Sezon zmian

Świat w ciągłym ruchu, nieustanne zmiany. Taka refleksja naszła mnie po niedzieli jakiej w tym sezonie ligowym już nie przewiduję. Niezwykłe tempo przemiany losów sprzyja dzień pisania tego posta – otóż jego autorowi 22 kwietnia przekręca się licznik w kategorii „wiek”:)

O dziwo Suarez trafia na koniec wpisu…

Choć trudno sobie to wyobrazić, nie chcę zaczynać od meczu Liverpool-Chelsea, który lepiej od tej pory nazywać „Luis Suarez Show Live”. Dużo większą przyjemność z patrzenia na angielskie kopanki czerpałem z White Hart Lane. W poprzednim wpisie zastanawiałem się, czy do końca maja będzie na co spoglądać w Premier League. Wyniki ostatniej kolejki czynią wyścig o Ligę Mistrzów jeszcze smaczniejszym (bo porażka Wigan przy wygranych Stoke, Sunderlandu i Norwich raczej rozstrzyga trójkę spadkowiczów).

Rok temu zachwycałem się zmianą Roberto Manciniego, którą bez większego ryzyka można wycenić na słynne mistrzostwo Anglii. Chodzi o pamiętne przesunięcie Yaya Toure na ofensywnego pomocnika w Newcastle. Teraz solidny kandydat na roszadę roku dział się na oczach Manciniego. Andre Villas-Boas zaczął w 61. minucie coś, co powinno wepchnąć jego Tottenham w objęcia czołowej czwórki. Koguty z największą liczbą kwietniowych porażek w dziejach Premier League pozbierały się w sposób spektakularny. Niczym Liverpool w finale Ligi Mistrzów 2005 roku: 7 minut (tam sześć) do strzelenia trzech bramek.

Przed dotknięciami AVB, Spurs grali obrzydliwie. Przewidywalnie do bólu, bez żadnej jakości na skrzydłach, z nieobecnym w polu karnym Emmanuelem Adebayorem. Jestem gorącym zwolennikiem udziału napastnika w rozegraniu. Tylko czasem wypada mu w odpowiedniej chwili wejść w strefę do strzału. Strasznie męczył się leczony w ekspresowym tempie Gareth Bale. Manchester City zasuwał po wicemistrzostwo kraju.

Villas-Boas dokonał trzech zmian. Jermain Defoe strzelił gola, a Tom Huddlestone z Lewisem Holtbym asystowali. Ruchy idealne. Tu mogłoby pojawić się pytanie: dlaczego nie wpuścił ich do gry od samego początku? Otóż, poza Holtbym, nie byłoby to do końca korzystne.

Defoe wraca do zdrowia i nie ma siły na ganianie w pełni meczu. Dlatego tak dewastujące były jego ruchy za linię obrony (nieobecne przy Adebayorze). Na pełnej energii atakował podmęczonych rywali. Gdyby biegał z nimi od pierwszego gwizdka, sam nie byłby w stanie wykonać takich cudów.

Huddlestone? Scott Parker jawi się jako lepsze zabezpieczenie dla tylnej linii, choć brakuje mu długich podań młodszego Anglika. Huddlestone sprawdził się dlatego, że AVB przeszedł do ustawienia 4-3-3 i dał mu rolę cofniętego rozgrywającego. Tym samym stworzył mu gniazdko z warunkami dopasowanymi pod największy atut. Jednak taka gra od początku postawiłaby balans między obroną i pomocą na cieniuteńkiej linii błędu.

Tytułowa zmiana dotknęła też Bale’a, przesuniętego w drugiej połowie na prawe skrzydło. Jego miejsce na środku zajął Clint Dempsey – naturalny kandydat do miana fałszywego napastnika. Skutek manewru obrazują powtórki z gola na 1:1. Swoją drogą, cóż za precyzja podania zewnętrzną częścią buta Walijczyka!

Tak jak w pierwszym szlagierze niedzieli patrzyłem na boiskowe przesunięcia, tak w drugim pracowały głównie uszy. Za sprawę bezprecedensową można uznać pierwszy w sezonie prawdziwy mecz u siebie dla Rafaela Beniteza. Przed niedzielą na Anfield nikt nie śpiewał mu „Rafa, Rafael, Rafa, Rafael, Rafa, Rafael – Rafael Benitez„. Pieśń wyryczało dopiero liverpoolskie The Kop, a Hiszpan zrewanżował się przyjaznym gestem. Ponoć futbol to biznes dla najemników, ale niektóre rzeczy zostają ponad podziałami. Liverpool hołdujący obecnemu trenerowi Chelsea – taki respekt wycenia się tylko na Puchar Europy.

Swoją drogą niegrający o nic Liverpool dał swoim kibicom szansę na powrót sentymentalny. Miasto Beatlesów ogarnął z powrotem duch sezonów 2004-06. Z racji bliskości emocjonalnej z The Reds śledziłem i pamiętam doskonale przejawy procesu, który w tamtym czasie ogarnął czerwoną część miasta. Nazywano to „Rafalucją”, czyli uczynieniem Liverpoolu bardziej hiszpańskim na modłę nowego trenera. Wiązało się to też z transferami tak świetnych Xabiego Alonso, Pepe Reiny i Luisa Garcii (i paru mniej wybitnych jak Antonio Nunez).„Rafalucja” z okazji powrotu Beniteza wyraziła się w przyśpiewkach takich jak ta: (szacunek jednak za pamiętanie o obecnych czasach i głośny ryk „Jest tylko jeden Brendan Rodgers„)

Gdy już się nasłuchałem i nawspominałem, zaczął się wspomniany „Luis Suarez Show Live”. Mocno wytłumiony aż do wprowadzenia od 46. minuty Daniela Sturridge’a. Kolejna zmiana w weekend, która stała się kluczowa. Tylko w tym wypadku trudno zrozumieć wahania Rodgersa, bo DS15 pasowałby mu od pierwszej chwili. Jak wcześniej pozwalał Suarezowi na manewry dalej od bramki i robił mu miejsce skupianiem uwagi wśród obrońców.

Liverpool w tym sezonie nie zasłużył sobie na nic wielkiego. Ale akcje jak ta z 52. minuty nie są pierwszyzną i pokazują potencjał kreatywny w ich szeregach. Cztery kontakty z piłką od własnej bramki, wszystko na raz, przy idealnym wyczuciu czasu i siły podania. Perfekcja

„Luis Suarez Show Live” nabrał tempa słynnym już kęsem, o którym pewnie przeczytaliście już gdzie indziej lub na moim facebookowym profilu. Tematu nie rozwijam, bo wątek stomatologiczny mnie przeraża. Zaznaczę tylko, że Suarezowi jestem dłużny sporo. Jutro zaplanowałem premierę odcinka vloga o piłkarskiej stronie Urugwaju, gdzie pada zdanie „Suarez to także człowiek-kontrowersja”. Opis do odcinka i jego reklama napisały się same. Zarówno ugryzieniem Ivanovicia, jak i golem na 2:2 w 97. minucie. Taki to już geniusz i głupiec pod jedną kopułą…

PS. Dziś Chelsea postanowiła świętować moje urodziny, bo skupiła innych jubilatów z 22 kwietnia: Johna Obi Mikela i Davida Luiza. Życzenia przyjmuje też m.in. Kaka. Z tej okazji dziękuję wszystkim za odwiedzanie mojego miejsca w sieci i życzę sobie rozrostu fanów tak wiernych i mądrze prawiących o futbolu, jakich można wyczytać w komentarzach.

  1. Feroz
    22/04/2013 o 15:04

    Wszystkiego Najlepszego!😀 + Bale zagrał zewnętrzną częścią buta, a tak poza tym to super napisane.😉

  2. Artur K.
    22/04/2013 o 15:17

    Wszystkiego najlepszego, maluteńka uwaga – podanie Bale’a było wykonane ZEWNĘTRZNĄ częścią stopy, a poza tym jak zwykle ciekawie.😉 Pozdrawiam

  3. 22/04/2013 o 15:26

    Podwójne dzięki – poprawiłem, bo myślałem o zewnętrznej części

  4. M.
    22/04/2013 o 15:42

    Najlepszego Andrzeju! Drugiego miejsca dla The Reds w przyszłym sezonie, pierwszego z wiadomych względów szczerze życzyć nie mogę😉
    Bardzo ciekawi mnie Tottenham. Spurs mają w ofensywie duuuży potencjał. Niebagatelne znaczenie dla ich przyszłości będzie miała decyzja Bale’a. Po takim sezonie, propozycje wydają się pewne. AVB powinien pomyśleć nad napastnikiem, bo Adebayor to powoli melodia przeszłości, a Defoe jest kruchy fizycznie. Poza nimi właściwie pustka. Aż prosi się o jakiś nabytek w tej formacji.

    • 22/04/2013 o 19:53

      Gonia za Leandro Damiao juz drugie okno transferowe. Bale wg mnie na 95% po sezonie ucieka z Kogutow.

  5. Reggi
    22/04/2013 o 22:07

    Najserdeczniejsze życzenia! Ja dzisiaj też w szampańskim nastroju. Właśnie zaczyna się druga połowa MU-AV i piękne 3-0, a dodatkowo Van Persi prawdopodobnie królem strzelców (jeżeli Suarez dostanie zawieszenie do końca sezonu), choć to pewnie Ciebie nie cieszy aż tak bardzo🙂

    p.s. Słyszałem dzisiaj ciekawą informację. Tegoroczne Mistrzostwo Anglii będzie 13 mistrzostwem Giggsa. Tyle samo posiada… Arsenal!

  1. 23/04/2013 o 09:42

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: