Archiwum

Posts Tagged ‘37 kolejka Premier League’

Jedenastka 37. kolejki Premier League, Toure najlepszy

Aż na cztery dni rozciągnęła się przedostatnia kolejka sezonu Premier League. Najważniejszym wydarzeniem 37. serii spotkań było zwycięstwo Manchesteru City w Newcastle, którego ojcem został Yaya Toure. Tym razem nie popisał się Wojciech Szczęsny z Arsenalu, który trafił do rubryki „Gafa kolejki”. 

Czy ten strzał da Manchesterowi City upragnione mistrzostwo?

Jedenastka 37. kolejki (1-4-4-2):
BR: Thomas Sorensen (1*, Stoke)
PO: Antolin Alcaraz (1, Wigan)
ŚO: Brede Hangeland (3, Fulham)
ŚO: Vincent Kompany (6, Manchester City)
LO: Patrice Evra (4, Manchester United)
PP: Ashley Young (4, Manchester United)
ŚP: Yaya Toure (5, Manchester City)
ŚP: Wes Hoolahan (2, Norwich)
LP: Martin Petrov (1, Bolton)
N: Robin van Persie (10, Arsenal)
N: Andy Carroll (2, Liverpool)
* razy w jedenastce kolejki

Gracz kolejki: Yaya Toure (Manchester City) – dwa techniczne strzały Iworyjczyka wystawiły ekipie The Citizens mistrzostwo kraju na złotym talerzu. Teraz wystarczy dopiąć formalności i pokonać fatalne na wyjazdach QPR. Toure zaczął trudny mecz z Newcastle z zadaniem ubezpieczania obrońców. Dopiero roszada taktyczna Roberto Manciniego przesunęła go za plecy napastnika. Poza dwoma golami, pomocnik wypracował kolegom cztery okazje strzeleckie i zaliczył cztery udane odbiory. Przydawał się więc pod obiema bramkami.

Mecz kolejki: Arsenal – Norwich 3:3 – jedyne sobotnie spotkanie miało być formalnością. Arsenal u siebie chciał zapewnić sobie miejsce na podium. Nie grające już o nic Noriwch sprawę widziało inaczej. Kanarki wyszły na prowadzenie 2:1, ale wtedy znowu o swojej klasie przypomniał Robin van Persie. Wydawało się, że dwa gole Holendra przesądzą o zwycięstwie Kanonierów, ale wtedy po raz trzeci zaspała defensywa Arsenalu. W końcówce gospodarzom należał się rzut karny, ale sędzia pozostał głuchy na błagania.

Gol kolejki: Paul Scholes (Manchester United) – doświadczony Anglik zachował się bardzo przytomnie przy strzale Michaela Carricka. Pomocnik United delikatnie trącił piętą uderzenie kolegi, czym zupełnie zmylił defensywę Swansea. Jednak reakcja Scholesa (nawet się nie uśmiechnął) sporo mówiła o nastrojach Czerwonych Diabłów w minionych tygodniach…

Emocje kolejki: końcówki meczów QPR i Boltonu – kwadrans przed końcem obu spotkań Bolton prowadził 2:0, a QPR remisowało 0:0. Oznaczało to, że Kłusaki miały dwa punkty przewagi nad strefą spadkową. Jednak ambitny pościg West Bromu na Reebok Stadium oraz gol Djibrila Cisse w 89. minucie meczu na Loftus Road odwróciły sytuację o 180 stopni. Teraz to QPR ma dwupunktową zaliczkę przed ostatnią kolejką. Bolton musi wygrać w Stoke, aby mieć nadzieję na utrzymanie w Premier League.

Gafa kolejki: Wojciech Szczęsny (Arsenal) – polski rodzynek w angielskiej ekstraklasie tym razem zawiódł fanów na Emirates. Na jego barki trzeba zrzucić pełną odpowiedzialność za pierwszego gola dla Norwich. Wes Hoolahan strzelił wprost w Szczęsnego, ale ten nie zdołał utrzymać piłki, która wolno wtoczyła się do bramki Arsenalu.

Antybohater kolejki: John Terry (Chelsea) – kapitan The Blues zaliczył na Anfield jedną z najgorszych połówek w swojej karierze. Najpierw dał sobie dwukrotnie założyć siatkę przez Luisa Suareza (efekt – pierwszy gol Liverpoolu). Potem nie zdążył za Andym Carrollem i złapał żółtą kartkę. Następnie fatalnie się poślizgnął, czym umożliwił The Reds zdobycie drugiej bramki. Na koniec przegrał pojedynek główkowy z Carrollem, który asystował przy trafieniu Daniela Aggera. Chelsea miała szczęście, że na Anfield przegrała tylko 1:4.

 

P.S. W najbliższych dniach (do wtorku) moja aktywność blogowa się nieco obniży, ponieważ pracuję nad materiałem dla miesięcznika FourFourTwo. Będę wpadał z krótszymi wpisami, tekstem dla „Tylko Piłki” o powołaniach do kadry Franciszka Smudy, a w sobotę dodam zapowiedź ostatniej kolejki Premier League, bo będzie się działo. Do przeczytania!

Reklamy

Taktyka z Premier League – 37. kolejka

W podsumowaniu taktycznych manewrów z Premier League szczególną uwagę poświęcam genialnej zmianie Roberto Manciniego, która dała mu bezcenne zwycięstwo w Newcastle. Poza tym przyglądam się defensywie Vincenta Kompany’ego, grze skrzydeł Manchesteru United i negatywnemu nastawieniu Aston Villi.

1) Zmiana roku

Czy zmiana rozgrywającego/skrzydłowego za defensywnego pomocnika może uprawnić funkcjonowanie ataku? Roberto Mancini udowodnił, że jak najbardziej. W 61. minucie zdjął z boiska Samira Nasriego i zastąpił go Nigelem De Jongiem. Zrobił to przy stanie 0:0 w spotkaniu, które musiał wygrać, aby znacząco przybliżyć się do mistrzostwa Anglii. Tym manewrem Mancini poprzestawiał swoich pomocników.

Do tego momentu Yaya Toure rzadko zapędzał się pod pole karne Newcastle, co widać na górnym wykresie otrzymanych podań (minuty 0-61). Jego rolą była ochrona tylnej formacji i inaugurowanie ataków blisko linii środkowej. Po zmianie funkcję tę przejął De Jong, a Toure przeniósł się pod bramkę rywali.

Pomocnik z Wybrzeża Kości Słoniowej teraz znacznie częściej pojawiał się w strefie ataku (dół wykresu). Na efekty nie trzeba było długo czekać. Krótka wymiana podań z Sergio Aguero zaowocowała pierwszym golem w meczu. Później wbiegnięcie Toure za plecy obrońców skończyło się pojedynkiem oko w oko z Timem Krulem (przegranym tylko przez pechowy poślizg). Na koniec Toure ruszył za kontrą, wdarł się w pole karne, przyjął podanie od Gaela Clichy’ego i przypieczętował wygraną The Citizens.

Mancini przyznał po meczu, że rozważał ustawienie Toure za napastnikiem od pierwszego gwizdka, ale zdecydował się na wariant z dwoma klasycznymi atakującymi. Jego wielkością było sprawne zreorganizowanie szeregów własnej drużyny w kluczowym momencie. Roszada z 61. minuty udowodniła przy tym, że charakter zmiany należy oceniać poprzez ustawienie nowego piłkarza (ewentualnie różnicę taktyki całego zespołu), a nie przez charakterystykę gracza meldującego się na boisku.

2) Lider obrony

Mecz Manchesteru City w Newcastle był zapowiadany, nie bez podstaw, za wyjątkowo trudny. Wiele kłopotów mieli sprawiać znakomici Senegalczycy w barwach Srok – Demba Ba i Papiss Cisse.

Dużą zasługą The Citizens było zmuszenie superstrzelców rywali do oddawania uderzeń z dystansu. Działo się tak ponieważ lider defensywy City Vincent Kompany często opuszczał swoją pozycję i wychodził daleko za napastnikiem.

Belg robił to w sposób rozsądny i uporządkowany. Jego interwencje zwykle kończyły się sukcesem. Widać to na wykresie działań w obronie (legenda: zielone romby – przechwyty, żółte krzyżyki – udane odbiory, żółte kółka – skuteczne wybicia i szare kreski – blokowane strzały).

Kompany udowodnił w Newcastle, że jest czołowym (najlepszym?) stoperem Premier League. Dzięki jego przywództwu City stracili najmniej goli w lidze.

3) Rozsądek Fergusona

Manchester United, świadomy wyniku z Newcastle, musiał koniecznie wygrać ze Swansea, aby przedłużyć nadzieję na obronę mistrzowskiego tytułu. Na Old Trafford było niemal pewne, że przyjezdni ustawieni w systemie 4-2-3-1 maksymalnie zagęszczą środek boiska (trzech środkowych pomocników) i zostawią nieco więcej miejsca w bocznych sektorach.

Dlatego sir Alex Ferguson zdecydował się na powrót do taktyki 4-4-2, gdzie najważniejsi są ruchliwi i zaawansowani technicznie skrzydłowi. Antonio Valencia z Ashleyem Youngiem mieli wygrywać indywidualne pojedynki na flankach i dostarczać piłki w pole karne Swansea. Duże znaczenie miał też fakt, że Łabędzie najgorzej w całej lidze radzą sobie w powietrznych pojedynkach (sześć wygranych główek na mecz).

Wynikiem strategii United było aż 50 dośrodkowań (góra wykresu). Za ilością centr poszła także ich jakość. Szczególnie wykazał się Valencia, gdyż to z jego strony boiska (prawej) Czerwone Diabły stworzyły sobie najwięcej okazji bramkowych (dół wykresu). Owocem dryblingu i podania Valencii był pierwszy gol, a sam Young zaliczył drugie trafienie w meczu.

Wygrana nad Swansea oznacza, że United wciąż mogą wygrać ligę. Potrzeba im do tego tylko (bardziej aż) remisu/wygranej QPR na Etihad Stadium i własnego zwycięstwa w Sunderlandzie.

4) Tak się nie zjedna kibiców…

Menedżer Alex McLeish podpadł kibicom na Villa Park pracą u lokalnego rywala – Birmingham City. Ale osiąganymi wynikami i stylem gry nie zjednał sobie niechętnych sympatyków.

Remisem z Tottenhamem Aston Villa zapewniła sobie utrzymanie w Premier League. Na tym kończą się jednak dobre wiadomości dla ekipy z Birmingham. Mecz z Kogutami stanowił kolejny w sezonie dowód ograniczenia ofensywnego w poczynaniach The Villans.

Od 50. minuty Villa grała w przewadze jednego zawodnika po czerwonej kartce Danny’ego Rose’a. Piłkarze McLeisha prowadzili wtedy 1:0 po szczęśliwym rykoszecie. Nie chcieli wykorzystać liczebnej przewagi i całą inicjatywę oddali Tottenhamowi. Widać to po wykresie podań w strefie ataku od 50. do 96. minuty. Villa zdołała wymienić tylko 19 dokładnych zagrań w pobliżu bramki rywala (żadnego w polu karnym Kogutów). Tottenham odwdzięczył się 50 udanymi podaniami.

Goście strzelili wyrównującego gola, mieli miażdżąca przewagę w posiadaniu piłki i oddanych strzałach, ale nie wykorzystali tego naporu. Villa dowiozła remis, ale negatywne nastawienie znane z kadencji McLeisha nie napawa optymizmem przed następnym sezonem w ekstraklasie.

5 faktów przed 37. kolejką Premier League (zapowiedź)

Finał Pucharu Anglii, mecze decydujące o tytule mistrza kraju oraz o utrzymaniu w lidze. Liga angielska trzyma w napięciu do samego końca rozgrywek. Co warto wiedzieć i na co zwrócić uwagę podczas piłkarskiego weekendu na Wyspach?

Liverpool czy Chelsea – kto weźmie do domu Puchar Anglii?

1) W drodze po dublet

Chelsea i Liverpool w tym sezonie są do siebie bliźniaczo podobne. Oba kluby w lidze spisują się grubo poniżej oczekiwań, ale w pucharach błyszczą jak wypucowane lakierki. The Reds w Premier League przegrywają z Wigan, Fulham lub Stoke, ale w krajowych pucharach mają na rozkładówce obie drużyny z Manchesteru oraz samą Chelsea. Liverpool zdobył już jedno trofeum (Carling Cup) i teraz mierzy w dublet. Te same cele przyświecają The Blues. Podopieczni Roberto di Matteo mogą wygrać FA Cup, a za dwa tygodnie czeka ich  finał Ligi Mistrzów.

Obie drużyny w środku tygodnia nadrabiały ligowe zaległości. Tu też poszło im bliźniaczo – Chelsea przegrała u siebie z Newcastle, a Liverpool poległ na Anfield z Fulham. Nie warto z tych porażek wyciągać pochopnych wniosków, bo menedżerowie myśleli już o Pucharze Anglii. Największe gwiazdy (Lampard, Mata, Cole, Gerrard lub Suarez) dostały chwilę na złapanie oddechu.

W Chelsea istnieją wątpliwości co do obsady ataku. Fernando Torres i Didier Drogba determinują styl gry The Blues. Czy di Matteo wystawi dynamiczniejszego, szukającego podań za plecy obrońców Torresa, czy silnego jak wół, sprawdzonego w finałach Pucharu Anglii Drogbę?

Liverpoolowi sukces ma zapewnić duet Suarez – Andy Carroll. Ten drugi był bohaterem półfinału FA Cup z Evertonem, stąd ma spore szanse na grę od pierwszych minut. The Reds wygrali z Chelsea cztery ostatnie pojedynki. Przedłużenie tej passy będzie oznaczać zdobycie drugiego trofeum w przeciągu ledwie trzech miesięcy.

2) Pieczęć na mistrzostwie?

W Premier League najważniejsze spotkanie odbędzie się w Newcastle. Stawka meczu jest olbrzymia. Gospodarzy od trzeciego miejsca w tabeli dzieli tylko punkt. Dla gości z Manchesteru City rywalizacja na północy Anglii to praktycznie ostatnia większa przeszkoda na ścieżce do zapewnienia sobie mistrzowskiego tytułu. Na Wyspach panuje powszechne przekonanie, które dzieli nawet sir Alex Ferguson, że jeśli City wygrają w Newcastle, mogą się już czuć zwycięzcami.

Tyle, że zwycięstwo na Sports Direct Arena to piekielne trudne zadanie. Przekonał się o tym Manchester United (3:0 dla Newcastle). W fenomenalnej formie znajduje się Papiss Cisse, który strzela spektakularne gole niemal za każdym machnięciem buta. Ostatnio Senegalczyk zatopił Chelsea i to na Stamford Bridge. Jego bilans to 13 goli w Premier League (tyle samo co Edin Dżeko i Mario Balotelli), choć Cisse kolekcjonuje trafienia dopiero od lutego!

Ale Newcastle potrafi też widowiskowo… przegrać (0:4 z Wigan, 0:5 z Tottenhamem, 2:5 z Fulham). Dlatego The Citizens powinni ruszyć do ataku bez żadnych kompleksów. W końcu urządza ich jedynie zwycięstwo.

3) Czekając na dobry los

Rezultat derbów Manchesteru sprawił, że po raz 11. w sezonie zmienił się lider Premier League. United roztrwonili ośmiopunktową przewagę i zostali strąceni ze szczytu. Teraz muszą oglądać się na wyniki „głośnych sąsiadów”.

Czerwone Diabły przegrywają z City na bilans bramek (różnica ośmiu trafień). Może więc podejmą się niewyobrażalnego i zaczną ścigać się z City na strzelone gole? Nikogo nie powinno zatem zdziwić ultraofensywne ustawienie na spotkanie ze Swansea. Kontuzję złapał Danny Welbeck, stąd szansę otrzyma bohater zeszłej kampanii Javier Hernandez.

United zagrają tuż po spotkaniu City. Będą zatem wiedzieć jak stoją ich szanse przed ostatnią kolejką. Walijskie Łabędzie nie powinny być wielkim wyzwaniem dla chłopców Fergusona. Swansea już zapewniło sobie utrzymanie i teraz walczy już tylko o honor. Brak istotnych celów wpływa jednak na ich postawę, czego dowodem było trzybramkowego prowadzenia z Wolverhampton.

4) Kolejny spadkowicz?

Blackburn przeszło obok meczu na White Hart Lane. Swoją nieporadność z Tottenhamu muszą nadrobić u siebie z Wigan. Jeśli Rovers nie pokonają u siebie The Latics spadną z hukiem z angielskiej ekstraklasy.

Wigan z kolei triumfem na Ewood Park może oddalić od siebie widmo degradacji już na dobre. Podopieczni Roberto Martineza po raz kolejny dokonują rzeczy niezwykłych. W tym sezonie potrafili przegrać osiem spotkań z rzędu (!), by później odprawić z kwitkiem Man United, Liverpool i Arsenal. Bohaterem The Latics jest Victor Moses, który już przyciągnął uwagę ligowych potentatów. Moses rośnie na kolejnego Antonio Valencię, który z Wigan trafił na Old Trafford. Czy piłkarze Martineza przesądzą o losach mistrzów Anglii z 1995 roku?

5) Gospodarze z nożem na gardle

Pasjonująco zapowiada się niedzielna rywalizacja o utrzymanie. Trzy zainteresowane kluby – QPR, Bolton i Aston Villa – rozgrywają spotkania o wszystko na własnych stadionach.

QPR w ostatniej kolejce wybiera się na Etihad Stadium. Man City będzie wówczas chciało przypieczętować tytuł mistrzowski, dlatego Rangers z góry mogą zakładać porażkę. Stąd ostatnią realną szansą na punkty wydaje się mecz ze Stoke. QPR wzmocnieni na nowo Adelem Taarabtem zechcą podtrzymać świetną passę czterech wygranych z rzędu na Loftus Road.

Bolton zaś podejmie nie walczące już o nic West Bromwich Albion. Pozytywną informacją dla kibiców Kłusaków jest przebudzenie weterana Kevina Daviesa. Z drugiej strony menedżer WBA Roy Hodgson, przedstawiony już jako nowy selekcjoner Anglii, zechce pożegnać się z Premier League mocnym akcentem.

Aston Villę czeka najtrudniejsza misja, bo do Birmingham zawita Tottenham. Koguty wróciły do czołowej czwórki i na gwałt potrzebują kolejnego zwycięstwa. Do The Villans, poza kłopotami na boisku, przyplątały się problemy wychowawcze. James Collins, Chris Herd oraz Fabian Delph zostali przyłapani na pijackich wybrykach. Fantastyczna koncentracja przed kluczowym momentem sezonu…

Weekendowy bonus w innym klimacie:

„Koko Euro spoko” nie jest najlepszym dziełem muzyki, ale oficjalna piosenka Euro 2012 trzyma dobry poziom. „Endless summer” Oceany wiele nie ustępuje „Waka Waka” Shakiry z Mundialu 2010.

Do Euro 2012 już tylko nieco ponad miesiąc:

%d blogerów lubi to: