Archive

Posts Tagged ‘Joe Hart’

Siła Manchesterów

Komplet 24 punktów, osiem wygranych w lidze, awanse do półfinału Pucharu Ligi, cztery czyste konta, łączny bilans bramek 29:10. Nigdzie indziej wypełniona meczami co trzy dni końcówka grudnia nie była lepsza niż w Manchesterze. Świąteczne kopanie wepchnęło City tuż za plecy lidera, a United zbliżyło do czołowej czwórki na odległość trzech oczek.

Joe Hart wrócił do bramki The Citizens 17 grudnia i z miejsca stał się kluczową postacią dla tej znakomitej serii swojego klubu. Odzyskał pozycję po wygranym hicie 6:3 z Arsenalem. Jego pobyt na ławce z pewnością był zaplanowany na wyłącznie krótką chwilkę. Trener pokazał mu, że nie jest nietykalny i kolejne łatwe błędy nie będą tak łatwo zapominane. Takie: „Do pracy kolego, walcz o swoje”. Hart wrócił silniejszy, identycznie jak Wojciech Szczęsny po krótkim zesłaniu z zeszłego roku. Świetnie bronił już z Liverpoolem, ale jego apogeum przypadło na nietypowe starcie – z beniaminkiem Crystal Palace.

Trudno widzieć głównego bohatera w bramkarzu, gdy twój zespół wygrywa, ma 74% posiadania piłki i oddaje 23 strzały na bramkę rywala. Hart jednak miał sporo trudnej pracy i zwyczajnie nie chciał dać się zaskoczyć. Nie pękł nawet, gdy po starciu z Cameronem Jeromem poważnie rozciął łuk brwiowy. Wyglądał jak osiedlowy bokser, ale na szczęście City dotrwał do samego końca.

Wspominam o Harcie na samym początku, bo swojemu bramkarzowi sporo zawdzięcza także Manchester United. David de Gea może bronił mniej spektakularnie, ale jego interwencje z Norwich były równie kluczowe (o czym dowodzi wybranie go na piłkarza meczu przez kibiców United). W opisywanej połówce grudnia zaliczył trzy czyste konta. Jemu także, jak Hartowi i Szczęsnemu, przydał się oddech na plecach i rywalizacja z drugim golkiperem.

W przypadku United nie sposób także zapomnieć o Dannym Welbecku. Napastnik, który umiał wszystko poza… strzelaniem goli wreszcie zaczął je regularnie zdobywać. W ostatnich czterech meczach trafił czterokrotnie. W tym roku to już jego szósta bramka – sześciokrotnie więcej niż w całych poprzednich rozgrywkach ligowych. Nie ma Robina van Persiego? Na razie nie ma problemu, choć długoterminowe liczenie na Welbecka jeszcze nie przekonuje mnie do końca.

Zwycięski gol Welbecka padł z resztą, gdy Anglik wbiegł na boisko z ławki rezerwowych. To kolejny dowód w ostatnich dniach na odważne zmiany Davida Moyesa, który nie wahał się wpuścić na prawą obronę skrajnie ofensywnego skrzydłowego (Januzaj), a w przerwie meczu z Norwich wymienić Ryana Giggsa właśnie na Welbecka. United co prawda mierzyli się z przeciętnymi rywalami (kolejno Aston Villa, Stoke, West Ham, Hull i Norwich), miewali duże problemy (0:2 z Hull) – jednak trudno nie docenić powrotu dawnej regularności. Oczyszczenie atmosfery przyda się na najbliższe dni, gdy przyjdzie czas na poważniejsze testy – Tottenham i Chelsea.

Czytaj dalej…

Football is going home, Forza Italia a Varsavia

Dla mnie jako zaangażowanego kibica skończyło się EURO 2012. Odpadła Polska, opadła Anglia – obie zasłużenie, a mimo wszystko ich porażki wyryły mi zadrę w sercu. Anglicy kontynuują serię fatalnych karnych, które wyrzucają ich z turnieju. Ale gdyby z ćwierćfinału odpadli Włosi cieszyłby się we mnie kibic, ale płakał człowiek żądający w futbolu ociupiny sprawiedliwości. Azzurri jadą na półfinał do Warszawy.

Najnowsza historia Anglii w karnych: 1996 – wygrany ćwierćfinał z Holandią, przegrany półfinał z Niemcami; 1998 – przegrana w 1/16 z Argentyną; 2004 – przegrany ćwierćfinał z Portugalią; 2006 – przegrany ćwierćfinał z Portugalią; 2012 – przegrany ćwierćfinał z Włochami. Pięć wpadek z rzędu… Tyle, że zrzucanie winy na przestrzelone jedenastki byłoby dużym niedopowiedzeniem. Anglia ulec Włochom na boisku jakieś 3-4 razy wcześniej.

Gracze Roya Hodgsona wyszli na boisko w Kijowie (dokładnie tydzień przed finałem EURO 2012) z dwoma pomysłami. Słusznie zauważyli słabość włoskiego systemu 4-3-1-2 na bokach obrony. Skumulowani w środku pomocnicy Włoch zostawiają niezbyt dobrze zabezpieczanych skrajnych defensorów. Aż prosiło się o zmasowany atak skrzydłami.

Faktycznie, Anglicy ruszyli bokami. Szczególnie imponująco wyglądało to w pierwszym kwadransie, gdy Glen Johnson z Jamesem Milnerem robili wiatr na prawej stronie boiska. Widać to po dużej ilości prób dryblingu na powyższym wykresie. Otwarte korytarze pozwalały Anglii na groźne dośrodkowania (najlepszego z głębi pola nie wykorzystał Wayne Rooney). Prezentowany schemat pokazuje przy okazji różnicę jakości obu angielskich flanek. Ashley Young po lewej stronie zwykł swoje rajdy przegrywać i jego postawa to największe rozczarowanie mistrzostw w obozie Hodgsona.

Drugi z pomysłów Anglików, kopiowany już czwarty mecz z rzędu na EURO (szósty za kadencji nowego selekcjonera) polegał na osławionym ustawianiu się w zwartych dwóch liniach obrony 4 defensorów + 4 pomocników.  Wynikiem tego było oddanie posiadania piłki Włochom (68% dla Italii), ale także duża ilość zablokowanych strzałów z dystansu przez Anglię. Tu wniosek jest prosty – oddajesz inicjatywę i się cofasz = zacieśniasz pole gry, ograniczasz manewry atakujących i wymuszasz na rywalach częste uderzenia z daleka.

W tym momencie warto przejść do tego, dlaczego Włosi aż tak bardzo przeważali. Nastawienie na obronę nie oznacza bowiem pozwoleniu rywalom na bezkarne harce. Jako przyczyny widzę tu trzy czynniki: 1) bolesną niezdolność Anglii do utrzymania się przy piłce i wymiany podań, 2) odpuszczenie krycia Andrei Pirlo, 3) wielowymiarowość włoskiej ofensywy.

Ad. 1. Przyjrzyjmy się wykresowi wpływu na grę poszczególnych piłkarzy Anglii. Im większymi literami pisane nazwisko, tym częściej dany piłkarz miał kontakty z piłką i był w centrum zainteresowania akcji.

Okazuje się, że najwięcej do powiedzenia miał… bramkarz Joe Hart! Przyznam, że takiego cudu dawno nie widziałem. Piłka zamiast trafiać pod nogi pomocników, ba, niech to nawet będą środkowi obrońcy. Wtedy zachowana jest płynność rozegrania. Anglia była bardzo bezkompromisowa w swojej filozofii ataku. Piłka wędrowała błyskawicznie do przodu, notorycznie tracona pod polem karnym rywali. Pierwszy ładny kwadrans został zastąpiony później 105. minutami gonitwy za Włochami. Wartościowe akcje Anglii w dalszych fazach meczu? Tylko nieudana przewrotka Rooneya.

Grze podaniami Anglii towarzyszyło jeszcze jedno kuriozum. Otóż w statystykach kombinacji podań poszczególnych piłkarzy, najczęściej podawali do siebie… Hart z napastnikiem Andym Carrollem (który wszedł na boisko dopiero w 60. minucie).

Ten obrazek mówi wszystko – pominięcie drugiej linii i przerzut na głowę Carrolla. Wysoki napastnik strącał piłki, ale nie było ich komu zebrać, dlatego nawet to proste zagranie rzadko przynosiło pożądany efekt.

Ad. 2 Tyle o Anglii, czas teraz dla zwycięzców. Każda gazeta przed meczem pisała o wpływie na grę Włochów defensywnego pomocnika Pirlo, który stanowi centrum rozegrania Azzurri. W pierwszych fazach Anglicy – Rooney lub Danny Welbeck – wracali, aby nie dawać mu miejsca do przyjmowania piłki i rozprzestrzeniania swoich firmowych podań na skrzydło lub bezpośrednio za linię obrony rywala. Nie wiadomo czemu, z biegiem spotkania ta presja malała, a Pirlo pozwalał sobie na coraz więcej.

Włoski rozgrywający, przy wycofanej linii obrony Anglii, mógł spokojnie wejść na połowę rywala i stamtąd dyrygować grą (lewa strona wykresu). Jego kreatywność obrazuje prawy bok obrazka, na którym widnieją sytuacje stworzone przez Pirlo. Charakterystyczne długie zagrania z głębi pola docierały czasem do świetnie trzymającego linię spalonego Mario Balotelliego (10 strzałów w meczu, znakomity ruch bez piłki) lub Antonio Cassano wybiegającego na wolne przestrzenie.

Ad. 3. Ale na tym nie kończy się błyskotliwość ofensywna Włochów. Azzurri mieli jeszcze dwa kluczowe ośrodki zagrożenia, gdzie powstawało mnóstwo obiecujących akcji. Jeden, wynikający bezpośrednio z rozciągnięć Pirlo na skrzydła, uosabiał boczny obrońca Federico Balzaretti. Pisałem już wcześniej o zawężonym ustawieniu pomocy Włoch. Dlatego odpowiedzialność za rozciąganie defensywy rywala i grę na bokach musieli przejmować obrońcy. Balzaretti robił to znacznie skuteczniej niż Ignazio Abate po prawej stronie.

Widzimy nienaturalny wręcz na obrońcę schemat otrzymanych podań, z których znaczna większość odbyła się po długim przerzucie już na połowie Anglii (to pokazuje tylko wycofanie i zawężenie defensywy Hodgsona). Balzaretti korzystał z wolnego miejsca i aż pięciokrotnie podawał swoim kolegom na strzały.

Słówko na koniec należy się także pechowcowi serii rzutów karnych we Włoszech, Riccardo Montolivo. Wyszedł on w postawowym składzie i umiejętnie wyszukiwał przestrzeni między dwoma liniami angielskiej obrony. Biegał po całym boisku, pokazywał się do podania we wszystkich sektorach w ataku, a także umiejętnie podawał w pole karne. Jego najlepszą akcją było zagranie na jeden kontakt do Balotelliego, które zakończyło się uderzeniem z powietrza napastnika Manchesteru City.

Wynik 0:0 wskazuje zwykle na wyrównane starcie, ale nie w tym przypadku. Przewaga Włochów, wyjąwszy początek meczu, była olbrzymia i zgrabnie wpisywała się w przebieg tegorocznych ćwierćfinałów EURO. 1/4 upłynęła pod znakiem dominacji Portugalii, Niemiec, Hiszpanii i Włoch – wszystkie te zespoły w pełni zasłużyły na miejsca w półfinale.

Nie ma już drużyn, z którymi związałem się emocjonalnie. Pozostały tylko te, które ucieszą oko piłkarskiego purysty, osobnika bardziej niż na szalone emocje/niespodzianki czekającego na futbolową sztukę najwyższych lotów.

5 faktów przed ostatnią kolejką Premier League

Wszystko co dobre ma swój koniec. Ekscytujący sezon Premier League podsumuje niedzielna kolejka, w której wszystkie dziesięć spotkań rozpocznie się o 16.00. Zapraszam na kompletny przewodnik po tym, o co jeszcze grają kluby w angielskiej ekstraklasie.

Najważniejsze pytanie – City czy United?

1. Manchester mistrzem Anglii, tylko który?

Losy tytułu rozstrzygną się na Etihad Stadium – trudno wyobrazić sobie inny scenariusz. Jeśli City wygrają u siebie z QPR, tylko dwucyfrowe zwycięstwo United może pozbawić Obywateli pierwszego mistrzostwa od 1968 roku.

Prognozy dla The Citizens są znakomite. Gracze Roberto Manciniego wymurowali na Etihad okazałą twierdzę. W 23 ostatnich meczach u siebie, City tylko raz (!) zgubili punkty przy remisie z Sunderlandem. Jeśli tego jeszcze mało – QPR to najgorsza drużyna w Premier League na wyjazdach. Rangersi czują się w delegacjach jak Eskimosi na pustyni (10 porażek w 12 minionych meczach na obcych stadionach).

City od porażki z Arsenalem wygrali pięć kolejnych spotkań z bilansem bramkowym 15-1. Symbolem odrodzenia jest wymiana Mario Balotelliego na Carlosa Teveza. Z Argentyńczykiem w składzie City nie potrafią przegrywać.

Smaczku rywalizacji City z QPR doda obecność na ławce gości Marka Hughesa. Walijczyk był poprzednikiem Manciniego na stanowisku menedżera. – Mnie bolało, teraz inni zbierają korzyści – wspomina pracę w Manchesterze.

Do zwiększonego wysiłku Hughesa motywuje jego mentor i były opiekun sir Alex Ferguson. Mark zna swoją pracę. Został zwolniony przez City w nieetyczny sposób i on to pamięta – stwierdził Szkot z Old Trafford w swojej ostatniej w sezonie gierce słownej. Ferguson nawołuje Rangersów do powtórzenia wyczynu jego Aberdeen sprzed 27 lat, kiedy szkocka drużyna pokonała w finale Pucharu Zdobywców Pucharów bitego faworyta – Real Madryt.

Manchester United musi liczyć na QPR i samemu zwyciężyć w Sunderlandzie. Choć Czerwone Diabły przetrzebiły kontuzje (Welbeck, Smalling, Evans) to zadanie wygląda na dość proste. Sunderland nie walczy już o nic i wyraźnie obniżył loty (bez wygranej w siedmiu ostatnich meczach).

2. Komu Liga Mistrzów?

O europejski prestiż i, nie oszukujmy się, zawrotne pieniądze zagrają Arsenal, Tottenham i Newcastle. Pewne miejsce w Lidze Mistrzów będzie miał tylko brązowy medalista rozgrywek. O tym, czy czwarty zespół dołączy do kontynentalnej elity zadecyduje Chelsea w przyszłotygodniowym finale LM w Monachium.

Najwygodniej przed ostatnią kolejką ma Arsenal. Wiktoria w West Bromwich na pewno da Kanonierom miejsce w Lidze Mistrzów. Istnieją jednak dwa wielkie „ale”: 1) bez kontuzjowanego Mikela Artety Arsenal nie wygrał żadnego z czterech ostatnich meczach, 2) dla WBA będzie to pożegnanie z Royem Hodgsonem, nowym selekcjonerem Anglii, oraz walka o dwa miliony funtów premii za miejsce w TOP 10.

Sentymentalnie zrobi się też na White Hart Lane, gdyż na ten stadion wróci Martin Jol. Holender wykonał wspaniałą pracę z Fulham i jego zespół może jeszcze awansować na siódmą pozycję w tabeli. Tottenhamowi wygrana jest niezbędna. Brak awansu do Ligi Mistrzów może zapoczątkować wielki exodus gwiazd Kogutów.

Na europejskie szczyty ma ochotę Newcastle, ale ich czeka najtrudniejsza misja. Sroki muszą liczyć na potknięcia rywali z północnego Londynu oraz samemu wygrać na boisku Evertonu. Goodison Park to mało przyjazny teren – wiadomo. The Toffees wygrali sześć z siedmiu ostatnich meczów u siebie. Triumf nad Newcastle pozwoli im skończyć sezon nad Liverpoolem. Panowanie w Merseyside to bardzo kusząca propozycja…

3. Zostać w raju

Równie ciasno jak na górze jest w okolicach ostatniego bezpiecznego miejsca w tabeli (17). O przedłużoną przygodę w angielskiej ekstraklasie walczy QPR z Boltonem.

Wspominanym już Rangersom wystarczy remis na Etihad. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić… Można się więc spodziewać, że Hughes zagęści szeregi defensywne i postawi na trójkę środkowych pomocników w systemie 4-5-1.

Bolton musi wygrać w Stoke, inaczej spada z ligi niezależnie od wyniku w Manchesterze. Kłusaki wyniszczeni przez urazy stracili teraz podstawowego stopera (David Wheater). Stoke u siebie nie przegrało sześciu minionych spotkań, ale… W zeszłym sezonie na Britannia Stadium przyjechało Wigan, które na gwałt potrzebowało zwycięstwa – i udało się. O powtórce z rozrywki marzą sympatycy zespołu Owena Coyle’a.

4. Koronowane głowy

Gdy ucichnie ostatni gwizdek sezonu stanie się jasne komu należą się indywidualne zaszczyty. Wczoraj liga wybrała Alana Pardewa z Newcastle na najlepszego menedżera, a Vincenta Kompany’ego z Manchesteru City nazwano najlepszym piłkarzem. Nagród w puli jest więcej.

Złote rękawice za ten sezon otrzyma Joe Hart, któremu 17 razy udawało się zachować czyste konto (wynik może powiększyć do 18). Anglik obronił to trofeum z poprzednich rozgrywek. Wiceliderem klasyfikacji zostanie Tim Krul (przynajmniej 15 meczów bez straty bramki).

Koronę króla strzelców prawie na pewno założy Robin van Persie, autor 30 goli. Holender ma przewagę czterech trafień nad następnym w kolejce Wayne Rooneyem.

Najciekawiej zapowiada się walka o miano mistrza asyst. Lider David Silva zebrał ich 14, jednak mogą go dogonić Juan Mata i Antonio Valencia (po 13).

5. Do widzenia?

Koniec rozgrywek to czas radości mistrzów i łez pokonanych. Ale to także okazja na pożegnanie tych, którzy z ligą się rozstają. Na ostatnie mecze (przynajmniej na kilka miesięcy) czekają Roy Hodgson, Steve Kean z całym zespołem Blackburn, Terry Connor z Wolverhampton, QPR/Bolton.

Z dużą dozą prawdopodobieństwa z Premier League pożegna się legenda Chelsea Didier Drogba. Niepewna przyszłość przed jego obecnym menedżerem Roberto di Matteo. Kuszenia hiszpańskich gigantów mogą też przekonać do odejścia z Anglii gwiazd pokroju van Persiego czy Garretha Bale’a. Im wszystkim dziękuję za wkład w stworzenie najbardziej ekscytujących rozgrywek świata!

Epoka Joe Harta

Manchester City przestał dominować w rozgrywkach Premier League. Coraz częściej skórę kolegów ratuje bramkarz Joe Hart, który swoją pracę wykonuje wzorowo. Młody golkiper jest wielkim atutem The Citizens, ale także talizmanem reprezentacji Anglii.

Życie Joe Harta to dotąd samo pasmo sukcesów

City przegrało półfinał Carling Cup z Liverpoolem, choć do zwycięstwa zabrakło niewiele. Ekipę z Manchesteru przy życiu utrzymywał Hart, który seriami natchnionych parad zapobiegał utracie kolejnych goli. Błyszczał na Eithad i na Anfield. W międzyczasie uchronił swój zespół przed utratą punktów Wigan. Hart wywoływany do tablicy zna większość poprawnych odpowiedzi. A egzaminy przed publicznością w Manchesterze będzie zdawał przynajmniej do 2016 roku.

Fachowiec w bramce Anglii

Jeszcze dwa lata temu był zaledwie numerem 2 w bramce City i numerem 3 w drużynie narodowej. Teraz strzeże bramki lidera Premier League i czołowej reprezentacji Europy, choć ma dopiero 24 lata i sporo nauki przed sobą. Już teraz zaliczył 16 występów pod wodzą Fabio Capello. Co ciekawe, Anglia nie przegrała ani razu z Hartem między słupkami.

Widzę Joe jako numer 1 w reprezentacji przez długie lata, niczym Iker Casillas w Hiszpanii. Joe jest lepszym bramkarzem niż Casillas – chwali kolegę były golkiper Anglii David James. – Umie wszystko to, czego oczekuje się od klasowego bramkarza. Ile ma lat, 24? Ja debiutowałem w kadrze, gdy miałem 27 lat – kontynuuje w wywiadzie dla The Sun.

James docenia waleczność młodego piłkarza. – On uwielbia rywalizację. Pracowałem z wieloma bramkarzami w kadrze, którym brakowało tej cechy. Golkiperzy nie lubią puszczać goli, ale Joe – on chce wygrywać wszystko. Ma błysk w oku, nawet podczas gry w darta – zauważa 41-letni zawodnik Bristol City.

Dobre słowo z ust 53-krotnego reprezentanta Anglii jest cenne. Ale chyba jeszcze ważniejsza wydaje się opinia przywoływanej żywej legendy hiszpańskiego futbolu, Ikera Casillasa. Zawodnik Realu ocenił Harta przy okazji sparingu reprezentacji w 2011 roku.

Widziałem go pierwszy raz i byłem pod wrażeniem. Anglia miała kłopoty ze znalezieniem właściwego bramkarza, ale on jest poważnym kandydatem. Ma dużo pewności siebie i używa jej we właściwy sposób – stwierdził 30-latek z Madrytu.

Casillas przywołał długoletni wakat między słupkami angielskiej kadry. Od czasów Davida Seamana żaden piłkarz nie zapewnił sobie stałej pozycji numer 1. Rolą wymieniali się James, Paul Robinson, Robert Green i Scott Carson. Po Mundialu 2010 miejsce należy wyłącznie do Harta. To on jako jedyny z Anglików zyskał na niepowodzeniu podczas Mistrzostw Świata w RPA. Wówczas wywalczył sobie pierwszeństwo w wyjściowej jedenastce i swojej pozycji nie zamierza oddawać. Na horyzoncie nie widać godnych rywali o podstawowy skład reprezentacji. To raczej Hart zniechęca kolejnych graczy do przygody z reprezentacyjną piłką. Ben Foster, Green i Robinson ogłosili rozbrat z drużyną narodową. Nie widzieli dla siebie szans na grę, a ugniatanie ławki rezerwowych ich nie interesowało.

Jedynym konkurentem do miejsca w kadrze jest David Stockdale, broniący do niedawna na zapleczu angielskiej ekstraklasy. Hart nie zamierza ułatwiać życia koledze po fachu. Widzi się bowiem w każdym meczu ekipy Capello.

Niezależnie jak bardzo samolubnie to zabrzmi, patrzę wyłącznie na siebie. Wiem, że David powiedziałby tak samo, bo też chce grać – przyznaje golkiper Manchesteru City.

Gift is [Shay] Given

Droga Harta na szczyt bramkarskiej hierarchii w Anglii zaczęła się w rodzinnym Shrewsbury Town. Już jako nastolatek zdobywał doświadczenie w niższych ligach, mógł uczyć się na popełnianych błędach. W wieku 19 lat został wybrany najlepszym bramkarzem w League Two. Jego talent w 2006 roku dostrzegli działacze z Manchesteru City, jeszcze w erze przed strumieniem petrodolarów ze Wschodu.

Kupiony za 600 tys. funtów tułał się po wypożyczeniach. Ale już po roku przebił się do podstawowego składu The Citizens. Jednak City, zasilone pieniędzmi szejków, nie miało wiele cierpliwości do spokojnego chowania młokosa. Działacze wydali pieniądze na transfer szanowanego w Premier League Shaya Givena i Hart ponownie zasiadł na ławce rezerwowych.

Paradoksalnie, przyjście irlandzkiego rywala było dla młodego bramkarza zbawieniem. Hart zdecydował się na wypożyczenie do Birmingham. W słabszym zespole miał ręce pełne roboty. Swoje zadania wykonywał świetnie. The Blues wspinali się w tabeli, a Hart zbierał indywidualne wyróżnienia. Po powrocie do Manchesteru, menedżer Roberto Mancini zdecydował, że podstawowym bramkarzem City zostanie właśnie młody Anglik.

Hart nie zapomina o roli Givena w kształtowaniu jego kariery. – Shay to świetny bramkarz, świetna osoba. Jego wpływ na mnie jest ogromny. Miałem szansę z nim pracować, a to znacząco podniosło mój poziom – przyznaje golkiper City.

Given został zmuszony pożegnać się z Etihad. Wiedział, że nastała era Harta. W Manchesterze, ale i reprezentacji Anglii. Hart wciąż zdobywa nowe doświadczenia, a już czołowym bramkarzem Europy. Kolejni rywale uciekają z jego drogi. 24-latek zaliczył 16 występów w narodowej drużynie. Bramkarze, znani z długowieczności, często na boisku biegają do 40-stki. Czy rekord Petera Shiltona, 125-krotnego reprezentanta Anglii, może być poważnie zagrożony?

%d blogerów lubi to: