Archiwum

Posts Tagged ‘historia piłki nożnej’

Futbol w sidłach dyktatorskiej propagandy

Na całe szczęście kończy się już przerwa reprezentacyjna i wraca wyczekiwana klubowa piłka. Czas posuchy od futbolu tchnął mnie do napisania historycznego tekstu o futbolu na łamy portalu popularno-naukowego. Z normalnym trybem bloga wracamy od poniedziałku.

Propaganda to nie taka łatwa rzecz. Trzeba wymyślić zgrabne kłamstwo, wpoić wiarygodny mit, aby kupić sobie zaufanie społeczeństwa. Wdzięcznym środkiem do pozyskania politycznego zaplecza dla dyktatorów Europy z XX wieku była piłka nożna.

Obecny rzut na dawny Stadio Benito Mussolini

Benito Mussolini splamił niewinność futbolu już na drugich Mistrzostwach Świata w 1934 roku, które organizował w słonecznej Italii. Duce pojawiał się na meczach, a sami zawodnicy pozdrawiali go faszystowskim wymachem. Nawet jeden ze stadionów (w Turynie, do dziś gra na nim Torino) sławił imię wielkiego wodza. Włosi zwyciężyli na chwałę swojego prężącego się dumnie narodu. Pierre Lanfranchi w swojej książce zanotował, że piłka nożna stanowiła ważny element dla popularności Mussoliniego wśród swoich ziomków.

W tamtym czasie władze światowego sportu z dużą przychylnością patrzyły na autorytarne kraje. Po Mundialu 1934 we Włoszech następne letnie Igrzyska Olimpijskie w 1936 roku trafiły do hitlerowskiego już Berlina. Minister Publicznego Oświecenia i Propagandy (najgorsza nazwa rządowego stanowiska w historii?) Joseph Goebbels twierdził, że przegrana reprezentacji narodowej boli ludzi w kraju bardziej niż wojenne straty na froncie. Postanowił więc zadbać, aby przegrane się nie zdarzały. Ale zawsze znajdzie się odważny…

3 kwietnia 1938 roku na stadionie w Wiedniu rozgrywano radosne spotkanie III Rzeszy z Austrią, która właśnie „szczęśliwie i dobrowolnie” została wciągnięta w skład Niemiec. Piłkarskie dożynki miałby być celebracją tej udanej fuzji. Austriakom życzliwie poradzono, aby bardziej niż w bramkę celowali w górne rzędy trybun. Po co psuć święto? Jednak wścibscy Austriacy się nie posłuchali. Pod koniec meczu Matthias Sindelar, najwybitniejszy zawodnik w dziejach futbolu w Austrii, niespodziewanie ośmielił się trafić do siatki. Wkrótce wyczyn skopiował jego kolega i skończyło się na 2:0 dla dopiero co wchłoniętej drużyny. Strzelcy goli cieszyli się przed hitlerowskimi dygnitarzami obecnymi na trybunach. Niecały rok później Sindelar został odnaleziony martwy. W oficjalnej wersji się zatruł. Ale jego śmierć dalej stanowi zagadkę. Istnieją przesłanki, że wybitny piłkarz został zamordowany przez nazistów, którzy szybko zakończyli śledztwo w sprawie jego zgonu. Trzeba było się nie wychylać?

Problemów z posłusznością Adolfowi Hitlerowi nie mieli za to Anglicy. 4 maja 1938 pokazali dobitnie jak niesprawna była polityka appeasementu wobec żądań Rzeszy. Reprezentanci Anglii wygrali na boisku w Berlinie 6:3. Jednak wynik sportowy nie miał znaczenia. Do historii przeszedł gest Wyspiarzy, którzy zasalutowali Niemcom w nazistowskim geście. Polecił im to własny minister, który nie chciał deptać po odcisku gospodarzy. Cóż z tego, że parę tygodni wcześniej Niemcy zrobili sobie wycieczkę po Austrii, która spodobała im się na tyle, że została włączona do kraju. Wielka Brytania kilkukrotnie przed II wojną światową pokazała uległość i zgodę na manewry Hitlera. Nie inaczej było na piłkarskiej murawie. Czytaj dalej…

Reklamy
%d blogerów lubi to: