Strona główna > Premier League > Królestwo Vincenta I Wspaniałego

Królestwo Vincenta I Wspaniałego

Leżącego się nie kopie. Więc z mojej strony tylko słowna reprymenda. Manchester City zrobił pobojowisko z lokalnego rywala. Swoją wielką formą zabił znaczną część meczu zapowiadającego się na jeden z klasyków sezonu.

Taki wykres mówi wiele…

Od 51 minuty i stanu 4:0 dla The Citizens nie było już wielu powodów do oglądania derbów Manchesteru. To co się działo później nie miało większego znaczenia (holowanie wyniku w oczywisty sposób oznaczało większe zaangażowanie w ataku gości). United miało faktycznie start sezonu rodem z piekła, ale znów widać tam oznaki sporej słabości w starciach z klasowymi rywalami. Od kiedy nałogowo śledzę zmagania Premier League nie pamiętam takiego rozstrzelania graczy z Old Trafford (którzy graliby w pełnym, jedenastoosobowym składzie) jak w niedzielne popołudnie. Spychanie całego zespołu gości na przedmurza ich własnej bramki. Notoryczne odbieranie piłek na połowie rywali przez City. Wreszcie artyleryjski ostrzał gospodarzy. Słabość United w pierwszej połowie symbolizowała rubryka strzały, wyrażona bilansem 13:1. Zobaczcie dodatkowo na wykres jak celny był ten strzał Czerwonych Diabłów w wykonaniu Antonio Valencii. Prawdziwym błogosławieństwem przyjezdnych było dotrwanie do przerwy z wynikiem zaledwie 0:2.

Dwa ciosy później już na starcie drugiej połowy dopełniły dzieła. Najlepszym symbolem dominacji The Citizens była postać Vincenta I Wspaniałego (rodowe nazwisko Kompany), który takimi występami każe wliczać się do kategorii najlepszych obrońców wszechświata. Vincent I Wspaniały potrafił raz za razem ośmieszać i przepychać najefektowniejszego i najbardziej walecznego z poległych rywali, Wayne’a Rooneya. Ustawiał się wybitnie, zdążył wszędzie tam, gdzie pragnął dobiec. Wymierzone w sam punkt. Vincent I Wspaniały był doprawdy złotą gwiazdą w błękitnej koszulce.

Jednak nawet król Vincent nie zajechałby daleko bez wiernej świty. Najlepszy z giermków, Yaya Toure,  rozstawiał szyki w środku pola. Na wezwanie jego oraz dzielnego pomocnika Fernandinho dyktowane były warunki gry w centralnej strefie bitwy o Manchester. Fizyczna dominacja duetu City nie dziwiła w przypadku Michaela Carricka. Jednak Marouane Fellaini to chłop jak dąb, który wcześniej sam wyczyniał podobne cuda z przeciwnikami. Teraz Fellaini był wiecznie spóźniony, dziecinnie łatwo mijany musiał wziąć srogą lekcję od znakomitego Toure. Środek boiska okazał się kluczowy, bo właśnie tam zrobiły się największe luzy w starciu drużyn, którym w przypisywaniu formacji najbliżej było do ustawień 4-4-2. Dwóch na dwóch o największy plac boiska i kompletna dominacja City.

Zabaleta zmierza w stronę bramki rywala

Gdy już Błękitni zdobyli kluczową strefę, nie byli w pełni syci. Postanowili dodatkowo zawładnąć oboma flankami. Jak to często bywa we współczesnej piłce, najbardziej przyjazne w realizacji tego założenia było wypchnięcie do boju obu bocznych obrońców. Alexandar Kolarov za oskrzydlanie Samira Nasriego, cięte dośrodkowania zgarnia tytuł Asystenta Meczu. Jego swoboda dziwiła o tyle, że pilnujący go Valencia to skrzydłowy znany przede wszystkim z rzetelnego wypełniania obowiązków defensywnych, ba, czasem zastępującego prawego obrońcę. Jednak tu się spóźnił, tam odpuścił – skończyło się dramatem.

Pablo Zabaleta to przypadek mniej spektakularny, bo nie określony żadnymi wymiernymi asystami lub bramkami. Jednak popełni ciężki grzech, kto przejdzie obojętnie wobec kolejnego popisu Argentyńczyka. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że ten PRAWY obrońca zasuwa przez całe boisko, by za kilka chwil znaleźć się w roli LEWEGO skrzydłowego pod bramką rywali? Zabaleta goszczący w polu karnym, szukający samodzielnego zamknięcia akcji to już nic spektakularnego. Czyste szaleństwo, bo bardzo się naraża na kontry, ale jak dotąd jest w stanie bez problemu czerpać wymierne zyski z poniesionego ryzyka.

Tak jak wyjątkowa była pierwsza połowa City (z drobnym kawałkiem), tak genialne drugie 45 minut zagrał Everton – jedyny wciąż niepokonany zespół Premier League. The Toffees poszaleli na śmieciach West Ham United. Po zmianie stron, przy pechowym 0:1, rzucili się do gardeł rywalom z Londynu. Trudno nie połączyć tego odrodzenia z wprowadzonym z ławki Romelu Lukaku. Wystarczy zajrzeć w obszerniejszy skrót meczu, aby dostrzec jeden wciąż powtarzający się obrazek – Lukaku z obrońcą na plecach, wprowadzający do gry kolejnych partnerów z nowej drużyny. Debiut ukoronował zwycięską główką, o której celności dowiedział się dopiero od klubowego lekarza, cucącego go po zderzeniu z przeciwnikiem. Mówią, że Chelsea wypożyczyła Evertonowi swojego najlepszego napastnika, „baby Drogbę”. Trudno nie dostrzegać sensu tej opinii. Historią lepszą od debiutu marzeń belgijskiego giganta była tylko opowieść Leightona Bainesa, autora dwóch goli z rzutów wolnych, który przed meczem zapowiedział dublet koledze Leonowi Osmanowi. Ten śmiał go usunąć ze swojej drużyny Fantasy Football, bo robił za mało punktów. Nigdy nie zadzieraj z Bainesem…

  1. 23/09/2013 o 18:58

    Takiego pogromu w derbach Manchesteru chyba nikt się nie spodziewał. Trzeba rozpatrywać to w kategorii pogromu, absolutnej dominacji i zgniecenia United, bo tak przecież wyglądał mecz, a taki rarytas da przeciwników United nie zdarza się przecież co tydzień.
    Spóźnianie się Fellainiego w głównej mierze spowodowane brakiem zapoznania się z nowymi partnerami – w końcu inny ruch robi chociażby Mcarthy, a inny Valencia, więc Belg wydaję mi się, jest po prostu zagubiony i nie przystosował się do nowych zawodników. Dlatego psów na nim nie wolno wieszać, na Moyesie zresztą też, skoro w środku pola City fizycznie odstawiło na dwie długości United, to co byłoby gdyby wyszedł tam kruchy Cleverley?
    Ciekawe, czy Kompany ma jakieś korzenie polskie… Byłby IDEALNYM lekarstwem na brak środkowych (klasowych) obrońców naszej reprezentacji🙂
    P.S Na moim piłkarskim blogu znajduje się też wpis na temat innego meczu 5. kolejki Premier League, Liverpol-Southampton – postarałem się prześwietlić lekko Świętych i zastanowić się, jak rysuje się ich przyszłość? http://kacperpowrozek.pl/southampton-sprawia-niespodzianke-w-5-kolejce-premier-league/

  2. M.
    24/09/2013 o 08:12

    W każdym sektorze boiska, w każdym aspekcie piłkarskich umiejętności City zaprezentowało się lepiej. Deklasacja.

    Bez zbędnego rozpisywania się: moim zdaniem zasadniczym problemem jest to, co podkreślam już od dłuższego czasu – kreatywność i wymienność pozycji w drugiej linii.
    To jest sektor boiska, w którym dzieją się rzeczy decydujące o wyniku. I w tym sektorze United przegrywa obecnie nie tylko z City, ale obecnie również z Chelsea, Arsenalem, Tottenhamem.
    Nie zawsze zgadzam się z Savagem, ale tym razem bardzo dobrze rozpisał to spotkanie na bbc. Krótko i w punkt zarazem.

    Andrzeju, oglądałeś może nieco dłużej tego Barkleya? Masz co do niego wyrobione już jakieś zdanie? Bo ja bliżej go jeszcze nie widziałem, a jestem ciekawy.

  3. sanogo
    24/09/2013 o 15:04

    „nie pamiętam takiego rozstrzelania graczy z Old Trafford (którzy graliby w pełnym, jedenastoosobowym składzie) jak w niedzielne popołudnie”
    Po co to rozgraniczenie, by zasugerować, że Moyes to nie Ferguson i nigdy nie będzie Polakiem? Tak, MU przegrywając 2 lata temu 1:6 z MC grało w osłabieniu, ale to było całkowicie zasłużone, bo wynikło z błędu obrony MU.

    „To jest sektor boiska, w którym dzieją się rzeczy decydujące o wyniku. I w tym sektorze United przegrywa obecnie nie tylko z City, ale obecnie również z Chelsea, Arsenalem, Tottenhamem.”
    Jakoś Chelsea nie potrafiła tego udowodnić w bezpośrednim starciu tych drużyn. To jest sektor, w którym ludziom wydaje się, że jest najważniejszy.
    Na składy drużyn ciągle za bardzo patrzy się przez pryzmat stereotypów i wydanych pieniędzy na zawodników. Jestem pewien, że taki Cleverley byłby bardziej doceniany, gdyby kosztował te 15 milionów, a nie był wychowankiem.
    Nieważne jak padają gole dla przeciwników. Zremisowane i przegrane mecze MU to zawsze w opinii większości wina środka pola, co często jest bzdurą. MU przegrało też ze względu na słabe skrzydła (3 gole po dośrodkowaniach ze skrzydeł). Jak ten element się poprawi, to jojczenie na środek będzie mniejsze
    Teraz po tym jednym meczu zapanowała moda na skreślanie Diabłów i pisanie, że nie załapią sie do top 4, a City czeka świetlana przyszłość, bo ich trener podobno jest genialny, choć jego zespół zaliczył już wtopy z Cardiff i Stoke. Póki co, na wyjazdach dalej sobie radzi tak jak Mancini, którego potępia się w czambuł.
    To wszystko jest przedwczesne.

  4. M.
    24/09/2013 o 15:26

    @sanogo, czytaj całą wypowiedź, a nie wyrywaj z kontekstu. Przecież przed zacytowanym przez Ciebie akapitem pisałem o drugiej linii, co jak najbardziej obejmuje również skrzydła.

    Young jest żenujący niestety, a Valencia w spotkaniu z City masakrycznie zawalał w defensywie. Poza tym niezmiennie jest to zawodnik „jednej nogi”, co na takim poziomie jest nie do przyjęcia. Zagrani i atuty Ekwadorczyka są czytelne już dla wszystkich. Zero elementu zaskoczenia i z tego kierunku.

    Cała druga linia Czerwonych Diabłów jest obecnie dość statyczna i nie niesie ze sobą dostatecznego dla najlepszych elementu zagrożenia

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: