Archiwum

Posts Tagged ‘Jurgen Klinsmann’

Piłkarskie mocarstwo w budowie

Po dwutygodniowej przerwie blogowej wracam z tematem, którego wcześniej nie poruszałem. W Polsce marginalnym, w Europie niszowym, ale takim, który zajął moje życie w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Piłka nożna w Stanach Zjednoczonych. Czy rzeczywiście jest z nią tak źle? Czy Ameryka zostanie kiedyś osadą soccera? Dlaczego w ogóle oni nazywają ten sport inaczej niż reszta cywilizowanego społeczeństwa?

Jurgen Klinsmann z amerykańskim sercem, fot: Wikimedia

Okazją do tej notki jest dzisiejsza (17 czerwca) rocznica od inauguracji amerykańskiego Mundialu z 1994 roku. Symbolika tego wydarzenia jest niezwykła, bo jedyną bramkę spotkania Niemcy – Boliwia w Chicago zdobył wówczas Jurgen Klinsmann. 19 lat później Klinsmann ciągle siedzi w Stanach Zjednoczonych i aktualnie walczy o przepchnięcie reprezentacji USA na MŚ’2014 w Brazylii (na 95% mu się to uda). Poza tym 2013 rok to wielkie święto amerykańskiej piłki nożnej z racji obchodów stulecia tamtejszej federacji piłkarskiej.

Tak, tak – zorganizowany futbol (soccer) w USA ma już stuletnią tradycję, a i wcześniej kopano piłkę na amerykańskiej ziemi. Być może nie mówilibyśmy o szansach Amerykanów w walce o najwyższe laury z przymrużeniem oka, gdyby nie… Uniwerstytet Harvarda. Wiecie, że jeszcze w XIX wieku amerykańskie uczelnie rywalizowały głównie w meczach piłkarskich, a dopiero Harvard nawrócił resztę na pojedynki w rugby? W krótkim czasie z rugby zrobił się futbol amerykański, którego popularność w USA najlepiej ogląda 100 mln telewidzów (1/3 społeczeństwa) oglądających każde kolejne Super Bowl w NFL. Rozwój tej dyscypliny narzuca rozróżnienie swój futbol od soccer w kontekście amerykańskim. Samo słówko soccer pochodzi od angielskiego „association” (organizacja, związek). Jako, że o piłce nożnej zwykło się mawiać oficjalnie Association Football (sprawdźcie sami hasło w angielskiej Wikipedii), skrótem od tego słowa jest asocc., które ewoluowało w soccer (z dodaną końcówką -er, popularnym w tworzeniu przezwisk w języku angielskim).

To była tylko jedna z niewykorzystanych szans na zaszczepienie piłkarskiej gorączki w USA. W 1921 roku na tamtejszych terenach swoje mecze rozgrywała liga ASL. Jej poziom był tak wysoki (równie dobry jak poziom zarobków), że czołowi zawodnicy z Europy chętnie czmychali za ocean, aby tam strzelać gole. Drenaż europejskiego futbolu (szczególnie brytyjskiego) przez amerykańskie drużyny był na tyle duży, że Szkocja poskarżyła się o to do taty – czyli FIFA. Ostatecznie szansę na stworzenie ligi marzeń w Stanach Zjednoczonych zakończył wielki kryzys ekonomiczny z 1929 roku. Zawodowe piłkarstwo rozsypało się na 39 lat. Może wydać się to banalne, ale upadek ligi w latach 30-tych XX wieku połączony z wcześniejszym odejściem uniwersytetów w stronę innych dyscyplin było kluczowe. Wtedy właśnie tworzyły się podwaliny pod sportową kulturę w Stanach Zjednoczonych i z tych okresów swoją nieustającą popularność czerpią baseball, futbol amerykański i koszykówka. Piłka nożna nie miała ligi, a nieobecni głosu nie mają…

Wtedy poetycko zaprzepaszczono kolejną szansę na przebicie się amerykańskiej ligi do grona najlepszych rozgrywek świata. North American Soccer League (NASL) rozsławiły głównie podloty zespołu New York Cosmos. W 1977 roku ten klub wystawiał w podstawowej jedenastce i Pelego, i Franza Beckenbauera, i Carlosa Alberto (kapitan cudownej, złotej Brazylii z MŚ’70), i Giorgio Chinaglię (wybranego przez Lazio Rzym jako swojego piłkarza stulecia). Galacticos na prawie 30 lat przed Realem Madryt (nawet koszulki mieli śnieżnobiałe). Na mecze Cosmosu potrafiło przyjść nawet ponad 70-tysięcy ludzi. Ale nowojorska drużyna była błogosławieństwem w równie dużym stopniu co zarazą całej ligi. Reszta klubów zaczęła się zbroić, aby im dorównać. Za gigantyczne pieniądze sprowadzali swoje podstarzałe gwiazdki z Europy. Balon pękł, kibice się zniechęcili i biznes trzeba było zamykać w 1984 roku.

Czytaj dalej…

Reklamy
%d blogerów lubi to: