Archiwum

Posts Tagged ‘Arsenal Tottenham’

Emocje w Anglii mnożone przez trzy

Premier League wypluwa wszystko, co najlepsze już na start piłkarskiego weekendu. Niczym u Hitchcocka zacznie się trzęsieniem ziemi w derbach północnego Londynu, a później będzie równie smacznie. Trzy starcia tego tygodnia zapowiadają się wyjątkowo obiecująco. I to z kompletnie różnych powodów.

O małe mistrzostwo Anglii

Gdyby nie jedno wydarzenie z lutego, obecna sytuacja w Tottenhamie mogła być diametralnie różna. Jeden moment, niczym w „Efekcie motyla”, napisał zupełnie nowy scenariusz przyszłych wydarzeń. W lutym Arsenal niemal poległ na łopatkach i czekał na dobicie. Kanonierzy byli świeżo po laniu 0:4 od Zlatana Ibrahimovicia i spółki z AC Milan w Lidze Mistrzów. Błyskawiczne odpadli też z Pucharu Anglii, gdzie oprawcą okazał się Sunderland. Derby północnego Londynu zaczęły zwiastować nadchodzącą katastrofę. Tottenham prowadził na Emirates już 2:0. Gdyby tak się skończyło, goście mieliby 13 punktów przewagi nad odwiecznym rywalem i praktycznie pewne miejsce na podium.

W ten sposób Arsenal zmienił przebieg sezonu Tottenhamu

Wtedy Koguty wtargnęłyby do Ligi Mistrzów, a na stanowisku trenera prawdopodobniej został Harry Redknapp. Może działacze wzięliby się za poważne sypanie gotówką przed drugim podejściem do walki z europejską elitą? Tego nie wiemy, bo Arsenal zdobył się na powrót. Ostrą kanonadę gospodarzy podsumował końcowy wynik 5:2. Zainspirowany tym sukcesem Arsenal uratował końcówkę rozgrywek i wdrapał się przez Tottenham.

Znowu. Arsenal już od sezonu 1994/95 zawsze kończy ligę przed sąsiadem zza miedzy. Arsene Wenger przeżył już w Londynie dziewięć zmian trenerskich u Kogutów. Jednak z biegiem lat dystans Tottenhamu do Arsenalu regularnie się zmniejsza. W sezonie 07/08 było to 37 puntów, rok temu rywali podzielił jeden punkcik. Jeden remis w jedną lub drugą stronę…

Dziś derby północnego Londynu wydają się niczym więcej jak walką o czwarte miejsce w tabeli (no chyba, że strony pogodzi fantastyczny Everton). – Musimy (skończyć ligę przed Arsenalem). Oczywiście, że Man United, Man City i Chelsea szybko zmierzają po tytuł. Chcemy się zbliżyć do tego miejsca, ale to trudne. (Tottenhamowi) będzie ciężko o mistrzostwo – powiedział Andre Villas-Boas.

Czytaj dalej…

Reklamy

11-stka 26. kolejki Premier League, Lampard najlepszy

Arsenal i Chelsea wreszcie zagrali zgodnie ze statusem i oczekiwaniami. Londyńskie kluby przeżywające zapaść przekonywająco, różnicą trzech bramek wygrali swoje mecze. Zapraszam na jedenastkę 26. kolejki, w której najbardziej wyróżnił się Frank Lampard.

Jedenastka 26. kolejki (1-4-4-2):
BR: David de Gea (3*, Manchester United)
PO: Bacary Sagna (1, Arsenal)
ŚO: David Luiz (2, Chelsea)
ŚO: Matthew Upson (1, Stoke)
LO: Alexandar Kolarov (2, Manchester City)
PP: Theo Walcott (2, Arsenal)
ŚP: Frank Lampard (2, Chelsea)
ŚP: Keith Andrews (1, West Brom)
LP: Ryan Giggs (2, Manchester United)
N: Peter Odemwingie (3, West Brom)
N: Kevin Doyle (1, Wolverhampton)
* razy w jedenastce kolejki

Gracz kolejki: 

Frank Lampard (Chelsea) – Lampard przyznał ostatnio, że jego relacje z menedżerem The Blues nie należą do najlepszych. Anglikowi nie przeszkadza to w kontynuowaniu fantastycznej strzeleckiej passy. Lampard liderował w środku pola Chelsea podczas pogromu Boltonu. Strzelił gola i zaliczył asystę. Jego trafienie, już dziesiąte w sezonie, wpisało go do historii angielskiego futbolu. Lampard został pierwszym w dziejach Premier League graczem, który przez dziewięć kolejnych sezonów zdobywał przynajmniej dziesięć goli. Nie dokonali tego ani Alan Shearer, ani Thierry Henry, a nominalny pomocnik!

Mecz kolejki: 

Arsenal – Tottenham 5:2 – Fenomenalne tempo utrzymywało się od pierwszego gwizdka. Tottenham świetnie zaczął, w 34. minucie prowadził już 2:0. Wydawało się, że największy rywal przedłuży katusze Arsenalu. Ale Kanonierów stać było na cudowny powrót. Prowadzeni przez Theo Walcotta i Robina van Persiego odrobili straty po zabójczych kontrach. Show Arsenalu skończył się na pięciu golach. Drużyna Arsene Wengera odzyskała honor i wskoczyła na czwarte miejsce w tabeli.

Gol kolejki: 

Jonas Gutierrez (Newcastle) – Sroki miały bezpieczną przewagę nad Wolverhampton po świetnym strzale Gutierreza. Argentyńczyk przejął zbyt krótkie wybicie i posłał mocne uderzenie z dystansu w górny róg bramki Wilków. Newcastle roztrwoniło jednak dwubramkową zaliczkę i gol Gutierreza oznaczał tylko punktową zdobycz.

Asysta kolejki: 

Moussa Dembele (Fulham) – The Cottagers wzięli rewanż na menedżerze Marku Hughesie, który porzucił ich zeszłego lata. Fulham wygrało na stadionie QPR dzięki genialnemu podaniu Dembele. Belg związał obronę rywali i piętą zagrał wprost do wbiegającego w pole karne Pavla Pogrebniaka.

Parada kolejki: 

David de Gea (Manchester United) – Jeśli ktoś wątpił w zdolności de Gei, dobrą odpowiedź otrzymał na Carrow Road. Hiszpan bronił jak natchniony, nie bał się pojedynków w powietrzu. Najładniejszą paradę zaliczył przy strzale z dystansu, gdy wyciągnięty jak struna odbił lecącą piłkę.

Kontrowersja kolejki: 

Gareth Bale (Tottenham) – geniusz Walijczyka nie podlega wątpliwościom. Szkoda, że błyskotliwe zagrania Bale przeplata boiskowym nurkowaniem. Skrzydłowy Kogutów naciągnął sędziego na rzut karny, mimo że Wojciech Szczęsny nie dotknął jego nóg. Tottenham wykorzystał „jedenastkę”, ale – oliwa sprawiedliwa – ostatecznie przegrał na Emirates.

Moment weekendu: 

Liverpool wygrywa Puchar Ligi – The Reds czekali od 2006 roku na powiększenie klubowej kolekcji. Piłkarze Kenny’ego Dalglisha byli murowanym faworytem w staciu z Cardiff, ale dzielni Walijczycy postawili olbrzymi opór. Wciągający thriller na Wembley zakończyły rzuty karne. Przy ostatnim pomylił się Anthony Gerrard – kuzyn kapitana Liverpoolu, Stevena. W dramatyczny sposób The Reds wrócili na zwycięską drogę. Tę triumfalną ścieżkę w Carling Cup, w tym decydujące momenty finału, można znaleźć na filmie pod tym linkiem.

%d blogerów lubi to: