swoją drogą, chyba zbyt pochopne wnioski wyciągasz…Southampton z przodu miał piłkarzy przeciętnych za Adkinsa, ma i teraz, po prostu trafili oni pod skrzydła dobrego trenera. No chyba że Lambert i Rodgriguez są lepsi od np. Cisse i Sissoko?

  4. 02/04/2013 o 12:01

    Strzela gole, jest ograny, lepszy technicznie, lepiej wpasowany w system. Wickham to jak dotąd olbrzymia niewiadoma, niby talent, ale nigdzie nie sprawdzony. Brak Fletchera na razie wygląda na potężny cios.

    Lambert, Rodriguez, Lallana, Gaston Ramirez i Puncheon tworzą piątkę ofensywnych graczy, których nie ma nigdzie indziej w dolnej połówce tabeli. Sissoko jest od nich lepszy i sam się nim zachwycałem, ale cała wartość linii ofensywnej Newcastle wyceniam niżej niż tą z Southamptonu. Nie chodzi mi tylko o Chelsea, a wrażenia z całego sezonu.

    Statystycznie poza czołową siódemką ligi Święci strzelili najwięcej goli.

  5. consigliere
    02/04/2013 o 16:56

    Sissoko, Marveaux, Ben Arfa, Cisse, Cabaye. Trzech z nich występowało w reprezentacji Francji, z Soton wymieniłeś 4 Anglikow, żaden z nich nawet w kadrze nie zadebiutował. Ciekaw jest czy za Adkinsa tych samych piłkarzy ceniłeś równie wysoko.

    Wickham ile razy szansę dostawał tyle razy ją wykorzystywał. Jeżeli jest między techniką jednego i drugiego jakaś różnica, to doprawdy minimalna. Strata Fletchera wygląda na potężny cios? A z nim w składzie Sunderland grał choć trochę lepiej? Czy mecze z Tottenhamem, Arsenalem nie wyglądały identycznie jak to z MU? Rola Fletchera sprowadza się do dokładania nogi, rzekomo wpasowany w system Szkot wywiązując się właściwie ze swojej roli robiłby mniej więcej tyle szumu ile robi Andy Carroll w WHU. Wickham do tej roli nadawałby się bardziej bo lepiej trzyma piłkę dla zespołu, o niego jest łatwiej oprzeć grę.

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: