Archiwum

Posts Tagged ‘cofnięty rozgrywający’

Nowe życie rozgrywającego

Tekst ukazał się w listopadowym FourFourTwo. Dziś 22.02 do sklepów trafia nowy numer FFT, również z moimi materiałami w środku – polecam:)

Choć przepowiadano mu rychłą śmierć, przetrwał i ma się znakomicie. Włosi nazwą go regista, Anglicy deep-lying playmaker, my cofniętym rozgrywającym. Dziś wybitny człowiek na tej pozycji stanowi gwarancję sukcesu i gabloty ociekającej trofeami.

Makalele – ideał zadaniowego pomocnika

Na margines mieli go wypchnąć muskularni zadaniowcy. – Futbol jest teraz inny – zapowiadał w 2004 Pep Guardiola. – Gra się szybciej i bardziej fizycznie. Różni się także taktyka. Musisz odbierać piłkę jak Patrick Vieira i Edgar Davids. Umiejętność podawania stanowi dodatek. Środkowi pomocnicy skupiają się na pracy w obronie. Piłkarze tacy jak ja są skazani na wymarcie.

Nie był w tej opinii osamotniony. – W mojej wizji futbolu rozgrywającym jest każdy, kto ma piłkę. Ale Makalele tego nie potrafi. Nie ma pomysłów, choć oczywiście jest świetny w odbiorze. Zaczęli dominować specjaliści – powiedział Arrigo Sacchi. Obaj się pomylili.

Generał z drugiego frontu

Opisywany przez Guardiolę i Sacchiego wszechstronny pomocnik przeżył. Zanika za to tradycyjny rozgrywający. Numer 10, który z ze zręcznością genialnego artysty tworzy dzieła tuż za plecami napastników. Kiedyś gracze pokroju Zinedine Zidane’a kreowali, gdy za ich plecami harował specjalista od defensywy – Makalele lub Davids, wspominani w przytaczanych cytatach.

Marginalizację klasycznych rozgrywających wymogła wzmożona batalia o środek boiska. Z ustawienia 4-4-2 (dwóch piłkarzy w centrum) standardem stały się taktyki 4-2-3-1 lub 4-3-3, gdzie stawia się na trójkąt graczy drugiej linii. Rozmiary boiska zostały te same, dlatego artysta żądający swobody twórczej został ściśnięty. Musiał uciekać.

Aby go odnaleźć we współczesnej piłce musimy zerknąć przed linię własnych obrońców. Właśnie tu żyje cofnięty rozgrywający. Im dalej od pola karnego rywali, tym więcej przestrzeni ma na pociąganie za sznurki. Wbrew kuszącemu uproszczeniu, pomocnik ustawiony przed swoimi obrońcami nie musi być defensywny. Cofniętego rozgrywającego należy oddzielić grubą kreską od gracza nastawionego wyłącznie na odbiory oraz pomocnika box-to-box, czyli ganiającego pod obiema bramkami.

Czytaj dalej…

Reklamy

Premier League do taktycznej tablicy – 11. kolejka

Na bloga wracają analizy, które umożliwia świetna aplikacja FourFourTwo Stats Zone. Dzisiaj przyjrzymy się uważne trzem meczom Premier League. Przeanalizujemy znaczenie roszad taktycznych Manchesteru City i Liverpoolu, udowodnimy wartość Paula Scholesa i pokażemy kogo powinien obawiać się Darren Bent.

1. Za wysoką obronę

Podania przyjęte przez Aguero (lewa) i podania na spalonego City (prawa)

Manchester City obrał klarowny plan na pokonanie Tottenhamu, którego trzymał się od pierwszej do 90. minuty: prostopadłe podania za linię obrony rywali. City chcieli skorzystać na zamiłowaniu Kogutów do wysokiego ustawiania defensorów. Tak kuszące, wolne miejsce tuż przed nosem bramkarza chcieli właściwie wykorzystać.

Realizacji tej strategii sprzyjał powrót do składu Davida Silvy. Hiszpan oraz Yaya Toure specjalizowali się w kreatywnych podaniach z głębi pola na wybiegających partnerów. Widać to choćby po ruchach Sergio Aguero – znaczna większość przyjmowanych przez niego podań wymagała ruchu bez piłki. Gracze The Citizens balansowali przy tym na krawędzi spalonego. Aż ośmiokrotnie dawali się łapać w pułapki rywali (prawa strona).

Mimo to, próbowali do samego końca. Pierwszy raz ryzyko opłaciło się w 55. minucie, gdy podanie lobem Toure spadło idealnie pod nogi wybiegającego Aguero. Argentyńczyk miałby okazję sam na sam, ale kompletnie zepsuł przyjęcie piłki. Nagroda za cierpliwość nadeszła w samej końcówce. Kolejny lob Silvy trafił na stopę superrezerwowego Edina Dżeko (jego bramki po wejściu z ławki dały City już dziewięć punktów!), który już wiedział, co zrobić w takiej sytuacji.

2. Mancini trzyma się swojego…

Znaczenie zmiany Maicona (lewa) i groźne dośrodkowania Brazylijczyka (prawa)

… i wygrywa. Włoski menedżer regularnie wprowadza w życie swój plan B w postaci ustawienia 3-5-2, które krytykowali już dziennikarze, analitycy brytyjskich stacji, a nawet piłkarze (przez Micah Richardsa). Upór Manciniego okazał się zbawienny w meczu z Tottenhamem. Opisane w pierwszym punkcie podania prostopadłe stanowiły sól ataków City. Jednak jednocześnie sprawiały, że ich ofensywa była wąska jak wąwóz w Termopilach.

Lekarstwo na tę dolegliwość pojawiło się w 57. minucie w postaci Maicona. Jego znaczenie na grę w końcówce widać na lewej stronie wykresu. Zmiana Brazyliczyka oznaczała przejście z ustawienia 4-2-3-1 do 3-5-2. Od tej pory Yaya Toure mógł już spokojnie rozciągać akcje na boki. Tam czekał Maicon, który korzystał z wolnych przestrzeni. Tottenham miał wyraźne problemy z nową formą ataku City. Po stronie Maicona był osamotniony Jan Verthongen, którego nie raczył wspierać Gareth Bale. Dzięki temu Brazylijczyk z Manchesteru mógł regularnie posyłać bardzo groźne dośrodkowania z prawego skrzydła (prawa strona wykresu).

Swoją drogą, Maicon był chyba najmniej spodziewanym aktorem do roli bohatera City. W niedzielnym meczu zagrał po raz pierwszy od blisko dwóch miesięcy. Poprzednim razem wyszedł na murawę przeciwko Realowi Madryt. Kto widział tamto spotkanie, pewnie pamięta jak Cristiano Ronaldo z Marcelo zrobili z niego króliczy pasztet. Mimo to był pierwszą opcją do zmiany w starciu z Tottenhamem… Odwaga Manciniego nie zna granic.

Czytaj dalej…

%d blogerów lubi to: