Archiwum

Posts Tagged ‘blog o Premier League’

Potęga myślenia

Współczesny futbol to taka prosta gra. Wystarczy szybko myśleć, mądrze biegać i dołożyć do tego względnie wypolerowane podanie. Wtedy ścieżki na boisku stają otworem, obrona zaprasza do zabawy, a z każdego narożnika sypią się pochwały. 

On jest wszędzie!

Premier League zyskała w końcówce sierpnia dwóch takich ludzi, dla których piłka to czasem dziecinna zabawa. Mesut Oezil i Christian Eriksen rządzą po dwóch stronach barykady w północnym Londynie. Oglądanie ich natchnionych kopnięć z sobotniej kolejki wymusiło u mnie refleksję. Czy to naprawdę tak proste? Czy sukces w piłce nożnej AD 2013 zależy od szybkości myślenia, a nie nóg? Rafał Nahorny w trakcie transmisji Everton-Chelsea powiedział, że od piłkarzy wymaga się myślenia na boisku, ale chwilami czasu jest za mało. Jego słowa brzmiały mi w głowie, gdy oglądałem Oezila i Eriksena. Oni są wyjątkowi właśnie dlatego, że potrafią myśleć. Decyzję podejmują, gdy jeszcze nie zdążymy podnieść powieki przy mrugnięciu.

Obaj w debiutach na angielskiej ziemi zaliczyli mecze niemal identyczne – z asystą, 90% dokładnych podań, trzema zagraniami otwierającymi do siatki. Choć daleko im jeszcze do szczytu fizycznych zdolności (przypadającego na około 27-28 rok życia), to już zebrali niezwykłe doświadczenie liczone Mundialami, Euro lub walką w Lidze Mistrzów.

Rzecz jasna więcej spodziewano się na starcie po Oezilu. W końcu najdroższy piłkarz w dziejach Arsenalu, świeżo po bardzo udanym pobycie w Realu Madryt, lider rozegrania znakomitej reprezentacji Niemiec. Z rozbawieniem czytałem opisy zdolności Oezila w angielskiej prasie. Przedstawiany był jako mesjasz Kanonierów, który wreszcie poprowadzi ich do ziemi obiecanej. Dowód? Piątek przed meczem Kanonierów nazwano „wigilią Mesuta Oezila”. Oto nagłówki o Niemcu z samego Guardiana:

  • Oezil będzie główną gwiazdą w Arsenalu, swoim domu poza domem,
  • Mesut Oezil może tchnąć nowe życie w erę Arsenalu na The Emirates,
  • Joachim Loew atakuje (wybucha na) Real Madryt za „niepojętą” sprzedaż Oezila,
  • Santi Cazorla zdumiony dlaczego Real sprzedał „spektakularnego” Oezila. 

Także żadnej presji, naprawdę… Jednak jeśli można być pewnym słuszności pewnych transferów, Oezil jest zdecydowanie takim przypadkiem. Jedyną barierą może być tu tylko kultura i aklimatyzacja. Pod względem techniki to człowiek, który wpasuje się w każdy zespół o jakimkolwiek potencjale w ataku.

Dlaczego? Wszystkim Oezil skojarzy się z rozgrywającym – słusznie. Jego lekkość w posyłaniu prostopadłych piłek (34/38 celnych podań w strefie ataku, zdumiewające!) znakomicie oddają stuprocentowe szanse, które z jego podań marnował Theo Walcott (swoją drogą, połączenie Oezila i szybkości Walcotta w wybieganiu za obronę nakazuje myślenie o tym duecie jako jednej z najgroźniejszych broni futbolowej na świecie). Ważne jest przede wszystkim to jak rusza się Niemiec. Znakomicie w tekście dla ESPN wypunktował to Michael Cox. Zdolność do wyszukiwania wolnej przestrzeni plus uzupełnianie luk w formacji ataku, wymienność pozycji – oto klucz dla sukcesu Oezila. Popatrzcie tylko jak ustawił się przy asyście do skutecznego Oliviera Girouda. Wyciągnął obrońcę na lewe skrzydło, zostawiając cały wolny korytarz dla późniejszego strzelca gola. Na dowód zalecam zerknąć na wykres przyjętych podań Oezila, który załączam wyżej. Kojąca obecność na boisku na całej jego długości.

Przy tak wysoko postawionej poprzeczce, w sobotę porównanie do Oezila wytrzymał tylko Eriksen (no może jeszcze Aaron Ramsay). Znakomity Gareth Barry w Evertonie zasłużył się brudną robotą i celnymi przerzutami – bez grama natchnienia. Gylfi Sigurdsson wykańczał dwa razy akcje montowane przez kolegę.

Czytaj dalej…

Reklamy

Kolejka niczego specjalnego

Pewnie już zauważyliście, że w swoich podsumowaniach całej kolejki lubię poszukiwać wspólnego mianownika dla wielu ważnych meczów Premier League. Tydzień temu była to wszechobecna miłość. Dziś, niestety, słowa-klucze to „nic specjalnego”.

Bezbłędny Vidić rozjaśnił nudy z Old Trafford

Szkoda, bo tak zupełnie się nie zapowiadało. Po pierwszej, umiarkowanej w starcia wagi ciężkiej serii, przyszedł czas na inaugurację pojedynków klasy superciężkiej (między triem Manchester United, Manchester City i Chelsea). Odłożyłem przez to blogowanie do wtorku. Ba, nawet BBC przesunęło swoje Match of the Day 2 z niedzieli na poniedziałek, aby przeanalizować szlagier z Old Trafford. Olbrzymie oczekiwania i plany. A starcie United z Chelsea zasługiwało na ostatnie miejsce w programie – pięć minut skrótu z minutą analizy.

Relacja z tego meczu kolejki, typowanego na jeden z meczów sezonu, można skrócić do zdania: „mało szans z jedną kontrowersyjną sytuacją”. Dużo ciekawsza była cała otoczka wokół Wayne’a Rooneya. David Moyes wystawiając go do pierwszego składu, nie do końca przygotowanego fizycznie, dał sygnał, że jest dla niego przyszłość na Old Trafford. Tak samo z reakcją kibiców, którzy Rooneyowi zgotowali olbrzymią owację przy wyczytywaniu składów. Sam Anglik zostawił płuca w okolicach linii bocznej na połowie Chelsea, gdy gonił za atakującym rywali i wślizgiem wyłuskał mu piłkę spod nóg. Z tej perspektywy ognia do oliwy dolewa dodatkowo deklaracja Jose Mourinho, który Rooneyowi przez telewizyjny wywiad powiedział: „zdeklaruj się chłopie. Albo zostajesz, albo chcesz odejść. Decyzja należy do ciebie”. Jest nawet ultimatum stawiane przez Chelsea. Czy Rooney się skusi? Czy zadowoli go mocna pozycja w składzie, ale jednak jako drugie skrzypce za Robinem van Persie? Czy zbyt pociągające nie będzie miejsce na szpicy ataku – jedynej pozycji w ofensywie, gdzie Mourinho wydaje się nie mieć swojego faworyta? Wczoraj postawił na skład bez nominalnego napastnika. To wotum nieufności dla Fernando Torresa, a szczególnie Demby Ba, pozostawionemu poza kadrą meczową.

Gdyby jednak na siłę szukać w Old Traffordzkich nudach jasnych elementów, dla mnie było to sentymentalne przenosiny w okolice roku 2008. Wtedy, gdy para Nemanja Vidić i Rio Ferdinand uchodziła bez wątpienia za najlepszy duet obrońców na globie, a ich rywal John Terry stanowił wzór odpowiedzialnego oraz bezbłędnego lidera. Tej trójce weteranów, przy indolencji atakujących pod bramką, wychodziło wszystko w stopniu perfekcyjnym. Dowód statystyczny?

Terry: 1 przechwyt, 11 wybić piłki (wszystkie celne)

Ferdinand: 2 odbiory, 2 przechwyty, 10 wybić piłki (wszystkie celne)

Vidić (piłkarz meczu): 3 odbiory, 3 przechwyty, 13 wybić piłki (wszystkie celne)

Czytaj dalej…

Witaj z powrotem, droga Premier League – zapowiedź

Witam się z ligą angielską i zaczynam blogowanie po wakacjach. Od tej pory będę regularnie pisał o ulubionej lidze angielskiej i liczę na równie owocną, jak nie lepszą dyskusję jak przy końcówce poprzedniego sezonu.

Sobota, 13.45 – oficjalny termin powrotu Premier League do łask, która wita się z nami meczem Liverpoolu (dziękuję) i Stoke. Jednak czego spodziewać się przed sezonem? Zapraszam do mojego przewodnika/zapowiedzi nowych rozgrywek w formie pytań i odpowiedzi.

Jose jest argumentem na rzecz mistrzostwa dla Chelsea

1. Kto zdobędzie mistrzostwo Anglii?

Wszystkie kończyny ciała podpowiadają Chelsea, choć sprawa w Anglii jest otwarta bardziej niż w jakiejkolwiek konkurencyjnej lidze (duopol w Bundeslidze, La Liga, Ligue 1 i Serie A). W jednym obrazie trzeba faworyta oglądać w Manchesterach. Ale wskazuje The Blues, bo: a) Jose Mourinho zna lepiej Premier League niż Manuel Pellegrini, b) siła ofensywna Chelsea jest zabójcza, szczególnie w linii pomocy, c) mają najbardziej wiarygodną linię obrony spośród wszystkich faworytów. Olbrzymim atutem Chelsea będą nowi piłkarze, których kupowano wcześniej. Powroty z wypożyczenia Romelu Lukaku i Kevina De Bruyne’a robią pożądany ścisk w i tak już mocno konkurencyjnej ofensywie The Blues.

Ankieta na kibiców Guardianie także przewiduje Chelsea z 38% głosów, City 27%, United 16%, Arsenal 7%. 

2. Kto najbardziej wzmocnił się latem?

Jeśli miałbym wskazać największy grzech w kampanii obrony mistrzostwa Anglii przez Manchester City przed poprzednim sezonem, byłoby to zadowalanie się półśrodkami w transferach. City zabrakło kogoś ikonicznego na kształt Robina van Persiego, dlatego dość łatwo oddali tytuł wraz ze swoją zastałą i zadowoloną po wcześniejszych sukcesach kadrą. Nowi dyrektorzy City nie popełnili już tego samego błędu. Ich skala zakupów nie ma sobie równych w Anglii – wydali latem 98 mln funtów. Sprzedaż niezadowolonego Carlosa Teveza w pełni wetuje, a nawet usprawnia klubowy atak ściągnięcie duetu Stevan Jovetić  i Alvaro Negredo. Brakujące ogniwo na pozycji defensywnego pomocnika łata imponujący w Szachtarze Fernandinho, który przy okazji ma duży polot w ataku. Niezbędną konkurencję Samirowi Nasriemu zrobi Jesus Navas. To przepis na nowy i najsilniejszy atak całej Premier League. Ale chyba nie na miarę mistrzostwa, gdyż w obronie tylko Pablo Zabaleta i Vincent Kompany to top class.

3. Kto najbardziej leniuchował latem?

Manchester United jest na dobrej drodze do popełnienia zeszłorocznego błędu lokalnych rywali. W ich przypadku wzmocnione nie zostaje nawet zaplecze kadry. Plotki o pogoniach za Cristiano Ronaldo, Cescem Fabregasem lub Thiago zdobiły zapełnione miejsca w angielskich gazetach i kończyły się na zerowej aktywności klubu. Dodatkowo dochodzi przeciąganie liny z Waynem Rooneyem, które destabilizuje mistrzów kraju. United mają jeszcze dwa tygodnie okna transferowego na ruch, który pozwoli uwierzyć mi w ich poważne mierzenie w złoto. Inaczej nie widzę ich zeszłorocznej kadry rywalizującej z usprawnionymi Chelsea i Manchesterem City. Tym bardziej, gdy składu nie spaja już stary mistrz Ferguson (Moyesowi wróżę bardzo trudną karierę na Old Trafford). Sam Wilfred Zaha, kupiony z resztą zimą, to zdecydowanie za mało.

Podobną „strategię” zastosował Arsenal. Nikt nowy poza pozbyciem się balastu z rezerw, choć w prasie potencjalne wzmocnienia wyglądały imponująco. Higuain, Suarez? Phi…

4. Kto będzie czarnym koniem?

Czytaj dalej…

%d blogerów lubi to: