Strona główna > Premier League > Kolejka niczego specjalnego

Kolejka niczego specjalnego

Pewnie już zauważyliście, że w swoich podsumowaniach całej kolejki lubię poszukiwać wspólnego mianownika dla wielu ważnych meczów Premier League. Tydzień temu była to wszechobecna miłość. Dziś, niestety, słowa-klucze to „nic specjalnego”.

Bezbłędny Vidić rozjaśnił nudy z Old Trafford

Szkoda, bo tak zupełnie się nie zapowiadało. Po pierwszej, umiarkowanej w starcia wagi ciężkiej serii, przyszedł czas na inaugurację pojedynków klasy superciężkiej (między triem Manchester United, Manchester City i Chelsea). Odłożyłem przez to blogowanie do wtorku. Ba, nawet BBC przesunęło swoje Match of the Day 2 z niedzieli na poniedziałek, aby przeanalizować szlagier z Old Trafford. Olbrzymie oczekiwania i plany. A starcie United z Chelsea zasługiwało na ostatnie miejsce w programie – pięć minut skrótu z minutą analizy.

Relacja z tego meczu kolejki, typowanego na jeden z meczów sezonu, można skrócić do zdania: „mało szans z jedną kontrowersyjną sytuacją”. Dużo ciekawsza była cała otoczka wokół Wayne’a Rooneya. David Moyes wystawiając go do pierwszego składu, nie do końca przygotowanego fizycznie, dał sygnał, że jest dla niego przyszłość na Old Trafford. Tak samo z reakcją kibiców, którzy Rooneyowi zgotowali olbrzymią owację przy wyczytywaniu składów. Sam Anglik zostawił płuca w okolicach linii bocznej na połowie Chelsea, gdy gonił za atakującym rywali i wślizgiem wyłuskał mu piłkę spod nóg. Z tej perspektywy ognia do oliwy dolewa dodatkowo deklaracja Jose Mourinho, który Rooneyowi przez telewizyjny wywiad powiedział: „zdeklaruj się chłopie. Albo zostajesz, albo chcesz odejść. Decyzja należy do ciebie”. Jest nawet ultimatum stawiane przez Chelsea. Czy Rooney się skusi? Czy zadowoli go mocna pozycja w składzie, ale jednak jako drugie skrzypce za Robinem van Persie? Czy zbyt pociągające nie będzie miejsce na szpicy ataku – jedynej pozycji w ofensywie, gdzie Mourinho wydaje się nie mieć swojego faworyta? Wczoraj postawił na skład bez nominalnego napastnika. To wotum nieufności dla Fernando Torresa, a szczególnie Demby Ba, pozostawionemu poza kadrą meczową.

Gdyby jednak na siłę szukać w Old Traffordzkich nudach jasnych elementów, dla mnie było to sentymentalne przenosiny w okolice roku 2008. Wtedy, gdy para Nemanja Vidić i Rio Ferdinand uchodziła bez wątpienia za najlepszy duet obrońców na globie, a ich rywal John Terry stanowił wzór odpowiedzialnego oraz bezbłędnego lidera. Tej trójce weteranów, przy indolencji atakujących pod bramką, wychodziło wszystko w stopniu perfekcyjnym. Dowód statystyczny?

Terry: 1 przechwyt, 11 wybić piłki (wszystkie celne)

Ferdinand: 2 odbiory, 2 przechwyty, 10 wybić piłki (wszystkie celne)

Vidić (piłkarz meczu): 3 odbiory, 3 przechwyty, 13 wybić piłki (wszystkie celne)

Szukając dalej pozytywnych elementów w bezbarwnym weekendzie z Premier League trzeba zahaczyć o szaloną drugą połówkę w Cardiff. Tamtejsze City utarło nosa krytykom krycia strefowego na rzecz obrony indywidualnej. Dwa gole po rzutach rożne decydujące o sensacyjnym zwycięstwie beniaminka Frazier Campbell (ex Man United) strzelił głową właśnie po indywidualnych wpadkach kryjących z Manchesteru City.

W Cardiff szczerze rozbawił mnie także paradoksalny obrazek z trybun. Klub noszący czerwone koszulki u siebie w domu, z herbem otoczonym tym samym kolorem, na trybunach jest wspierany przez fanów w niebieskich trykotach. Dlaczego? Odpowiedź znajdziecie w moim wpisie witającym Cardiff w Premier League.

Jako kibicowi Liverpoolu, prawdziwie rozkoszującemu się początkiem sezonu (tak innego od degrengolady poprzednich rozgrywek), coraz więcej miejsca w sercu poświęcam także Simonowi Mignoletowi, którego sprężynki w nogach pozwalają na parady wygrywające Liverpoolowi mecze. The Reds od wielu lat mieli problemy z dowożeniem korzystnych wyników, dlatego 2x 1:0 to sytuacja, której nie pamiętają najstarsi górale. Teraz niedzielny mecz na Anfield z Manchesterem United przestaje być szlagierem wyłącznie ze względu na historyczne trofea. Walka idzie o czołowe lokaty ligi. Choć trudno było się tego spodziewać, u siebie Liverpool wydaje się być faworytem hitowej potyczki z Czerwonymi Diabłami.

Do tego dochodzi jeszcze pierwsza odsłona derbów północnego Londynu, gdzie mocno faworyzuję Tottenham. Ich okno transferowe zakrawa mi na mistrzostwo marketingu. Jak kosztem jednego wybitnego piłkarza, który i tak chciałby odejść na zieleńszą trawę w Hiszpanii, skompletować kilka wielkich wzmocnień. Ruchy Kogutów wspieranych dyrektorem do spraw futbolu, który odciąża menedżera w prowadzeniu negocjacji pozwala wskazywać, że to nowa metoda na skuteczne dobijanie targu na szalonym piłkarskim rynku. Tottenham będzie się bił o mistrza. Biorę za to pełną odpowiedzialność.

  1. sebastianf
    28/08/2013 o 10:26

    Panie Andrzeju…
    Tottenham nie będzie się bił o mistrza… biorę za to pełną odpowiedzialność.
    Oczywiście, że przemawia przeze mnie fakt, że bez mała 20 lat jestem kibicem Arsenalu, ale są również i inne powody. Oczywiście mówię o chwili obecnej… bo odrobinę więcej będzie można powiedzieć 02.09.
    Na wstępie… zgodzę się, że zrzucenie odpowiedzialności za prowadzenie negocjacji na Levy-go i dyrektora sportowego to ruch dobry. Wydaje się, że to coś czego brakuje w obozie Arsenalu, choć jak mówią plotki na ostatni tydzień okienka kanonierzy ściągneli negocjatora, który może coś… pomoże. Mam nadzieję, że to taki Marti Kaan z serialu „Kłamstwa na sprzedaż”.😀
    Na chwilę obecną Tottenham nie przekonuje, a to co wygrywa to trochę dar od losu. Oczywiście rozumiem, że rzuty karne to część futbolu, ale od kandydata na mistrza PL powinno się wymagać więcej. Po za tym… widać, że kogutom mimo wszystko brakuje kreatywności i zmiany tempa gry. W mojej opinii szeroko rozumiana linia pomocy jest zbyt defensywna i nawet przerzuty Capoue tutaj nie pomogą. Ciężko cokolwiek powiedzieć o napastniku Tottenhamu bo strzela jedynie z karnych. Nie zgodzę się z Panem Okońskim, że mecz ze Swansea to był pokaz klasy Tottenhamu. Ja tam raczej widziałem chaos i brak pomysłu na grę do przodu.
    Mówiąc szczerze… nawet niedzielny mecz z Arsenalem niczego nie wyjaśni. Jest zbyt wcześniej a sam Pan wie (ostrzegałem już rok temu) jak wygląda Tottenham na późniejszym etapie rozgrywek. Na domiar złego widać wyraźnie, że brak Bale to potężne osłabienie zespołu z WHL… niestety, ale nie będzie im miał kto wygrywać meczy w ostatnich minutach. I nie widzę, by kogoś kto miałby tę rolę w zespole przejąć. Ilość przeprowadzonych transferów sugeruje również, że część sezonu będzie musiała zostać przeznaczona na zgranie zespołu i zrozumienie przez jego członków na czym polega PL.
    Nawet bez wzmocnień Arsenal prezentuje futbol lepszy, ciekawszy i mądrzejszy… a wpadka z AV (sędzia poszedł po bandzie… zresztą został zawieszony). Mam nadzieję, że jeśli dojdzie do transferów na Emirates będą one zalążkiem do jakiegokolwiek sukcesu.
    Mówiąc przekornie… gdybym dzisiaj miał typować mistrza z wymienionej przez Pana trójki… byłby to Liverpool, a nie Tottenham.😀

  2. 28/08/2013 o 18:56

    właśnie obejrzałem powtórkę ManUtd-Chelsea. W poniedziałek byłem zbyt zmęczony i odpadłem zaraz po pierwszym gwizdku. Specjalnie odciąłem się do dzisiaj od wiadomosci sportowych aby nie znać wyniku… i po raz pierwszy tak mocno tego pożałowałem. Jak stwierdził Andrzej Twarowski – mecz dla koneserów futbolu (nie bez przekory). Cóż, mi do takiego koneserstwa sporo jeszcze brakuje…🙂

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: