Archiwum

Posts Tagged ‘FC Barcelona’

WNF TV #7 Za kulisami Dumy Katalonii

Reklamy

Pogonie po Barcelonie

Przerwa techniczno-wakacyjna dobiegła końca i wracam do pisania. Ostatnie dni dały mi okazję do niemal 100% odpoczynku od futbolu. Jednak w Barcelonie od piłki nie dało się uciec, o czym wkrótce się przekonacie.

FC Barcelona

Weekendowa kolejka oznaczała dla mnie około 15 minut oglądania derbów Madrytu w restauracji, gdzie bardziej niż mecz interesował mnie kawałek mięsa na talerzu. Liczę, że zrozumiecie. Dlatego trudno oceniać mi jakikolwiek przebieg angielskiej lub jakiejkolwiek serii. Dziś rano dopiero nadrabiałem historyczne cztery gole Roberta Lewandowskiego. W tym wpisie chciałem przybliżyć Wam futbolowy zapach Barcelony.

Porażka 0:4 z Bayernem naturalnie wymogła mniejsze niż zwykle zainteresowanie rewanżem w półfinale Ligi Mistrzów. Jedyne oblicze tego spotkania dojrzałem w sprzedaży biletów na ten mecz bez szaleńczej stawki (kto wierzy w powrót Barcy?) – zaczynają od 140 euro, a dochodzą do ponad 400.

Jednak nawet po monachijskim szoku Barcelona nie straciła nic ze swojej miłości do piłki nożnej. Każdy sklepik z pamiątkami, co dosłownie trzy kroki, ozdabiają czerwono-niebieskie gadżety. Od replik koszulek, przez szaliki, po kreskówkowe figurki zawodników z… opuszczonymi spodniami załatwiającymi potrzeby fizjologiczne! Na bazie koszulek dało się także zaobserwować, ile dla miasta znaczy Leo Messi. Biorąc pod uwagę nazwiska na trykotach (nie było sklepu bez choć jednej sztuki z „Messi 10”) można byłoby uznać futbol za sport indywidualny.

Choć na wyjeździe oddałem się głównie resetowaniu umysłu, część upłynęła mi na przyjemnej pracy. Nagrałem dla Was vloga z serca Dumy Katalonii. Zarejestrowałem każdy ważny krok z „Camp Nou Experience”. W dwóch odcinkach pokażę Wam jak wygląda muzeum, szatnie, korytarze i trybuny tego stadionu giganta. Będzie to zupełnie inna forma vloga (kręcona aktywną kamerą, naśladująca prawdziwy spacer i dźwiękiem z offu) po około 5-6 min na odcinek.

Czytaj dalej…

Taktyczny spacer po El Clasico

Real zagrał najlepsze Gran Derbi w epoce Jose Mourinho. W pełni zasłużenie wynagrodzi mu to występ w finale Pucharu Króla. Dlaczego Barcelona była tak bezradna we wtorkowym hicie w Hiszpanii?

1. Podręcznikowe okaleczenie Barcelony

Di Maria zakręca Puyolem – idealna kontra

Real Madryt wykorzystał obie najchętniej opisywane słabości Katalończyków w defensywie. Dwukrotnie zranił gospodarzy błyskawicznymi kontrami, a trzeciego gola dołożył ze stałego fragmentu gry.

Tradycyjnie już Cristiano Ronaldo wychodził z lewego skrzydła, aby ze środka szukać miejsca za plecami obrony. Znajdował go sporo, szczególnie gdy boczni defensorzy Barcelony byli chwilę wcześniej zajęci atakowaniem. Niezbyt dobrze sprawdzała się asekuracja środkowych obrońców Blaugrany – zarówno Gerard Pique i Carles Puyol dawali się mijać w polu karnym przy golach Realu.

Modelowym przykładem jakości kontrataków ekipy z Madrytu było drugie trafienie Ronaldo. Od momentu niecelnego podania Messiego pod polem karnym Realu minęło dokładnie 10 sekund do chwili, gdy Angel Di Maria położył na ziemię Puyola po przeciwnej stronie boiska. Cztery sekundy później Ronaldo dobił obroniony strzał Argentyńczyka. 14 sekund od głębokiej obrony do gola…

Ze złudzeń Barcelonę odarł Raphael Varane. 19-latek strzelił w tym sezonie dwa gole – oba Katalończykom w półfinałach Pucharu Króla i oba głową. Bohater spotkania w Madrycie ośmieszył Pique przy rzucie rożnym i bez kłopotu posłał strzał, który dał Madrytowi bilety na finał.

2. Ograniczone moce Messiego

AC Milan oraz Real w Pucharze Króla na przestrzeni niecałego miesiąca pokazali jak przeżyć w starciach z Lionelem Messim. Argentyńczyk, który regularnie chłosta kolejnych rywali w La Liga, w trzech kluczowych spotkaniach pucharowych nie oddał ani jednego celnego strzału. Milan z Realem odarli go z nietykalności.

Messi wystartował w rewanżowym El Clasico od piorunującego obrotu i strzału tuż obok słupka. Zaczął fenomenalnie, ale później powtarzały się scenariusze z Bernabeu i San Siro. Przeciwnicy zagęszczali mu przestrzeń i wypychali w głąb boiska. Symboliczną akcją była ta z 36. minuty. Po wysokim pressingu Barcelona szła z kontrą na osamotnionych stoperów Realu, ale Messi podał w nogi Varane’a.

W pierwszym meczu półfinałów Argentyńczyk przysłużył się chociaż asystą. Na Camp Nou nie miał nawet jednego kluczowego podania, rzadziej dryblował i mniej podawał. To absolutnie żaden schyłek megagwiazdy z Katalonii, jednak markowi rywale zaczynają uczyć się go neutralizować.

Czytaj dalej…

Jak robi to Andres Iniesta

W przerwie reprezentacyjnej robię drobną pauzę od Premier League. Zapraszam do przeczytaniu tekstu o stylu i podwalinach geniuszu Andresa Iniesty. Materiał ukazał się w wrześniowym numerze miesięcznika FourFourTwo, dla którego mam okazję pisać. Przy okazji zachęcam do październikowego numeru, który w kioskach już od piątku (12.10) – w nim stworzyłem cudeńko o roli bocznego obrońcy.

UEFA bez wahania nadała Andresowi Inieście tytuł najlepszego piłkarza EURO 2012, choć hiszpański rozgrywający zaliczył w tym turnieju ledwie jedną asystę. To żadna pomyłka. Federacja nie patrzyła tylko na cyferki, a dostrzegła w nim to, co kiedyś zauroczyło Pepa Guardiolę.

Ty poślesz mnie na emeryturę – powiedział były trener Barcelony do swojego następcy Xaviego Hernandeza. – Ten chłopak (Iniesta) pośle na emeryturę nas wszystkich – dodał Guardiola.

Każdy piłkarski komentator powtarza, że Iniesta jest wielki. Tylko co czyni go tak wyjątkowym? Przecież nie strzela 50 goli na sezon wzorem Messiego lub Ronaldo. Nie dostarcza tabloidom pikantnych historyjek, bo poza boiskiem wiedzie żywot barwny niczym kino noir. Analiza dostępna dzięki aplikacji FourFourTwo Stats Zone pozwoli zrozumieć fenomen cudownego wychowanka La Masia.

Czytaj dalej…

Jak Real zdobył Barcelonę

To nie był najlepszy tydzień dla hiszpańskich potentatów. Barca i Real dość niespodziewanie wypadły z Ligi Mistrzów. Jednak w dużo lepszych nastrojach zostaną Królewscy, którzy jako nagrodę pocieszenia dostają odzyskanie prymatu w Hiszpanii i wygraną na Camp Nou. Właśnie na ten temat powstał poniższy tekst dla tygodnika „Tylko Piłka”.

Real Madryt czekał pięć długich lat na podbój Barcelony. Wygrana jest tym słodsza, że w praktyce zapewnia Królewskim mistrzostwo Hiszpanii. Katalończycy – jedyni, których powstrzymywali Cristiano Ronaldo i Jose Mourinho – wreszcie musieli uznać wyższość rywali ze stolicy. 

Odważna selekcja atakujących

Grając z Barcą trzeba się pogodzić, że przewaga posiadania piłki będzie należeć do chłopców Pepa Guardioli. Mourinho nie rzucał się z motyką na słońce – oddał przeciwnikom futbolówkę (72%-28% posiadania dla Barcelony). Ale, gdy Real dorwał się już do piłki – ataki nabierały szaleńczego tempa. Królewscy błyskawicznie przenosili ciężar gry na skrzydła, wykorzystując luki obronne rywali. Na bokach było znacznie luźniej, ponieważ Katalończycy dysponowali tylko trójką defensorów. Nagłe zrywy zawodników z Madrytu często kończyły się stratami, ale gdy udawało się przedostać pod bramkę, robiło się naprawdę gorąco. Po jednej z szybkich kontr inicjowanych na skrzydle padł zwycięski gol dla Realu.

Mourinho przestał chować się za podwójną zasłoną. Zamiast ustawienia z trivote, włączającego do składu trzech defensywnych pomocników, Real miał na boisku czterech piłkarzy kochających atak. To oni zakładali wysoki pressing i utrudniali Barcelonie konstrukcję akcji już w samym zarodku.

Kluczowe znaczenie miał występ Mesuta Ozila. Niemiec, nieprzekonywujący w poprzednich klasykach, w sobotę błyszczał pełnią blasku. Ozil wykorzystał miejsce zostawiane mu przez Busquetsa (który musiał cofać się do linii obrony) i rozprowadzał najlepsze akcje Królewskich.

Rozsądna obrona

Ozil czarował także pod własną bramką. Z równą intensywnością co w ataku, harował w obronie – zaliczył aż 11 skutecznych interwencji defensywnych.

Niemca dzielnie wspierali go Xabi Alonso i Sami Khedira. Obaj ciągle mieli na oku poczynania dwóch małych generałów Barcelony Xaviego i Iniesty.

Real pozwolił rywalom na swobodne rozgrywanie w drugiej linii, ale zrobił wszystko co tylko możliwe, aby zapobiec wjeżdżaniu napastników gospodarzy we własne pole karne. Stąd tak często stoperzy Królewskich opuszczali swoje pozycje i kasowali ataki Barcelony z dala od bramki Casillasa. Te interwencje często kończyły się faulem, ale trzeba przyznać, że Madryt nieco złagodniał i nad Camp Nou ani razu nie zapachniało czerwoną kartką.

Broń na mikrusów

Naturalną przewagą Realu był także wzrost. Wśród niskich techników z Barcelony tylko Busquets i Puyol mogli na dorównać Królewskim w powietrznych pojedynkach. Dlatego tak groźne okazywały się stałe fragmenty bite przez graczy Realu. Wygrana główka skończyła się inaugurującym trafieniem Khediry, a tylko interwencja bramkarza uchroniła Barcelonę przed stratą, gdy w powietrze najwyżej wzbił się Ronaldo.

Real przełamał swoje największe fatum. Po serii upokorzeń w lidze wreszcie wrócił z Camp Nou z tarczą. Wielkie drużyny potrzebują godnych rywali, aby mieć źródło motywacji dla ciąłego rozwoju. Barcelona i Real są siebie warci. Dziś wygrali Królewscy, ale to nie koniec wspaniałej rywalizacji. Rywalizacji, która wyznacza futbolowe standardy.

Messi na wyżynach talentu – analiza taktyczna

Leo Messi po raz kolejny wznosi futbol na nowe standardy. Przeciwko Valencii Argentyńczyk był zjawiskowy. Jego dryblingi, strzały i podania idealnie pasowały do taktycznej myśli Pepa Guardioli. Wokół Messiego kręcił się zespół, który zdemolował trzecią siłę La Liga.

Spotkanie Barcelony z Valencią obnażyło kolosalną różnicę między hiszpańskimi gigantami a resztą stawki. Przyjezdni z Estadio Mestalla okazali się bezradni jak dzieci we mgle, a przecież to Los Che są liderem grupy pościgowej za Realem i Barceloną. Dość powiedzieć, że zdecydowanie najjaśniejszą postacią w szeregach graczem gości okazał się bramkarz Diego Alves, który puścił przecież pięć goli!

Mecz na Camp Nou zapowiadał się ciekawie pod względem taktycznym, ponieważ Valencia Unaia Emery’ego lubiła sprawiać trudności ekipie Guardioli. W pierwszym starciu ligowym Nietoperze byli bliscy zwycięstwa, ponieważ umiejętnie atakowali lewą stroną boiska. Emery eksplorował luki defensywne, które zostawiał za sobą Dani Alves.

Formacje wyjściowe

Guardiola wyciągnął wnioski z potyczki na Mestalla. Na tamto spotkanie zestawił zespół w formacji 3-4-3, ale jego podopieczni zbyt często narażani byli na błyskawiczne kontry Valencii. Trener Barcelony zmienił ustawienie w przerwie tamtego meczu.

Na Camp Nou Guardiola od pierwszej minuty zdecydował się na schemat 4-3-3, mimo absencji kluczowego Alvesa na prawej obronie. Wykartkowanego Brazylijczyka zastąpił młodzian Martin Montoya. 20-latek rzadziej niż Alves udzielał się w ofensywie, ale w drugiej połowie przeprowadził dwie błyskotliwe akcje, które pachniały zdobyciem gola.

W wyjściowej jedenastce brakowało Xaviego, którego zadania przejął głównie Andres Iniesta. Na lewym skrzydle od pierwszej minuty biegał Pedro.

Emery odpowiedział formacją 4-2-3-1. Trener Valencii chciał zabezpieczyć tylną formację i spróbować choć trochę zneutralizować Messiego przez obecność dwóch defensywnych pomocników.

W porównaniu do pierwszego ligowego starcia obu ekip, Nietoperzom doskwierał brak w wyjściowym składzie Jordi Alby, którego szybkość i współpraca z Jeremym Mathieu przynosiła tyle korzyści na Mestalla. Alba na boisku zameldował się dopiero w drugiej połowie.

Messi vs Soldado

Messi był epicentrum niemal wszystkiego co dobre w Barcelonie. Argentyńczyk ze spokojem wykańczał akcje i świetnie ustawiał się do dobitek.

Jednak bardziej niż w finalizowaniu ataków imponował w konstrukcji natarć. Choć Messi zdobył cztery gole, grał wyjątkowo zespołowo. Argentyńczyk karierę zaczynał na prawym skrzydle, później przeniósł się do środka ataku. Ale chyba najbardziej dla niego odpowiednią rolą jest ta obecna, czyli „fałszywa dziewiątka”.

Messi na papierze jest najwyżej ustawionym piłkarzem Blaugrany. Jednak często cofa się po piłkę, przejmując zadania rozgrywającego. Przeciwko Valencii lider Barcelony chętnie zaczynał swoje akcje stojąc jeszcze przed defensywnymi pomocnikami rywali.

W ten sposób miał sporo miejsca i czasu na decyzję o kształcie ataku. Messi absorbował uwagę kilku obrońców w jego pobliżu, co stwarzało więcej przestrzeni dla pozostałych kolegów z zespołu. Mógł wybrać: 1) podanie prostopadłe do wbiegających w pole karne partnerów (jak na schemacie), 2) spróbować dryblingu.

Obie metody sprawdzały się wręcz zjawiskowo. Messi zaliczył siedem (!) kluczowych podań (tych kończonych strzałem kolegi), a także dziewięć (!!) udanych dryblingów.

Technika i balans ciała Argentyńczyka często uniemożliwiała rywalom skuteczny odbiór. Defensorzy boli się doskakiwać do Messiego, gdyż ten łatwo ich mijał. Gdy „kryli go na radar” i zostawiali miejsce, wtedy grał dokładnie do kolegi z zespołu. Dlatego obrona Valencii tylko raz pozbawiła go piłki! Messi to definicja zawodnika kompletnego, perfekcyjnie wpasowanego w układankę Guardiolii. Taktyka Barcelony i wynikający z niej ruch napastników maksymalnie wykorzystują zdolności piłkarza z numerem 10.

Nietypowość gry Messiego uwydatnia porównanie z gwiazdą Valencii, najlepszym strzelcem zespołu – Roberto Soldado. Hiszpan teoretycznie występował na tej samej pozycji co Argentyńczyk, ale jego rola w taktyce Emery’ego różniła się diametralnie.

Soldado miał grać jako typowy środkowy napastnik – walczyć w powietrzu, przytrzymywać piłkę do czasu nadbiegnięcia partnerów z pomocy. Tyle, że snajper Nietoperzy żyje z dobrych podań, których wyraźnie zabrakło. Soldado pozostawał osamotniony. Jego ruchy błyskawicznie kasowali stoperzy Gerard Pique oraz Carles Puyol. Soldado przez 90. minut nie oddał żadnego strzału na bramkę, trzy razy tracił piłkę i zanotował ledwie 15 podań!

Moment Valencii

Nieefektywność Soldado wynikała z planu trenera Valencii. Emery nakazał błyskawicznie przenosić akcje do przodu długim podaniem. Adresatem mieli być skrzydłowi. Wyjaśnienie tego manewru jest proste. Nietoperze chciały wykorzystać wysoką obronę Barcelony, która zostawia sporą przestrzeń między linią spalonego a bramkarzem.

Przez pierwsze 20. minut plan sprawdzał się znakomicie. Wysoki pressing Valencii uniemożliwiał rywalom wiązanie długich serii podań w środkowej strefie. Każdy z pomocników Los Che trzymał się blisko pomocników Barcelony – David Albelda krył Iniestę, Tino Costa pilnował Cesca Fabregasa, a Jonas trzymał się Sergio Busquetsa.

Dzięki aktywności w obronie, przyjezdni mieli więcej czasu na posyłanie mierzonych długich piłek na skrzydła. Boczni pomocnicy grali ryzykownie na linii spalonego, stąd aż cztery razy wpadali w pułapkę ofsajdową. Ale jeden z takich wypadów zakończył się precyzyjną centrą Sofiane Feghouli’ego i trafieniem Pablo Piattiego.

Dominacja Barcelony

Obiecujący plan Valencii rozsypał się jak domek z kart po indywidualnym błędzie Adila Rami’ego, po którym Messi wyrównał stan rywalizacji. Francuski obrońca podobnie pomylił się także przy piątej bramce gospodarzy. Od 22. minuty Blaugrana przejęła kontrolę nad wydarzeniami na boisku.

Poza świetnym wykorzystywaniem zdolności Messiego, Barcelona żyła z udanych dryblingów. Gracze Guardioli 27 razy wygrywali indywidualne pojedynki, przy ledwie trzech skutecznych dryblingach Valencii. To stwarzało przestrzeń do kolejnych rozegrań.

Katalończycy korzystali też na pracy Iniesty i Fabregasa. Ten pierwszy z głębi pola posyłał olśniewające podania prostopadłe, drugi zaś skutecznie przebijał się w pole karne rywali.

Gdy Barcelona odnalazła swój rytm, rywale z Valencii tylko przyglądali się piłce. Kiedy z rzadka wchodzili w jej posiadanie, usiłowali długą piłką przenieść ciężar gry do przodu. Skutek? Ledwie 70% skuteczność podań. Tylko bramkarz i obrońcy Los Che zanotowali 34 próby dalekich zagrań. Zapędy ofensywne Valencii były gaszone już w środkowej strefie boiska.

Podsumowanie

Deklasacja Valencii niewiele zmieniła w ligowej tabeli. Barcelona nadal traci do Realu dziesięć punktów i mało prawdopodobne, że Królewskich uda się dogonić.

Ale warto było prześledzić na jakie wyżyny wznosi się bezbłędny w niedzielę Messi. Argentyńczyk uczcił swój 200. ligowy mecz strzeleniem czterech bramek. Łącznie w La Liga uzbierał już 146 trafień. Wcześniej tylko przeciwko Arsenalowi 24-latek z Rosario potrafił czterokrotnie znaleźć drogę do siatki.

Guardiola mógł niepokoić się tylko na początku. Jego taktyczny plan obnażył niedoskonałości rywala. Messi wspierany Fabregasem i Iniestą rozbili w pył defensywę Valencii. Taki scenariusz to już codzienność dla drużyn wizytujących Camp Nou.

Statystyczne ciekawostki Opta z Ligi Mistrzów

Wielkie emocje we wspaniałej Lidze Mistrzów już za nami. Największym zaskoczeniem z wtorku i środy było oczywiście lanie Arsenalu na San Siro, analizowane wcześniej na blogu. Zapraszam na garść statystycznych ciekawostek, które dostarczyła Opta Sports.

Bayer Leverkusen – FC Barcelona

Barcelona miała w tym meczu 75% posiadanie piłki – rekord tej rundy LM.

Leo Messi (Barcelona) 5 razy skutecznie dryblował rywali z Niemiec.

Messi 8-krotnie posyłał też prostopadłe zagrania – 3 z nich dotarły do adresata

Dani Alves (Barcelona) zanotował aż 140 kontaktów z piłką.

Bramkarz Bernd Leno (Bayer) 22 razy decydował się na długi wykop. Jego skuteczność podań – 33%.

 

Olympique Lyon – APOEL Nikozja

Lyon wygrał w statystykach strzałów aż 18 do 1!

Poza bramkarzem Hugo Llorisem, żaden piłkarz Lyonu nie miał niższej celności podań niż 80%.

Michel Bastos (Lyon) wykonał 12 prób dośrodkowań, z czego tylko 3 dokładne.

Ailton (APOEL) był 7 razy pozbawiany piłki przez rywali.

 

Zenit St. Petersburg – Benfica Lizbona

Benfica podawała z zawstydzającą 57% skutecznością.

Pomocnik Nemanja Matic (Benfica) 10 razy skutecznie odgadywał intencje przeciwników i przechwytywał posyłane przez Zenit podania.

Bohater Roman Shirokov (Zenit) strzelił 2 gole, zaliczył 3 kluczowe podania, ale także 5 razy notował straty.

 

AC Milan – Arsenal Londyn

Zlatan Ibrahomović (Milan) zapisał na swoim koncie rekordowe 5 kluczowych podań.

Ibrahimović 5 razy dawał się złapać w pułapkę ofsajdową.

Precyzyjny obrońca Thiago Silva (Milan) posłał 10 długich podań, z których każde dotarło celu.

Alex Song (Arsenal) popełnił aż 4 faule.

Kapitan i naturalny lider Robin van Persie (Arsenal) przez 90. minut wymienił tylko 16 podań. Z podstawowego składu Kanonierów tylko Theo Walcott rzadziej wymieniał piłkę (13), ale Anglik zszedł z boiska w 45. minucie.

%d blogerów lubi to: