Archiwum

Posts Tagged ‘Juan Mata’

Triumfy niedzielnego kibica

Już kiedyś to grali. Majówkowa seria spotkań w Anglii do złudzenia przypomniała mi kolejkę z końcówki listopada. Wtedy pisałem „Czasami nawet weekend Premier League potrafi pokazać, że życie to prawdziwa gra wyborów. Śledząc losy ‚wielkich chłopców’ angielskiej piłki można było doprowadzić się do rozcięć na żyłach.”

Juan Mata – jasny punkt trudnej w odbiorze Super Niedzieli

Pozornie najciekawsze mecze weekendu okazały się klapą, którą spójną klamrą kompozycyjną połączył jeden wniosek – brak dokładności w strefie ataku. Match of the Day 2 zrobiło sobie parodię hucznie zapowiadanej Super Niedzieli przez długi pokaz zawstydzających podań do nikogo lub strzałów w 37 rząd trybun. Rzadkie zwycięstwo odnieśli „kibice wynikowi” wyrażający zainteresowanie futbolem przez patrzenie w tabelę i listę rezultatów. Rezultaty były zdecydowanie najważniejsze. Poświęcenie 270 minut na trzy mecze Premier League nie nauczyły wiele więcej, niż zwykły rzut oka na strzelców goli i zmiany w hierarchii angielskiej ekstraklasy.

Mimo to spróbujmy wyłapać drobne szczególiki, które warto wypunktować w podsumowaniu kolejki. Derby Liverpoolu litościwie przemilczę. Tam najważniejszy był żegnający się z piłką Jamie Carragher, a reszta (poza coraz bardziej obiecującym Philippe Coutinho) postanowiła nie kraść mu błysku fleszy i obiektywów kamer po końcowym gwizdku. Smutne to pożegnanie z tegorocznym śledzeniem zmagań The Reds – uwaga teraz wyłącznie skupia się walce o TOP4.

Olbrzymi krok do strefy Ligi Mistrzów i realizacji wszystkich planów Rafy Beniteza na koniec sezonu zrobiła Chelsea. Szturmem Old Trafford nie wzięła, ale wygrała całkiem zasłużenie. Manchester United miał szczęście w trwaniu bez straty gola, bo fatalne błędy w wyprowadzaniu piłki prosiły się o karę. Straty na własnej połowie kończone szybką kontrą The Blues były najbardziej elektryzującym momentem sportowej niedzieli. Tym bardziej, że winowajcy pochodzili z nietypowej puli: świetny ostatnio Phil Jones, Nemanja Vidić lub Wayne Rooney.

Ale największym powodem do rozpaczy dla kibiców Manchesteru powinna być tragikomiczna postawa Antonio Valencii. Jego podania lub niecelne wrzutki rozśmieszały sektor Chelsea, a zdumiewały zwolenników gospodarzy. Cóż się stało w przeciągu całego sezonu ze skrzydłowym, którego w poprzednich rozgrywkach wepchnąłbym do każdej jedenastki roku? Równie mizernie po powrocie do premierleague’owej akcji wyglądał Tom Cleverley. Ponarzekać można, jednak czym tu się nadmiernie przejmować, gdy mistrzostwo Anglii dla MU już dawno zapakowane, a i motywacja niższa.

Wszystkie trzy kluby myślące o dołączeniu do przyszłorocznej Ligi Mistrzów powygrywały 1:0. Trzykrotnie wygraną wyszarpywali zawodnicy już nie raz ratujący skórę swoim ekipom i wyraźni przywódcy w tym sezonie. Juan Mata dostał premię w postaci gola za najlepiej ustawiającego się i najsprawniej myślącego piłkarza na Old Trafford. Gareth Bale pokazał strzał żywcem wyjęty z arsenału Arjena Robbena z najlepszych lat. Zamknął tym samym usta krytykom, którzy wątpili w słuszność ozłacania go indywidualnymi nagrodami z tego roku (w głosowaniu na moim facebooku Wy także go wybraliście). Tottenham już dawno padłby wzorem Evertonu, gdyby za uszy nie wyciągał go niezwykły Walijczyk. Jego były kolega z Southamptonu Theo Walcott nie czekał na końcówkę gry i idealnie ułożył Arsenalowi wyjazd do beznadziejnego QPR. Jak trwoga, to do Boga. Futbol sportem drużynowym, ale czy nie definiują i uczłowieczają go przebłyski jednostek wyrywające się taktycznym założeniom?

Komplet zwycięstw londyńskich pretendentów sprawia, że do miana meczu sezonu urasta zaległe starcie Chelsea z Tottenhamem. Wygrana The Blues zapewnia im spokojny sen. Ale już teoretyczne zwycięstwo Kogutów spłaszcza kluczowy rejon tabeli na długość jednego punktu. Kto z neutralnych fanów nie będzie ściskał palców za chłopaków Andre Villas-Boasa?:)

Reklamy

Premier League dla proroka

Kto czytał piątkową zapowiedź kolejki Premier League, powinien zauważyć spełniające się przepowiednie. Piłkarze w ten weekend zagrali idealnie według napisanego scenariusza. 

Przepraszam, że już nawet zdjęcie w zapowiedzi zdradziło końcowy wynik  5:2 w derbach północnego Londynu. Miał być grad goli? Proszę bardzo. W tekście wymieniłem też dwa nazwiska byłych Kanonierów, obecnie zarabiających na życie w Tottenhamie. Emmanuel Adebayor i William Gallas stanęli w centrum wydarzeń na boisku. Ich poczynania można z powodzeniem uznać za jeszcze jeden, ostatni ich mecz na chwałę Arsenalu. Przewaga 13 Kanonierów na dziewięciu Kogutów nie mogła przynieść wyrównanego starcia.

Andre Villas-Boas przed meczem zapowiadał, że chce wykorzystać dodatkową motywację Adebayora. Już wtedy zauważył jednak, że takie nastawienie „może mieć też negatywne skutki”. Młody facet, a mówi z dojrzałością niejednego mędrca. Dwie twarze Adebayora nadały ton tej rywalizacji.

Do widzenia panie Adebayor

Togijczyk otworzył wynik po 10. minutach gry. Wydawało się, że nowatorskie dla Villas-Boasa ustawienie z dwójką napastników może być strzałem w dziesiątkę. Jermain Defoe miał przewagę szybkościową nad Perem Mertesackerem, a Adebayor był silniejszy niż Laurent Kościelny. Plan sypnął się po agresywnym i zupełnie zbędnym wślizgu Togijczyka. Poleciały iskry. Bez napastnika Kogutów stało się jasne, że sytuacja odwróci się o 180 stopni, a Arsenal otrzyma zwycięstwo wyłożone na tacy. – Wyrzucenie Emmanuela Adebayora miało olbrzymi wpływ na mecz i zepsuło spektakl, ponieważ w tamtym momencie wydawało się, że Arsenal będzie miał poważny problem – ocenił wielce ceniony przeze mnie Gary Neville.

Czytaj dalej…

Powiew optymizmu

Czasami męczą mnie pesymistyczne historie, wytykanie błędów i szukanie dziury w całym. Sam ponarzekałem na piłkarzy Premier League we wczorajszym wpisie. Po dziurki w uszach mam tematów o rasizmie w futbolu, którymi zapychane są sportowe sekcje angielskich gazet. Dlatego podsumowując weekend w Anglii skupiam się tylko na ośmiu dobrych, świetnych i znakomitych aspektach. Niech w umysłach wreszcie zagości niczym nie zmącony podziw dla herosów.

1. Odrodzony

Jak fantastyczną decyzję podjął Roberto di Matteo oszczędzając Juana Matę w meczach z QPR i Juventusem. Chelsea oba spotkania tylko remisowała, ale dzięki temu Hiszpan dostał trzy tygodnie na odsapnięcie od rytmu meczowego (wcześniej wykończył się kampanią Ligi Mistrzów, przygotowaniami do EURO 2012 i Igrzyskami Olimpijskimi). Powrót Maty do wyjściowej jedenastki przyniósł piorunujące efekty: 5 goli i 5 asyst w 5 zwycięskich spotkaniach (wcześniej nie zapisał się w ani jednej statystyce)!

Stali bywalcy na blogu podskórnie czują, że nie przemawiają do mnie czyste statystyki bramek. Równie ważny jest wpływ zawodnika na całość zespołu i jego rola w systemie. W minionych tygodniach Chelsea kręci się wokół Maty. Hiszpan ma rewelacyjne wyczucie przestrzeni na boisku i mózg zdolny do przetwarzania skomplikowanych ścieżek podań.

Jego zmysł rozgrywającego oraz egzekutora objawił się pełnym blaskiem przeciwko Tottenhamowi. Przy drugim golu Chelsea idealnie ustawił się przed polem karnym i precyzyjnie wymierzył strzał. Wynik meczu ustalił okradając z piłki Kyle’a Walkera i wykładając najłatwiejszą gola na tacy Danielowi Sturridge’owi. Ale prawdziwie dech w piersi odebrał przy akcji na 3:2. Wypatrzył dobrze ustawionego Edena Hazarda na środku. Bez wahania ruszył za linię obrony Tottenhamu, spodziewając się zwrotnego zagrania. Belg z Chelsea spisał się znakomicie, przecisnął zagranie w szczelinkę między nogami Kogutów i otworzył Macie drogę do siatki. Takie koronki pozwalają Romanowi Abramowiczowi poczuć sens wyrzucania gradu pieniędzy na londyński klub.

Łatwość Maty w posyłaniu podań tuż przed obroną Tottenhamu

2. Marzenie napastnika

Manchester United gra w tym roku pozbawiony dwóch tradycyjnych skrzydłowych – zwykle jedno z miejsc zajmuje człowiek uciekający w środek boiska. Ze Stoke podopieczni sir Alexa Fergusona wygrali jednak dzięki dośrodkowaniom. Wykonali ich 21 z czego 10 trafiło pod nogi lub na głowę Czerwonego Diabła.

Centry spadały w miejsca wymarzone dla każdego napastnika – za plecy obrońców, ale tuż przed nosem bramkarza. Co więcej, taką jakość wrzutek zapewniali sami napastnicy. Wayne Rooney podawał do Robina van Persiego i na odwrót, a w międzyczasie zaplątał się też Danny Welbeck. Współpraca pierwszej dwójki wygląda jak dotąd wyśmienicie, a to dopiero początek.

Szanse United były tworzone na bokach

Czytaj dalej…

Współczesna bitwa o Londyn

Najlepsze obecnie drużyny z Londynu. Kluby na najwyższej fali w całej Premier League. Tottenham gości Chelsea, z którą ma do wyrównania całą listę rachunków. Pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno kibice The Blues mówili o stadionie Tottenhamu „Three Point Lane”…

Byli współpracownicy teraz na czele londyńskich potentatów

Trudno się dziwić. Od 1987 aż do 2006 roku Koguty nie potrafiły u siebie przełamać kompleksu wielkiego rywala z zachodniej części stolicy Anglii (w lidze). Chelsea przyjeżdżała tu jak po swoje, co musiało nieziemsko pieklić zwolenników Tottenhamu. W końcu poza Arsenalem, starcia z The Blues są najważniejszymi w całym sezonie. Dopiero niedawna historia przypomniała Kogutom smak triumfu z niebieskim przeciwnikiem na własnych śmieciach.

Teraz trudno oprzeć się wrażeniu, że to właśnie Tottenham będzie faworytem hitu najbliższej kolejki Premier League.  Po słabowitym wyjściu z bloków na starcie ligowego sezonu, chłopcy Andre Villas-Boasa znaleźli rytm biegu, którego nie powstydziłby się Usain Bolt. Dosłownie. Tempo ataków Spurs jest obłędne. Skrzydłowi Aaron Lennon i Gareth Bale żyją w tym systemie jak dyktator państwa opływającego w ropę. Villas-Boas oparł się presji kibiców (buczenie) i części mediów (płacz za Harrym Redknappem). Poukładał środek dzięki wyśmienitej współpracy Moussy Dembele i Sandro. Ten pierwszy wyprowadza błyskawiczne ataki dzięki dryblingom, drugi okazuje się jednym z najtwardszych defensywnych pomocników w lidze.

Czytaj dalej…

Hazard z Matą, czyli nowa jakość Chelsea

Mecz Premier League w środowy wieczór to przyjemna odmiana, prawda? Tym bardziej, gdy Eden Hazard z Juanem Matą robią wszystko co w swojej mocy, aby podważyć definicję skrzydłowego i ofensywnego pomocnika.

Pokazówka Chelsea z Reading była namiastką tego, jaki pomysł na wygrywanie meczów będą mieli The Blues po transferowej ofensywie. Do lamusa odeszło na dobre „pomourinhowskie” 4-3-3. Powoli można też zapominać o reaktywnej, defensywnej Chelsea z końcówki zeszłego sezonu. Idzie nowe. Chyba… Równie dobrze może się okazać, że tak płynny styl (szczegóły poniżej), z łatwością obnażą potężniejsi niż Reading.

Grzechem nie zacząć od Edena Hazarda, bo: 1) Przyszedł za grubą kasę, 2) Na sześć goli Chelsea w sezonie asystował przy trzech (pięciu, jeśli sfaulowanie w polu karnym liczyć za asystę), 3) Pokazał nową jakość, która odświeża standardy Premier League. Lecimy…

Hazard w awizowanych składach jest skrzydłowym. Proszę spojrzeć na wykresy podań przyjętych (po lewej) i podań jego autorstwa (po prawej) i umiejscowić go precyzyjnie na planszy taktycznej. Ułatwię zadanie – nie da się. Belg to żywe srebro. Pokazuje się do piłek w każdym sektorze. Co istotne, a cholernie upierdliwe dla środkowych obrońców rywali, z reguły ustawia się w luce między liniami piłkarzy przeciwnika. Teraz bądź tu mądrym defensorem: wyjść i zostawić za sobą dziurę, czy zostać i czekać na strzał/prostopadłe podanie. Ledley King z Tottenhamu wspominał kiedyś, że tacy piłkarze są najbardziej niewygodni dla stoperów.

Na lewym wykresie widać, że większość piłek przyjmował na lewej stronie. Ale, co ciekawe, nie przełożyło się to do zwiększonej ilości podań własnych w tej strefie. Czemu? Otóż Hazard ani razu nie szedł do linii jak staroszkolny skrzydłowy, pędząc na złamanie podkoszulka niczym Theo Walcott. On woli inaczej. Bierze piłkę, ścina z nią do środka, holuje przy tej drobnej nóżce i, bezczelny, nie daje sobie odebrać. Na wskroś ofensywny piłkarz, który w całym meczu ma 5 niecelnych podań? Takie rzeczy jak dotąd to tylko u Iniesty/Xaviego

Chciałbym też zwrócić uwagę na prawą stronę. Jest ona o tyle ciekawa, że właśnie tam chętnie pojawiał się w jednej chwili Hazard, Juan Mata i Ramires. Chelsea przesuwała zdecydowanie ciężar gry w tę strefę, a na lewej zostawiała alternatywę w postaci osamotnionego Ashley’a Cole’a. Przyczynę tak niekonwencjonalnej, niesymetrycznej taktyki upatruję w chęci eksploatacji 34-letniego Iana Harte’a, lewego obrońcy Reading. Stare nogi już go tak nie noszą, dlatego tam najłatwiej było o groźną sytuację.

Współpracę na prawej stronie widać na powyższym wykresie podań Hazarda do Maty (lewa strona). Ten duet rozumiał się bez słów i szukał na boisku. Zagrania na linii Hazard-Mata lub Mata-Hazard były najczęstszymi wymianami w całym spotkaniu – po 18. Widać płynność ustawienia z przodu bardzo im odpowiada.

Odpowiada dlatego, że Mata to piłkarski globtroter nie mniejszy od Hazarda. Po jego wykresie podań także trudno określić boiskową pozycję.

Ale jedna rzecz u Hiszpana wyraźnie rzuca się w oczy i jest pewnego rodzaju nowością. Mata wyjątkowo często cofał się aż pod linię środkową boiska w poszukiwaniu wolnych przestrzeni do przejęcia piłek. Zwykle gonił za lukami nieco bliżej pola karnego rywali. Z Reading zaczynał głębiej i dopiero potem angażował się z przodu. Z niezłym skutkiem – miał aż cztery kluczowe podania.

Płynność rozegrań uosabiana przez Hazarda i Matę najpiękniej objawiła się przy trzeciej bramce dla Chelsea. Szybkie podania, jeden kontakt, dobre rozstawienie i mamy gola marzenie (szkoda tylko, że był spalony u strzelca).

Autorem tej bramki był Fernando Torres, któremu także należy się kilka linijek. Z góry zaznaczam –  rywalizacja z Reading nie zapisze się w historii meczów życia El Nino. Zbyt często musiał wikłać się w pojedynki siłowe ze stoperami, w których nie miał wiele szans. Jednak atrybuty Torresa leżą gdzie indziej i przejawy jego dobrej formy uwidoczniły się w środowy wieczór.

Torres robił to, czego wymagano od niego w zeszłym sezonie. Podejmował inicjatywę, nie bał się, nie zrzucał odpowiedzialności na innych. Widać to po wygranych dryblingach (najwięcej w meczu) oraz aż sześciu oddanych strzałach. El Nino powinien spokojnie zdobyć gola już wcześniej, ale w idealnej sytuacji pominął go Ramires.

Słów kilka o beniaminku z Reading, któryego miałem okazję oglądać po raz pierwszy od lat. Królewscy zrobili wszystko, co tylko mogli, aby wywalczyć coś na Stamford Bridge. Mieli pół stuprocentowej okazji, a strzelili dwa gole. Bramka Pawla Pogrebniaka była przecież zasługą jego znakomitego nabiegu do piłki, a nie dogodnej sytuacji strzeleckiej.

Reading wyszło w ustawieniu 4-5-1. Założenia jasne: blokujemy środek pola w trójkę i liczymy na ugranie czegoś w ataku na skrzydłach. Tendencję do gry na bokach, szczególnie prawym, widać na wykresie podań z pierwszej i drugiej połowy. Plan nie różnił się zbytnio, gdy goście przegrywali 0:1 i wygrywali 2:1. Rozrzucenie na skrzydło, próba dryblingu i ewentualna centra.

Nieźle można to pokazać na rywalizacji Garatha McCleary’ego z Ashleyem Colem. Obrońca Chelsea wygrał większość pojedynków, udanie wchodził wślizgami, dlatego McCleary z rzadka miał okazję do dośrodkowań, mimo że to on najczęściej był adresatem podań kolegów. Ale wystarczyła jedna szybka wymiana na boku, aby McCleary uwolnił się od Cole’a i zagrał płasko na głowę Pogrebniaka.

Reading prawdopodobnie nie doświadczy zeszłorocznych zachwytów, które za prezentowany styl spotkały Swansea lub Norwich. Ale w defensywnie trzymają się solidnie. Tylko te przeklęte błędy bramkarskie… Adam Federici – drugi mecz, druga poważna wpadka.

Jedenastka 24. kolejki EPL, van Persie najlepszy

Wszystko co najciekawsze w 24. kolejce Premier League skumulowało się w drugiej połowie hitu na Stamford Bridge. Sporo działo się też na Emirates, gdzie Arsenal urządził Blackburn prawdziwą kanonadę. Pierwsze skrzypce grał Robin van Persie. Zapraszam na podsumowanie kolejki i prezentację wyróżniającej jedenastki zawodników. 

Jedenastka 24. kolejki (1-3-4-3):
BR: Tim Krul (4*, Newcastle)
PO: Francis Coquelin (1, Arsenal)
ŚO: Michael Dawson (1, Tottenham)
LO: Leighton Baines (2, Everton)
PP: Theo Walcott (1, Arsenal)
ŚP: Raul Meireles (2, Chelsea)
ŚP: Gylfi Sigurdsson (1, Swansea)
LP: Alex Oxlade-Chamberlain (1, Arsenal)
N: Wayne Rooney (4, Manchester United)
N: Sergio Aguero (3, Manchester City)
N: Robin van Persie (7, Arsenal)
* razy w jedenastce kolejki

Gracz kolejki: 

Robin van Persie wziął ze sobą piłkę po strzeleniu hat-tricka

Robin van Persie (Arsenal) – Arsenal przejechał się po Blackburn niczym walec. W centrum uwagi znów znalazł się latający Holender z Emirates. Van Persie sam ustrzelił trzy gole, przy okazji asystował przy dwóch kolejnych trafieniach. Kapitalna było jego podanie przy bramce Oxlade-Chamberlaina. Van Persie ucieka wszystkim rywalom w klasyfikacji strzelców. Już uzbierał 22 trafienia, więcej niż zeszłoroczni królowie Carlos Tevez i Dimitar Berbatov, a do końca sezonu jeszcze 14 ligowych spotkań.

Mecz kolejki: 

Chelsea – Manchester United 3:3 – Kolejny wspaniały hit w Premier League i kolejny wielki comeback drużyny sir Alexa Fergusona. Pierwsza połowa to pokaz defensywy, ale w następnej odsłonie klasyk ruszył z siłą rakiety odrzutowej. – Druga połowa to jak przejażdżka Maserati po Monte Carlo po wcześniejszym wygraniu w kasynie miliona euro – napisał komentator Canal+ Przemysław Rudzki na swoim blogu. Takie cacko, z pięknymi golami, wymianą ciosów zdarza się niezwykle rzadko. Szczególnie, gdy mierzą się ze sobą czołowe drużyny w kraju. Swoje trzy grosze dorzucił też sędzia Howard Webb, który kontrowersyjnie gwizdał przy wydarzeniach w okolicach pola karnego The Blues.

Gol kolejki: 

Juan Mata (Chelsea) – Hiszpan okrasił klasyk na Stamford Bridge znakomitym wolejem. Mata czekał na długim słupku, a gdy dotarła do niego centra Fernando Torresa, huknął z całej siły. Skrzydłowy Chelsea miał mało miejsca na rozgrywanie piłki, ale golem i asystą potrafił wpłynąć na wynik spotkania.

Parada kolejki: 

David de Gea (Manchester United) – przed spotkaniem bramkarz United znalazł się znów pod falą krytyki. Odpowiedział w najlepszy możliwy sposób. W doliczonym czasie gry świetne sparował uderzenie Maty z rzutu wolnego. Pierwszorzędna interwencja wymagała od niego maksymalnego rozciągnięcia. De Gea jakimś cudem zatrzymał strzał lecący w samo okienko bramki.

Gafa kolejki: 

Tim Howard (Everton) – mniej szczęścia miał były golkiper Czerwonych Diabłów. Wpadka Howarda kosztowała Everton zwycięstwo w Wigan. Piłka po odbiciu od obrońcy niefortunnie odbiła się od kępy trawy, ale Amerykanin powinien się lepiej ustawić. Futbolówka prześlizgnęła mu się po rękach i wtoczyła się do siatki.

Pudło kolejki: 

Peter Odemwingie (WBA) – Mimo przegranej West Brom wcale nie było gorsze od Swansea. The Baggies seriami tworzyli dobre okazje, ale zabrakło im wykończenia. Przy stanie 1:2 Odemwingie miał przed sobą tylko bramkarza i mnóstwo czasu na dobry strzał, ale wszystko przeniósł piłkę wysoko nad poprzeczką. Pudło zmniejszyło szanse WBA na cenny punkt.

Zawód kolejki:

Liverpool – Tottenham 0:0 – po niedzielnym szlagierze oczekiwania wobec meczu siódmej i trzeciej drużyny tabeli sięgały zenitu. Wcześniejsze spotkania na szczycie w tym sezonie obfitowały w grad bramek (8:2, 3:5, 1:5, 3:3). W poniedziałek jednym z najciekawszych wydarzeń było… pojawienie się kota na boisku. Tottenham zdecydował się na asekuracyjną, zdyscyplinowaną taktykę. Liverpool natomiast nie potrafił wystarczająco rozszczelnić obrony Kogutów. Remis na Anfield ucieszył wszystkich rywali w TOP 7.

Nagrody po 13. kolejce Premier League

Weekend piłkarskich zmagań w Anglii zaczął się od emocjonujących spotkań w sobotę. Sportowe emocje odsunęła w cień wiadomość o śmierci legendarnego Walijczyka Gary’ego Speeda, byłego gracza Leeds, Evertonu, Newcastle, Boltonu i Sheffield United. Zapraszam na podsumowanie smutnej 13. kolejki Premier League, w której najlepszym graczem okazał się Juan Mata.

Jedenastka 13. kolejki (1-4-4-1-1):
BR: Tim Krul (2*, Newcastle)
PO: Danny Simpson (1, Newcastle)
ŚO: Younes Kaboul (1, Tottenham)
ŚO: John Terry (1, Chelsea)
LO: Patrice Evra (2, Manchester United)
PP: Victor Moses (2, Wigan)
ŚP: Marouane Fellaini (1, Everton)
ŚP: Lucas Leiva (2, Liverpool)
LP: Diniyar Bilyaletdinov (1, Everton)
OŚP: Juan Mata (2, Chelsea)
N: Emmanuel Adebayor (3, Tottenham)
* razy w jedenastce kolejki

Piłkarz kolejki: Juan Mata (Chelsea) – dwie asysty i gol w pierwszej połowie. Mata zapewnił spokojne popołudnie będącemu pod presją menedżerowi Andre Villas-Boasowi. Hiszpan podawał bardzo dokładnie, stworzył kolegom cztery sytuacje bramkowe. Świetnie współpracował z Danielem Sturridgem. Ich gra przewyższała umiejętności defensywne Wolverhampton.

Mecz kolejki: Manchester United – Newcastle 1:1 – spotkanie na Old Trafford miało dwa oblicza. W pierwszej połowie lepsze wrażenie zostawili po sobie goście z Newcastle, w drugiej dominował Man United. Temperatura na boisku podniosła się w ostatnim kwadransie. Osłabione po czerwonej kartce Newcastle broniło całym zespołem w polu karnym, a gospodarze co rusz nękali Tima Krula. Man United stworzyli sobie sześć świetnych okazji, ale holenderski bramkarz Newcastle przetrwał kanonadę mistrzów Anglii i zapewnił swojej ekipie bezcenny punkt.

Gol kolejki: Ruben Rochina (Blackburn) – drużyna Steve Keana po raz kolejny mocno zawiodła i wylądowała na dnie Premier League. Blackburn przegrywało już 0:3, gdy bramkę na otarcie łez zdobył Rochina. Hiszpan dokładnie i mocno przymierzył zza pola karnego. Piłka od słupka wpadła do siatki, ale na wielki powrót Rovers było już za późno.

Parada kolejki: Joe Hart (Manchester City) – podczas tego weekendu bramkarze popisywali się świetnymi interwencjami. Wyróżniali się Mark Schwarzer i Tim Krul. Mnóstwo pracy miał także Joe Hart, który uratował liderowi tabeli remis na Anfield. W trzeciej minucie doliczonego czasu Hart znakomicie sparował uderzenie głową Andy’ego Carrolla, a później nogami zatrzymał dobitkę Luisa Suareza. Bez tak dobrze dysponowanego bramkarza City mogło wysoko przegrać w Liverpoolu.

Gafa kolejki: Wes Brown (Sunderland) – Sunderland przeważał w konfrontacji z Wigan, ale przegrał przez dwa błędy w obronie. Karygodnie pomylił się Brown w ostatnich sekundach spotkania. Doświadczony obrońca źle przyjął piłkę zagrywaną przez własnego golkipera i chwilę później napastnik Wigan Franco di Santo strzelał na pustą bramkę. Kolejna porażka, w dodatku z tak słabym rywalem, przybliżyła Czarne Koty do strefy spadkowej.

Kontrowersja kolejki: rzut karny Newcastle –  sir Alex Ferguson długo wściekał się po decyzji sędziego o rzucie karnym dla Newcastle. Miał powody. Rio Ferdinand idealnie wymierzył swój wślizg i wybił piłkę spod nóg Hatema Ben Arfy. Arbiter początkowo wskazał na rzut rożny, ale zmienił decyzję po konsultacji z liniowym. Newcastle zasługiwało na bramkę, jednak nie po tak fatalnej pomyłce sędziowskiej.

Wydarzenie kolejki: tragiczna śmierć Gary’ego Speeda – brytyjską piłką wstrząsnęła w niedzielę wieść o samobójstwie selekcjonera Walii Gary’ego Speeda. Speed był w Anglii symbolem wytrzymałości i przykładem cech przywódczych. Na wszystkich szczeblach ligowych zaliczył 677 występów. Jego śmierć poruszyła szczególnie reprezentantów Walii oraz byłych kolegów z boiska. Minuta ciszy ku jego pamięci w Swansea przerodziła się w burzę oklasków i przyśpiewek kibiców. Jego przyjaciel Shay Given popłakał się przed kamerami, a Craig Bellamy zrezygnował z występu na Anfield. Niedawno Speed odbudowywał reprezentację Walii, która wygrała cztery z pięciu ostatnich meczów pod jego wodzą.

Gary Speed, fot: Guardian

%d blogerów lubi to: