Archiwum

Posts Tagged ‘Aston Villa’

5 faktów przed 37. kolejką Premier League (zapowiedź)

Finał Pucharu Anglii, mecze decydujące o tytule mistrza kraju oraz o utrzymaniu w lidze. Liga angielska trzyma w napięciu do samego końca rozgrywek. Co warto wiedzieć i na co zwrócić uwagę podczas piłkarskiego weekendu na Wyspach?

Liverpool czy Chelsea – kto weźmie do domu Puchar Anglii?

1) W drodze po dublet

Chelsea i Liverpool w tym sezonie są do siebie bliźniaczo podobne. Oba kluby w lidze spisują się grubo poniżej oczekiwań, ale w pucharach błyszczą jak wypucowane lakierki. The Reds w Premier League przegrywają z Wigan, Fulham lub Stoke, ale w krajowych pucharach mają na rozkładówce obie drużyny z Manchesteru oraz samą Chelsea. Liverpool zdobył już jedno trofeum (Carling Cup) i teraz mierzy w dublet. Te same cele przyświecają The Blues. Podopieczni Roberto di Matteo mogą wygrać FA Cup, a za dwa tygodnie czeka ich  finał Ligi Mistrzów.

Obie drużyny w środku tygodnia nadrabiały ligowe zaległości. Tu też poszło im bliźniaczo – Chelsea przegrała u siebie z Newcastle, a Liverpool poległ na Anfield z Fulham. Nie warto z tych porażek wyciągać pochopnych wniosków, bo menedżerowie myśleli już o Pucharze Anglii. Największe gwiazdy (Lampard, Mata, Cole, Gerrard lub Suarez) dostały chwilę na złapanie oddechu.

W Chelsea istnieją wątpliwości co do obsady ataku. Fernando Torres i Didier Drogba determinują styl gry The Blues. Czy di Matteo wystawi dynamiczniejszego, szukającego podań za plecy obrońców Torresa, czy silnego jak wół, sprawdzonego w finałach Pucharu Anglii Drogbę?

Liverpoolowi sukces ma zapewnić duet Suarez – Andy Carroll. Ten drugi był bohaterem półfinału FA Cup z Evertonem, stąd ma spore szanse na grę od pierwszych minut. The Reds wygrali z Chelsea cztery ostatnie pojedynki. Przedłużenie tej passy będzie oznaczać zdobycie drugiego trofeum w przeciągu ledwie trzech miesięcy.

2) Pieczęć na mistrzostwie?

W Premier League najważniejsze spotkanie odbędzie się w Newcastle. Stawka meczu jest olbrzymia. Gospodarzy od trzeciego miejsca w tabeli dzieli tylko punkt. Dla gości z Manchesteru City rywalizacja na północy Anglii to praktycznie ostatnia większa przeszkoda na ścieżce do zapewnienia sobie mistrzowskiego tytułu. Na Wyspach panuje powszechne przekonanie, które dzieli nawet sir Alex Ferguson, że jeśli City wygrają w Newcastle, mogą się już czuć zwycięzcami.

Tyle, że zwycięstwo na Sports Direct Arena to piekielne trudne zadanie. Przekonał się o tym Manchester United (3:0 dla Newcastle). W fenomenalnej formie znajduje się Papiss Cisse, który strzela spektakularne gole niemal za każdym machnięciem buta. Ostatnio Senegalczyk zatopił Chelsea i to na Stamford Bridge. Jego bilans to 13 goli w Premier League (tyle samo co Edin Dżeko i Mario Balotelli), choć Cisse kolekcjonuje trafienia dopiero od lutego!

Ale Newcastle potrafi też widowiskowo… przegrać (0:4 z Wigan, 0:5 z Tottenhamem, 2:5 z Fulham). Dlatego The Citizens powinni ruszyć do ataku bez żadnych kompleksów. W końcu urządza ich jedynie zwycięstwo.

3) Czekając na dobry los

Rezultat derbów Manchesteru sprawił, że po raz 11. w sezonie zmienił się lider Premier League. United roztrwonili ośmiopunktową przewagę i zostali strąceni ze szczytu. Teraz muszą oglądać się na wyniki „głośnych sąsiadów”.

Czerwone Diabły przegrywają z City na bilans bramek (różnica ośmiu trafień). Może więc podejmą się niewyobrażalnego i zaczną ścigać się z City na strzelone gole? Nikogo nie powinno zatem zdziwić ultraofensywne ustawienie na spotkanie ze Swansea. Kontuzję złapał Danny Welbeck, stąd szansę otrzyma bohater zeszłej kampanii Javier Hernandez.

United zagrają tuż po spotkaniu City. Będą zatem wiedzieć jak stoją ich szanse przed ostatnią kolejką. Walijskie Łabędzie nie powinny być wielkim wyzwaniem dla chłopców Fergusona. Swansea już zapewniło sobie utrzymanie i teraz walczy już tylko o honor. Brak istotnych celów wpływa jednak na ich postawę, czego dowodem było trzybramkowego prowadzenia z Wolverhampton.

4) Kolejny spadkowicz?

Blackburn przeszło obok meczu na White Hart Lane. Swoją nieporadność z Tottenhamu muszą nadrobić u siebie z Wigan. Jeśli Rovers nie pokonają u siebie The Latics spadną z hukiem z angielskiej ekstraklasy.

Wigan z kolei triumfem na Ewood Park może oddalić od siebie widmo degradacji już na dobre. Podopieczni Roberto Martineza po raz kolejny dokonują rzeczy niezwykłych. W tym sezonie potrafili przegrać osiem spotkań z rzędu (!), by później odprawić z kwitkiem Man United, Liverpool i Arsenal. Bohaterem The Latics jest Victor Moses, który już przyciągnął uwagę ligowych potentatów. Moses rośnie na kolejnego Antonio Valencię, który z Wigan trafił na Old Trafford. Czy piłkarze Martineza przesądzą o losach mistrzów Anglii z 1995 roku?

5) Gospodarze z nożem na gardle

Pasjonująco zapowiada się niedzielna rywalizacja o utrzymanie. Trzy zainteresowane kluby – QPR, Bolton i Aston Villa – rozgrywają spotkania o wszystko na własnych stadionach.

QPR w ostatniej kolejce wybiera się na Etihad Stadium. Man City będzie wówczas chciało przypieczętować tytuł mistrzowski, dlatego Rangers z góry mogą zakładać porażkę. Stąd ostatnią realną szansą na punkty wydaje się mecz ze Stoke. QPR wzmocnieni na nowo Adelem Taarabtem zechcą podtrzymać świetną passę czterech wygranych z rzędu na Loftus Road.

Bolton zaś podejmie nie walczące już o nic West Bromwich Albion. Pozytywną informacją dla kibiców Kłusaków jest przebudzenie weterana Kevina Daviesa. Z drugiej strony menedżer WBA Roy Hodgson, przedstawiony już jako nowy selekcjoner Anglii, zechce pożegnać się z Premier League mocnym akcentem.

Aston Villę czeka najtrudniejsza misja, bo do Birmingham zawita Tottenham. Koguty wróciły do czołowej czwórki i na gwałt potrzebują kolejnego zwycięstwa. Do The Villans, poza kłopotami na boisku, przyplątały się problemy wychowawcze. James Collins, Chris Herd oraz Fabian Delph zostali przyłapani na pijackich wybrykach. Fantastyczna koncentracja przed kluczowym momentem sezonu…

Weekendowy bonus w innym klimacie:

„Koko Euro spoko” nie jest najlepszym dziełem muzyki, ale oficjalna piosenka Euro 2012 trzyma dobry poziom. „Endless summer” Oceany wiele nie ustępuje „Waka Waka” Shakiry z Mundialu 2010.

Do Euro 2012 już tylko nieco ponad miesiąc:

Reklamy

5 faktów przed 36. kolejką Premier League

Choć w tej kolejce wszystkie oczy zwrócone są na decydujące o tytule derby Manchesteru, warto najpierw przyjrzeć się rywalizacji reszty stawki (osobne „Pięć faktów” o City vs United w niedzielę). Pasjonująco zapowiada się rywalizacja o miejsca premiowane awansem do Ligi Mistrzów, tym bardziej, że czołówka mierzyć się będzie z ekipami walczącymi o utrzymanie.

Sukces Chelsea zagęścił walkę o Ligę Mistrzów

1-4) Batalia o Ligę Mistrzów

Fantastyczna przygoda w Chelsea wyniosła rywalizację o Ligę Mistrzów na nieznane wcześniej szczyty. Teraz The Blues są o 90 minut od zapewnienia sobie bezpiecznej przyszłości w europejskich rozgrywkach. Istnieje spore ryzyko, że tylko trzecia lokata będzie równać się startowi w elitarnym i bardzo intratnym turnieju firmowanym przez UEFA. Przed 36. kolejką smaczku tej rywalizacji dodaje fakt, że aż trzy razy spotkają się drużyny ze szczytu oraz te dramatycznie walczące o utrzymanie. Co dzieje się w obozach drużyn, które toczą bój o Champions League?

Chelsea
Z całej czwórki rywali Chelsea ma najgorszą pozycję w lidze. Stąd wszystkie siły The Blues rzucą na finał z Bayernem.

W Premier League londyńczykom przyjdzie się zmierzyć w derbach stolicy Anglii przeciwko Queens Park Rangers. Przedmeczowe zapowiedzi przygniata sprawa Johna Terry’ego, który we wcześniejszej fazie sezonu miał rasistowsko zwyzywać obrońcę QPR Antona Ferdinanda. Z tego powodu FA odwołała rytuał podawania rąk, aby uniknąć farsy zbliżonej do tej na Old Trafford (gdy Luis Suarez minął dłoń Patrice Evry po wcześniejszym incydencie na tle rasowym).

Chelsea jest w wybitnie dobrym nastroju po heroicznej wiktorii nad Barceloną. Jednak z QPR Roberto di Matteo będzie musiał rozwiązać problem z doborem stoperów. Kontuzje leczą Gary Cahill oraz David Luiz, a zawieszony jest Branislav Ivanović. The Blues po raz kolejny muszą zawierzyć eksperymentalnej parze środkowych obrońców. Terry’emu powinien partnerować Jose Bosingwa. Portugalczyk będzie miał za zadanie odeprzeć napór silniejszych napastników Rangers Bobby’ego Zamory oraz Djibrilla Cisse.

QPR szuka punktów, gdzie tylko możliwe, jednak na Stamford Bridge jedzie z samymi złymi informacjami. Za czerwoną kartkę pauzuje najlepszy w ostatnich tygodniach Adel Taarabt. Ponadto Rangers przegrali na wyjazdach pięć kolejnych spotkań.

Arsenal
Arsenal z kolei ma wciąż najlepszą pozycję w Premier League. To oni bronią cennej trzeciej lokaty. W sobotę przyjdzie im to czynić na gorącym Britannia Stadium. Gospodarze ze Stoke w prawdzie o nic już nie walczą, ale można się spodziewać, że stawią silny opór przyjezdnym z Londynu.

W tym pojedynku należy spodziewać się zderzenia dwóch kompletnie odmiennych filozofii. Zapowiada się na starcie siły z techniką. Może mieć to szczególne znaczenie przy stałych fragmentach gry. Stoke zdobywa tak najwięcej procent swoich bramek w całej lidze (63%), Arsenal z kolei najmniej (13%). Czy atletyzm gospodarzy pokrzyżuje Arsene Wengerowi marzenia o skończeniu ligi na podium?

Tottenham
Koguty są obecnie w najsłabszej formie spośród drużyn wojujących o europejskie puchary. Były gracz Tottenhamu Vedran Corluka obniżkę lotów piłkarzy z White Hart Lane zrzucił na brak odpowiedniej rotacji. Zdaniem Chorwata menedżer Harry Redknapp nieustannie korzysta z 11-13 zawodników, którym w końcówce sezonu zwyczajnie brak siły.

Tottenham podejmie u siebie zdesperowane Blackburn. Na rywalizację z Rovers Kogutom brakuje ostrych pazurów. Urazy leczą Emmanuel Adebayor oraz Louis Saha, a Jermaine Defoe wmieszał się w tym tygodniu w obyczajowy skandal (zdrada dziewczyny).

Choć Redknapp ma problemy z atakiem, może być spokojny o obsadę bramki. Tam zadomowił się Brad Friedel, który w niedzielę rozegra swój 300. ligowy mecz z rzędu w podstawowej jedenastce! Wspaniałą serię zaczął jeszcze w Blackburn w 2004 roku.

Newcastle
Sroki z kolei grają ostatnio najbardziej olśniewająco. Sześć wygranych z rzędu wyniosło ich na czwartą pozycję, gdzie są na wyciągnięcie ręki od Arsenalu. Duża w tym zasługa Papissa Cisse, który wyrównał rekord Premier League w ilości strzelonych goli podczas pierwszych dziesięciu spotkań w lidze (11 trafień z Senegalczyka, na równi z Mickym Quinnem z Coventry z sezonu 1992/93).

Passę Newcastle zechce przerwać Wigan, ledwie wystające ponad strefę spadkową. Na DW Stadium Alan Pardew będzie liczył na kolejny popis defensywy, bowiem Sroki w ostatnich sześciu kolejkach straciły ledwie jednego gola. Losy sobotniej potyczki mogą się rozstrzygnąć jednym celnym uderzeniem do siatki.

5. Kłopoty McLeisha

Aston Villa na dobre włączyła się do walki o utrzymanie. The Villans w środku tygodnia przegrali u siebie z Boltonem i mają tylko trzy punkty przewagi nad 18. lokatą. Nic dziwnego, że przeciwko menedżerowi Alexowi McLeishowi zbuntowali się kibice. Fani poważnie zwyzywali trenera, do którego niechęć odczuwali już od początku rozgrywek – w końcu przyszedł z drużyny największego rywala, Birmingham.

McLeish zapowiada, że nie ma zamiaru się poddać. Szkotowi poparcia udzielił także właściciel klubu Randy Lerner. Nawet piłkarze Villi zrzucają presję z menedżera. Stephen Warnock stwierdził, że porażka z Boltonem to wina ludzi na boisku.

W tak napiętej atmosferze odbędą się derby regionu Midlands. Gospodarze, West Bromwich Albion, grają już tylko o prestiż. Aston Villa bije się o wszystko. Do przetrzebionego kontuzjami składu wrócą Gabriel Agbonlahor, James Collins i Richard Dunne. Czy porcja doświadczenia zapobiegnie nadciągającej katastrofie w Birmingham?

5 faktów przed 32. kolejką Premier League (foto zapowiedź)

Podczas tej kolejki fani Manchesteru United jak nigdy ściskają kciuki za Arsenal. Jeśli Kanonierzy pokonają Man City, Czerwone Diabły mistrzostwo kraju będą mieć na wyciągnięcie ręki. Śledząc świąteczną kolejkę Premier League warto zwrócić uwagę na zagubionego Davida Silvę, przemęczoną Chelsea, obronę Aston Villi i świetną serię Boltonu.

1. Arsenal dla Manchesteru United?

W zdecydowanie najbardziej ekscytującym meczu 32. kolejki Arsenal podejmie Manchester City. Spotkanie odbędzie się w niedzielę, dlatego zespół gości pozna już wynik Manchesteru United. Jeśli Czerwone Diabły wygrają u siebie z QPR (co jest wysoce prawdopodobne) różnica między United a City będzie wynosić już osiem punktów. The Citizens nie mogą sobie pozwolić nawet na remis podczas wizyty w Londynie.

Trudno przewidzieć wyjściową jedenastkę City. Do składu wrócił już Sergio Aguero, na 90. minut gry podobno gotowy jest Carlos Tevez, a Mario Balotelli – choć broi na boisku – odpłaca się zdobywanymi golami.

To spotkanie z wszystkich sił będą chcieli wygrać także gospodarze. Kanonierzy ścigają się z Tottenhamem o trzecie miejsce w tabeli. Po zeszłotygodniowej wpadce z QPR, Arsenal nie może tracić punktów, jeśli chce przeskoczyć Koguty na koniec sezonu.

Pierwsze starcie obu drużyn w lidze rozstrzygnął pojedynczy gol Davida Silvy. Na początku rozgrywek Hiszpan był największą gwiazdą Premier League, jednak jego produktywność w ostatnich tygodniach znacznie spadła. Na poniższym wykresie jak wielkie znaczenie na postawę zespołu miał Silva w pojedynku z Arsenalem (góra), a jak niewiele pomagał przeciwko Sunderlandowi w zeszłym tygodniu (dół). Czy drobny Hiszpan odzyska blask w ostatnich kolejkach, decydujących o losach mistrzostwa Anglii?

2. Mordercze dni Chelsea

Chelsea nadal trzyma trzy sroki za ogon. Londyńczycy walczą o czwarte miejsce w lidze, pojedynkują się w półfinale Pucharu Anglii oraz zmierzą się z Barceloną w Lidze Mistrzów. Natłok spotkań dla ekipy ze Stamford Bridge jest przytłaczający. Chelsea od połowy lutego musi rozgrywać mecze co trzy dni. W samym tylko kwietniu na The Blues czeka osiem potyczek.

Z tego powodu Roberto di Matteo musi korzystać z dobrodziejstw szerokiej kadry. Tymczasowy menedżer odkurzył kilku zapomnianych piłkarzy – Johna Obi Mikela, Paulo Ferreirę lub Salomona Kalou. Ten ostatni przebojem wdarł się do podstawowej jedenastki Chelsea.

Obecność typowego skrzydłowego pokroju Kalou może być bardzo przydatna w starciu z Wigan. The Blues pamiętają trudną przeprawę z podopiecznymi Roberto Martineza na DW Stadium (zremisowaną 1:1). Wtedy The Latics bronili bardzo wąsko, zostawiając sporo miejsca na skrzydłach. Taka taktyka powinna idealnie pasować Kalou, który wyraźnie rozciąga szeregi obronne rywali. Widać to choćby na wykresie otrzymanych podań w pojedynku z Aston Villą.

3. Rozczarowanie sezonu

Ligowy sezon układa się fatalnie dla Liverpoolu oraz Aston Villi. Obie drużyny radzą sobie znacznie poniżej oczekiwań. The Reds przegrali sześć z ostatnich siedmiu spotkań w Premier League i spadli na ósme miejsce w tabeli. The Villans po serii kiepskich wyników zaczęli „romansować” ze strefą spadkową. Nad 18. w tabeli Blackburn mają już tylko pięć punktów przewagi.

Warto zwrócić uwagę jak w bramce Liverpoolu spisze się Brazylijczyk Doni. Dla byłego golkipera Romy będzie to debiut w angielskim klubie. Szansę otrzyma dzięki trzymeczowemu zawieszeniu Jose Reiny.

Przed wizytą na Anfield Aston Villę nękają wielkie problemy kadrowe. Z kadry wypadło trzech podstawowych obrońców, dlatego szansę występów otrzymają nieopierzeni Nathan Baker i Eric Lichaj. Obecność niedoświadczonych ludzi w defensywie The Villans może tylko utrudnić przyjezdnym obronę przy dośrodkowaniach z bocznych sektorów. W ten sposób (widoczny na wykresie) Aston Villa przegrała pierwsze tegoroczne starcie z Liverpoolem.

4. Sukces ponad stan

Znakomite humory panują za to w Swansea i Newcastle. Obie drużyny spotkają się ze sobą w piątek. Już teraz te kluby można uznać za rewelację tego sezonu. Nic dziwnego, że ich menedżerowie – Brendan Rodgers i Alan Pardew – są faworytami bukmacherów do nagrody trenera roku w Premier League.

Podczas śledzenia rywalizacji na Liberty Stadium warto spojrzeć na filary pomocy obu ekip – Leona Brittona oraz Cheika Tiote. Na wykresie można zobaczyć schematy podań tych piłkarzy. Widać, że rozprowadzają oni piłkę od obrony, niezmiernie rzadko się przy tym myląc. Od tego kto przejmie inicjatywę w środku pola może zależeć los rywalizacji Łabędzi ze Srokami.

5. Ożywiony Bolton

Któż by się spodziewał, że Bolton wygra trzy spotkania z rzędu. A jednak. Na Kłusaki bardzo mobilizująco podziałała sprawa Fabrice Muamby. Od czasu choroby pomocnika drużyna Owena Coyle nie chce oddać punktu w Premier League! Z tego powodu menedżer Boltonu został nawet wybrany najlepszym trenerem marca.

Kłusaki zechcą potrzymać dobrą passę zwycięstwem u siebie nad Fulham. Bolton ostatnio jest bardzo groźny na skrzydłach. Często do gry pokazują się boczni obrońcy (pogrubione nazwiska na wykresie wpływu na drużynę). Na ich wejścia szczególnie narażeni będą defensorzy Fulham.

Taktyka z Premier League – 31. kolejka

Kto poprowadził do wygranej imponujący Tottenham? Jak Hatem Ben Arfa pokrzyżował plany Liverpoolu? Co przyczyniło się do klęski Wolverhampton? Gdzie szukać głównej wady Aston Villi? Po odpowiedzi zapraszam do taktycznych wykresów z 31. kolejki Premier League.

1. Oskrzydlony Walijczyk 

Podczas niedzielnego popołudnia znów zobaczyliśmy stary, dobry Tottenham, który znamy z pierwszej części sezonu. Koguty atakowały Swansea ze znanym sobie polotem. Motorem napędowym gospodarzy był Gareth Bale.

Walijczyk niemal cały mecz spędził ścigając się z Angelem Rangelem na lewej stronie boiska. Bale rzadziej niż w poprzednich kolejkach uciekał do środka boiska. Korzystał z tego, czym tak bardzo imponował w zeszłym sezonie – cudownym przyspieszeniem i łatwością w mijaniu rywali.

Na górnym wykresie widać cztery z siedmiu udanych dryblingów skrzydłowego Tottenhamu. Bale sprintami połykał kolejne metry i dążył do dośrodkowywania piłki tuż przy linii końcowej. Stamtąd posyłał cięte, śmiertelnie groźne podania po ziemi, które zilustrowane są na dolnym wykresie.

Choć obrońcom Swansea udawało się przecinać część tych zagrań, jednak każdy rajd Bale pachniał golem. Po jednym z indywidualnych popisów piłkarza z numerem 3 padła pierwsza bramka w meczu (19. minuta).

2. Jednostronny Liverpool

Ciekawą, choć jak się okazało, nieskuteczną taktykę na wyjazd do Newcastle obrał menedżer Liverpoolu Kenny Dalglish. The Reds grali w systemie 4-3-3, z tym, że lewy skrzydłowy (Luis Suarez) biegał bliżej centralnych sektorów boiska. Liverpoolczykom brakowało piłkarza na lewej flance, dlatego wszystkie udane ataki gości odbywały się po przeciwnej stronie boiska (górny wykres szans stwarzanych przez The Reds).

Luki na lewym skrzydle nie wypełnił ofensywny zwykle Jose Enrique. Były obrońca Newcastle miał poważniejsze zmartwienia, gdyż cały czas musiał doglądać Hatema Ben Arfy. Francuz z Newcastle imponuje ostatnio formą. Świetnie zaprezentował się także przeciwko Liverpoolowi. Jak oddaje dolna część wykresu, Ben Arfa ochoczo zabierał się do dryblowania. Większość akcji Newcastle była przenoszona właśnie na jego stronę. Nic dziwnego, że Enrique nie mógł rozwinąć skrzydeł w ataku.

Zespół Dalglisha pozostawał bardzo skupiony w środku pola. Graczom The Reds nie udawało się rozciągnąć gry i dostarczyć odpowiedniej jakości dośrodkowań na głowę Andy’ego Carrolla. Brak różnorodności w ofensywie kosztował gości z Anfield kolejną ligową porażkę i spadek już na ósme miejsce w tabeli.

3. Wyłączenie Wilków

Wolverhampton grało w sobotę najważniejszy mecz sezonu. Na Molineux przyjechał Bolton, zespół zaangażowany w walkę o zachowanie ligowego bytu. Wilki musiały wygrać u siebie, aby zachować realne szanse na utrzymanie.

Przez pierwsze 55. minut Wolves prezentowali się znakomicie. Kompletnie stłamsili Bolton i stworzyli sobie kilka znakomitych okazji. Świetne pracowały skrzydła (Matt Jarvis i Michael Kightly), z których co chwile leciały groźne centry. Obraz dominacji Wilków do 55. minuty widać na górnym wykresie – 11 kluczowych podań.

Po tym czasie, jak za dotknięciem magicznego przycisku, skończył się okres przewagi gospodarzy. Od 56. minuty do ostatniego gwizdka Wilki miały już tylko dwie okazje strzeleckie. W tym czasie Bolton podniósł się z kolan, strzelił trzy gole i wywiózł z Molineux komplet punktów. Nieskuteczność Wolverhampton w początkowej fazie najprawdopodobniej przypieczętowała spadek klubu z Premier League.

4. Pięta achillesowa The Villans

Aston Villa przegrała u siebie z Chelsea 2:4. Dwa gole dla gości strzelił obrońca Branislav Ivanović, oba po dośrodkowaniach z rzutów rożnych.

Chelsea znakomicie wykorzystała największą słabość The Villans. Podopieczni Roberto di Matteo wykonywali tylko cztery kornery (wykres), ale strzelili po nich wspomniane dwie bramki. Aston Villa w całym sezonie straciła już 13 goli po nieumiejętnej obronie rzutów rożnych. Nikt w Premier League nie ma gorszego bilansu w tej statystyce.

Villa stosuje krycie indywidualne przy stałych fragmentach gry. Mierzący po 188 cm Richard Dunne oraz James Collins nie potrafią odpowiednio chronić swojej bramki w powietrznej walce. Drużyna z Birmingham musi poprawić postawę defensywną, bo nad strefą spadkową ma już tylko sześć punktów przewagi.

Jedenastka 23. kolejki EPL, Bale najlepszy

Wtorkowo-środowa seria spotkań ułożyła się znakomicie dla Manchesteru United, Tottenhamu i Liverpoolu. Kluby te przekonująco wygrywały, a punkty tracili ich główni rywale w ligowej tabeli. Najefektowniej w 23. kolejce grał Gareth Bale [fot]. Zapraszam na podsumowanie kolejki pełnej niespodzianek, pięknych goli i kontrowersji.

Jedenastka 23. kolejki (1-4-4-2):
BR: Tim Krul (3*, Newcastle)
PO: Alan Hutton (1, Aston Villa)
ŚO: Ashley Williams (2, Swansea)
ŚO: Fabrizio Coloccini (2, Newcastle)
LO: Jose Enrique (2, Liverpool)
PP: Antonio Valencia (3, Manchester United)
ŚP: Charlie Adam (2, Liverpool)
ŚP: Luka Modrić (4, Tottenham)
LP: Gareth Bale (5, Tottenham)
N: Andy Carroll (1, Liverpool)
N: Fraizer Campbell (1, Sunderland)
* razy w jedenastce kolejki

Gracz kolejki: Gareth Bale (Tottenham)

Bale fruwa na boisku, dosłownie i w przenośni

Walijczyk jest w olśniewającej dyspozycji. Strzela gole jak na zawołanie. Teraz przyczynił się do zniszczenia Wigan. Bale zdobył dwie piękne bramki. Był dynamiczny, wręcz nie uchwytny dla obrony rywali. Umiejętnie operował na lewym skrzydle, ale także w środku boiska. Jego styl to prawdziwa katorga dla przeciwników.

Mecz kolejki: Aston Villa – QPR 2:2

QPR pod wodzą Marka Hughesa miało wszystko co potrzebne dla sukcesu na Villa Park. Rangers szybko strzelili dwa gole. Znakomity debiut zanotował Djibril Cisse, któremu trafienie do siatki dla nowego klubu zajęło raptem 12 minut. Jednak gospodarze wykazali się sporą determinacją. Nieustannie naciskali na przyjezdnych z Londynu i dopięli swego. Pierwszą bramkę w barwach The Villans zanotował Charles N’Zogbia. Jego uderzenie było warte remisu.

Gol kolejki: 1 i 2 bramka Sunderlandu

Czarne Koty bez problemu rozprawiły się z Norwich. Gracze Sunderlandu zapewnili sobie trzy punkty w niezwykle efektowny sposób. Pierwszy gol padł po cudownym woleju Fraizera Campbella, który dopiero co wrócił do futbolu. Uderzenie Anglika przelobowało bramkarza Kanarków. Druga bramka to owoc świetnej akcji zespołowej. Stephane Sessegnon założył rywalowi siatkę i rozciągnął akcję do Campbella. Ten odwdzięczył się podręcznikowym dośrodkowaniem, a Sessegnonowi pozostało tylko wykończyć akcję strzałem głową. Show Martina O’Neilla w Sunderlandzie trwa!

Podanie kolejki: Luka Modrić (Tottenham)

Chorwat zagrał znakomite zawody przeciwko Wigan. Co rusz wprowadzał swoje świetne pomysły w fazę realizacji. Był autorem znakomitego technicznie podania, które przełamało defensywę The Latics. Modrić, mimo tłoku w polu karnym, wyszukał mierzonym zagraniem Bale’a, który sekundy później trafił do siatki.

Kontrowersja kolejki: Phil Neville (Everton) & Wojciech Szczęsny (Arsenal)

Everton niespodziewanie pokonał lidera, Manchester City. Przegrani mieli słuszne pretensje do sędziego, który nie dostrzegł zagrania ręką Neville’a w polu karnym.

Karnego domagał się także Mark Davies z Boltonu. Pomocnik Kłusaków przedarł się w „szesnastkę” Arsenalu, gdzie rękami zahaczył go Szczęsny. Arbiter nie uznał tego zagrania za przewinienie i puścił grę, mimo że powinien wskazać na wapno. Bolton mógłby w ten sposób zaszokować piłkarską Anglię i wygrać z Kanonierami.

%d blogerów lubi to: