Strona główna > Premier League > Odkurzona sztuka wygrywania

Odkurzona sztuka wygrywania

100 lat temu zdarzył się cud narodzin, który wywrócił historię Liverpoolu do góry nogami. Z klubu w kryzysie stali się elitą angielskiej i europejskiej piłki. Praca u podstaw Billa Shankly’ego, jego marzenie o zwycięstwie nie umarło z nim w 1981 roku. Dziś The Reds są najbliżej od lat, aby znowu żyć zgodnie z zasadami Shankly’a.

MU

Definiujące momenty sezonu dla Man United? (fot: WhoScored.com)

Urodzony dokładnie 100 lat temu Szkot zostawił na Anfield komplety koszulek i spodenek w czerwonych kolorach oraz maksymę „wygrany bierze wszystko, drugi jest nikim”. Jakby nie patrzeć, jeszcze w zenicie nowego sezonu, Liverpool jest na pierwszym miejscu tabeli z kompletem wygranych i dorobkiem trzech czystych kont.

Obserwator wczorajszych „derbów Anglii” na Anfield między dwoma najbardziej utytułowanymi klubami w dziejach musi przyznać rację pomeczowej uwadze Brendana Rodgersa. Według menedżera The Reds, jego zespół nie przeważał technicznie nad rywalem, ale wreszcie wydobywa z siebie mentalność zwycięzcy. Dokładna odwrotność zeszłego roku, gdzie dominacja na boisku za często wyrażała się jednym lub zerem punktów. Takie nastawienie to sól, definicja sukcesu w piłce nożnej. Nikt nie przechodzi przez rozgrywki z kompletem 38 genialnych spotkań. Najlepsza drużyna dwóch ostatnich dekad, Manchester United, swoim kredo zrobiła wygrywanie meczów, w których ich dominacja pozostawała pod znakiem zapytania. Efektem 13 mistrzowskich tytułów w erze sir Alexa Fergusona. W niedzielę wystarczył jeden sprytny ruch świętującego urodziny Daniela Sturridge’a (który po meczu przyznał, że z powodu małej kontuzji bał się nawet mocno strzelać!)

Liverpool długimi chwilami drżał w posadach. Szczególnie przy cięto kręconych dośrodkowaniach. Indywidualne mikrowpadki defensywy nie były tym razem karane, jak niechybnie działoby się rok lub dwa temu. To Robin van Persie za późno dołożył nogę. To do bomby Ashleya Younga przykleił się Glen Johnson.

Manchester United zaznaczył już kolejny raz, że transformacja w dzieło Davida Moyesa nie przebiega tak płynnie, jak powinna. Wołająca od lat wyrwa w środku pomocy łatana jest w momencie pisania tych słów panicznymi (zapewne także przepłaconymi) transferami na ostatnią chwilę. Czerwone Diabły zbyt często pękały pod naporem agresywnie nacierających Liverpoolczyków. Przez to mimo optycznej przewagi, zabrakło akcji wyciągającej z widza gromkie „ach”, a przynajmniej donośne „ooo”.

The Reds na początku rozgrywek pokazują odporność psychiczną i umiejętność czułego dbania o wynik. To realizacja wpajanego w latach 70-tych i 80-tych ducha Liverpoolu szlifowanego przez Shankly’a i Boba Paisley’a. United bardzo brakowało tego odwołania się do własnego dziedzictwa (czyt. myśli fergusonowskiej). Powoli przestaje z truchlejącym lękiem patrzeć na doliczone minuty gry w meczach Manchesteru. United byli bliżsi stracenia kolejnego gola, niż dogonienia wyniku. Nawet Tottenham był wczoraj znacznie bardziej przekonywujący w gonieniu wyniku 0:1 niż niezmordowane przez lata w tej sztuce Czerwone Diabły.

Niedzielną porażką Manchester United sam wepchnął się na bardzo niewygodne siedzenie – karnego jeża za przeciętny początek sezonu. Cztery punkty z dziewięciu możliwych to chyba poniżej zakładanego minimum, nawet zważywszy na piekielnie trudny terminarz. Przejrzałem kalendarz MU, które po przerwie reprezentacyjnej do końca września zaliczy maraton spotkań w Manchesterze: dwa ligowe starcia u siebie (potencjalnie łatwe, na komplet punktów), wyjazdowe derby z City (kolejne zero?), przeplatane pucharowymi wyzwaniami z Liverpoolem (P. Ligi) i Leverkusen (Liga Mistrzów). To nie moment na złapanie oddechu, ale czas wyzwań. Bez przynajmniej siedmiu punktów w Premier League sprawa miejsca MU w tabeli mocno się skomplikuje. Bowiem później aż do początku grudnia (!) czekają ich praktycznie same wyjazdy i pojedyncze spotkanie na Old Trafford z… Arsenalem. Fatalnie ułożony kalendarz już na starcie sezonu pozwoli oszacować na ile w tym roku stać ekipę Moyesa.

W niedzielę oglądałem także bój Arsenalu z Tottenhamem. Jednak z niego wyciągam dużo ostrożniejsze wnioski.  Obie drużyny będą zupełnie inne już pojutrze, gdy do ich składów wpasują się ludzie zdolni zawrócić bieg Tamizy na północy Londynu. Kupno Mesuta Ozila przez Kanonierów, choć piekielnie spóźnione (zawdzięczane… Tottenhamowi. Real przecież musiał zrobić jakieś miejsce dla Bale, więc padło na Niemca), będzie jednym z transferów sezonu. Ozil wydaje się spóźnionym o sześć lat właściwym dodatkiem w składzie, które rekompensuje utratę Thierry’ego Henry lub Cesca Fabregasa.

Inny będzie też Tottenham. Koguty przegrały derby, ale dopiero są na etapie doklejania nowych elementów wystroju (imponującego trzeba przyznać po wyprowadzce Bale’a). W niedzielę brakowało mi kreatywnego środka pola? W przyszłej kolejce z powodzeniem lukę może wypełnić Erik Lamela lub, jeszcze bardziej, Christian Eriksen. Szerokość składu Tottenhamu sprawia, że nawet po prestiżowej porażce nie tracę ekscytacji wokół tego projektu w Londynie.

Słówko należy się jednak Santiemu Cazorli, którego taktycznej wolności (plus dla Arsene Wengera) Kanonierzy zawdzięczają swobodę rozgrywania piłki w pierwszej połowie. On stanowił ten dodatkowy pierwiastek, pozwalający na wygranie bitwy o środek pola. Z Ozilem i Cazorlą o koronie strzeleckiej może myśleć Olivier Giroud. 

  1. M.
    02/09/2013 o 18:59

    W pełni zasłużone zwycięstwo The Reds. Nie mogłem uwierzyć w słowa Moyesa, który twierdził, że jest zadowolony z postawy zespołu. Ok – druga połowa była niezła. Co najwyżej niezła. Ale kreatywność United w środkowej części boiska jest żadna. Wszystko co dobre w przodzie, zaczyna się (i to nie tak często jakbym sobie tego życzył) w bocznych sektorach. To jest czytelne i kolejni przeciwnicy będą na to przygotowani.
    Co do transferów – cenię Fellainiego. To gracz ograny w EPL, z oczywistymi zaletami przy stałych fragmentach gry. Nie jest to jednak człowiek, który zmieni obraz gry w United, nawet jeżeli zostanie ostatecznie zakupiony. Nie podejmuje się póki co komentować ewentualnego przyjścia Herrery, ale ponad 30 mln Euro za tego zawodnika, wydaje mi się sumą wygórowaną, jeżeli spojrzeć przykładowo na to, za ile zakupiony został Eriksen, czy za ile do wyciągnięcia był/jest Sneijder.
    Spotkanie z Liverpoolem moim zdaniem pokazało, że: trzeba zrezygnować z Cleva i Younga jako zawodników pierwszego składu. Jeżeli zaakceptują rolę zmienników, ok. Jeżeli nie – bez żalu pożegnać. Z bólem serca to piszę, ale czas najwyższy by Giggsy również przestał rozmieniać się na drobne. Uwielbiam faceta za całokształt i zdaję sobie sprawę, że to i tak prawdopodobnie jego ostatni sezon, ale chyba byłoby dobrze dla wszystkich, gdyby zakończył się on już teraz. Przynajmniej w tej czynnej postaci.

    • 02/09/2013 o 20:34

      Moyes wyraźnie stawia na Giggsa z początku sezonu, ale chyba Ryan po tym sezonie już podziękuje za grę. Nie wiem jak znosi obecność nowego szefa, nie tego, który go wychował na własnej piersi, ale obawiam się o jego zapał w trzymaniu formy na tak wysokim poziomie.

      Cleverley od zeszłego sezonu nie jest dla mnie piłkarzem na klasę MU, tym bardziej w 2-osobowej linii pomocy.

      Fellaini – bardzo fajnie, świetny zawodnik. Ale na kreatywność podań nie ma co liczyć. No chyba, że Moyes zdecydowanie obierze kierunek na siłową grę – wtedy Fella wpasuje mu się idealnie.

      Herrera – nie znam człowieka. 36 mln euro to kupa pieniędzy jak na piłkarza o tak ograniczonym rozgłosie (nie śledzę tak hiszpańskiej La Liga – może jest nowym Bogiem).

      Już bardziej cieszy mnie Sakho:)

  2. M.
    02/09/2013 o 21:32

    Sakho jest rzeźnikiem, a to znaczy, że pewnie świetnie przyjmie się w EPL😉
    Kawał chłopa, trudno go przepchnąć, ale zwrotność nie jest jego najmocniejszą stroną. Kwota jak za niego też nie mała.

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: