Archiwum

Posts Tagged ‘Bundesliga’

Der Klassiker w pięciu lekcjach

Wynik nie oddaje w pełni przebiegu meczu, ale udowadnia ile kroków przed resztą stawki jest obecnie FC Bayern Monachium. Bawarczycy po mistrzowsku wypunktowali swojego najpotężniejszego krajowego rywala i dalej spokojnie siedzą na czele stawki w Niemczech. Co pokazał nam sobotni klasyk w Niemczech?

1. Rola Lahma

Jaka logika stoi za przesunięciem najlepszego bocznego obrońcy świata u szczytu formy na nową pozycję? Tak robi tylko szaleniec lub… wizjoner. Owszem, brak Philippa Lahma na skrzydle obniża potencjał ataku na prawej stronie (co udowadnia jedyny moment, gdy Niemiec pobiegł na starą pozycję – skończyło się asystą przy golu na 3:0).  Jednak łatwo o uzasadnienie takiego wyboru Pepa Guardioli.

Spójrzcie sami na załączony wykres. Lahm ustawiony jako defensywny pomocnik ma służyć głównie stabilizacji rozgrywania piłki od tyłu. Guardiola szanuje utrzymywanie posiadania futbolówki, a Lahm o nią bardzo dba (94% dokładności zagrań w sobotę, 92% średnia sezonu). W Bayernie tylko Bastian Schweinsteiger ma lepsze statystki precyzji podań.

Lahm także zauważalnie cofa się pod własnych środkowych obrońców. Choć w obronie Bawarczycy bronią ewidentnie czwórką z tyłu, to w fazie ataku boczny defensorzy błyskawicznie przesuwają się do przodu, a ich pozycję asekuruje właśnie Lahm. Dzięki temu Bayern ma wyjątkowo mocne skrzydła i przy okazji dużo opcji do zagrania w środku. Ryzykowna jest tylko strata piłki w wyprowadzaniu jej od tyłu, ale właśnie dlatego tak kluczową rolę stanowi wysoki procent dokładności podań. (Podobny manewr Guardiola robił w Barcelonie, gdy Sergio Busquets w ataku stawał się trzecim środkowym obrońcą).

2. Casting Lewandowskiego

Polski napastnik był najjaśniejszym punktem rozbitej w końcówce Borussii Dortmund. Choć drużynowo poniósł klęskę, jego bardzo udany występ indywidualny stanowił najlepszy dowód, dlaczego Bayern powinien latem walczyć o niego do ostatnich sił. W starciu z silnymi obrońcami Bayernu (Boateng i Dante na zmianę), Robert Lewandowski wygrywał większość pojedynków główkowych – 11 w całym spotkaniu. Dortmund nie miał warunków do długiego rozgrywania piłki. Polak stanowił więc kluczowy element w konstruowaniu ataku, bo umiał utrzymać piłkę pod presją na połowie rywala. Stąd też był najczęściej poniewieranym graczem meczu.

Jego największą wartością był jednak wpływ na ustawienie linii defensywnej monachijczyków. Lewandowski wycofany z pozycji wysuniętego napastnika z miejsca zabierał za sobą Boatenga lub Dantego. W sobotę świetnie wychodziły mu podania z głębi. Właśnie po zagraniach Lewandowskiego do kolegów wbiegających w wolne luki Dortmund miał swoje najlepsze szanse – w 70 minucie znakomitą okazję zmarnował Henrich Mychitarian, a trzy minuty później Marco Reusa zatrzymał bramkarz gości. Dodaj takiego napastnika do ekipy Bayernu, a wychodzi maszynka o przerażającej jakości…

3. Ławka Guardioli

Szpital w obronie Dortmundu tylko uwypuklił różnice w jakości składów obu niemieckich potentatów. Bayern dysponował na ławce ludźmi, którzy wzięli się do zupełnego odwrócenia losów meczu. Luksus wprowadzania po przerwie Thiago Alcantary oraz Mario Gotze to marzenie każdego klubowego trenera na świecie.

Nawet wymuszona zmiana, mocno przy tym nietypowa, Jerome’a Boatenga za Thiago okazała się strzałem w dziesiątkę. Hiszpan wszedł i zaprowadził ład w środku pola Bayernu. Stać go było na niekonwencjonalne podania, których wcześniej nie próbował nikt. Unaocznieniem tego zjawiska było rewelacyjne zagranie przy kontrze Bawarczyków zakończonej celnym strzałem Robbena na 2:0.

Gotze z kolei musiał dodatkowo zmierzyć się z ciężarem 80-tysięcznych trybun w Dortmundzie, które grały kocią muzykę przy jego każdym kontakcie z piłką. Wszedł na pozycję fałszywego napastnika i udało mu się uciszyć na moment rozśpiewane gardła fanów Borussii kluczowym trafieniem w meczu.

Czytaj dalej…

Półfinał środkowych obrońców i zmiany Mourinho

Jose Mourinho był bliziutko zepsucia zbliżającej się wewnątrzniemieckiej zabawy w finale Ligi Mistrzów na Wembley. Jego roszady wypaliły w końcówce, ale Borussia Dortmund dotrwała z wynikiem dającym jej paszport do Londynu. Co pokazał nam rewanżowy półfinał z Santiago Bernabeu?

1. Mourinho bierze sprawy w swoje ręce

Jose wraca do Anglii?

Najważniejszy moment meczu przyszedł w 57. minucie. Zmęczony brakiem klarownych okazji swojego Realu Jose Mourinho zmienił system gry. Z ustawienia 4-2-3-1 przeszedł do bardzo odważnego 4-2-1-3. Za plecami trzech, blisko ustawionych napastników stanął rozgrywający Kaka.

Z jednej strony otworzyło zostawiło to tylko szóstkę piłkarzy do bronienia przeciwko kontrom Borussii. Po zmianie Mourinho Dortmund miał swój najlepszy moment na zamknięcie dwumeczu. Jednak równocześnie Real zaczął w końcu dysponować siłami kreatywnymi na miarę finału Ligi Mistrzów. Wcześniej Królewscy z dystansu ostrzeliwali Romana Weidenfellera. Większa liczba ofensywnych zawodników po 57. minucie przeniosła ciężar akcji gospodarzy wewnątrz pola karnego BVB. W końcówce udało się zepchnąć Dortmund do panicznej obrony. Można obstawiać, że kolejny kwadrans na boisku przyniósłby Realowi upragnioną trzecią bramkę.

2. Niedokładność wykonania

Borussia w Madrycie miała ściśle określone ścieżki ataku. Goście sami oddali piłkę i rozegranie swoim rywalom (choć w pierwszym meczu sami długo panowali nad futbolówką). Skoncentrowali się na wykorzystywaniu swojego głównego atutu w tegorocznych wojażach po Europie – bardzo szybkiej kontry. Dortmund potrzebował trzech-czterech podań, aby przenosić akcję w okolice Roberta Lewandowskiego.

Ale efekt końcowy we wtorkowy wieczór był mizerny. Chłopcy Jurgena Kloppa podawali piłkę w bardzo niechlujny sposób. Skończyli bitwę o Madryt z ledwie 70% dokładnością zagrań.

Gdy tylko Real bronił większą liczbą zawodników, bez problemu niszczył w zalążku każdy atak gości. Wielką rolę odegrali tu genialnie ustawiający się Sergio Ramos i Raphael Varane, którzy klasą przyćmili nieobecnego Pepe. Obaj do spółki utrudnili życie wysuniętemu Lewandowskiemu. Ramos liderował w przechwytach, a Varane wykonał 11 wybić piłki spod własnej bramki – wszystkie idealnie celnie.

Czytaj dalej…

Wychowany na Futbolu TV #1 – Derby Zagłębia Ruhry

Mam dla Was niespodziankę – liczę, że przyjemną. Od dziś będą się tu pojawiały także materiały wideo z opisem najbardziej smakowitych kąsków piłkarskiego tygodnia. Cykl nazywa się Wychowany na Futbolu TV.

W pierwszym odcinku zaczynam od derbów Zagłębia Ruhry, które opisywałem taktycznie w niedzielę. Teraz rozszerzam to o kontekst i analizę wideo.

Dlaczego oba kluby różnią się od siebie niczym lewy i prawy Twix?

Czemu sprzyja im wzajemna rywalizacja?

Czytelników bloga zachęcam dodatkowo do subskrypcji kanału Wychowany na Futbolu na YouTube

P.S. Macie jakieś propozycję do realizacji tematu?

Uchida-Farfan: tak od dziś witają się w Gelsenkirchen

Angielska piłka swoje najlepsze kąski zostawiła na niedzielę – ich podsumowanie tradycyjnie w poniedziałek. Sobotę więcej ognia widziałem w Niemczech i się nie zawiodłem. Derby Schalke-Borussia miały moc!

Fantastyczne skrzydła Schalke zabiegały Borussię Dortmund zmęczoną po Lidze Mistrzów. Klub z Gelsenkirchen na skrzydłach Jeffersona Farfana i Atsuto Uchidy wygrał 142. derby Zagłębia Ruhry. Czego dowiedzieliśmy się z ligowego szlagieru w Niemczech?

1. Prawicowe tendencje Schalke

Uchida bardziej efektywny niż Piszczek

Gelsenkirchen świętuje w tym sezonie dublet w derbach. Oba mecze z Borussią wygrali 2:1, a języczkiem u wagi była przewaga na skrzydłach. Schalke dwukrotnie zrobiło znakomity użytek z pracy prawego obrońcy ze bocznym pomocnikiem.

Atsuto Uchida zanotował asysty przy obu trafieniach gospodarzy. Japończyk nie bombardował rywali z częstotliwością Łukasza Piszczka z drugiej strony, jednak jego wejścia do przodu okazały się kluczowe. Wykorzystywał ścinanie akcji Jeffersona Farfana do środka i uzupełniał wolną przestrzeń na skrzydle. Tam kryty na radar przez słabego Kevina Grosskreutza mógł spokojnie wybrać najlepszą opcję podania. Przy pierwszym golu posłał piłkę płasko po ziemi, przy drugim wypatrzył ruch zupełnie niekrytego Klaas-Jana Huntelaara. Uchida z Farfanem zanotowali łącznie 134 kontakty z piłką i byli najczęściej eksploatowanymi zawodnikami S04.

Podobna strategia sprawdziła się w Dortmundzie. Tam Jurgen Klopp przy kryzysie kontuzji postawił na system z trójką obrońców, czym zupełnie odkrył obie flanki. Schalke angażowało do ataku bocznych obrońców i miało liczebne przewagi na skrzydłach. To, podobnie jak w rewanżu, stanowiło fundament sukcesu w ligowym meczu roku dla obu zespołów.

2. Klopp naprawia błędy

Dortmund wyszedł na pierwszą połowę wycofany i niezdolny do narzucenia własnego stylu gry. Mistrzowie Niemiec zbytnio spieszyli się z rozgrywaniem ataku i tracili sporo piłek. Przy wyniku 0:2 do przerwy Klopp musiał działać radykalnie. Już początku drugiej części dokonał dwóch zmian.

Marco Reus zastąpił nieużytecznego Grosskreutza. Natychmiast dodał swojej drużynie wigoru i brakującej iskry w natarciach. To on inicjował najgroźniejsze ataki środkiem pola. Poza tym nieprzekonywującego po chorobie Matsa Hummelsa zmienił Nuri Sahin. Wymiana obrońcy na pomocnika wymusiła grę Svena Bendera w sercu defensywy, ale taki układ się sprawdzał. Sahin potrafił regulować tempo gry. Stemplował większość natarć BVB.

Dzięki tym manewrom Borussia otworzyła sobie furtkę do dogonienia korzystnego wyniku. Klopp nie był na tyle odważny, żeby zagrać tak od samego początku. Może go tłumaczyć wysokie ryzyko związane z podobną strategią. Schalke oddało kontrolę nad grą, ale nogami Farfana i Michela Bastosa przeprowadzało piorunujące kontry. Samymi tylko akcjami z ostatniego kwadransa gospodarze stworzyli sobie cztery złote akcje podbramkowe.

Czytaj dalej…

Taktycznie na LM: Dortmund

Razem z ekipą Taktycznie.net wzięliśmy na warsztat uczestników fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Mi napisało się o Borussii Dortmund (poza Premier League najczęściej oglądaną przeze mnie drużyną). Zapraszam, szczególnie przed dzisiejszym meczem BVB w Leverkusen.

Borussia Dortmund została modelowym przykładem, jak wyciągnąć klub z najgłębszego błota i wrócić na należne mu miejsce. Wyjątkowo przemyślana polityka transferowa oraz związek BVB z Jurgenem Kloppem nie mógły być bardziej owocne. Mistrzostwo Niemiec w 2011 roku popchnięte dubletem w następnym sezonie wepchnęło Dortmund z powrotem do europejskiej elity.

Rywalizacja z kontynentalną śmietanką nie szła już tak dobrze jak dewastowanie kolejnych rywali w kraju. Aż do teraz. Borussia zwycięsko przebrnęła przez prawdziwą „grupę śmierci” złożoną z samych mistrzów Niemiec, Hiszpanii, Anglii i Holandii. – To znakomity zespół – mówił o nich Jose Mourinho. – Są silną, techniczną drużyną z bardzo bezpośrednimi piłkarzami. Dla mnie mają wszystko, aby iść dalej. Będą kandydatami do triumfu w całych rozgrywkach (Ligi Mistrzów).

Formacja podstawowa

Borussia w 99% przypadków decyduje się na niezwykle popularne obecnie ustawienie 4-2-3-1. Co do zasady rzadko zmienia się personel w wyjściowej jedenastce. Ewentualnych roszad Klopp dokonuje głównie na skrzydle (Kevin Grosskreutz za Jakuba Błaszczykowskiego) lub na pozycji defensywnego pomocnika (Sven Bender za Sebastiana Kehla). Zupełnie nie do ruszenia są Roman Wiedenfeller, Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek, Mats Hummels, Marco Reus oraz Marcel Schmelzer.

W obecnym sezonie Dortmund jest tylko (lub aż) drugą siłą wzrastającej Bundesligi. Nawet, gdy nie potwierdza tego pozycja w tabeli (w maju pewnie powie). Fantastyczna forma Bayernu Monachium wypchnęła ich na szczyty niemal wszystkich ważnych statystyk w niemieckim futbolu. Zwykle tuż za Bawarczykami rozsiadają się dortmundczycy. Tak jest w przypadku: strzelonych goli, liczbie strzałów (wszystkich oraz celnych), procentu posiadania piłki, dokładności podań, liczbie traconych strzałów, golach z kontry i liczbie krótkich podań. Pokazuje to, że piłkarze z Zagłębia Ruhry zwykle dyktują wydarzenia na boisku.

Co ciekawe, Borussia nie zanotowała regresu przy okazji tych statystyk. Osunięcie się na drugą lokatę wynika głównie z fenomenalnego sezonu w Monachium. Dortmund w większości przypadków wręcz poprawił swoje notowania. Tak wzrosła liczba celnych podań (z 79% do 81%), częstotliwość strzelania z kontry. BVB częściej gości teraz w strefie ataku – pod bramką rywali toczy się blisko 1/3 całego spotkania. Drużyna doskonali swój system w każdym kolejnym roku. Podczas pierwszej mistrzowskiej kampanii za kadencji Kloppa jego podopieczni mieli znacznie niższe wskaźniki w posiadaniu piłki i jej dokładnej rotacji.

Czytaj dalej…

Guardiola wymierza prestiżowy cios w ligę angielską

Na nic czek z miejscem na wpisanie dowolnej kwoty. Pepa Guardioli nie skusiła Premier League ani bogactwo Chelsea i Manchesteru City. Ile straci liga angielska na monachijskim Octoberfest Katalończyka?

Najbardziej gorący towar na trenerskim rynku nie dla Anglików

Zawsze uznawałem angielską piłkę za fascynującą przez środowisko, publikę i kibiców. Jako piłkarz nie mogłem zrealizować swojego marzenia o graniu tutaj. Mam nadzieję, że będę mógł podjąć tu wyzwanie jako trener – mówił Guardiola. Jego wypowiedź angielscy dziennikarze odebrali za puszczenie oka w stronę Premier League. Pomylili się. Chelsea i Manchester City musiały obejść się smakiem.

Szlacheckie rozegrywki

Przejście Guardioli do Bayernu osłabiło prestiż Premier League. To kolejny cios w wizerunek ligi angielskiej. Jej reprezentantów zabrakło w Jedenastkach Roku UEFA według kapituły oraz kibiców.

Straty Anglików pompują mięśnie kwitnącej Bundesligi. Niemieckie rozgrywki umocniły się w rankingu nad ligą włoską i zaczęły zagrażać Premier League. Niemcy jako jedyni w Europie zachowali komplet przedstawicieli w fazie pucharowej Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej. Trio z Champions League awansowało jako zwycięzcy grupy. Schalke 04 wyprzedziło Arsenal i skazało londyńczyków na starcie z Bayernem, który według współczynników UEFA jest drugą po Barcelonie siłą na Starym Kontynencie.

Guardiola to wisienka na torcie zrobionym na cześć ekspansji niemieckich rozgrywek. – Guardiola: tytuł szlachecki dla Bundesligi – pisał Die Zeit. Z decyzji Katalończyka cieszą się nawet w Borussii Dortmund. Bundesliga przejęła człowieka, który w cztery lata w Barcelonie wygrał trzy mistrzostwa Hiszpanii i po dwa razy Ligę Mistrzów, Superpuchar Europy, Klubowe Mistrzostwo Świata oraz Puchar Króla. To znakomity ruch marketingowy. Niecały tydzień po wyborze Guardioli, Bayern zdobył 3000 nowych członków klubu.

Czytaj dalej…

Start sezonu na trzy takty

Ile razy mama mówiła „nie ciągnij dwóch srok za ogon”? Nie posłuchałem, pociągnąłem aż trzy sroki. Jedną, tłustą i świeżą z Francji, drugą dobrze znaną i ruchliwą z Anglii, trzecią zmienną i tajemiczą z Niemiec. I właśnie tak, trójwymiarowo, zaczął się dla mnie sezon piłkarski 2012/13.

Sroka pierwsza – Francja

Przyznam tu po raz pierwszy, pewnie nie ostatni, że mam wyjątkową słabość do projektów ociekających gotówką. Zajmowała mnie rewolucja Abramowicza w Chelsea, z uwagą patrzyłem na bajońskie sumy wydawane w Manchesterze City. Obu tym klubom kibicowałem, aby wydatki się opłaciły, żeby wpadły jakieś trofea. Miał być pełen sukces, a nie profit jak z lokaty w Amber Gold.

Dlatego też gorąco wspieram działania PSG. „Klub bez historii, który kupuje sukcesy” może ktoś zarzucić. Jednak mnie czaruje ta transferowa zawierucha. Bez nowobogackich lipcowo-sierpniowe transakcje wiałyby nudą. Ot, może Manchester United lub inny Real wziąłby kogoś znanego. Ale na tym koniec. Czy perspektywa zmiany klubu przez gwiazdy z absolutnego szczytu (Zlatan Ibrahimović, Thiago Silva) lub gracza lokującego się tuż za piedestałem (Ezequiel Lavezzi) nie jest intrygująca?

Wodzony tą ciekawością, sprawdziłem co i jak w stolicy Francji. Przebieg meczu otwarcia PSG – Lorient wskazywał bardziej na wynik 4:2, niż 2:2. Skończyło się remisem. Nie warto jednak zbyt mocno śmiać się z Paryżan, bo ich przewaga była ogromna.

Zacznijmy od przyczyn, dla któryś jakieś tam Lorient przyjechało na Parc de Princes i załadowało dwa gola drużynie skazanej na mistrzostwo Francji. PSG w ustawieniu 4-3-2-1 nie miało odpowiedniego balansu między atakiem i obroną. Boczni obrońcy szturmowali do przodu (szalony Christophe Jallet był rewelacyjny w ataku, ale zostawiał ogromne dziury w obronie), a ich pozycji nie asekurowali wystarczająco udanie środkowi pomocnicy. Efektem ofensywne wypady Lorient w przewagach liczebnych. Kto nie widział meczu, niech zajrzy na skrót. Oba gole Lorient (0:06 oraz 1:20 na filmie) padły przy zupełnie rozbieganej defensywie Paryżan, gdzie na gości czekały prawdziwe hektary miejsca.

Struktury obronne zdecydowanie do poprawki. Znacznie lepiej wypadł atak. To spotkanie w wykonaniu PSG było marzeniem dla każdego analityka, szukającego ich sposobu na konstruowanie akcji. Schemat przejrzysty i bardzo skuteczny.

Oto ofensywa PSG w jednym akapicie. Piłka ląduje u stóp środkowego obrońcy (najczęściej Mamadou Sakho) lub pomocnika (Marco Verratti). Teraz mamy trzy opcje: 1) diagonalne podanie górą na wolną przestrzeń na skrzydle, 2) wysoka piłka na główkę Ibrahimovicia, 3) podanie lobem (rzadziej dołem) nad obroną rywali. Naprawdę trudno było policzyć ile razy nad głowami ludzi z Lorient fruwały delikatnie podcinane podania z głębi pola. Działało świetnie. PSG wchodziło swobodnie bokami, miało dziesiątki półdobrych, dobrych i doskonałych okazji na gola. Ibrahimović dominował w powietrzu, ale głową strzelał zawstydzająco niecelnie. Pewnie sposób rozgrywania zmieni się po powrocie do składu rozgrywającego z krwi i kości Javiera Pastore. W Paryżu, wbrew historycznym faktom, nikt nie wywiesi białej flagi, bo potencjał militarny jest okazały.

Jeszcze słówko o Zlatanie. To dopiero pierwszy mecz, ale początki ma bardzo obiecujące. Cofa się do rozegrania, drybluje z pełnym luzem. Jest silny jak tur i obecna strategia PSG może mu służyć bardziej niż w Milanie. Rossoneri stawiali na atak środkiem, bez klasycznych skrzydłowych. W Paryżu wsparcia na boku ma pod dostatkiem i może skorzystać z postury gladiatora.

Zlatan bez problemu rozprawiał się z obroną Lorient

Sroka druga – Anglia

Szybka podróż z Francji na Wyspy Brytyjskie. Tarcza Wspólnoty i od razu szlagier: Chelsea – Manchester City. Jako zadeklarowany fan ligi angielskiej poczułem się jak w domu. Pierwszy gwizdek, ryk trybun Villa Park, znany komentarz z ITV i niespotykana w Ligue 1 intensywność wydarzeń na boisku. Symbolem tej dynamiki stały się bezpardonowe sanki Branislava Ivanovica w nogi Aleksandara Kolarova. Premier League football – dobrze, cię znów widzieć.

Witamy w Premier League

Starcie mistrzów Anglii i mistrzów Europy zostawiło dla mnie więcej pytań, niż dało odpowiedzi. Tarcza Wspólnoty była jak przystawka przed daniem głównym. Na te pytania odpowiedzi będę szukał przez cały sezon.

Pytanie 1: Manchester City oficjalnie eksperymentuje z ustawieniem 3-5-2 (dokładniej 3-4-1-2 z Samirem Nasrim ustawionym tuż za napastnikami).  Czy Roberto Mancini wytrwa przy tej formacji, czy wróci do sprawdzonego 4-2-3-1? Może być wizjonerem, ale może też wypaść na głupca, który porzucił zwycięską formułę. Pierwsze starcie o stawkę z nową taktyką wypadło nieźle. Kapitalnie na prawej stronie spisał się James Milner – cichy bohater całego spotkania. Dzięki niemu City miało ciekawą alternatywę na boku, bez straty inicjatywy w  środku. Z drugiej strony, Stefan Savić (piszę to już któryś raz) nie nadaje się na Etihad Stadium. Z nim trio obrońców wyglądało mniej solidnie, ale na jego miejsce wskoczy niechybnie Micah Richards.

Pytanie 2: Czy Fernando Torres w końcu odpali na Stamford Bridge? Król strzelców EURO 2012 znów nie bał się strzelać, wykończył bramkową akcję z lodem w żyłach. Na sprinterskie pojedynki zapraszał najlepszego stopera Premier League, Vincenta Kompany’ego. Żadnego strachu, jakby znów przywdział czerwoną koszulkę Liverpoolu i miał grać na Anfield. Czy Torres w lidze znów będzie koszmarem rywali?

Pytanie 3: Jak ustawić linię pomocy Chelsea? Rozwiązanie zagadki będzie kluczowe dla pozycji w klubie menedżera Roberto di Matteo. Talentu jest od groma, a miejsc ledwie pięć. Gdzie w tym wszystkim odnajdzie się Frank Lampard? Co z Edenem Hazardem? Belg wykazał tendencję do ścinania akcji, co wróży piękną współpracę z Ashleyem Colem. Kto zagra na defensywnym pomocniku, bo John Obi Mikel chyba zbytnio rozkochał się w drobnych błędach?

Pytanie 4: Samir Nasri czy David Silva? W poprzednim ustawieniu City znalazło się miejsce dla obu. Teraz pozycja ofensywnego pomocnika jest tylko jedna. Ja stawiam na Hiszpana, a Mancini?

Pytanie 5: Czy uda się utrzymać wysoki poziom mojo u Carlosa Teveza? Argentyńczyk fruwa, wydaje się lekki jak piórko. Przepracowany okres przygotowawczy bez żadnych fochów wyraźnie mu służy.

Sroka trzecia – Niemcy

Na deser został Superpuchar Niemiec, czyli klasyk ostatnich sezonów. Skażony wicemistrzostwem Bayern kontra wzrastająca Borussia. Bawarczycy wreszcie przełamali fatalną serię porażek z Dortmundem. Ale nie tak prędko fani z Monachium. Bayern w wersji pierwsza połowa, a Bayern w wersji druga połowa to dwie kompletnie inne drużyny.

Ta pierwsza zachwyciła płynnością ataku i wymianą pozycji. Thomasa Muellera można było dostrzec wszędzie, tak chętnie pokazywał się do gry. W drugiej części meczu boisko mu już nie wystarczyło i chyba latał gdzieś po trybunach, bo z murawy kompletnie zniknął. Arjen Robben schodził do środka, wbiegał do prostopadłych podań, a później już tylko holował krótko piłkę w swoim stylu (no dobra, udał mu się jeden rajd).

Różnica w jakości gry leżała w kontrolowaniu środka boiska. Najpierw spokojnie rozgrywał Bayern, długo utrzymywał się przy piłce, dlatego Dortmund tylko ganiał za podaniami. Potem role się odwróciły. Borussia wyskoczyła pressingiem, rozłożyła skrzydła, wciągnęła do gry Roberta Lewandowskiego. Kapitalnie ze stałych fragmentów gry kopał Marco Reus i tylko krzywo dostawione czoło Lewandowskiego i Matsa Hummelsa pozbawiło go asysty po dośrodkowaniach.

Ostatni akapit, obiecuję, poświęcam pytaniu o Bayern. Chodzi o napastnika. Mario Gomez w zeszłym sezonie aż pluł bramkami, więc chyba nie było wielkiej potrzeby zmiany. Ale do Monachium przyjechał świetny na EURO Mario Mandzukić. W przeciwieństwie do Gomeza, Chorwat cofa się po piłkę i nadaje Bayernowi więcej płynności. Jego podanie prostopadłe do Robbena przy drugim trafieniu gospodarzy było zdecydowanie najładniejszym momentem meczu. Jak pokazał, sam potrafi wykańczać akcje. Zatem Gomez czy Mandzukić?

Mandzukić, czyli nowy superstrzelec w Monachium?

%d blogerów lubi to: