Archiwum

Posts Tagged ‘Danny Welbeck’

Siła Manchesterów

Komplet 24 punktów, osiem wygranych w lidze, awanse do półfinału Pucharu Ligi, cztery czyste konta, łączny bilans bramek 29:10. Nigdzie indziej wypełniona meczami co trzy dni końcówka grudnia nie była lepsza niż w Manchesterze. Świąteczne kopanie wepchnęło City tuż za plecy lidera, a United zbliżyło do czołowej czwórki na odległość trzech oczek.

Joe Hart wrócił do bramki The Citizens 17 grudnia i z miejsca stał się kluczową postacią dla tej znakomitej serii swojego klubu. Odzyskał pozycję po wygranym hicie 6:3 z Arsenalem. Jego pobyt na ławce z pewnością był zaplanowany na wyłącznie krótką chwilkę. Trener pokazał mu, że nie jest nietykalny i kolejne łatwe błędy nie będą tak łatwo zapominane. Takie: „Do pracy kolego, walcz o swoje”. Hart wrócił silniejszy, identycznie jak Wojciech Szczęsny po krótkim zesłaniu z zeszłego roku. Świetnie bronił już z Liverpoolem, ale jego apogeum przypadło na nietypowe starcie – z beniaminkiem Crystal Palace.

Trudno widzieć głównego bohatera w bramkarzu, gdy twój zespół wygrywa, ma 74% posiadania piłki i oddaje 23 strzały na bramkę rywala. Hart jednak miał sporo trudnej pracy i zwyczajnie nie chciał dać się zaskoczyć. Nie pękł nawet, gdy po starciu z Cameronem Jeromem poważnie rozciął łuk brwiowy. Wyglądał jak osiedlowy bokser, ale na szczęście City dotrwał do samego końca.

Wspominam o Harcie na samym początku, bo swojemu bramkarzowi sporo zawdzięcza także Manchester United. David de Gea może bronił mniej spektakularnie, ale jego interwencje z Norwich były równie kluczowe (o czym dowodzi wybranie go na piłkarza meczu przez kibiców United). W opisywanej połówce grudnia zaliczył trzy czyste konta. Jemu także, jak Hartowi i Szczęsnemu, przydał się oddech na plecach i rywalizacja z drugim golkiperem.

W przypadku United nie sposób także zapomnieć o Dannym Welbecku. Napastnik, który umiał wszystko poza… strzelaniem goli wreszcie zaczął je regularnie zdobywać. W ostatnich czterech meczach trafił czterokrotnie. W tym roku to już jego szósta bramka – sześciokrotnie więcej niż w całych poprzednich rozgrywkach ligowych. Nie ma Robina van Persiego? Na razie nie ma problemu, choć długoterminowe liczenie na Welbecka jeszcze nie przekonuje mnie do końca.

Zwycięski gol Welbecka padł z resztą, gdy Anglik wbiegł na boisko z ławki rezerwowych. To kolejny dowód w ostatnich dniach na odważne zmiany Davida Moyesa, który nie wahał się wpuścić na prawą obronę skrajnie ofensywnego skrzydłowego (Januzaj), a w przerwie meczu z Norwich wymienić Ryana Giggsa właśnie na Welbecka. United co prawda mierzyli się z przeciętnymi rywalami (kolejno Aston Villa, Stoke, West Ham, Hull i Norwich), miewali duże problemy (0:2 z Hull) – jednak trudno nie docenić powrotu dawnej regularności. Oczyszczenie atmosfery przyda się na najbliższe dni, gdy przyjdzie czas na poważniejsze testy – Tottenham i Chelsea.

Czytaj dalej…

„Przegrała lepsza drużyna”

Manchester United miał patent na Real Madryt, aż przewagę z rąk wytrąciła mu czerwona kartka dlaNaniego. Od tamtego momentu na Old Trafford rządziła myśl taktyczna Jose Mourinho. Co pokazał nam szlagier 1/8 finału Ligi Mistrzów?

1. Stary mistrz prawie to zrobił

Welbeck za Rooneya to kontrowersyjny, ale świetny ruch Fergusona

Odświeżenie Naniego, Danny Welbeck kosztem Wayne’a Rooneya, 39-letni Ryan Giggs (1000 mecz w zawodowej karierze) oraz posadzenie na ławce zdobywcy hat-tricka przeciwko Norwich Shinjiego Kagawy sir Alex Ferguson szokował już od pierwszego gwizdka. Ruchy Szkota były kontrowersyjne, ale przez godzinę gry wydawały się natchnione jego geniuszem.

Oddelegowanie Giggsa do pilnowania Cristiano Ronaldo zakrawało na szaleństwo. Walijczyk jednak ganiał bez wytchnienia, jakby po wtorkowym wieczorze miał dostać miesiąc wolnego. Jako pierwszy rzucał się do łatania luk i bezbłędnie asekurował bocznego obrońcę Rafaela.

W ofensywie Welbeck usprawiedliwiał odstawienie Rooneya. To on, nie Robin van Persie, stanowił zarzewie najlepszych ataków gospodarzy. Fantastycznie wbiegał za linię obrony Realu. Dodatkowo dostał zadanie ścisłego krycia cofniętego rozgrywającego Królewskich, Xabiego Alonso. Trzymał się go niczym samica młodych, czym wyraźnie obniżył jakość ataku pozycyjnego przyjezdnych. – Każdy był zdrowy. Musieliśmy podjąć znaczące decyzję. Mieliśmy odpowiedni balans – tłumaczył obecność młodego Anglika drugi trener United Mike Phelan.

United uważnie prześledzili starcia Realu z Barceloną. Jeszcze przed czerwoną kartką zupełnie oddali inicjatywę rywalom, samemu skupiając się na tworzeniu wąskich i kompaktowych linii obrony. Środkowi pomocnicy otrzymali niemal wyłącznie zadania defensywne. Kontrnatarcia Czerwonych Diabłów rozprowadzane były bardzo szybko, głównie z wykorzystaniem dynamiki Welbecka i Naniego.

2. Mourinho korzysta z prezentu

Z dużą dozą prawdopodobieństwa Manchester dotrzymałby korzystny wynik, gdyby nie kontrowersyjne wyrzucenie Naniego z boiska w 56. minucie. Wcześniej Real miał duże problemy z rozbiciem zwartej obrony, mimo ciągłych zmian pozycji piłkarzy w ataku. Alonso izolowany przez Welbecka nie wspomagał ofensywy swoimi firmowymi długimi podaniami, za które z gorszym skutkiem zabierał się Sami Khedira.

Przy liczebnej przewadze Jose Mourinho potrzebował tylko trzech minut, aby znaleźć idealne rozwiązanie. Wpuścił na boisko Lukę Modricia, a Khedirę przestawił na bok obrony. W ten sposób miał trzech kreatywnych zawodników na środku – Modricia, Kakę i Alonso (wreszcie wolnego, gdy Welbeck załatał skrzydło opuszczone przez Naniego). – Miałem poczucie, że Modric zmieni mecz. Wniósł jakość, której wcześniej nie mieliśmy – chwalił Chorwata trener Realu. Tylko siedem minut zajęło rozmontowanie desperacko broniącego się United. Ferguson nie mógł być zadowolony z gola Modricia, bo padł po strzale ze środka boiska – strefy, której bronił najliczniej.

Kolejne 180 sekund przyniosło drugie trafienie madrytczyków. Wtedy United potrzebowali strzelenia dwóch goli i siłą rzeczy musieli podjąć duże ryzyko. Ustawili się w formacji 4-2-3, czym zwiększyli siłę swojego rażenia, ale też zupełnie otworzyli miejsce dla Realu. Madryt z wynikiem 2:1 wreszcie mógł grać tak, jak chciał od samego początku – szybkimi kontrami na niezorganizowaną obronę.

Czytaj dalej…

Czerwone Diabły rzucają rywalom koło ratunkowe – analiza taktyczna

Manchester United długo udowadniał jak wielka przepaść powstała między nimi, a ich wielkimi rywalami z Liverpoolu. Zmiana taktyki The Reds w drugiej połowie tchnęła życie we wcześniej jednostronne widowisko. 

Początkowe taktyki

Liverpool w tym sezonie nie pokonał jeszcze ekipy z górnej połówki tabeli. Na Old Trafford było daleko od zwycięstwa, jednak optymizmem może napawać rodząca się nić porozumienia Luisa Suareza z Danielem Sturridgem.

Formacje: 

Manchester United musiał radzić sobie bez kontuzjowanego Wayne’a Rooneya. Na jego miejsce w formacji 4-2-3-1/4-4-1-1 trafił Danny Welbeck. Sir Alex Ferguson wystawił Anglika kosztem preferowanego wcześniej Javiera Hernandeza. Welbeck oferował więcej atletyzmu i pracy w defensywie. Jak się okazało, w pełni spłacił kredyt zaufania. Poza tym do jedenastki wrócił Nemanja Vidić.

Liverpoolowi brakowało Jose Enrique, co otworzyło drzwi do składu nastoletniemu Andre Wisdomowi i przesunęło Glena Johnsona na lewą obronę. The Reds postawili na gęsty środek pola. Ich realne ustawienie na początku przypominało mocno defensywny system 4-1-4-1 z wysuniętym Suarezem.

Welbeck

Zaskakujący wybór Welbecka można wytłumaczyć znacznie większą wszechstronnością Anglika niż Hernandeza. Elastyczność w ustawieniu młody napastnik United pokazywał od pierwszej chwili na boisku. Regularnie zmieniał się pozycjami z fałszywym skrzydłowym Kagawą. Ta dwójka dodatkowo broniła przeciwko Lucasowi Leivie, najgłębiej ustawionemu pomocnikowi Liverpoolu.

Właśnie z okupowanej przez Welbecka z Kagawą lewej strony Manchester United stwarzał największy zamęt. Pierwszy gol padł po kombinacji w środku pola, która zupełnie uwolniła przestrzeń do nadbiegającego Patrice’a Evry. Ten płasko dośrodkował w kierunku Robina van Persiego, który w tym meczu ograniczał się głównie do zamykania podobnych płaskich centr. Holender trzykrotnie pokazywał się do takich podań i za każdym razem poważnie kurzyło się pod bramką Jose Reiny. Jednak poza tym mało udzielał się w rozegraniu.

Większą paletą zagrań w ofensywie dysponował Welbeck. Silny i jednocześnie dynamiczny atakujący regularnie czyhał na długie piłki za plecy obrońców. Szczególnie upodobał sobie przestrzeń między Wisdomem a Martinem Skrtelem. W późniejszej fazie gry prostopadłe podania na Welbecka stanowiły główny plan ofensywny gospodarzy. Częstotliwość tej formy rozegrania Czerwonych Diabłów widać na wykresie podań przyjmowanych przez Welbecka.

Styl podań do Welbecka

Danny był niesamowity. Sprawił wiele trudności ich dwóm stoperom – powiedział Ferguson dla MUTV. Podobne zdanie miała stacja Sky Sports, która wyróżniła Welbecka nagrodą Piłkarza Meczu.

Czytaj dalej…

Histeria nad reprezentacją Anglii. Podstawna?

Angielskie media chcą pogrzebać całkiem zdrowego pacjenta. Reprezentacji Trzech Lwów solidnie się oberwało za remis z Ukrainą na Wembley. Czytając relacje z brytyjskiej prasy, zastanawiam się, czy aby mój obraz tego meczu nie był chwilami cenzurowany. Nie było przecież tak źle. Chyba, że moją wizją wstrząsnął gniot Polska – Mołdawia…

Po złotym lecie olimpijskich sukcesów, Trzy Lwy potrafiły wyszarpać jedynie ponury remis z Ukrainą” The Sun

”Pogrzeb futbolu. Martwa atmosfera, puste siedzenia i Roy Keane robią z meczu Anglii wyjątkowo przygnębiające doświadczenie” Daily Mirror

„Noc, w której zmierzyliśmy się z rzeczywistością o nieustannym schyłku Anglii” Independent

Solidna porcja popłuczyn. Czy zasłużona?

Faktycznie Anglicy dość powolnie dobierali się do Ukraińców. Roy Hodgson przemeblował reprezentację. System 4-4-1-1 z EURO zmienił na 4-2-3-1, który sprawdził się w Mołdawii. Tu zadanie było dużo trudniejsze. Miłym dodatkiem okazała się większa cierpliwość Wyspiarzy. Joe Hart, kiedy tylko mógł, zaczynał akcje krótko od tyłu. Jednak sposób konstruowania ataku był zdecydowanie zbyt powolny. Piłka krążyła między stoperami jakieś 1054 razy, zanim ktoś z pomocy pokwapił się, nomen omen, na pomoc kolegom. Napastnik Jermaine Defoe tak się wynudził w pierwszej fazie meczu, że zapewne zdążył opracować szczegółowy plan kolacji i zliczyć wszystkie krzesełka na Wembley. Kamera telewizyjna tkwiła na połowie Anglików, jakby podania obrońców miały podobną atrakcyjność dla widzów do lądowania na Księżycu w 1969 roku.

Pokaźnie przyczyniła się do tego fenomenalna organizacja obrony Ukrainy. Goście zupełnie odpuszczali stoperów i całym zespołem blokowali środkowe strefy boiska. Każdy gracz Anglii miał wokół siebie stadko żółtych koszulek, które biegały z intensywnością króliczka Duracell. Za organizację linii zabrał się Anatolij Tymoszczuk. Weteran z Bayernu Monachium wybił rozegranie z głowy Toma Cleverleya, którego po zwycięstwie z Mołdawią Hodgson przyrównał do angielskiej wersji Cesca Fabregasa. Tymoszczuk pogroził jednak palcem, wiernie podążał za Cleverleyem. Na tym skończyły się kreatywne rozwiązań pomocnika Manchesteru United.

Anglicy oddali całą władzę w nogi Stevena Gerrarda. On jako jedyny podawał ofensywnie, do przodu. Wściekłe przerzuty na boki otwierały jedyne wolne korytarze na boisku (w polskiej reprezentacji próbował tego Eugen Polański, ale on ostrzeliwał jedynie bandy reklamowe na aucie). Właśnie ze skrzydeł Anglia potrafiła wreszcie dopaść do skóry przeciwników. Trzy znakomite okazje po akcjach rozgrywanych po boku zmarnował Cleverley. Dzięki temu stał się kozłem ofiarnym dla krajowych mediów. W ciągu kilku dni przeszedł drogę od bohatera do zera. Jego pudła były faktycznie dość zawstydzające. Nie poddawałbym go jednak radykalnemu ostracyzmowi. Sama jego obecność na właściwym miejscu wskazuje na nos do strzelania goli. Teraz Cleverley powinien wziąć długopis i notatki, a później wybrać się na wykład z „Wykańczania akcji przez pomocnika” od profesorów Franka Lamparda lub Paula Scholesa.

Zorganizowani Ukraińcy żywili się kontrami, a gościnni Anglicy solidnie dokarmiali przyjezdnych. Szczodry Joleon Lescott oddawał piłkę, do której całą hordą dopadali chłopcy Oleha Błochina. Cztery angielskie prezenty dla Ukraińców to zdecydowanie za dużo. Tym bardziej, że przy dużej ilości miejsca rozpędzali się  Jehwen Konoplanka z Andrijem Jarmołenką. Szybkość tych skrzydłowych każe zastanowić się FIFA nad wprowadzeniem na boiskach ograniczenia prędkości i stawiania fotoradarów, bo robi się niebezpiecznie.

Dotychczasowy opis może wskazywać, że angielska prasa ma pełne prawo znęcać się nad reprezentacją. Nie do końca. Nawet, gdy wpadki w wyprowadzaniu piłki podnosiły ciśnienie Hartowi, nawet przy wolnym tempie rozegrania – Anglia stworzyła kapitalne okazje strzeleckie. Zdobyła nawet gola (Defoe), który został anulowany przez popis teatralny Jarmołenki. Napór Wyspiarzy rósł z każdą minutą, wprost proporcjonalnie do wycieńczenia Ukrainców.

W drugiej połowie Anglicy wreszcie zaczęli kopać na połowie rywali. Skrzydłowi schodzili do środka, tworząc wyraźną przewagę liczebną. Ich miejsca zgrabnie uzupełniali boczni obrońcy. Danny Welbeck swoim wejściem z ławki wniósł tyle kilogramów energii, ile sam waży. Dopadał do każdego podania, pokazywał się na wolnych pozycjach, a najwięcej dobrego i tak zdziałał wbiegając w pole karne.

Ukraińcy ściśnięci jak pasażerowie autobusu o 8.00 zupełnie otworzyli skrzydła. Gerrard i spółka tylko musieli odpowiednio szybko dostarczyć piłkę na bok, a stamtąd już szło precyzyjne wstrzelenie w pole karne. Te podania przyciągał Welbeck – raz strzelił w słupek, raz szukał faulu i raz zarobił karnego. Szukacie modelu właściwej zmiany? Welbeck wydaje się perfekcyjnym kandydatem.

Z tego powodu dziwią mnie fatalistyczne reakcje angielskiej prasy. Remis u siebie z Ukrainą to nie Mount Everest piłkarskiego rzemiosła, ale brytyjscy dziennikarze jakby zupełnie przymknęli oczy na poprawę stylu reprezentacji, która na EURO 2012 była toporna i jakby wyciągnięta z poprzedniej epoki. Jestem pewien, że gdyby Cleverley lub Welbeck strzelili na 2:1, Anglicy rozpływaliby się nad nową jakością. Czy jeden gol robi aż tak wielką różnicę w odbiorze?

Batman i Robin

Na fali miłości do trylogii Christophera Nolana wpadło mi skojarzenie. W Gotham City (Premier League) dumnie rozsiadło się i panuje nowe „zło” (Manchester City). Batman (Wayne Rooney) mimo fenomenalnych starań, już sam nie daje rady. Ocalić swoich (Man United) może tylko za pomocą Robina. Robina van Persiego.

Jak widać, nie tylko ja tak to widzę. Ale holenderski De Telegraaf nieco surowiej potraktował rolę Rooneya:)

Fatman czy Batman?

Tak jak Batman w najnowszej części Mrocznego Rycerza (spokojnie, obędzie się bez większych spoilerów), tak United potrzebowali poważnych posiłków. Czy można wyobrazić sobie transfer o większej sile uderzeniowej? Van Persie to: król strzelców zeszłego sezonu, absolutnie najlepszy piłkarz tamtych rozgrywek, człowiek w sile wieku (29 lat), zdesperowany w gonitwie za trofeami (ostatnie w 2005 roku, marny Puchar Anglii!). Człowiek orkiestra. 30 goli i 9 asyst.

Teraz na Old Trafford w ataku będą hasać dwaj najskuteczniejsi w minionym roku na Wyspach. Nic dziwnego, że sir Alex Ferguson pieje z zachwytu. – Oni są dwoma fantastycznymi piłkarzami i to świetnie dla ich obu. To (transfer) daje nam większą siłę i więcej kombinacji z przodu. W 1999 roku miałem Dwighta Yorke’a, Andy’ego Cole’a, Teddy’ego Sheringhama i Ole Gunnara Solskajera, czterech najlepszych napastników w Europie. Teraz idziemy naprzód z Javierem Hernandezem, Waynem Rooneyem, Robinem, Dannym Welbeckiem i Shinji Kagawą. To niesamowita kolekcja zawodników i mam nadzieję, że wybiorę właściwe kombinacje – powiedział uchahany ojciec chrzestny Czerwonych Diabłów.

Ferguson i van Persie razem, kto by pomyślał

Sir Alex cieszy się z piątki klasowych atakujących, mnie zostaje drapanie się po głowie. Po przejściu Kagawy spodziewałem się, że MU zagra w sprawdzonym ustawieniu 4-4-1-1 z Japończykiem za plecami Rooneya, mocnymi skrzydłami i Welbeckiem/Hernandezem z ławki. Teraz, bij-zabij, nie umiem powiedzieć jak Manchester United wyjdzie w poniedziałek na Everton. Ferguson chce van Persiego w składzie już od zaraz. Jeśli się nie uda, od drugiej kolejki Holender już pewnikiem będzie gotowy.

Pozgadujmy:

1) taktyka 4-4-1-1 z Rooneyem za plecami van Persiego. Kagawa/Hernandez/Welbeck na ławce, bo na skrzydłach miejsce dla Younga, Valencii lub Naniego – szanse: 65%

2) taktyka 4-4-1-1 z Rooneyem za plecami van Persiego. Kagawa lub Welbeck zajmują miejsce na lewym skrzydle, bo już tam grali. Kagawa może też grać na środku pomocy, ale tam miałby więcej zadań obronnych, którym może nie podołać – szanse: 30%

3) niespodzianka Fergusona – 3-4-1-2 i miejsce dla Kagawy jako trequartisty (swoją drogą, to będzie plagiat od Manchesteru City:))? 4-3-3 z Robinem na skrzydle? Zmiana dotychczasowej formacji będzie wymagać pracy, więc nie spodziewałbym się tego na początek sezonu – szanse: 5%

Zdrowy rozsądek mówi, że to nowy duet MU

Nie widzę wariantu, w którym w wyjściowym składzie brakuje van Persiego ORAZ Rooneya. Czy takie bogactwo w ofensywie jest pożądane? Manchester United posadzi na ławie najlepszego reprezentanta Meksyku, wyjściowego napastnika kadry Anglii i gwiazdę z Japonii. Hamulec w rozwoju dla przynajmniej jednego z nich gwarantowany. Nie wspominając już o Dymitarze Berbatowie, który chyba już w pośpiechu wypatruje nowego adresu.

O tym, ile znaczy rok poza boiskiem pokazuje przykład Nuriego Sahina. Turek, drugi po Bogu w Dortmundzie – lider środka pola i fundament pierwszego mistrzostwa za kadencji Jurgena Kloppa, poszedł w błysku fanfar do Realu Madryt. Kontuzja, później ławka i dziś Królewscy wypychają Sahina do Anglii (Liverpool lub Arsenal, dla obu świetny biznes). Coś czuję w kościach, że za rok taki scenariusz powtórzy się z Chicharito.

Właśnie z powodu tego bogactwa w ataku, transfer van Persiego do United wydawał mi się nierealny. Podobnie z City. Gdzie tam upchnąć jeszcze snajpera z 200 tys. funtów tygodniowo w kontrakcie? Juventus wyglądał na najrozsądniejsze rozwiązanie, bo Włochom właśnie znakomitego napastnika brakuje do skompilowania paczki na miarę półfinału Ligi Mistrzów (teraz jeszcze trenera… Wybaczcie okrutny żart).

Piszę tylko o United, ale co z drugą stroną megatransferu – Arsenalem. Arsene Wenger wiedział co się święci i nie powtórzył błędu sprzed roku. Wtedy do końca chciał trzymać Cesca Fabregasa i Samira Nasriego. Odeszli obaj, stąd nerwowe ruchy w ostatnim dniu transferów. Teraz Wenger poszperał, pomyślał i zabrał na Emirates Lukasa Podolskiego z Olivierem Giroudem. Rozważnie.

Jeszcze rozsądniejsze jest puszczenie zbuntowanego chłopaka, z zaledwie rocznym kontraktem za 22-24 mln funtów. Majstersztyk. Tym bardziej, że United van Persiego już drogo nie sprzeda. 29-latek za dwa, trzy sezony powinien spuścić z tonu, więc timing Arsenalu jak najbardziej właściwy.

Byłoby idealnie, gdyby nie kolejny niebezpośredni komunikat z Emirates Stadium – nie możemy rywalizować z najbogatszymi na funty. Z Arsenalu, niczym sklepowej witryny, wyciągani są liderzy, kapitanowie, legendy. Patrick Vieira, Thierry Henry, Ashley Cole Fabregas, Nasri, a nawet Kolo Toure. Teraz van Persie. Do zakupów zapraszani są nawet najwięksi rywale. Kanonierzy 2012/13 mają mocny skład, w sam raz na pierwszą czwórkę, ale obawiam się, że w najbliższym czasie będą tylko szklarnią talentów dla możnych. Błyszczysz na Emirates? Uważaj, bo już jedzie po ciebie PSG, MU, City, Real, Barcelona…

P.S. Kibice Arsenalu już palą koszulki. Ot, nowa moda przy kontrowersyjnych ruchach.

P.S.2. Żeby jednak nie było tak smutno, zakończmy pozytywnym akcentem. Oto ostatni wkład van Persiego w rozwój Arsenalu. Napastnik nauczył swoich kumpli nowego tricku. Dobre i to:)

Przewodnik po meczu meczów w Anglii – Man City vs Man United

W 20-letniej historii Premier League nie było jeszcze spotkania o tak kolosalnym znaczeniu. Piłkarskie święto na Wyspach zasługuje na specjalne traktowanie. Zapraszam do przeglądu taktyki, najważniejszych pojedynków, kluczowych aspektów i otoczki przed 163. derbami Manchesteru, które zadecydują o mistrzostwie Anglii.

Generałowie przed bitwą sezonu - Mancini i Ferguson

1) Znaczenie

 Gary Neville, obecnie komentator w Sky Sports powiedział: – Grałem 18 lat w Manchesterze United i nigdy nie spotkałem się z tak ważnym meczem. Anglik podkreślił, że stawką będzie panowanie w Manchesterze, ale i w całej piłkarskiej Wielkiej Brytanii.

Układ tabeli sprawia, że w tej rywalizacji zwycięzca zagarnia wszystko, a przegrany skończy sezon z pustymi rękoma. Jeśli zatriumfują United, wystarczy im jeden punkt w dwóch ostatnich kolejkach do przypieczętowania tytułu. Jeżeli zaś wygrają The Citizens, będzie to nowy etap w historii klubu. Mistrzostwo kraju przyciągnie gwiazdy na transferowym rynku, znacznie podniesie renomę i popularność drużyny na całym świecie.

Bo choć w poniedziałkowy wieczór centrum wydarzeń będzie leżeć w Manchesterze, losy widowiska prześledzi cały świat. Vincent Kompany zauważył, że końcowy wynik stanie się przedmiotem sporów nie tylko w północno-zachodniej Anglii, ale też w Chinach, Indonezji, itp.

2) Taktyka

Spotkanie powinno być dodatkowo interesujące przez to, że obie drużyny hołdują odmiennym systemom taktycznym. City nie rozstają się z ustawieniem 4-2-3-1 z dwójką defensywnych pomocników. United zaś są wierni formacji 4-4-1-1. Jakie są silne i słabe strony tych taktyk?

The Citizens powinni uzyskać najwięcej przewag w środkowej linii. Obecność trzech centralnie ustawionych pomocników ułatwi płynność rozgrywania podań. Wielkie znaczenie będzie miał Yaya Toure, który jak żaden inny zawodnik City spełnia się zarówno w ataku i obronie. W pierwszym meczu na Old Trafford cichym bohaterem został James Milner, którego wszechstronność zapewniła drużynie odpowiedni balans.

United w środku pola dysponują dwoma świetnymi podającymi, z których Paul Scholes reguluje tempo rozegrania. Jednak, jak udowodniło spotkanie z Evertonem, duet pozbawiony bardzo defensywnie nastawionego piłkarza może zbyt słabo chronić linię obrony.

Czerwone Diabły mają za to znaczącą przewagę w bocznych sektorach. Sir Alex Ferguson dysponuje trzema dynamicznymi i kreatywnymi skrzydłowymi, którzy potrafią siać na flankach prawdziwe spustoszenie. Jeśli skrzydłowi United będą nieustannie atakować, to zwiążą z tyłu bocznych obrońców City. To o tyle ważne, że prawy i lewy defensor gospodarzy zapewniają rozciągnięcie gry. Nominalni skrzydłowi The Citizens – Samir Nasri i David Silva – zwykle ścinają akcje do środka. Wygrana City w centralnej strefie lub United na bokach może okazać się główną receptą na sukces.

3) Duety

Kibice kochają gole, stąd od razu znakomita wiadomość. Pary napastników (co ciekawe – łączące sobie rodaków, czyżby kluczowa była więź językowa?) obu klubów są w obłędnie dobrej dyspozycji.

Sergio Aguero z Carlosem Tevezem rozumieją się telepatycznie. Argentyńczycy szukają się na boisku i potrafią rozklepywać obronę rywali serią błyskotliwych zagrań. Zwykle Aguero stoi nieco z przodu i czeka na prostopadłe piłki, a Tevez cofa się w lukę między liniami defensywy i pomocy przeciwników. Stamtąd dyryguje grą City. Ulubiona przestrzeń Teveza stanowi słaby punkt taktyki United (patrz punkt 2).

Równie dobrze komunikują się Wayne Rooney z Dannym Welbeckiem. Obaj pokazali kilka znakomitych ruchów przeciwko Evertonowi. Ferguson przyrównał ich do legendarnego duetu Dwight Yorke-Andy Cole, który zapewnił United potrójną koronę w 1999 roku. Podobnie jak u Aguero i Teveza, jeden z zawodników gra na równi z obrońcami (Welbeck), a drugi z radością cofa się po piłkę (Rooney).

4) Kluczowe składniki

Piłkarz pozbawiony pewności siebie kopie niechlujnie, choćby na treningach czynił cuda. Psychiczny aspekt futbolu jest nie do przecenienia. To The Citizens są w znacznie lepszych nastrojach. Po porażce z Arsenalem (osiem punktów straty do lidera) bukmacherzy płacili za mistrzostwo na Etihad 33 funty za jednego postanowionego. Dziś za taką samą stawkę wypłacą już tylko 2,70! Odrabianie strat, przy jednoczesnych potknięciach United, wytworzyło w ekipie Roberto Manciniego istotne momentum.

The Citizens dysponują także przewagą własnego stadionu. U siebie City przez cały sezon zgubili raptem dwa punkty. Na Etihad walczy się niezwykle trudno, ale Czerwone Diabły to najlepsza drużyna Premier League na wyjazdach. Podczas 17 delegacji, gracze Fergusona aż 12 razy schodzili z boiska z kompletem punktów.

W tym sezonie (liga i Puchar Anglii) derby Manchesteru przegrywał ten zespół, który grał w liczebnym osłabieniu. Czerwona kartka dla Jonny’ego Evansa rozbiła United na Old Trafford, wykluczenie Kompany’ego na Etihad zachwiało obroną City. Dlatego piłkarze za wszelką cenę zechcą uniknąć przedwczesnego zakończenia spotkania.

5) Gierki słowne

Na koniec warto wspomnieć o barwnym pojedynku słownym obu menedżerów. Mancini oraz Ferguson nie szczędzili sobie słodkich zdań, próbując tym samym wywrzeć dodatkową presję na rywalu.

Gdy City zaczęło gonić United w tabeli Mancini zarzekał się, że wyścig o mistrzostwo jest już skończony. Taką retorykę kontynuuje i teraz, choć drużyny dzielą ledwie trzy oczka. Według Włocha United są bardziej doświadczeni i mają bardzo łatwy kalendarz spotkań (Swansea i Sunderland), z kolei The Citizens jeszcze muszą jechać na trudny teren w Newcastle. Czy można bardziej zmotywować zawodników Łabędzi oraz Czarnych Kotów na potyczki z United?

Ferguson wychwalał postęp City, wskazywał na doświadczenie ich piłkarzy w rywalizacji o najwyższe stawki. Szkot pokusił się nawet o stwierdzenie, iż derby Manchesteru będą teraz najważniejszym wydarzeniem w kalendarzu United i swoją rangą przebiją rywalizację z Liverpoolem. Menedżer Czerwonych Diabłów widzi faworyta w swoich lokalnych rywalach.

 

Jak te wszystkie zapowiedzi sprawdzą się w praktyce przekonamy się o 20.55. Transmisja w polskiej telewizji Canal+ Sport HD i Canal+ 3D zacznie się od 20:35. 

Etihad Stadium - arena największego meczu 20-lecia Premier League

%d blogerów lubi to: