Archiwum

Posts Tagged ‘Joe Allen’

Taktyczne wykresy Stats Zone – 3. kolejka EPL

Do stałego repertuaru na blogu wracają wykresy statystyczne, dostępne dzięki świetnej aplikacji FourFourTwo Stats Zone. Na ich podstawię przeanalizujemy aż osiem aspektów, w tym niesymetryczną taktykę Manchesteru United, wzorce pomocników w lidze angielskiej, czy niecodzienny pomysł na rozegranie Kanarków z Norwich.

1. Zapomniane ogniwo Man United

Nieaktywna lewa strona Manchesteru United

Nie raz wspominałem już na blogu o moich wątpliwościach co do pozycji Danny’ego Welbecka w systemie Manchesteru United. Jego pozycja w ataku mocno ucierpiała na sprowadzeniu pewnego bombardiera z Arsenalu, dlatego sir Alex Ferguson musi mu szukać miejsca w innych rejonach boiska.

Jeśli Welbeck wychodzi w podstawowym składzie, awizowany jest na lewej stronie pomocy. Gdy spojrzymy na przechodzenie United do obrony – wszystko się zgadza. Welbeck wraca jak Bóg (Ferguson) przykazał. Inaczej jest w momencie ataku pozycyjnego.

Wtedy ustawienie Manchesteru United robi się niesymetryczne jak twarz Harveya Denta z Batmana. Welbeck wchodzi na pozycję drugiego napastnika, zdecydowanie bliżej środka boiska, niejako dublując ustawienie Robina van Persiego. Na drugim skrzydle Antonio Valencia trzyma się bliżej bocznej linii i zapewnia odpowiednią szerokość ataku. Skutki widać na powyższym wykresie. Z 15 akcji strzeleckich United tylko dwie (w tym jeden rzut rożny) powstały na lewym skrzydle. Dla odmiany, prawa strona naprodukowała aż pięć sytuacji.

Gdy Welbeck gra w środku, jedyną alternatywą na lewej flance jest Patrice Evra, który, umówmy się, świetnego początku rozgrywek nie ma. Oddanie bez walki jednej z trzech stref ataku jest niebezpieczne, gdyż umożliwia rywalom wzmocnienie pozycji obronnych na częściej używanych stronach boiska, a tym samym zacieśnia przestrzeń dla ataków Czerwonych Diabłów.

2. Antidotum na kontuzję Aguero

Mobilność i wszędobylskość Teveza

Od pierwszego gwizdka nowego sezonu Carlos Tevez jest w ścisłej czołówce najlepszych graczy Premier League. Strzela, asystuje, ale największe wrażenie robi jego ruch po całym boisku. Kto uważa, że klasowy napastnik to wyłącznie łowca goli, powinien obejrzeć Teveza i zmienić mylne wrażenie. Natychmiast!

Zerknijmy na wykres podan skierowanych do Argentyńczyka. Niedawny wygnaniec z Etihad Stadium teraz przyciąga piłki w różnych strefach pola karnego niczym witryna sklepowa spłukaną zakupoholiczkę. Dodatkowo, Tevez łączy krótkie kombinacje podań na skrzydle, które umożliwiają rozluźnianie szyków defensywnych rywali.

Uraz Sergio Aguero z pierwszego meczu miał być bolesny jak kopnięcie w stół małym palcem. Z tak pracowitym Tevezem w składzie Manchester City nie musi już tak cierpieć.

3. Taką zmianę to ja rozumiem

Berbatov duuuużo pożyteczniejszy niż Petrić

Dimitar Berbatov został zepchnięty w czarną otchłań ławki rezerwowych/trybun na Old Trafford, więc słusznie poszukał szczęścia gdzie indziej. Wylądował w Fulham, dla którego sprowadzenie Bułgara ma duże szanse okazać się strzałem w dziesiątkę (nie jak wybudowanie ohydnego pomnika Michaela Jacksona przed stadionem).

Berbatov wciąż ma wybitne umiejętności. On lubi skleić piłkę, chwilę ją przytrzymać i muskać podania w swoim tempie. Man United dążący do przyspieszania gry niezbyt przychylnie patrzył na artyzm Bułgara. Jednak jego zagrania siały spore zagrożenie w szeregach West Hamu.

Nowy atakujący Fulham pojawił się na boisku w drugiej połowie przy stanie 0:3. Mimo to potrafił wykreować aż pięć okazji strzeleckich dla swoich kolegów – głównie wykładając piłkę przed pole karne Hugo Rodalledze. Dla porównania, Mladen Petrić, który ustąpił miejsca na boisku Berbatovowi, przez 45 minut zdołał wykrzesać raptem 4 celne podania w strefie ataku (nie mówimy o tworzeniu sytuacji bramkowych, a samych podaniach)! Ktoś chyba straci miejsce w wyjściowym składzie, panie Petrić…

4. Wszechstronność zawsze w cenie

Świetny Noble po obu stronach boiska

Abou Diaby był znakomity w środku pola przeciwko Liverpoolowi, ale nagrodę najlepszego pomocnika kolejki zgarnia Mark Noble. 25-latek z West Hamu zaprezentował modelową charakterystykę piłkarza, określanego w Anglii mianem „box-to-box”, czyli zawodnika pracującego pod własnym polem karnym i bramką przeciwnika.

Potwierdzają to wykresy. Po lewej – odbiory, czyli idealne 7/7. Wślizgi Noble’a były wymierzone co do milimetra i skutecznie uprzykrzały życie rozgrywającym Fulham. Z drugiej strony – podania, czyli prawie idealne 79/81. Anglik stabilizował środek pola, rozpoczynał akcje własnej drużyny i nawet sam kreował ataki. Dwa niecelne zagrania można mu wybaczyć, tym bardziej, że jedno było nadmiernie ambitne.

5. Pan bezbłędny (niemal)

Chirurgiczne podania Joe Allena

Pozycja w strefie spadkowej Liverpoolu mówi wiele, ale nie wszystko. The Reds wcale nie grają tak beznadziejnie, jak wskazuje dorobek punktowy. Są w środku taktycznej rewolucji i ciosy w zęby zbierają głównie po indywidualnych błędach ludzi, którzy nowego systemu się dopiero uczą.

Jednym z promyków nadziei jest Joe Allen. On zna strategię Brendana Rodgersa w stopniu takim, że gdyby otworzono wydział „Rodgersologia stosowana” na uniwersytecie, on zostałby dyrektorem katedry. Widać to po jego statystykach podań. Według Opta Sports, Walijczyk wykonał najwięcej dokładnych długich piłek (31) niż jakikolwiek inny zawodnik Premier League w tym sezonie. Pomylił się tylko raz, co daje średnią 96,9% dokładności dalekich piłek.

Najlepszy dowód daje starcie z Arsenalem. Szczególnie imponujące są jego precyzyjne rozrzucenia gry na prawą stronę, gdzie wysoko po boisku biega Glen Johnson. Takie podanie jeszcze nie stwarza bezpośredniego zagrożenia, ale znacząco zwiększa płynność rozegrania. W sytuacji Liverpoolu, dobre i to.

6. Przeciwko Norwich trzeba się nagłowić

Bezpośredni styl Norwich

Oglądając mecz Tottenhamu i Norwich nie umiałem pozbyć się wrażenia, że Kanarki za wszelką cenę usiłują jak najszybciej przemieszczać piłkę w strefę ataku. Wręcz gardzili klepaniem przez nogi środkowych pomocników. Stąd (widoczna po lewej stronie) mnogość długich piłek, głównie w kierunku mniej obstawionych skrzydeł. Niechęć do rozgrywania piłki środkiem jest w tym przypadku wyjątkowo dobrze widoczna.

Dużo niecelnych podań Norwich znalazło się w centrum boiska. Czemu? Rozwiązanie tej zagadki w dużej mierze przynosi prawa część wykresu. Otóż przy walce w powietrzu niesamowicie spisał się Jan Vertonghen – jego 11 wygranych główek to rekord weekendu w pięciu najlepszych ligach Europy.

7. Skrzydłowy?

Lallana w poszukiwaniu strzału

Myślę, że każdy widz meczu Southampton – Manchester United dostrzegł gracza, o którym teraz mowa. Adam Lallana był wyjątkowo dynamiczny i on najczęściej wyprowadzał akcje Świętych z własnej połowy.

Dość rozpowszechnionym trendem w Premier League staje się ścinanie skrzydłowych do środka pola (Everton, Tottenham, Newcastle, itp.). Ale Lallana posunął się do sytuacji ekstremalnej.

Na lewej stronie wykresu można dostrzec, że wszystkie podania w okolicach pola karnego United zebrał w środkowej strefie. Nic dziwnego zatem, że jego cztery próby strzałów także pochodziły ze tej części boiska. Jedynie w głębi pola Lallana decydował się trzymać  bliżej boku boiska. Skrzydłowy, który brzydzi się skrzydeł? Świat staje na głowie…

8. Stempel na każdej akcji

Carrick dominuje środek pola

Na koniec kolejne kuriozum ze spotkania na St. Mary’s Stadium. Michael Carrick tak bardzo stęsknił się za grą w pomocy, że chwytał się każdej okazji do rozegrania piłki. Anglik wykonał w meczu aż 126 podań. Następny na liście najczęściej podających, Morgan Schneiderlin z Southampton, zaliczył prawie połowę mniej zagrań. Może próby Carricka skupiały się głównie na utrzymywaniu posiadania i oddawania piłki najbliższemu koledze, ale wciąż różnica jest powalająca. Tego wymaga się od gracza-metronoma w ofensywie. Nie wierzycie? Spytajcie Sergio Busquetsa w Barcelonie. On coś na ten temat wie.

Reklamy

Granie w cieniu transferowego szału

Nie ma najmniejszych złudzeń – 31 sierpnia to w świecie futbolu czas handlu, wymian i kuszenia. Kibice ligi angielskiej są szczególnie rozpuszczeni emocjonalnym zamykaniem transferowego okna. Choć pewnie teraz śledzicie SkySports/BBC/Twittera, czy jakiekolwiek inne źródło – nie zapomnijcie, że jutro wraca granie na Wyspach. Na co warto zerknąć podczas zbliżającego się weekendu Premier League?

Transfer Deadline Day – święto kibiców (i Sky Sports)

1. Kto handluje ten żyje

Choćbym chciał (a nie chcę), nie sposób uciec od zmasowanej zmiany miejsc zamieszkania ważnych i znanych w angielskim futbolu. Premier League ma zwykle dwa bardzo nieprzewidywalne momenty – start sezonu, gdzie nie wiadomo kto się wzmocnił, a kto ma rok na straceniu oraz okolice trzeciej kolejki. Wtedy telefony agentów parzą, lotniska przeżywają nawał gwiazd piłkarskich, a każdy menedżer szuka oferty last minute.

Kurz opadnie w sobotę nad ranem. Wtedy zacznie się druga fala debiutów. W trzeciej serii meczów możemy się spodziewać nowych, znanych twarzy w lidze angielskiej: Julio Cesar z QPR (jak drużyna ledwie zipiąca nad strefą spadkową potrafi wyciągnąć triumfatora Ligi Mistrzów sprzed 2 lat?!), Esteban Granero z QPR (jak drużyna ledwie zipiąca nad strefą spadkową potrafi wyciągnąć porządnego technika z Realu?!), Pablo Hernandez ze Swansea (wybrał Walię zamiast Ligi Mistrzów w Valencii…), Maicon z Manchesteru City. Równie ekscytujące wydają się debiuty ogranych w Premier League, którzy szukają szczęścia w nowych drużynach – Moussa Dembele z Tottenhamu (to może być hit!), Andy Carroll z West Ham, Adam Johnson i Steven Fletcher z Sunderlandu, Scott Sinclair z Man City, Charlie Adam ze Stoke.

Okno transferowe zamykane w czasie sezonu to prawdziwe utrapienie w tworzeniu stabilności w drużyny. Ale szczerze? Niech zgłosi się kibic, który chętnie pozbyłby się tej zabawki pod koniec lata. 31 sierpnia to poza dniami meczowymi mój ulubiony termin piłkarskiego kalendarza.

2. Bezcenne punkty

Co z tego, że Liverpool stłamsił w środku pola Manchester City, jak wziął tylko remis? Co z tego, że The Reds coraz lepiej chwytają system Brendana Rodgersa? Co z tego, że Joe Allen wygląda na superpiłkarza? Chłopaki z Anfield robią rywalom przyspieszone święta i rozdają prezenty w obronie, stąd ledwie punkcik na koncie po dwóch grach.

Co z tego, że w Arsenalu znakomicie odszukał się Santi Cazorla? Co z tego, że obrona Kanonierów zaliczyła dwa czyste konta? Co z tego, że podopieczni Arsene Wengera tworzą najwięcej okazji strzeleckich w lidze? Na koncie bramkowym zespołu widnieje wciąż wielkie, okrągłe 0. Już teraz trzeba gonić za czołówką.

Hit na Anfield ugości dwie atrakcyjnie grające drużyny. Niech się cieszą piłkarscy esteci. Jednak strata punktu przez Liverpool lub Arsenal może oznaczać już bardzo pokaźne straty na inaugurację. Tu każdy weźmie 1:0 po samobóju.

3. Taktyczne rozterki Manciniego

Kto się nie rozwija, ten się cofa. Dlatego Roberto Mancini zakasał rękawy i stworzył nowe oblicze swojego zespołu. Mistrzowskie 4-2-3-1 z zeszłego sezonu przeplata 3-4-1-2, zaprezentowane w Liverpoolu lub podczas Tarczy Wspólnoty. Jeszcze wciąż za wcześnie na miarodajną ocenę nowego ustawienia, ale na Anfield nie wyglądało to kolorowo. Przegrana w środku pola, nieefektywne skrzydła, kompletny zanik Samira Nasriego i David Silva zmuszony do siedzenia na ławce – marna laurka.

Dlatego wiele wskazuje na to, że Mancini znów wróci do sprawdzonego systemu, w którym ma większą elastyczność w wyborze jedenastki. Królikiem doświadczalnym będzie QPR. Manchester City kontra QPR na Etihad Stadium – czy komuś to coś mówi, przypomina?:)

4. Układanka z Old Trafford

Urokliwie rozcięte udo Wayne’a Rooneya oznacza zmianę hierarchii w ataku Manchesteru United. Niewiele wskazuje, aby sir Alex Ferguson zmienił swój duet z ostatniego meczu: Robin van Persie i Shinji Kagawa, tym bardziej, że obaj strzelili po golu. Ale… W obliczu kontuzji Rooneya pojawia się szansa dla zakurzonego Javiera Hernandeza lub Danny’ego Welbecka.

Ciekawe też jak sir Alex rozwiąże kwestię ustawienia skrzydeł. Kto widział Naniego z Evertonem wie, że Portugalczyk dobrą formą nie grzeszy. A na stadionie Southampton to chyba Czerwone Diabły będą musiały się więcej wykazywać w kategoriach: kreatywność, rozegranie i rozbijanie defensywy.

5. Pobojowisko na WHL

W Tottenhamie brak punktów. Menedżer Andre Villas-Boas angażuje się w przewietrzenie zastanej stajni (szatni) i upuszczenie przez okna ducha poprzednika, stąd na wylocie z White Hart Lane jest długa kolejka zawodników. W takim pobojowisku trudno o normalność.

Jednak nareszcie skończyła się smrodliwa saga Luki Modricia. Wpadły gruuube miliony, które już są rozsądnie lokowane. Wspomniany Dembele powinien zadebiutować już z Norwich. Belg to znakomity drybler (vide mecz z Man United) i bezpardonowy obrońca, który wie, jak skutecznie wsadzić nogę po odbiór piłki. Widzę go świetnie wkomponowanego w trójkąt pomocników AVB, tuż za Gylfim Sigurdssonem.

6. Wczesny start

Everton i West Bromwich Albion zaczęły sezon wyjątkowo, mimo kalendarza sprzyjającego zwycięstwom jak kamieniste podłoże w hodowaniu ziemniaków. Dlatego ich bezpośrednie starcie, wbrew zdrowemu rozsądkowi, powinno być jednym z hitów trzeciej kolejki.

Steve Clarke poukładał WBA w systemie 4-2-3-1 z twardym Yacobem na defensywnym pomocniku. Jednak największy atut (w moich oczach) trzyma jako jokera. Romelu Lukaku na starcie rozgrywek jest najlepszym zmiennikiem Premier League. Silny i dynamiczny, rozstawiał po kątach obrońców Liverpoolu lub Tottenhamu o znanych nazwiskach. Równie wiele ciepłych słów należy się koledze Lukaku z reprezentacji Belgii, czyli Marouane Fellainiemu z Evertonu. Obaj zawodnicy biegają w różnych sektorach boiska, ale mają podobne atuty. Kto lepszy w wewnątrzbelgijskim starciu?

7. Stałość w uczuciach jest przereklamowana

Od momentu przejęcia QPR przez Tony’ego Fernandesa, zespół zmienia się diametralnie przy każdym oknie transferowym. Mark Hughes ma pieniądze na eksperymenty i wciąż szuka magicznej formuły zwycięstwa. Nie wyszło z zakupem Roba Greena na bramkę? Dawać mi Julio Cesara. I tak dalej…

Choć na Loftus Road wciąż nie jest kolorowo, klub potrafi przyciągać wielkie nazwiska. Cesar, Granero, Jose Bosingwa, Park Ji-Sung, David Hoilett – to robi wrażenie. W zamrażarce czeka dodatkowo Ricardo Carvalho. Trudno oprzeć się wrażeniu, że 2-3 lata temu zespół QPR miałby w kadrze nazwiska na miarę przynajmniej Ligi Europejskiej. Czy po zakończeniu transferów wreszcie nastanie epoka cementowania drużyny?

8. Villa, mamy problem

Paul Lambert przyszedł na Villa Park w roli zbawcy. Miał przecież zupełnie odmienić oblicze zespołu, który za kadencji Alexa McLeisha obrzydzał nawet swoich kibiców (niskie frekwencje to przejaw wotum nieufności fanów).

Prognozy były piękne. Aston Villa w pierwszym meczu zaczęła grać podaniami po ziemi, co z zachwytem zauważyli sympatycy klubu w przyśpiewkach. Skończyło się jednak porażką z West Hamem. Drugi mecz, już u siebie, okazał się jeszcze gorszy. The Villans nie umieli już nawet podawać. Osamotniony Darren Bent błąkał się gdzieś między stoperami Evertonu. Większe zagrożenie od reprezentanta Anglii niósł nienabity pistolet na wodę. Lambert musi błyskawicznie znaleźć sposób na tworzenie okazji, a stadion Newcastle nie będzie sprzyjającym miejscem na takie doświadczenia.

9. Nowy lider?

Swansea jeszcze mocniej się uzbroiło w ostatnich dniach transferów. Łabędzie strzelają na zawołanie i bronią dość skutecznie, co opisywałem w odrębnym tekście. W sobotę zwycięstwo na własnym Liberty Stadium nad Sunderlandem da im (na 99,999999%) pozycję lidera tabeli. Kto by pomyślał…

10. Piłkarze, na których warto rzucić okiem:

Robert Snodgrass – Norwich – zdolna lewa noga, która kręciła defensywą QPR aż miło. Byłego piłkarza Leeds na boisku wszędzie i dla niego samego trzeba zerknąć na Kanarki.

Hatem Ben Arfa – Newcastle – on spośród wszystkich Srok zaczął najlepiej. W tym momencie jest w TOP3 najlepszych dryblerów Premier League. Uczta dla oka.

Park Ji-Sung – QPR – na Etihad Stadium Rangersi będą często w obronie. Kibice Man United mogą zerknąć, jak bardzo wychodzi praca w defensywie ich staremu, dobremu Koreańczykowi.

Andy Carroll – West Ham – Młoty, zgodnie ze swoim przydomkiem, w ataku stawiają na ostro ciosaną grę. Przy wypożyczeniu Carrolla z Liverpoolu zdobyli chyba najlepszą dostępną broń do swojej taktyki. Reprezentant Anglii może zaliczyć wielkie pasmo sukcesów na Upton Park.

Wieści z „Festiwalu Klopsów”

Wyobraźmy sobie scenariusz, w którym wierny fan angielskiego futbolu kazał się zahibernować w 1985 roku. Odmrozili go przed drugą kolejką tego sezonu, więc weekendowe zmagania były dla niego materiałem oglądowym, jak przez lata zmieniła się liga. Ów „hibernator” zapewne złapałby się za głowę, widząc ilość koszmarnych błędów w na najwyższym szczeblu rozgrywek.

Okazji do łapania się za głowę było znacznie więcej

Sobota i niedziela sypnęła zawstydzającymi błędami. Weekend otworzyli gracze Swansea i West Hamu. Dwa pierwsze gole – jeden po „pachówie” Jussiego Jaaskelainena, drugi po katastrofalnym podaniu do bramkarza Jamesa Collinsa. Kilka godzin później do galerii gaf dołączył Shay Given (żadne okoliczności nie tłumaczą koślawego odbicia główki Fellainiego) i Jose Fonte (strata piłki przez niego, ostatniego obrońcę, oznaczała łatwe sam na sam dla Arouny Kone z Wigan). W brodę pluć może sobie też David de Gea, którego tak chwaliłem przed kilkoma dniami. Ale bez pochopnych wniosków – Hiszpan w bramce Manchesteru znów fruwał na linii, wyciągał strzały na refleksie, popisał się absolutnie najlepszą paradą początku rozgrywek. Zdarzył się i słabszy moment. Zła ocena wyjścia z bramki + wątłe ciało de Gei = klops przy piąstkowaniu dośrodkowania i gol kontaktowy dla Fulham. De Gea utwierdza mnie w przekonaniu, że jego czystobramkarskie zdolności plasują go w ścisłej czołówce Premier League, ale ma jeszcze kawał pracy domowej do odrobienia w kwestii gry na przedpolu – tak istotnej w przypadku angielskiej ekstraklasy.

Paradę błędów „godnie” zamknęli Martinowie Kelly i Skrtel z Liverpoolu. Ich wpadki uratowały skórę Manchesteru City w najlepszym meczu kolejki na Anfield. The Citizens po raz pierwszy w lidze zaprezentowali się w nowym systemie Roberto Manciniego 3-4-1-2, którego zalety ładnie uwidocznił pojedynek o Tarczę Wspólnoty. Tym razem jednak, City brakowało zęba w ataku. Mistrzowie Anglii w ofensywie, niczym marynarz ze szkorbutem, mieli więcej dziur, niż ważnych ogniw. Samir Nasri przetruchtał swoje minuty gry na skraju pola karnego. Zdecydowanie za rzadko na wyższy bieg wchodzili skrzydłowi James Milner i Aleksandar Kolarov. A przecież to oni stanowią fundament formacji 3-4-1-2 (jeśli w środku boiska rywale też mają trzech pomocników, a tak grał Liverpool). Ich obecność oznaczała też, że tylko na ławce mógł się znaleźć David Silva. Wolne korytarze na bokach starał się zapełniać Carlos Tevez i to właśnie jego wszechstronność w wymienianiu piłek (po prawej na dolnym wykresie), stanowiła motor akcji, których przebieg podnosił ciśnienie krwi fanów The Reds. Argentyńczyk pięknie dryblował (lewa strona). Brakowało mu tylko samodzielnego wykończenia akcji, więc może dlatego Skrtel postanowił go wynagrodzić dokładnym podaniem wyprowadzającym na pojedynek oko w oko z Jose Reiną?

Manciniemu nie spodobał się zespół funkcjonujący w takim systemie, dlatego przeprowadził w końcówce słynną już zmianę, wypychającą do przodu Yaya Toure (dzięki temu reprezentant WKS znalazł się w polu karnym po błędzie Kelly’ego).

City grało się ciężko, bo rywale z Liverpoolu nawet nie myśleli ułatwianiu życia mistrzom. Linia pomocy The Reds podawała odważnie, bez zbędnych wykopów, choć była pod ciągłym pressingiem. Swoje 15 mln funtów odstępnego pięknie zaczął spłacać Joe Allen. Niemal bezbłędny w podaniu, dzielnie zastępujący na pozycji defensywnego pomocnika kontuzjowanego znów Lucasa Leivę (wielu obserwatorów było zdziwionych postawą Allena w obronie, ale ja jego walory po obu stronach boiska widziałem już w zeszłym roku w Swansea). Poza Walijczykiem, kolosalną pracę z tyłu wykonał skrzydłowy Fabio Borini (3 odbiory, 3 przechwyty). Z tak ciężko pracującym graczem ataku, Liverpool nie powinien mieć problemów z zespołową obroną.

Odżył Steven Gerrard, tym razem trzymający się nieco z tyłu, grający bezpieczniej, ale na dużym zasięgu podań. Brendan Rodgers zaryzykował i postawił od pierwszej minuty na 17-letniego Raheema Sterlinga. Ten, choć chaotycznie, powoził za nos Kolo Toure, kilka razy przegrał drybling – jednak emanował odwagą. Sporo przed nim, zwłaszcza w trzymaniu pozycji w obronie – właśnie jemu uciekł Tevez przy golu na 1:1.

Liverpool z rzadka rozbijał trzyosobowy blok stoperów City, ale dwa razy wychodził na prowadzenie po świetnych stałych fragmentach. Kolektywną pracę roztrwoniły błędy jednostek. Dla Skrtela to już drugi mecz w obronie, w którym w oczy kłują powolne ruchy (nakręcony przez Balotelliego) i złe decyzje (podanie do Teveza). Niech nikogo w ocenie nie zmyli piękny gol głową – główne zadanie Słowaka to defensywa, a to jak dotąd idzie cieniutko.

Mój wymyślony „hibernator” ochłonął po wrażeniach z Anfield, potrząsnął głową za błędami, ale zobaczył też kawał wspaniałego  futbolu. Rogalik z wolnego Luisa Suareza – niczego sobie. Zagranie na jeden kontakt Robina van Persiego i trudny technicznie strzał w długi róg – równie zacny. Ale i tak najpiękniej, znowu, działo się w okolicach niebieskich koszulek z Chelsea. Dokładniej za sprawą dwóch przebojów początku sezonu Premier League – Edena Hazarda (gol i kolejna asysta) i Fernando Torresa. The Blues bardzo się chciało wyłącznie w pierwszej połowie. Wtedy z telewizora znów wyciekały źródełka kreatywności, rozegrania z rozmachem. Podobał Wam się gol Torresa z Reading? Dużo lepiej działo się przeciwko Newcastle.

Torres tym razem dryblował mniej, oddał ledwie jeden strzał (jakość, nie ilość!). Ciekawie wygląda jednak jego nowy wymiar w grze. Zwykle Hiszpan kojarzył się z eksplozją prędkości przy podaniach prostopadłych lub dryblingach, ale przeciwko Newcastle pokazał większą paletę umiejętności.

Udowadnia to wykres otrzymanych podań i pojedynków główkowych (wygranych 7 na 10). Torres rozwija grę plecami do bramki, staje się opcją do szybkiego przeniesienia ciężaru rozegrania i utrzymania piłki w rejonach pola karnego rywala. Kto wie, może już wkrótce 50 mln funtów ze stycznia 2011 okaże się ceną promocyjną?

W przebiegu drugiej kolejki dostrzegłem też sporo elementów, które zgrabnie powtórzyły scenariusz pierwszej serii spotkań. Everton zaczął sezon tak obiecująco, że żadnym dziwactwem nie będzie wyobrażanie sobie The Toffees w czubie tabeli na koniec rozgrywek. Formę chłopców Davida Moyesa potwierdziła kupa okazji strzeleckich na Villa Park. Przy śledzeniu Evertonu warto zwrócić uwagę na elastyczność skrzydłowych, którzy ścinając do środka, robią miejsce bocznym obrońcom. Stąd taki Leighton Baines może naprodukować w 90 minut aż osiem sytuacji na strzał. Swój firmowy ruch bez piłki odświeżył też Nikica Jelavić. Wyobrażacie sobie, że od maja 2011 do kwietnia 2012 Jelavić potrzebował 47 kontaktów z piłką, żeby zdobyć… 44 gole dla Glasgow i Evertonu? Bramka z Aston Villi stanowi modelowy przykład jego sposobu na żer w polu karnym.

Arsenalowi znów czkawką odbiło się przymusowe odejście van Persiego. Kanonierzy nie strzelili jeszcze gola jako jedyny zespół w lidze, który rozegrał dwa spotkania. Spodziewam się, że wkrótce Arsenal zacznie trafiać. Ale równie dobrze może ich dotknąć klątwa Liverpoolu z zeszłego roku – kreującego multum okazji i strzelającego ślepakami. Na dobre stery w Arsenalu przejął już Santi Cazorla, najaktywniejszy w starciu ze Stoke. Hiszpan stanowi przyjemną odmianę do klepaniny podań wokół pola karnego rywali, tak znanego elementu spotkań Kanonierów w lidze. Cazorla ma lukę to strzela, co widać na wykresie jego uderzeń.

Wybuch z pierwszej kolejki powtórzyła Swansea, choć nie bez pomocy „wielbłądów” West Hamu. Trzeba przyznać, że na Łabędzie, mimo odejścia Rodgersa, patrzy się z wielką przyjemnością. Rotacja piłki w trójkątach oraz odwaga w grze od tyłu została nietknięta. Wydaje się jednak, że unowocześniona Swansea Michaela Laudrupa jest bardziej błyskotliwa z przodu. Schodzący do środka skrzydłowi sieją zamęt. Obronę West Hamu co rusz dziurawiły prostopadłe piłki z głębi pola. W walijskim rodzynku w Premier League widzę na razie jedną wyraźną słabość – grę w powietrzu. West Ham nieprzyzwoicie często wygrywał pojedynki główkowe, ale też trudno się dziwić: w końcu stanowi to podstawę pomysłu na atak Sama Allardyce’a.

Piłkarski weekend w Anglii trzeba podsumować smutną informacją. Z ligi wypłynął wybitny talent Luki Modricia, który doczekał się wymarzonych przenosin do Realu Madryt. Jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że letnia sesja transferowa, nawet po odejściu Modricia, znacząco podniosła poziom ligi angielskiej. Hazard, Cazorla, Kagawa, Michu i inni – będzie komu się przyglądać.

Premier League żegna się z Modriciem

JEDENASTKA 2. KOLEJKI PREMIER LEAGUE

Michel Vorm (Swansea)

Rafael (Manchester United), Ashley Williams (Swansea), Anton Ferdinand (QPR), Leighton Baines (Everton)

Eden Hazard (Chelsea), Moussa Dembele (Fulham), Joe Allen (Liverpool), Steven Pienaar (Everton)

Carlos Tevez (Manchester City), Fernando Torres (Chelsea)

Taktyka z Premier League – 24. kolejka

Jak przeciwko Chelsea wypadł Antonio Valencia? Kim w sobotę straszył Roberto Mancini? Która gwiazda QPR przebudziła się w meczu z Wolves? Ile dla Swansea znaczy Joe Allen? Na te pytania pomoże odpowiedzieć taktyczne podsumowanie 24. kolejki Premier League.

1. Valencia o dwóch twarzach

Przed klasykiem na Stamford Bridge najwięcej prasy poświęcono pojedynkowi lewego obrońcy Chelsea z Antonio Valencią. U londyńczyków zagrać nie mógł Ashley Cole. Jego zadania przejął Jose Bosingwa i swoją misję wypełnił fantastycznie.

Przez pierwszą godzinę gry Bosingwa skutecznie zatrzymywał skrzydłowego Manchesteru United. Valencia nie mógł rozwinąć skrzydeł. Jego niską efektywność odpowiednio oddaje górna część wykresu. Widać na niej wszystkie  pojedynki (dryblingi, odbiory lub walka w powietrzu), które podjął Ekwadorczyk. Na osiem starć Valencia przegrał aż siedem.

W 64. minucie sir Alex Ferguson przeorganizował swój zespół. Wprowadzając Paula Scholesa, cofnął Valencię na pozycję prawego obrońcy. Zawodnik z nr 25 wyraźnie odżył w nowej roli. Do końca meczu grał perfekcyjnie w odbiorze (dół wykresu). Ponadto chętnie włączał się do ofensywy. Jego wejścia w końcówce były bardziej skuteczne, bo miał więcej czasu i przestrzeni na przeprowadzanie rajdów. Odważna akcja Valencii bezpośrednio przełożyła się na zdobycie przez Czerwone Diabły wyrównującego gola na 3:3.

Pełną analizę taktyczną Chelsea – Manchester United można znaleźć pod tym linkiem.

2. Cięta piłka

Manchester City przekonywająco pokonał Fulham 3:0. Główną postacią w zespole lidera tabeli był Sergio Aguero. The Citizens w tym spotkaniu nadzwyczaj często korzystali z przestrzeni w bocznych sektorach boiska. Odpowiednią jakość gry na flankach zapewnił m.in. Aleksandar Kolarov.

Serb jest głównie zastępcą podstawowego lewego obrońcy, Gaela Clichy’ego. Przeciwko Fulham od pierwszej minuty zagrał jednak były piłkarz Lazio. Kolarov od samego początku przejawiał wielką ochotę do gry ofensywnej.

Na wykresie zaznaczone są podania autorstwa serbskiego defensora. Uwagę zwraca duża ilość zagrań na połowie rywala. Warto też spojrzeć na dośrodkowania w pole karne. Kolarov posłał cztery dokładne centry. Jego wrzutki były piekielnie silne, kąśliwe, wymagające perfekcyjnej organizacji obronnej Fulham. Jedno z dośrodkowań bezpośrednio przełożyło się na bramkę dla City (na 2:0).

Roberto Mancini chętnie korzysta z Kolarova, gdy decyduje się na mocno ofensywne ustawienie lub musi gonić wynik. Serb nie jest tradycyjnym obrońcą, ani typowym skrzydłowym. Łączy pewne cechy obu pozycji. Jednak jeśli nie poprawi gry defensywnej, nie ma szans na wygryzienie Clichy’ego z podstawowego składu The Citizens.

3. Pobudka Taarabta

QPR pechowo i niespodziewanie przegrało z Wolverhampton. Rangersi dominowali w początkowej fazie meczu, ale obraz gry zmienił się po wyrzuceniu z boiska Djibrila Cisse. Mimo straty punktów, można dostrzec pozytywne elementy w grze londyńskiego klubu.

W styczniu QPR znacznie wzmocniło linię ataku (Cisse i Bobby Zamora). Równie ważnym „transferem” było jednak odkurzenie Adela Taarabta przez nowego menedżera Marka Hughesa. Skrzydłowy Rangers w zeszłym sezonie wciągnął QPR do Premier League, będąc najlepszym zawodnikiem drugiej ligi angielskiej. Po awansie do ekstraklasy mocno przygasł i skłócił się z poprzednim trenerem, Neilem Warnockiem.

Teraz wiele wskazuje na to, że Taarabt wraca do najwyższej dyspozycji. Marokańczyk przeciwko Wolves grał w swoim dawnym, dobrym stylu. Na wykresie widać, że czterokrotnie udanie dryblował (góra). Oddawał też groźne strzały z dystansu (dół). Jeden z nich zatrząsł poprzeczką bramki Wolverhampton.

Taarabt gola nie zdobył, ale znów na boisku czuje się pewnie. Jest wybitnie uzdolnionym technikiem, dlatego jego drybligów i zejść ze skrzydła powinien lękać się każdy przyszły rywal QPR.

4. Wszechstronność Allena

Swansea znów zachwyca. Dzięki drugiej w sezonie wyjazdowej wygranej, Łabędzie wskoczyły do górnej połówki tabeli. W zespole beniaminka znajduje się kilka wyróżniających się postaci. Jedną z nich jest 21-letni Joe Allen.

W Premier League Walijczyk udowadnia swoją wszechstronność. Allen potrafi bowiem występować na każdej pozycji w pomocy. Przeciwko Arsenalowi miał za zadanie konstruować ataki Łabędzi. Jak udowadnia górna część wykresu – wyszło mu to znakomicie. Podania Allena penetrowały szeregi obronne Kanonierów. 21-latek zaliczył w meczu jedną asystę.

Podczas sobotniej potyczki Łabędzi w West Bromwich menedżer Brendan Rodgers ustawił Allena na pozycji defensywnego pomocnika. Młody Walijczyk musiał rozbijać natarcia rywali. I znowu spisał się na medal. Na dziesięć prób odbioru (dół wykresu), aż ośmiokrotnie udanie wyłuskiwał piłkę spod nóg przeciwnika. W Swansea dorasta kolejny owoc brytyjskiego szkolenia gotowy do równej gry w ataku i obronie.

%d blogerów lubi to: