Archiwum

Posts Tagged ‘Gary Cahill’

Redefinicja Mourinho

Trudno będzie mi się wznieść na bardziej adekwatny komentarz starcia kolejki, dla niektórych meczu o mistrzostwo Anglii od twitta Gary’ego Linekera w przerwie gry.

Trenerski popis jednego aktora przyćmił występy plejady bohaterów Chelsea, o których też koniecznie trzeba wspomnieć. Etihad Stadium okazało się w tym sezonie sceną dla wielkich występów trzech ludzi. Najczęściej bryluje tam świta Manuela Pellegriniego, która tylko dwa razy dała się pozbawić głównych ról na rzecz gości. Raz Etihad rządził Pep Guardiola i Bayern w meczu największej dominacji 2013 (1:3 dla Bawarczyków). Drugi raz udało się to Jose Mourinho.

Zwycięstwo Chelsea nie jest oczywiście żadną sensacją, ale mimo to sporym zaskoczeniem. Przecież wcześniej Manchester City wygrywał tu 11 razy z rzędu, strzelił 42 gole. Pewnie większość z nas spodziewała się bardziej pomeczowych docinek w stronę Mourinho dotyczących jego hipokryzji w ocenach gry rywali. Przecież jeszcze w środę Portugalczyk punktował West Ham za „futbol z XIX wieku” i zabijanie rywalizacji na najwyższym poziomie. Zaparkowany autobus przed bramką The Blues to był najpewniejszy scenariusz w przypadku, gdyby Chelsea miała wywieźć coś z Manchesteru. Całe szczęście, że stało się inaczej… Mourinho zwyczajnie zabronił nam o sobie źle myśleć.

Wątpliwości budziła pierwsza jedenastka The Blues, gdzie wydawało się, że zagrają trzema defensywnymi pomocnikami w bardzo hermetycznie zamkniętym i wycofanym systemie. Mourinho zwiódł nas jednak rolą Ramiresa. Zamiast schować go obok Nemanji Maticia oraz Davida Luiza (świetnych przy okazji), menedżer gości wypchnął szybkonogiego i niezmordowanego Brazylijczyka na jedno ze skrzydeł. Pierwsza z kapitalnych decyzji. Gdy wydawało się, że Chelsea swoje ataki będzie przeprowadzać garstką piłkarzy, do każdej z kontr (wielu, wielu, wielu) ruszała z przynajmniej czwórką żołnierzy.

Najbardziej zaskakująca okazała się wyrwa w środku boiska, którą zostawili gospodarze. Przez wymuszoną absencję Fernandinho swoją szansę w pomocy dostał Martin Demichelis, dziś obiekt największych drwin/krytyki w piłkarskiej Anglii. To w niej najczęściej popisywali się Eden Hazard (11/16 w dryblingach) lub Willian (6 kluczowych podań). Już w 8. minucie The Blues pruli w kontrze w przewadze liczebnej. Niecałe 20. minut później popełnili kardynalny grzech zaniedbania, gdy łatwo zmarnowali okazję czterech na jednego plus bramkarz. Nie zemściło się jednak i w końcu wepchnęli swojego gola po zaskakującym strzale lewą nogą Branislava Ivanovicia.

Imponujące kontry chłopców Mourinho brały się przede wszystkim ze znakomitego przygotowania obrony. Gdy trzeba było, już do obrońców Manchesteru City dopadało kilku graczy rywali, którzy zamykali bezpieczne ścieżki podań. Sporo wiedzy dostarczyła mowa ciała graczy City pod koniec pierwszej połowy, gdy z bezsilności okopywali auty. Gdy zachodziła potrzeba, udanie absorbowali ataki gospodarzy. The Citizens, zwykle z całym wachlarzem opcji ofensywnych, tutaj ograniczyli się do jednej groźnej broni. Były ją groźne, płaskie wstrzelenia piłki ze strony włączającego się do akcji Aleksandara Kolarova. Nie istniał Alvaro Negredo lub Edin Dżeko, którym jakąkolwiek dominację w powietrzu z głowy wybił Gary Cahill. Choć w tygodniu Mourinho „najlepszym obrońcą Premier League” nazwał jego kolegę z linii Johna Terry’ego, w poniedziałek zjawiskowy był ex-piłkarz Boltonu. Zobaczcie sami na wykresie. Oto wytłumaczenie tej masy zielonych kółek: 16 wybić piłki, 2 zablokowane strzały, 1 przechwyt.

Gary Cahill – idealnie ustawiony

W tym meczu padł tylko jeden gol, ale widowisko nijak można nazwać nudnym. Chelsea trzykrotnie ostrzelała słupek lub poprzeczkę, co jest wyrównaniem tegorocznego rekordu Premier League.

Na początku sezonu wytypowałem Chelsea do tytułu mistrzowskiego w Anglii. Coś musi być na rzeczy, gdy Mourinho spycha presję na rywali z Manchesteru i sam głośno o tym nie mówi. Przyznam, że niedawno uznałem za niesprawiedliwe jakiekolwiek inne rozwiązanie niż tytuł dla City. Trzeba przecież nagradzać kolejne pogromy, olbrzymi polot w ofensywie, który pozwala im choćby dwukrotnie stłamsić silny przecież Tottenham. Jednak… czy taką estymą otaczać zespół, który okazuje się tak bezbronny w największych sprawdzianach sezonu (Bayern i Chelsea). Trudno powiedzieć i całe szczęście, że nie mnie przyjdzie o tym decydować.

Reklamy

Angielska próba generalna przed Czarnogórą

Dziś prawdziwy wysyp klasyków międzynarodowych. Poza meczem przyjaźni Irlandia – Polska do obejrzenia są: Francja – Niemcy, Holandia – Włochy, Hiszpania – Urugwaj, Szwecja – Argentyna i Anglia – Brazylia. Dla portalu pilkanozna.pl będę pisał relację po meczu Anglików. Zapraszam do brytyjskiej prasówki z tego meczu.

Mecz towarzyski Anglii z Brazylią będzie głównie świętem Ashleya Cole’a i początkiem obchodów 150. rocznicy założenia Angielskiego Związku Piłki Nożnej. Walka z renomowanym rywalem to też szansa dla Wyspiarzy na podniesienie morale przed wiosennym starciem z Czarnogórą.

„The Guardian” podkreśla, że pokonanie Brazylii zrobi cuda dla podbicia nastrojów w drużynie. – Jeśli Anglia zacznie jubileuszowy rok od dobrego startu, wówczas wycieczka do wschodniej Europy zacznie wyglądać dużo mniej niebezpiecznie – pisze dziennik w kontekście podróży do Czarnogóry 26 marca.

Gazeta cytuje także kapitana Stevena Gerrarda, który myśli już o meczach eliminacyjnych do Mundialu 2014. – Spotkanie z Brazylią na Wembley jest świetne, ale z tyłu głowy mamy starcie z Czarnogórą. To będzie nasz kluczowy mecz i nie da się o nim nie myśleć – mówi pomocnik Liverpoolu. Gerrard przestrzega jednocześnie, że Anglicy nie mogą sobie pozwolić na grę w barażach.

100 mecz Cole’a dla Anglii

Wszystkie dzienniki rozpisują się szeroko o Ashleyu Cole’u, który w środę zostanie siódmym piłkarzem w historii z setką występów dla reprezentacji Anglii. „Daily Mirror” przypomina wyśmienite występy Cole’a w narodowych barwach („Noc, podczas której Cole zagrał jak nadczłowiek przeciwko Portugalii na EURO 2004, kiedy niemal nie pozwolił Cristiano Ronaldo kopnąć piłki„), ale też wylicza skandale obyczajowe, których niesławnym bohaterem był obrońca Chelsea. – Czemu dziesiątki tysięcy angielskich kibiców buczało na niego w czasie międzynarodowych występów? – zastanawiają się dziennikarze, analizując jego 12-letnią służbę dla reprezentacji.

Ważnym tematem jest także powrót młodego Jacka Wilshere’a do podstawowego składu drużyny narodowej. 21-latek z Arsenalu ma zagrać przeciwko Brazylii od pierwszej minuty. Ostatni raz Wilshere zameldował się w wyjściowej jedenastce reprezentacji aż 20 miesięcy temu.

Ciekawą wypowiedź Neymara na temat reprezentacji Anglii cytuje „The Sun”. – Anglia to dobry zespół z kilkoma świetnymi piłkarzami. Jednak nie widzę ich w gronie naszych głównych rywali na Mistrzostwach Świata – mówi młody gwiazdor Brazylii. – Może oni zbyt mocno polegają na Rooneyu?  Poza nim nie ma oczywistego kandydata na piłkarza zdolnego wygrać im mecz. Brazylia ma wielu graczy, którzy to potrafią.

Wizyta Brazylii obudziła też w Wielkiej Brytanii nutkę sentymentalizmu. „Daily Telegraph” przypomniał chlubą historię rywalizacji obu drużyn na wielkich turniejach. – Wspomnijmy Guadalajarę 1970 (Mundial w Meksyku) i Shizuokę 2002 (Mundial w Japonii i Korei). Jeśli Anglia jest matką futbolu, to Brazylia jest jej najzdolniejszym synem. Każde ich spotkanie musi być wyjątkowe – pisze dziennik.

Pozostałe gazety zauważają też powrót na Wyspy Brytyjskie Luisa Felipe Scolariego. Ponowny debiut selekcjonera Brazylii będzie jednocześnie pierwszym meczem Scolariego w Londynie, po zwolnieniu z Chelsea w 2009 roku.

Tekst ukazał się na stronie głównej portalu tygodnika Piłka Nożna.

(EDIT: W dalszej części wiadomości krótki opis meczu i relacja angielskiej prasy)

Czytaj dalej…

Przed EURO 2012 Anglia stoi defensywą

Zgodnie ze wczorajszą zapowiedzią zajrzałem wgłąb angielskiej kadry Roya Hodgsona, drużyny która – nie ukrywam – po Polsce będzie mi najbliższa sercu podczas EURO 2012. Anglia ma przed turniejem wyjątkowego pecha, gdyż sypnęła się jej podstawa pomocy i obrony. 

Z mistrzostw Europy w ostatnich kilku dniach wypadli Garreth Barry, Frank Lampard, a teraz dołączył do nich Gary Cahill. Kontuzja tego ostatniego jest co najmniej kuriozalna. Z EURO wyeliminowało go pchnięcie w plecy przez rywala. W efekcie tego zdarzenia Cahill wpadł na wybiegającego Joe Harta i został urazu szczęki.

Ta kolizja oznaczała pożegnanie z EURO dla Gary’ego Cahilla

Angielska pomoc

W meczu z Belgami najważniejsze było to, jak wypadnie środkowa linia bez Barry’ego i Lamparda. Obaj mieli spore szansę na grę u boku Scotta Parkera w roli defensywnych pomocników.

Anglicy zagrali w typowym dla siebie, choć nieco zakurzonym już na międzynarodowej scenie ustawieniu 4-4-2 (z Ashleyem Youngiem ustawionym za plecami Danny’ego Welbecka). Szybko okazało się, że Young wcale nie kwapi się do powrotów do defensywy i pomaganiu kolegom ze środka pola.

Dlatego reprezentacja „Trzech Lwów” broniła w dwóch liniach po czterech piłkarzy (4 obrońców + 4 pomocników). Parker oraz Steven Gerrard bardzo rzadko włączali się do ataków, gdyż nieustannie zabezpieczali swoje tyły.

W reprezentacji Gerrard walczy głównie w destrukcji

Tu Belgowie obnażyli główną wadę formacji 4-4-2. W fazie ataku Parker i Gerrard mieli bardzo mało miejsca na przyjęcie piłki, gdyż nieustannie podążali za nimi rywale (głównie znani z Premier League Marouane Fellaini i Moussa Dembele). Cierpiała na tym płynność angielskiego rozegrania, ponieważ nie było za bardzo do kogo odegrać piłki. Efekt był prosty – Anglia z regularnością polskiego PKP docierała pod pole karne przeciwnika. Belgia miała większą swobodę w wymienianiu podań, ponieważ zawsze do dyspozycji był jeden luźniej obstawiony przez rywali zawodnik (Belgowie grali w systemie 4-3-3).

Rozczarowała postawa angielskich skrzydłowych. James Milner w ofensywie poruszał się z płynnością zombie, a zrywy Alexa Oxlade-Chamberlaina były zdecydowanie zbyt chaotyczne. A to właśnie praca w bocznych sektorach powinna być firmową bronią zespołów w ustawieniu 4-4-2/4-4-1-1 (patrz Manchester United lub Tottenham).

Angielska obrona

Choć punkty za estetykę, szczególnie w pierwszej połowie, można było przypisać Belgii, przyjezdni z Beneluksu za nic nie potrafili przebić się pod pole karne Anglików. Linie obrony Hodgsona były zestawione w niemal perfekcyjnym układzie, dlatego gościom na Wembley pozostawało oddawanie strzałów z dystansu, które przypominały wykastrowanego pudla – niby ładne, ale zupełnie niegroźne.

Powoli angielską specjalnością stają się też bloki uderzeń rywali. W taki sposób błyszczała Chelsea w Lidze Mistrzów. Teraz taki znak firmowy dotyczy i reprezentacji kraju.

Anglia na EURO 2012 będzie drużyną nastawioną na solidną organizację z tyłu i wyprowadzanie kontrataków. W ten sposób „Trzy Lwy” rozprawiły się z Belgią, tak też najprawdopodobniej zagrają na inaugurację mistrzostw z Francją. Taka strategia, jak pokazują tegoroczne przykłady Chelsea (LM), czy Atletico Madryt (Liga Europejska), może być słuszną, choć mało efektowną drogą do sukcesu.

5 lekcji z półfinałów Ligi Mistrzów

Chelsea wygrała z Barceloną, szydząc przy tym z wszelkich statystyk. Bayern okazał się pierwszym pogromcą Realu w tej edycji Ligi Mistrzów. Czego nauczyły nas mecze półfinałowe najlepszych piłkarskich rozgrywek Europy?

Bohaterska obrona Chelsea, której przewodzą Terry i Cahill

1. Jak powstrzymać Barcelonę?

Istnieją dwa główne nurty, wedle których rywale Barcelony próbują ich zatrzymać. Jeden, prezentowany przez Atlethic Bilbao oraz po części przez Milan i Real Madryt, zakłada wysoki pressing na obrońcach Blaugrany, co utrudnia im swobodne rozgrywanie krótkich podań. Zdecydowana większość drużyn stosuje jednak taktykę maksymalnego wycofania i murowania przestrzeni przed polem karnym.

Chelsea, nawet grając u siebie, nie wahała się przed zastosowaniem drugiej metody. Już nawet kształt podstawowej jedenastki zwiastował ultradefensywną taktykę Roberto di Matteo. Włoski menedżer zmieścił w swojej linii pomocy czterech środkowych pomocników z inklinacją do obrony, z czego jeden (Ramires) pełnił też rolę skrzydłowego w kontrach.

Wielką rolę odegrali stoperzy The Blues. John Terry ustawiał się po profesorsku na przejęcia podań, a Gary Cahill (podobno przed meczem gracze Barcelony nie wiedzieli o istnieniu tego zawodnika) heroicznie rzucał się pod nogi rywali, aby blokować strzały. Ciasno upakowana i wycofana obrona obrzydziła życie przyjezdnym z Katalonii.

Problemy Barcelony ze sforsowaniem bloku defensywnego uosabiał Leo Messi. Argentyńczyk w pierwszej połowie nie miał wiele przestrzeni między liniami obrony Chelsea. W drugiej próbował indywidualnie mijać przeciwników, ale jego strzały były blokowane. Blaugrana grała bez typowych skrzydłowych, często ścinała akcje do środka, pakując się przy tym w największy tłok.

Co nie znaczy, że Katalończycy zostali pozbawieni okazji strzeleckich. Gdyby strzały w poprzeczkę i słupek, dwa pudła w stuprocentowych okazjach i uderzenie wybite z linii bramkowej wpadły do siatki, ten akapit zamiast o skutecznej obronie Chelsea mówiłby o geniuszu ofensywnym chłopców Pepa Guardioli.

2. Drogba – bohater  i błazen

Didier Drogba fenomenalnie zagrał w niedzielnym spotkaniu w Pucharze Anglii. Reprezentant WKS, wzorem dawnych lat, terroryzował defensorów Tottenhamu. Nie dziwi zatem, że w spotkaniu z Barceloną di Matteo liczył na jego siłę fizyczną.

Przeciwko Dumie Katalonii Chelsea oddała jeden celny strzał na bramkę, który był przy okazji jedynym golem meczu. Jego autor, Drogba, świetnie wykończył podanie po rajdzie Ramiresa. Osamotniony napastnik The Blues często walczył też w obronie.

Szkoda tylko, że w pamięci zapisywał się głównie symulacjami kontuzji, teatralnymi upadkami i mało honorowym kradnięciem sekund. Można byłoby zrozumieć taką postawę raz, góra dwa razy w meczu. Ale Drogba notorycznie wykładał się na ziemię i więcej czasu spędzał w pozycji leżącej, niż goniąc za piłką.

3. Real ma kłopot ze stałymi fragmentami gry

Wrzutki w pole karne były zmorą Realu podczas wtorkowego wieczoru na Allianz Arena. Każde dośrodkowanie, czy to z rzutu rożnego czy wolnego, pompowało adrenalinę w żyły sympatyków Królewskich. Gracze ze stolicy Hiszpanii mieli sporo problemów z oddalaniem zagrożenia po centrach.

Skończyło się to boleśnie. W 17. minucie źle wybita piłka spadła pod nogi Francka Ribery’ego, który od razu ukarał Real.

W drugiej połowie kolejny błąd w wybiciu powinien zostać wykorzystany przez piłkarzy Bayernu, ale szansę roztrwonił Mario Gomez. Niemiec sporo pudłował, ale okazał się cierpliwy. Sprzyjała mu też fortuna i w tuż przed ostatnim gwizdkiem znów został bohaterem całego Monachium.

Philipp Lahm zagrał jak na kapitana przystało

4. Lahm robi różnicę

Philipp Lahm dostał poważne zadanie. Musiał przypilnować Cristiano Ronaldo w obronie oraz wspierać Arjena Robbena w ataku. Niemiec na początku skupił się wyłącznie na defensywnie, ale kiedy Ronaldo w drugiej połowie zmienił stronę boiska, Lahm chętnie zawędrował do przodu.

Przypomniał przy okazji, dlaczego stawia się go w gronie najlepszych bocznych obrońców świata. Znakomicie rozciągał defensywę Realu. Posyłał kąśliwe dośrodkowania (z których wynikły cztery kluczowe podania). W końcu ominął bezradnego Fabio Coentrao, wstrzelił piłkę w pole karne i patrzył jak Gomez wpycha futbolówkę do siatki.

5. Bayern – Chelsea w finale?

Przyznajmy uczciwie – kto przed półfinałami uważał, że sprawa zwycięstwa w Lidze Mistrzów rozstrzygnie się w wewnątrzhiszpańskim El Clasico? Powodów do takiego myślenia było co niemiara.

Jednak futbolu nie da się przewidzieć w oparciu o statystyki lub prognozy bukmacherów. Pierwsze odsłony półfinałów wygrali „ci obcy”, którzy stają na przeszkodzie finałowego El Clasico. Czy w maju na Allianz Arena może zabraknąć przedstawicieli Półwyspu Iberyjskiego?

Mimo wszystko Real i Barcelona mają spore szansę na awans. Królewscy osiągnęli mały sukces strzelając wyjazdowego gola, dlatego na własnym obiekcie wystarczy im nawet wynik 1:0. Strzelenia bramki przez Real można być niemal pewnym, w końcu ich trio Ronaldo, Benzema i Higuain trafiali do siatki częściej niż cały zespół Bayernu. Barcelona na Camp Nou spotka się z głębokimi zasiekami Chelsea, która będzie zaciekle bronić skromnej przewagi. Ale z Katalonii rzadko kiedy udaje się wrócić bez worka straconych goli. Czy Messiego można utrzymać w ryzach przez pełne 180 minut?

11-stka 30. kolejki Premier League, Cisse najlepszy

Podczas 30 serii gier na angielskich boiskach wszystkie wydarzenia przyćmił genialny gol Petera Croucha, który zastopował Manchester City. Wspaniale pokazał się też Papiss Demba Cisse z Newcastle, który został bohaterem kolejki. Oprócz tego w Premier League nie zabrakło pięknych obron, kontrowersyjnych decyzji i bezmyślnych wślizgów.

Jedenastka 30. kolejki (1-4-4-2):
BR: Petr Cech (1*, Chelsea)
PO: Rafael da Silva (1, Manchester United)
ŚO: Jonny Evans (3, Manchester United)
ŚO: David Wheater (2, Bolton)
LO: Leighton Baines (4, Everton)
PP: Hatem Ben Arfa (1, Newcastle)
ŚP: Mikel Arteta (3, Arsenal)
ŚP: Shaun Maloney (1, Wigan)
LP: James McClean (1, Sunderland)
N: Papiss Cisse (1, Newcastle)
N: Grant Holt (1, Norwich)
* razy w jedenastce kolejki

Gracz kolejki: 

Papiss Cisse jest w siódmym niebie

Papiss Cisse (Newcastle) – to się nazywa wejście do Premier League. Sroki zainwestowały w Senegalczyka sporo gotówki, ale wydane miliony spłacają się z każdą minutą gry Cisse. Napastnik z numerem 9, wspomagany Hatemem Ben Arfą, rozstrzygnął losy spotkania z West Bromwich w nieco ponad pół godziny. Cisse ma wyjątkowy ciąg na bramkę, wie gdzie ustawiać się w polu karnym. Nic dziwnego, że jego gole sypią się jak z rękawa. W sześciu występach dla Newcastle, Senegalczyk zebrał już pięć trafień.

Mecz kolejki: 

Liverpool – Wigan 1:2 – w 30. serii spotkań zabrakło wyjątkowo wciągającego widowiska, dlatego meczem kolejki zostaje ten zakończony najbardziej sensacyjnym wynikiem. Liverpool przyzwyczaił już do chronicznych remisów przed własną publicznością. Ale wcześniej komplet punktów ze stadionu The Reds wywiózł tylko Arsenal. Teraz takim wyczynem może się pochwalić Wigan, zamykające tabelę przed rozpoczęciem kolejki. The Latics wygrali na Anfield po raz pierwszy w swojej historii. Miłośnicy Liverpoolu będą chcieli jak najprędzej zapomnieć o tak koszmarnym sezonie ligowym.

Gol kolejki: 

Peter Crouch (Stoke) – Premier League rozpieszcza ostatnio w temacie kapitalnych bramek. W środku tygodnia pięknymi nożycami popisał się Sebastian Coates. Urodę tego gola przebiło trafienie Croucha, które wstrząsnęło Manchesterem City. Wysoki napastnik Stoke podbił sobie piłkę i zza narożnika pola karnego przelobował bezradnego Joe Harta. Warto zauważyć, że podczas całej akcji futbolówka ani razu (!) nie dotknęła ziemi. Od rozpoczęcia gry do uderzenia Croucha nastąpiło tylko pięć kontaktów z piłką.

Skalę trudności strzału Anglika (odległość i kąt) pokazuje poniższy schemat:

Obrona kolejki:

Gary Cahill (Chelsea) – Głośno zapowiadana rywalizacja Chelsea z Tottenhamem zawiodła na całej linii. Wciągająco zrobiło się dopiero przy samej końcówce gry. W 79. minucie meczu Emmanuel Adebayor minął Petra Cecha i wystarczyło mu wpakować piłkę do siatki. Wtedy spod ziemi wyrósł Cahill, który wślizgiem udaremnił próbę rywala. Dzięki tej interwencji Chelsea uniknęła bolesnej porażki i może jeszcze marzyć o miejscu w czołowej czwórce.

Kontrowersja kolejki:

David Hoilett (Blackburn) – spotkanie Boltonu z Blackburn miało wyjątkową oprawę. Kibice i piłkarze obu klubów zjednoczyli się we wsparciu dla Fabrice Muamby. Na boisku sentymentów już nie było. Hoilett wykonał brawurowy rajd, ale został podcięty przez obrońcę Boltonu w polu karnym. Kanadyjczyk padł na ziemię, ale sędziowie nie dopatrzyli się ewidentnego przewinienia. Na tablicy wyników widniał wówczas bezbramkowy remis, a prawdopodobny gol z „jedenastki” mógłby rozstrzygnąć mecz na korzyść Blackburn. Później Kłusaki zdobyły dwie bramki i zapewniły sobie bezcenne trzy punkty.

Bezmyślność kolejki: 

Djibrill Cisse (QPR) – Francuz przyszedł w styczniu na Loftus Road, aby zostać gwiazdą odświeżonego QPR. Jego strzelecki instynkt dotąd nie zawodził. W pięciu występach zebrał trzy ważne gole. Ale Cisse w tych samych pięciu spotkaniach już dwukrotnie wylatywał z boiska z czerwoną kartką. Za pierwszym razem pauzował trzy kolejki, teraz czekają go aż cztery mecze przerwy. QPR będzie musiało sobie radzić bez Cisse z Manchesterem United, Arsenalem, Swansea i West Bromem. Francuza zabraknie w połowie pozostałych do końca sezonu meczów, w których Rangersi muszą zapewnić sobie utrzymanie. Wszystko przez nieprzemyślany wślizg obiema nogami w Fraziera Campbella z Sunderlandu…

Common sense po angielsku (foto)

Mieszkańcy Wysp Brytyjskich wysoce cenią sobie poczucie „zdrowego rozsądku”, które w dużej mierze określa reguły zachowań. Przykład właściwego zastosowanie tej reguły mogliśmy zaobserwować u sędziego meczu Chelsea – Leicester.

Gary Cahill, kolega Fabrice Muamby z czasów Boltonu, strzelił gola dla The Blues i odsłonił podkoszulek nawołujący do modlitw za ciężko chorego zawodnika.

Wedle przepisów Cahill powinien otrzymać żółtą kartkę. Jednak arbiter Lee Probert wstrzymał się od karania angielskiego obrońcy Chelsea. Mały gest, ale obrazujący wsparcie dla Muamby od całego świata piłki, nie tylko angielskiej.

Parę godzin później Real Madryt pokazał, że futbol nie ma barier. Zawodnicy Królewskich wyszli na boisko w koszulkach z dedykacją dla Muamby i potrzebującego transplantacji wątroby Erica Abidala z Barcelony.

5 faktów przed 22. kolejką EPL (zapowiedź)

Manchester City – Tottenham oraz Arsenal – Manchester United to spotkania najlepszych z najlepszych w angielskim futbolu. Niedzielne smakołyki w Premier League uzupełni osiem sobotnich meczów. Zapraszamy na przegląd ciekawostek personalnych i taktycznych przed weekendem z ligą angielską. 

1. Lepsze niż klasyk

fot: Canal +

Hitem o większą stawkę będzie starcie w Manchesterze. City goszczą Tottenham. – Oni [Tottenham] grają prawdopodobnie najładniej, zaraz po nas – stwierdził Roberto Mancini. Dla Kogutów pojedynek na Etihad Stadium stanowi prawdziwy test możliwości. Pokonanie City na ich stadionie zostanie odebrane jako ważny dowód na mistrzowską klasę drużyny z północnego Londynu.

Ale The Citizens u siebie wygrali 15 kolejnych spotkań ligowych. W Anglii nie ma stabilniejszej twierdzy. W jej obronie nie pomogą bezcenni dla składu Vincent Kompany oraz Yaya Toure. Do zdrowia wraca za to Mario Balotelli, który zwiększy rywalizację w ataku. Ofensywie City powinien przewodzić Edin Dżeko.

Ostatnie spotkanie z Bośniakiem boleśnie wspominają stoperzy Tottenhamu – Michael Dawson oraz Younes Kaboul. Właśnie ten duet obrońców pozwolił Dżeko na strzelenie czterech bramek na White Hart Lane. Teraz dostaną szansę na rehabilitację, ponieważ kontuzjowani są ich rywale o miejsce w składzie.

Porażka Tottenhamu 1:5 nie powinna się już jednak powtórzyć. Od sierpnia zespół Harry’ego Redknappa bardzo dojrzał. Ze Scottem Parkerem pomoc Kogutów prezentuje się okazale. Brak balansu między obroną, a atakiem stanowił przyczynę klęski w pierwszym meczu obu ekip.

Dzięki zapisom kontraktowym w kadrze Kogutów zabraknie Emmanuela Adebayora, wypożyczonego z Etihad. Na jego pozycję wskoczy Jermaine Defoe. Angielski snajper, wspierany przez Garetha Bale’a oraz Aarona Lennona, zapewni Tottenhamowi dużą ruchliwość. Szybkość ataku może się okazać śmiertelną bronią armii Redknappa.

2. Żądza rewanżu

fot: goal.com

Arsenal został zrównany z ziemią w pierwszym spotkaniu przeciwko Manchesterowi United (2:8). Teraz przyszedł czas na wyrównanie rachunków. Tylko, czy przetrzebiony kontuzjami zespół Kanonierów ma potencjał wystarczający do pokonania aktualnych mistrzów Anglii?

Arsene Wenger wciąż ma ból głowy z zestawieniem linii obrony. Nawał urazów oznacza, że przeciwko Czerwonym Diabłom zagrają Johan Djourou i Ignasi Miquel. Ten pierwszy zaprezentował się fatalnie na Old Trafford. Wtedy skuteczna gra bokami United rozmontowała szeregi defensywne Arsenalu. Szczególnie ważny dla losów pojedynku będzie Antonio Valencia. Zachwycający formą Ekwadorczyk zrobi Miquelowi egzamin dojrzałości z gry na poziomie Premier League.

Spotkanie na Emirates to także rywalizacja dwóch czołowych snajperów ligi. Robin van Persie (18 goli) kontra Wayne Rooney (13). Anglik z Manchesteru prawdopodobnie dostanie jednak więcej zadań w pomocy. Trudno spodziewać się, aby sir Alex Ferguson wystawił tylko dwójkę środkowych graczy w drugiej linii w tak ważnym meczu.

Co ciekawe, starcie Arsenalu z Manchesterem United będzie pierwszym spotkaniem w historii Premier League pokazywanym w Stanach Zjednoczonych na żywo w odkodowanym kanale (Fox). Zapowiada się prawdziwa wizytówka najlepszego futbolu w Europie na amerykańskiej ziemi.

3. Zmiany w Chelsea?

W spotkaniu przeciwko Norwich w barwach The Blues może zadebiutować Gary Cahill. Jak pisze Michael Cox, angielski specjalista od taktyki, były gracz Boltonu świetnie wpisuje się w strategię Andre Villas-Boasa. Cahill umiejętnie utrzymuje linię spalonego, więc jest stworzony do wysokiej gry w obronie. Poza tym rzadko wybiega do bezpośrednich starć z napastnikiem rywali. To o tyle ważne, że może kryć pozycję lubującego się w podobnych pojedynkach Johna Terry’ego. David Luiz nie radzi sobie tak dobrze z wymienionymi zadaniami. Czy zatem Brazylijczyk straci miejsce w wyjściowej jedenastce?

Do składu może wskoczyć także Michael Essien. Ghańczyk wyleczył już długotrwałą kontuzję i może zastąpić w pomocy Raula Meirelesa lub Franka Lamparda. Po urazie wraca też Daniel Sturridge, który prawdopodobnie odzyska pozycję na prawym skrzydle.

Kluczem dla Chelsea do zwycięstwa w Norwich będzie gra w powietrzu. Taktyka Kanarków opiera się na posyłaniu długich piłek i częstych dośrodkowań na głowę Granta Holta lub Steve Morisona. Zniwelowanie tego zagrożenia skutecznie zablokuje zapędy beniaminka.

4. Na ustach wszystkich

W Sunderlandzie zmierzą się drużyny, które skradły wiele prasowych nagłówków minionych tygodni. Czarne Koty podejmą Swansea. Sunderland zmienił się na lepsze po przybyciu do klubu Martina O’Neila. Natomiast Łabędzie Brendana Rodgersa wreszcie regularnie trafiają do siatki. Legendą już okryto świetne spotkanie Swansea przeciwko Arsenalowi.

W walijskiej drużynie szansę na debiut ma Josh McEachran, wypożyczony z Chelsea. 18-latek świetnie pasuje do stylu Swansea. Odważna gra podaniami może świetnie wpłynąć na rozwój młodej nadziei Stamford Bridge. Przed McEachranem jednak trudna walka o miejsce w wyjściowym składzie. Świetne recenzje zbierają bowiem pomocnicy Leon Britton oraz Joe Allen.

5. Początek rewolucji

Ten weekend zmagań w Premier League zdominują spotkania na szczycie, ale ciekawie będzie także na dnie tabeli. Trzecie od końca QPR gości ostatnie Wigan.

Nowy menedżer Rangersów Mark Hughes przygodę z zachodnim Londynem zaczął od przegranej w Newcastle. Jednak walijski trener chce odmienić losy ekipy z Loftus Road. Hughes aktywnie pracuje na rynku transferowym. Rewolucję QPR zaczyna od tyłu. Z Milanu wypożyczył Taye Taiwo, a od Manchesteru City odkupił Neduma Onuohę.  Nie wiadomo jeszcze, czy nowe twarze w zespole zdążą wyrobić się na sobotni debiut.

Mecz QPR z Wigan to także rywalizacja najgorszych ataków Premier League. Rangers strzelili 19 bramek, The Latics ledwie 18. Bramkarze więc raczej rzadko będą się schylać przy wyciąganiu piłki z siatki.

%d blogerów lubi to: