Strona główna > Premier League > To nie był czas gigantów – podsumowanie 11. kolejki Premier League

To nie był czas gigantów – podsumowanie 11. kolejki Premier League

Rzeź kolejnych faworytów. Wątpliwe karne w doliczonym czasie gry. Marny jakościowo hit kolejki. Thriller ekip środka tabeli. Rzadko w Premier League dzieje się tyle na przestrzeni dwóch dni. Dobry materiał do przetrawienia przed długą przerwą na reprezentacje.

Weekend był idealny dla Liverpoolu i Southamptonu oraz rzucający koło ratunkowe Manchesterowi United. Jeśli ktoś celnie obstawiał tę kolejkę Premier League u bukmachera, dziś chodzi bardzo uśmiechnięty, bo kursy na remis Chelsea u siebie lub porażkę Tottenhamu musiały być niebiańskie. Warto sobie to ułożyć w zgrabne kategorie.

Wydarzenie: rzuty karne dla Chelsea i Stoke.

Końcówka meczu to czas dużego napięcia. Trybuny gospodarzy zwykle wywierają olbrzymią presję na każdy gwizdek sędziego. Martin Atkinson dał się ponieść. Pytałem na Facebooku, czytałem opinie i zdania nie zmieniłem – karnego na Ramiresie nie było. Starcie bark w bark jest chlebem powszednim w piłce nożnej. O faulu nie może być mowy tym bardziej, gdy jeden z pojedynkujących się pada na ziemię jeszcze przed właściwym starciem. Ciekawi mnie jaka prywatna opinia krąży po głowie Jose Mourinho. „Upiekło nam się”? Bo ta oficjalna – „Karny był oczywisty. To sędzia nas skrzywdził nie gwiżdżąc wolnego przy ich drugim golu” – jest oczywistym mydleniem oczu. Tak rzutem na taśmę przetrwał niesamowity rekord Mourinho na Stamford Bridge, gdzie jeszcze nigdy nie przegrał ligowej potyczki.

Jeszcze mniej wątpliwości mam przy ocenie karnego dla Stoke w ostatnich sekundach starcia, wyjazdowego!, ze Swansea. Gdy trener obdarowanej ekipy mówi, że rywale mają powody do niezadowolenia, wszystko wydaje się jasne. Sędzia w gąszczu ciał dojrzał rękę, której ja zaobserwować nie zdołam choćby z 1001 powtórki. Przynajmniej było to królewskie ukoronowanie meczu kolejki, który na takowy wcale się nie zapowiadał. Od 0:2 Swansea doszła na 3:2 i cios prosto w serce dostała na sam koniec. Sędziemu udała się trudna sztuka zagotowania krwi w żyłach Michaela Laudrupa.

Bohater – Tim Krul (Newcastle, za wygranie Srokom meczu na White Hart Lane)

14 udanych parad – to nowy rekord ligi od momentu, gdy Opta zaczęła mierzyć podobną statystykę. Holender w bramce Newcastle rozgrzewał się z każdą udaną interwencją. A zaczął z dużym przytupem przy wybiciu główki Roberto Soldado. Najpiękniej wyglądało jednak zatrzymanie nogami Christiana Eriksena, który już praktycznie położył Krula i miał tylko pociągnąć za spust. Nie tym razem

Prezent – Jussi Jaaskelainen ratuje posadę Chrisa Hughtona

Po serii fatalnych wyników (np. 0:7 z Man City) Norwich w sobotę znów było na łopatkach. Przegrywali po pierwszej połowie, a West Ham bez napastnika zbliżał się do podwyższenia wyniku. Aż łatwego balona z rąk wypuścił Jaaskelainen (zwykle bardzo pewny). Potem Fin sfaulował rywala w polu karnym, Norwich wyrównało i… zaczęło się. Odwrót o 180 stopni, pierwsze zwycięstwo w pięciu kolejkach i wyjście poza strefę spadkową. Trener Hughton odsapnie po ostatnich koszmarach.

„Bardzo proszę koledzy, oto wasze koło ratunkowe”

Ruch taktyczny – elastyczność formacji Liverpoolu

Mecz u siebie z marnym Fulham? Po co więc męczyć się trójką w obronie. Tak oto Liverpool z 3-4-1-2 przeszedł do czegoś na miarę 4-4-2 z ultraofensywnym Glenem Johnsonem. Odkładając sentymenty na bok – to była gra, na którą chciało się patrzeć. Determinacja, rozmach w budowie akcji, szybkość przejścia do ataku. Wykorzystanie wszystkich sił ofensywy (Suarez, Sturridge, Coutinho, Henderson). Ale i tak najlepszy był w tym zestawie Steven Gerrard. Uzbierał hat-trick asyst, a jego kolejne podania z głębi pola rozrywały ustawienie Fulham. Liverpool nie zadowolił się szybkim prowadzeniem i skutecznie dobił rywala. Może rzeczywiście coś z nich będzie?

Pewniak – Sunderland – Manchester City 1:0

Listopad 2013 – Sunderland vs Manchester City 1:0, grudzień 2012 – Sunderland vs Manchester City 1:0, styczeń 2012 – Sunderland vs Manchester City 1:0, sierpień 2010 – Sunderland vs Manchester City 1:0. Wszystko jasne.

Gol – Adam Lallana

Gdy na stadion przyjeżdża selekcjoner reprezentacji Anglii, aby oglądać trzech powołanych przez siebie ludzi, drużyna musi mieć niezły potencjał. Southampton jest dobrym przykładem. Nieziemski start sezonu, najlepszy w historii klubu, przykuł uwagę Roya Hodgsona, który ze składu Świętych wziął Rickiego Lamberta, Jaya Rodrigueza i Adama Lallanę. Przyjemnie patrzeć na nić porozumienia między Lambertem i Lallaną – tak silną, że trzyma na ławce rekordowe transfery Southamptonu, Daniego Osvaldo i Gastona Ramireza. Gol Lallany był wisienką na torcie. Tę kontrolę nad piłką trzeba zobaczyć samemu.

Lallana niszczy Hull

Śmieciarz – Samuel Eto’o

Określenie może kontrowersyjne, ale użyte jako najwyższa pochwała. Dla Samuela Eto’o gra nie kończy się nigdy. Najpierw (nielegalnie co prawda) wyłuskał piłkę bramkarzowi Cardiff i tak sprezentował gola Edenowi Hazardowi. W tygodniu ośmieszył Timo Hildebranda z Schalke i dał się nastrzelić prosto do siatki. Teraz odbiorem piłki skierował ją do bramki West Bromwich. Zagap się na chwilę, a sprytny Samuel natychmiast cię skarci.

  1. Cinek
    11/11/2013 o 16:28

    Drobny błąd się wkradł – mecz Chelsea sędziował Andre Marriner😉

  2. 11/11/2013 o 21:19

    Duży szacunek za niewspomnienie o hicie kolejki, który jednak aż takim hitem się nie okazał. Jednak, jeśli ktoś miałby na temat tegoż meczu poczytać, to zapraszam do siebie🙂 – http://kacperpowrozek.pl/zabraklo-zdecydowania/

  1. No trackbacks yet.

Zostaw komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: